Chłodne spojrzenie na nieromantyczną reformę mundialu

 |  Written by Danz  |  5



 

OK., z dzisiejszej perspektywy krytyczne nastawienie do reformy Gianniego Infantino jest zrozumiałe. Zwłaszcza że głównymi beneficjentami rozszerzenia finałów nie będą najsilniejsze piłkarsko kontynenty, czyli Europa i Ameryka Południowa, tylko regiony uważane teraz - i nie bez racji - za znajdujące się na peryferiach głównego nurtu. A co za tym idzie - wydaje się, że nie ma możliwości, aby nie ucierpiał poziom rozgrywek; nuda na początek będzie raczej nieunikniona. Liczba uczestników - niemal jedna czwarta wszystkich przystępujących do kwalifikacji - spowoduje, że impreza przestanie być tak wyjątkowa jak dotychczas. Zaproponowana formuła, czyli 16 grup po trzy zespoły w pierwszej fazie, także nie jest najbardziej fortunna. Dla sporej liczby słabszych uczestników (czyli przede wszystkim tych, którzy wezmą udział wyłącznie dzięki modyfikacji zaproponowanej przez FIFA) z góry rezerwuje bowiem następujący scenariusz: pierwszy mecz o wszystko, drugi i ostatni - o honor. Największe wyzwanie stanowić będzie jednak i tak logistyka. 48 startujących zespołów oznacza konieczność przygotowania większej liczby stadionów, a przede wszystkim - ośrodków pobytowych. Wydatki na przeprowadzenie turnieju będą więc gigantyczne.

 


To wszystko ewidentne minusy, tylko musimy pamiętać - i brać pod uwagę - że za 10 lat świat będzie wyglądał inaczej. Futbol także. Po rozbudowaniu mundialu do 24 uczestników (z 16) piłka nie zawaliła się, tylko poszła do przodu. Podobnie było po rozszerzeniu finałowej rywalizacji do 32 drużyn. A teraz jesteśmy świadkami (raczej początku niż apogeum) ekspansji Chińczyków na rynku piłkarskim. Ameryki planują połączyć siły na trwałe, także w rozgrywkach klubowych, i związek jakości z Południa z kapitałem z Północy wydaje się nie tylko sensowny, ale i konkurencyjny. Dla Europy, ale też bardzo majętnej i pozbawionej finansowych skrupułów (a przede wszystkim limitów) Azji. Dziś nie ma na całej planecie tylu dobrych piłkarzy, żeby można było wystawić 48 klasowych drużyn w finałach mistrzostw świata, ale pęd ku globalnemu szkoleniu jest tak wielki, że sytuacja i pod tym względem będzie ewoluować. Zwłaszcza że bodźców rozwojowych nie zabraknie, jeśli w ślad za zmianą formuły mundialu zmodyfikowane zostaną zasady rozgrywania Klubowych Mistrzostw Świata.

 

Nie mam złudzeń, że u podstaw reformy Infantino legły szczytne idee propagowania futbolu na wszystkich kontynentach. Zadecydowały oczywiście względy komercyjne, szybko przecież oszacowano, że przychody FIFA z tytułu rozszerzenia liczby uczestników mundialu wzrosną o minimum 0,6 miliarda dolarów. A nie można wykluczyć, że będą wyższe. I to znacznie. Pytanie jednak, czy dalszy dynamiczny rozwój piłki nożnej byłby możliwy bez otwarcia się na bardzo ludne przecież kontynenty azjatycki i afrykański? Nie jestem entuzjastą burzenia porządku w światowej piłce nożnej, ale mam świadomość, że od udziału nie-mistrzów w Lidze Mistrzów UEFA nie ma już odwrotu. Stało się, koniec i kropka. Ba, brakuje mi również tęsknego wyczekiwania na piłkarskie środy, które (i tylko one) były zarezerwowane dla europejskich pucharów. Ludzie urodzeni w latach 70-tych poprzedniego stulecia - i wcześniej - doskonale pamiętają jakie to było... romantyczne. A przy okazji niedochodowe...


http://pilkanozna.pl/index.php/Adam-Godlewski/Krótka-Piłka/894521-chodne-spojrzenie-na-nieromantyczn-reform-mundialu.html

5
5 (1)

5 Comments

Obrazek użytkownika Traube

Traube
Może być też odwrotnie. Przesyt spowoduje, że te imprezy staną się nudne. Mimo iż nie było w Polsce transmisji śledziłem Mistrzostwa Świata w Meksyku w 1970. Znałem na pamięć podstawowe składy najważniejszych drużyn, a wymienienie wszystkich 16 uczestników wraz z podziałem na grupy byłoby wtedy dla mnie fraszką.
Oglądałem z przejęciem transmisje z kolejnych Igrzysk Olimpijskich tak długo, jak długo można było w miarę ogarnąć całość tych imprez.
Już chyba w latach 90-tych spędzaliśmy urlop w Francji, po drodze odwiedzając mieszkającego w Niemczech kuzyna. Początek Igrzysk oglądaliśmy w Polsce. Transmisje tv w poszczególnych krajach były dla nas mini-szokiem. W każdym pokazywano jakąś inną imprezę! W jednej tv od rana do nocy pokazywano np. peletony kolarskie i skoki do wody, w drugiej turnieje piłki ręcznej i siatkówki plus, dajmy na to turniej rzutu oszczepem, a w trzeciej rzadko opuszczano pływalnię, aby pokazywać boks i zapasy. Oczywiście, nie pamiętam detali, ale nie o to chodzi. W każdym kraju pokazywano to, w czym ich sportowcy byli dobrzy i nie wiedzieli nic o turniejach, w których wygrywali np. nasi. 
Ja od wielu lat praktycznie nie oglądam tych Olimpiad. Patologią wydaje mi się koncentracja na tabelach medalowych, patologią jest wprowadzanie kolejnych dziwacznych dyscyplin. I wydaje mi się, że nie jestem w tym sam, bo jakoś rzadziej, przy okazji takich imprez, słyszy się dyskusje w pracy czy wśród znajomych, na ich temat.
To samo z piłką nożną. Mecze Manchesteru City z Górnikiem, Legii z St. Etienne itp. pamiętało się latami, spotkanie Bayernu z Realem to było wielkie wydarzenie. A dziś jest to jeden z kilku równolegle rozgrywanych meczów, gdzie przynajmniej w dwóch grają podobnej klasy kluby.
Konieczność "walki" z różnymi Andorrami czy San Marino sprawia, że na rekordy snajperów trzeba patrzeć przez palce. Tracą one swoją wartość, a same mecze są kompletną stratą czasu dla wszystkich.
Już dziś mało kto chce organizować te wszystkie olimpiady i rozbudowane turnieje, bo przynoszą tylko straty finansowe. Mistrzostwa z udziałem 48 drużyn będą po prostu nudne, a śledzenie całości będzie niemożliwe. 
Popatrz zresztą na Mistrzostwa Europy, które wygrała drużyna, która w grupie (Słowacja, Irlandia, Irlandia Płn.) nie wygrała ani jednego meczu, a w dalszej drodze do finału pokonała Chorwację, Polskę (ledwo, ledwo) i Walię, ale ani jednej z najwyżej klasyfikowanych drużyn. Co to niby za mistrzostwo jest?
No, czas do pracy uciekać, bo już spóźniony jestem, a tu jeszcze samochód odśnieżyć trzeba :-)
Obrazek użytkownika Danz

Danz
Muszę się z Tobą zgodzić, te zmiany spowodują tylko tyle, że przestanie nas interesować piłka nożna, ba cały sport.  Mnie w tym wątku interesuje to, jak wielkie pieniądze po raz kolejny zmieniają nasze życie, zainteresowania miliony ludzi na całej planecie, ich fascynacje (chociażby piłką nożną) . Bo nie ma żadnych wątpliwości, że zmiany mundialu są spowodowane "pieniędzmi, reklamami i sponsorami", którzy ostatecznie oczekują... jeszcze więcej pieniędzy. I tak dalej, i tak dalej.
​Można by się tutaj odwołać do ostatnich wpisów na temat postmodernizmu i stworzeniu nowego człowieka, człowieka postmodernistycznego, który jest tylko konsumentem, ba cały jego sens życia to konsumpcja i rozrywka.
​To się właściwie dzieje na naszych oczach, milony baranów pędzonych na rzeź przez postmodernistycznych demiurgów, nie pyta gdzie zmierza ten świat, gdzie zmierza ich życie.  Bo najważniejsza jest konsumpcja, aby spróbować wszystkiego, wykorzystać co się tylka da i kupować, bawić się i bawić. Aż do starości, na pewno nie do samotnej, bedzietnej śmierci... Raczej eutanazji. Bo tak jest łatwiej i tak umiera postmodernistyczny zachód.
​Pozdrawiam.

Nasz prezydent, wasza zakonnica na pasach...

Obrazek użytkownika Max

Max
Idee szczytne, co najmniej jak te Robespierre'a... ;)
Czarno to widzę.
Fanem furbolu klubowego nie jestem (zawsze wygrywa kasa), ale mistrzostwa, świata i Europy, zawsze oglądałem. Być może oglądać przestanę.

Egalitaryzm mundialowy, co by Chiny, Australie i Kanady miały szanse większe... tfu! :)

Miłego dnia.

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika Danz

Danz
No cóż, zamiast dziesięciu słów, pozwolę sobie odpowiedzieć kultowym utworem kabaretowym.
​Czyli money, money, money.
 

Nasz prezydent, wasza zakonnica na pasach...

Obrazek użytkownika Danz

Danz
Albo, mniej, lub bardziej kultowo, z albumu wszechczasów:

Nasz prezydent, wasza zakonnica na pasach...

Więcej notek tego samego Autora:

=>>