Polskie zabawy sejmowe i ich tradycje

 |  Written by cogitatio  |  42
Tyle się mówi o kosmopolitycznych postawach dzisiejszej opozycji, jej proeuropejskości, drwienia z polskich korzeni i określania mianem ciemnogrodu tej części społeczeństwa, która domaga się poszanowanie wartości narodowych. Tymczasem kłam zadać należy każdemu, kto by okupującym dziś mównicę sejmową i fotel Marszałkowski chciał zarzucić brak szacunku dla tradycji parlamentaryzmu polskiego. Można by nawet rzec, że są oni jak ten osławiony Wołodkowicz, o którym Protazy w Mickiewiczowskim „Panu Tadeuszu” wspomina:

„ […]pan dumny, zuchwały,
Co rozpędzał sejmiki, gwałcił trybunały”.
Był to zresztą dość powszechny w I Rzeczypospolitej obyczaj obrad nie tylko sejmików, ale i sejmów. Merytoryczne dyskusje nierzadko kończyły się wzajemnymi inwektywami, burdami i bójkami, podczas których posłowie chwytali za szable. Gotfryd Lengnich pisał, że: „Elekcja rzadko bywa bez zamieszania, ale trafiają się zabójstwa, rąbanie bez kary, sami nawet senatorowie bywają w niebezpieczeństwie”. 
Kitowicz wspomina, że niezadowoleniu w tak wymownie niewerbalny sposób wyraz dawali nie tylko obradujący, ale też obserwatorzy, którzy mieli zwyczaj rzucania w posłów jabłkami i gruszkami, mimo iż uznawane było to za obrazę nie tylko posła, ale i majestatu Rzeczypospolitej.
Według relacji Smoleńskiego, 31 czerwca 1587 roku: „w swem kole wojewódzkiem ledwo nie zabili Grammatyki Podoskiego, starosty nurskiego, za to, że »Miemca, albo raczej Sweda wspomniał i że szpetnie im przymawiał, wołając: »przystojniej wam grabarka patrzy z oczu, niżli elekcya;... do rolej, a nie do elekcyej, chłopstwo«. Śród obrażonych Mazurów »stał się huk... Jęli się buntować. Zuchwałego starostę oszczepami prawie dobrze przykryli... Mało mu jeden nie dał stołkiem, drugi siekierką, aż panowie niektórzy wywiedli go, zakrywszy...”
Do obrad sejmowych wszyscy więc starannie się przygotowywali, w miarę swoich możliwości. Co możniejsi przywozili ze sobą znaczne oddziały wojska. Przybywający na sejm elekcyjny Zygmunta Augusta Kanclerz, przywiódł ze sobą: „koni naprzód po usarsku 20, lamparty odziane; za nim sto hajduków czar­nych, bene instnictis ferro et bumbardis, chłopów czystych około tysiąca, za nimi usarze z tarczami z kopijami około 800 koni, za nimi strzelba, kar po dwu koni o(koło) 20, na każdej karze skrzyneczka z kulami i z prochy. Za karami szło dział sześć, za niemi wóz z kulami i prochem; po nich szła niemiecka rota, koni 1000, potem jechało przed Panem Kanclerzem osób około 300, za nimi strzelców na koniech z półhaki około 600”.
Nie zawsze dochodziło do rękoczynów. Nierzadko posłowie w inny sposób demonstrowali swoje frustracje, ulegając temperamentowi.  Do awantury doszło na przykład podczas warszawskiego sejmu walnego w 1585 roku, kiedy to poseł Kazimirski nie chciał oddać Kanclerzowi skryptu. Gdy ten próbował wyrwać mu dokument z ręki, poseł podarł skrypt na strzępy.
Posłowie dysponowali też całą paletą sposobów, jak nie dopuścić do uchwalenia niewygodnych dla siebie postanowień. Jednym z nich było liberum veto, prawo przysługujące każdemu z obradujących posłów do zerwania sejmu i unieważnienia podjętych uchwał. Jako pierwszy skorzystał z niego poseł wołyński Jan Aleksander Olizar w czasie obrad sejmu koronacyjnego w 1669 roku. Liberum veto nie stosowano jednakże nadmiernie często, zwłaszcza że nierzadko koledzy posłowie próbującego je zgłosić delikwenta, po prostu wynosili z sali obrad.
Do dziejów staropolskich absurdów sejmowych przeszedł opisany przez Kitowicza warszawski sejm z 1746 roku. Przez sześć tygodni udało się posłom dojść do porozumienia w kwestii zwiększenia wojska do sześćdziesięciu tysięcy żołnierzy oraz jego finansowania. Przegłosowane projekty spisano, pozostało je jedynie podpisać. Zanim jednak do tego doszło, jak to do dziś bywa, pojawili się inicjatorzy poprawek, którzy tak długo występowali z rozmaitymi propozycjami zmian, że nastał wieczór. Starosta kazimierski, Lubomirski, który piastował laskę marszałkowską, wydał polecenie przyniesienia świec. Spotkało się to jednak ze zdecydowanym sprzeciwem części obradujących, którzy zaczęli głośno protestować, przypominając, że sejm powinien obradować za dnia. Przynoszone świece gaszono w drzwiach za pomocą czapek i chustek. Próba odłożenia na następny dzień aktu podpisu spotkała się z kolei z wetem, argumentowanym, że sejm ma być zakończony tego samego dnia. Do podpisania uchwał nie doszło.
Trudno uznać staropolskie obrady sejmowe za nudne czy przypominające żmudną, benedyktyńską pracę. Jak widać, dzisiejsi posłowie opozycji postanowili przywrócić do życia ten, jak by na to nie spojrzeć, narodowy obyczaj.
 
Źródła:
Dyaryusze sejmowe r. 1585 : w dodatkach: ułamki dyaryusza sejmowego roku 1582, akta sejmikowe i inne akta odnoszące się do sejmu 1585 roku.
Dyjaryjusze sejmowe r. 1587 : sejmy konwokacyjnyi elekcyjny.
Kitowicz J., Pamiętniki, czyli Historia polska
Smoleński W., Szkice z dziejów szlachty mazowieckiej.
4.2
4.2 (5)

42 Comments

Obrazek użytkownika Torpeda Wulkaniczna

Torpeda Wulkaniczna
Zatem nic nowego w Sejmie.
Jeno oplacane cwaniaki nowocześniejsze.

 

<p>"...upon all us a little rain must fall."</p>

Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
Stara literatura przedmiotu, trzeba więcej poczytać, żeby o tym pisać. Jest tyle nowych opracowań, warto po nie sięgnąć. Jesli nie wiemy od czego zacząć, warto sięgnąć do pracy Roberta Kołodzieja i Michała Zwierzykowskiego pt. Bibliografia parlamentaryzmu Rzeczypospolitej szlacheckiej, Poznań 2012.

Obraz przedstawiony we wpisie to karykatura prawdy historycznej.

Obrazek użytkownika Zolw

Zolw
Chce Pan powiedzieć, że z pracy Kołodzieja i Zwierzykowskiego wynika, że tych tam, husarzy, strzelby i armaty w orszaku nie było?

To może i bigosowania nie było? ("Prosze nie obrażać prezydenta! Prosze nie obrażać prezydenta! Niech Pan nie obraża Prezydenta!", Michał Szczerba, poseł PO).

Kitowicz mogł ewentualnie kłamać - w końcu to saski księżulo był, Poniatowskiego nie lubił, więc moher i ciemnogród. Ale żeby kłamał Bul-Komorowski?! Czy to w ogóle jest mozliwe?
Obrazek użytkownika cogitatio

cogitatio
Toż to kolejny frustrat, którego wymądrzania się w pozasieciowym życiu nikt nie chce słuchać, a którego gryzą niespełnione ambicje nauczycielskie :). Nie wszyscy muszą odróżniać tekst naukowy od pubicystycznego. Poza tym jestem pewna, że szacowny komentator udowodni nam, że potrafi to napisać lepiej :)))). Czekam z zapartym tchem :).
Obrazek użytkownika tł

@Zołw; konstatuję kompletne niezrozumienie komentarza @alchymisty.

@cogitatio; określanie mianem frustrata komentatora, który zarzuca Ci - całkiem słusznie - nieznajomość literatury przedmiotu, jest co najmniej niegrzeczne i na pewno bezpodstawne. Na B&R nie przepadamy za takimi "standardami".
Obrazek użytkownika Zolw

Zolw
"konstatuję kompletne niezrozumienie komentarza @alchymisty."

Ależ zrozumiałem go całkowicie.

Komentarz ten oznacza "przeczytałem kilka pozycji nowszych od zacytowanych przez Autorkę i chciałbym się tym pochwalić".

Mój komentarz zas oznacza "A co to zmienia w treści notki? Wszak opisane w niej fakty rzeczywiscie mialy miejsce i to do nich nawiazuje Autorka, a nie do polskiego parlamentaryzmu 'in extenso', ani do sumy naszej wqiedzy o tym zjawisku."

Komentarz Autorki zas oznacza "daj spokój, bo przeciez widzisz, ze facet chce sie pochwalić".

Zarzucanie "nieznajomości literatury przedmiotu" komuś, kto po prostu cytuje dokumenty z epoki i zapisy Jędrzeja Kitowicza (czyli kronikarza i naocznego świadka zdarzeń), to zas po prostu... :))) nawet nie wiem, jak to ocenić. Udam, że nie zauważyłem.
Obrazek użytkownika tł

Nie nudz, jeśli nie jesteś chłodnym żółwiem ;-).

PS. Kitowicz to "zródło", a nie "literatura przedmiotu". Nie będę udawał, że nie zauważyłem, a zatem ocenię: dyletant!
Obrazek użytkownika cogitatio

cogitatio
Widzę, że masz kłopoty z czytaniem ze zrozumieniem. Zolw właśnie wskazał Ci, że Kitowicz jest źródłem, zatem przekonywanie go do tego, co sam napisał wydaje się zbędne :). Więc nie nudź już :). 
Obrazek użytkownika cogitatio

cogitatio
Praktykowne przez Ciebie zarzucanie komuś nieznajomości literatury przedmiotu jest co najmniej równie niegrzeczne w sytuacji, szczególnie jeśli nie ma się pojęcia na temat czyjejś znajomości bądź nieznajomości czegoś. Można dyskutować na temat trafności doboru źródeł, choć należałoby wówczas posłużyć się rzeczowymi argumentami. Tak się natomiast sklada, że w naukach historycznych nie obowiązuje reguła, że im później wydane opracowanie, tym lepsze. 
Obrazek użytkownika tł

Słusznie, niemniej jednak "niech gwałt się gwałtem odciska" :-))). Odnieś swój komentarz do siebie samej.

PS. A Twoja notka nie wskazuje na jakąś wyjątkową erudycję. Dlatego też nie komentowałem jej i nie oceniałem.
Obrazek użytkownika cogitatio

cogitatio
Twoje komentarze również erudycji nie dowodzą :))). Raczej próby kiepskiego mentorstwa i nieudolnego dowodzenia swojej wyższości :).
Ach, chyba się rozpłaczę, że moja notka nie zyskała twojego uznania :).
Obrazek użytkownika tł

Musisz się po prostu przyzwyczaić, że na B&R panują nieco inne zwyczaje niż na większości innych portali. To nie korpo z Mordoru, kreatywnych tu lubimy, o ile nie są nadmiernie "przebojowi" :-)))!

I to by było na tyle, jeśli idzie o @cogitatio i @zolwa. W tym wątku.
Obrazek użytkownika cogitatio

cogitatio
Piszesz "my" w imieniu administracji czy to pluralis majestatis? Jeśli to drugie, to wiele wyjaśnia :). 
Obrazek użytkownika Dixi

Dixi

Nie będę podskakiwał historykom, ale zwracam nieśmiało uwagę, że sejm w Polsce pojawił się pod koniec XV wieku. Kitowicz to czasy saskie - "Opis obyczajów" powstał pod koniec XVIII (!) wieku. Bardzo interesująca lektura, ale opisuje, ona (w tonie lekkim !)  schyłek I Rzeczypospolitej. Wcześniejszy o wiek Pasek (też czytałem:):):)) to barwna gawęda o życiu szlachty - jeszcze silnej, pewnej siebie i... pełnej fantazji. Być może widać w tym zalążki przyszłego rozkładu, ala też znajdziemy wiele dumy z bycia "panem bratem" i Polakiem.

Nie lubię tonu: "Bo my, Polacy, do niczego sie nie nadajemy, wszystko zawsze spieprzymy...
Polski parlamentaryzm prez wieki miał się świetnie i mógł stanowić dla innych wzór.

--------------------------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"
Obrazek użytkownika cogitatio

cogitatio
"Polski parlamentaryzm prez wieki miał się świetnie i mógł stanowić dla innych wzór".

Ależ oczywiście. Wybrane przeze mnie przykłady są celowo przerysowane, miały stanowić analogię do obecnych wydarzeń sejmowych. To nie jest naukowy artykuł krytyczny tylko zbiór dykteryjek.
Obrazek użytkownika Dixi

Dixi
Demokrację w Polsce psuły najpierw "królewięta" (Litwa, w odróżnieniu od Korony, naszpikowana była książętami:):)), podem zaś ościenne "oświecone" monarchie absolutne. Za każdym razem używano łapówek. Tu podobieństwo rzeczywiście jest uderzające.
--------------------------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"
Obrazek użytkownika cogitatio

cogitatio
Podobnie jak warcholstwo i prześwidczenie, że "każdy sobie panem w Rzeczypospolitej, kto ma szablę i lada jaką kompaniję zebrać potrafi" :).
Obrazek użytkownika Dixi

Dixi

Jejku, to też już okres zepsucia.

System świetnie działał przez bardzo długi czas, bo przez długi czas szlachta była odpowiedzialna (we własnym, dobrze pojętym interesie) - udawało się utrzymaywać równowagę między wszystkimi stanami, wliczając w to króla (nie będę się wdawał w szczegóły, jak do tego miał się stan chłopski i, bardzo nieliczny, stan mieszczański).

--------------------------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"
Obrazek użytkownika cogitatio

cogitatio
Myślę, że jak wszystko, zaczęło się od pieniędzy. Oligarchię magnacką zbudowano na przekupywaniu biedoty szlacheckiej i sterowaniu w ten sposób sejmikami. Potem już wielkie rody, które kierowały się partykularnym interesem, obrosły w przywileje, majątki i władzę. Wielu magnatów, zwłaszcza kresowych miało w XVII wieku własne "armie". 
Mam wrażenie, że zatoczyliśmy dziś koło historii. 
Obrazek użytkownika Dixi

Dixi

Zgoda, Cogitatio!
Magnateria zakłóciła równowagę sił (wspomniełem o tym).
I dziś też wytworzyła się w Polsce quasi-magnateria, fakt.

Wzorem i ideałem dla polskiego parlamentaryzmu był parlamentaryzm rzymski - ten, jak pamiętamy, też z czasem się wyrodził. Tak samo, wcześniej, skończyła demokracja ateńska.
Zasada, że wszyscy obywatele (no, ale nie każdy był obywatelem) są równi, a ten, kto stoi na czele, to "primus inter pares" była całkiem.... hmmmm... fajna.
Była, ale się zmyła:(:(:(
Nic nie trwa wieczne, zmienia się sytuacja wewnętrzna, zmienia zewnętrzna...

Kurcze, nie będę się wymądrzał, bo naprawdę czuję się mało kompetentny.
Czytałem trochę literatury, trochę źródeł, trochę opracowań, ale nie jestem historykiem.
Nawet historykiem-amatorem.

--------------------------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"
Obrazek użytkownika Dixi

Dixi

Zaraz ktoś (choćby Max) tu wpadnie i powie, że demokracja jest w ogóle do d....:):):)

Przepraszam, ale tego tematu nie będę ponownie włkował.

--------------------------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"
Obrazek użytkownika cogitatio

cogitatio
Bo też i demokracja jest do d... :). Demokracja to system wyłaniania władzy i to wadliwy. Jeśli zaś chodzi o system polityczny, zdecydowanie za najlepszy uważam republikanizm.  
Obrazek użytkownika Max

Max
Wołaliście mnie?
(na scenę wchodzi duch Banka) :)
*
Tak, temat wałkowaliśmy kilkukrotnie.
Więc tylko dodam, że w XXI wieku nie ma już, klasycznie rozumianej, demokracji.
Postęp technologiczny, media, globalizacja, ostatnio internet doprowdziły do powstania nowego ustroju, jedynie z przyzwyczajenia (i dla manipulacji) nazywanego dalej demokracją.
Termin medikracja, jako nazwa, jest niezły - ale ogranicza się do wskazania środków kontrolowania umysłów, pomija właściwych władców życia i sumienia szarego człowieka. Zwał jak zwał...

Republikanizm? Zgoda. 

Choć zdecydowanie wolałbym monarchię absolutną, mam nawet kandydata na imperatora.
Siebie, oczywiście. :))

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obrazek użytkownika cogitatio

cogitatio
A chciałam zapytać o kandydata :))). Wenecki doża też był niby imperatorem, a jego sytucja była nie do pozazdroszczenia :))).
Obrazek użytkownika Dixi

Dixi

"Nie wywołuj wilka z lasu":):):)

PS
Republikanizm? OK, choć warto byłoby ten termin ściślej zdefiniować (bomoże się okazać, że nie wszyscy maja to samo na myśli).
W powrót monarchii absolutnej nie wierzę (a po okresie dyktatur, raczej do niej nie wzdycham)
To se ne vrati:):):)

 

--------------------------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"
Obrazek użytkownika cogitatio

cogitatio
Według mojego pojmowania, republikanizm to forma sprawowania władzy, a demokracja to określony sposób wyłaniania władzy w ustroju republikańskim.
Obrazek użytkownika cogitatio

cogitatio
W historii najważniejsze jest rozumienie procesu. I mam wrażenie, że nie masz z tym najmniejszego problemu :).
Obrazek użytkownika alchymista

alchymista
OK, może nie potraktowałem notki tak poważnie, jak na to zasługuje jej temat...

Dixi napisał to, co sam bym napisał w ogólności i chwała mu za to. Ale są też ciekawe szczegóły:

1. dzisiejsza "demokracja" ma charakter ilościowy i proceduralny. Ilościowy - to znaczy kto ma więcej głosów, ten więcej "waży". Proceduralny - bo procedura jest ważniejsza, niż duch prawa. To jest podstawowa różnica z czasami Rzplitej Pierwszej.

2. w staropolskiej izbie poselskiej i w ogóle w życiu społecznym I RP decyzje podejmowano w drodze "ważenia" głosów i "ucierania" opinii. Waga głosu zależała od pozycji społecznej, ale i od argumentów i sposobu ich prezentacji. Ucieranie opinii nie było procedurą, lecz rodzajem starodawnego rytuału (inny pogląd prezentują historycy prawa, którzy nazywają rytuały procedurami, ale dyskusja trwa i nie wygaśnie długo, więc ja obstaję, że to były rytuały). Aby zerwać Sejm potrzebna była grupa autorytetów lub przynajmniej posłów z "górnych województw", czyli tych siedzących bliżej marszałka w izbie poselskiej. To nie było możliwe być posłem spod Witebska i tak sobie po prostu zerwać Sejm.

3. to co robi PO jest istotnie próbą precedensowego rozerwania Sejmu, na zasadzie ilościowej. To znaczy, że PiS ma niewielką przewagę, "fuksem wygrał wybory" itp. banialuki, więc "mamy prawo", żeby sie liczono z naszym głosem i konsultowano z nami wszystko, a zwłaszcza pozwalano nam bez przerwy zgłaszać wnioski o przerwę, obrażać marszałka i takie tam. Różnica z czasami staropolskimi polega na tym, że Sejmu nie mogła rozerwać grupa posłów na zasadzie ilościowej. W ogóle nie było to takie łatwe i zdarzało się niezmiernie rzadko. Aż do 1652 roku, gdy wystarczył jeden poseł, czyli zasada ilościowa.

4. kryzys sejmowania polegał na tym, że:
a) próbowano wyeliminować rytuały i zastąpić je procedurami. Na przykład wprowadzono sztywny termin połączenia stanów na tzw. konkluzję. Prowadziło to do "przeciągania liny" - opozycja dążyła do tego, by termin został przekroczony i by mozna było w ten sposób negocjować ustępstwa (tu podobieństwo z okupacją mównicy)
b) zachwiano równowagę między stanami, nadając zbyt wielkie uprawnienia izbie poselskiej, która, jak sie okazało, nie podołała temu zadaniu. Kryzys rozpoczął się od czasów Władysława IV. Byc może w obecnym naszym ustroju rola senatu powinna zostać wzmocniona (?). Chyba de facto już tak jest, o czym świadczy aktywna rola marszałka Karczewskiego.
c) próbowano zastąpić "ważenie głosów" ideą, że każdy głos jest jednakowo ważny, co prowadziło do chaosu w obradach, ale jeszcze nie do liberum veto;
d) coraz bardziej usztywniano podejście do terminu zakończenia obrad. Coraz trudniej było uzyskac od posłów zgodę na przedłużenie sejmowania. Początkowo pytano o zgodę reprezentacje ziem (a więc grupy posłów), z czasem jednak musiano przekonywac pojedynczych malkontentów. W końcu jedenz nich w 1652 nie dał zgody na przedłużenie obrad i cichaczem wyszedł z sali. Nie odnaleziono go i w wyniku dyskusji uznano Sejm za zakończony bez efektu. Jednak i tę decyzje podjęto na zasadzie dyskusji, nie automatycznie...

Post scriptum. Na sejmikach zdarzały się różne gorszące sceny, takoż i na elekcjach, ale Autorka zna przecież metody krytyki źródłowej i wie, że te gorszące sceny należały do rzadkości. Właśnie dlatego znajdujemy je w źródłach, że były czymś nadzwyczajnym. Przede wszystkim nie było w polskim Sejmie zwyczaju dobywania szabel, bo to groziło karą na gardle. Sejmik a Sejm to dwie różne kategorie. Sejm toczył sie w obecności osoby królewskiej i nie do pomyślenia było dobywanie broni!!!

Jedyny znany mi przypadek dobycia broni podczas obrad Sejmu to ostatni Sejm z czasów Augusta III, o którym rzeczywiście malownicze pisze Kitowicz (http://podstrzechy.alchymista.pl/pamietniki-starego-pisowca/). Może Autorka zna inne przykłady; chętnie się o nich dowiem.

Obrazek użytkownika Dixi

Dixi

Drobny komentarz.

PO zasadniczo stosuje kategorię "ważenia". Ich głos zawsze waży węcej, bo są (z natury) mądrzejsi i mają, w porównaniu z plebsem (wszycy poza nimi i poza komuchami), wyższy status społeczny.
Pamiętam ten czas, kiedy miał niby powstać PO-PiS. Platforma (całkiem poważnie) twierdziła, ze nalezy sie jej więcej ministerstw (w tym wszystkie ważniejsze), bo... dostała mniej głosów. No, na tym przecież polega demokracja.
Dziś PO robi dokładnie to samo - państwem powinna rzadzić opozycja. Przecież dostała mniej głosów.

Po kryteria "ilościowe" PO sięgała tylko w czasie swoich ośmioletnich rzadów: "Jak sobie wygracie wybory, to sobie będziecie robili, co wam się zechce".
W tym czasie policja (i najemnicy z firm ochroniarskich) rozganiała demonstracije pałami, wodą, a nawet strzelała do demonstrantów.
Dziś liczy na to, że "demokratyczną władzę" przywróci jej "ulica".
 

--------------------------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"
Obrazek użytkownika cogitatio

cogitatio
Mam wrażenie, że całe szczęście, tzw. opozycja sama sobie strzela w kolano. Ludzie, nawet ci, którzy nie głosowali na PiS, są już zmęczeni tymi burdami, wiecami, czarnymi marszami, udawaniem trupów i Ciamajdanem. 
Obrazek użytkownika Dixi

Dixi
Jednakże antypisizm został już mocno "wdrukowany" metodą Pawłowa, a w odwodzie "wiadomych sił":):):) jest jeszcze "trzecia droga". Jej największym w tej chwili reprezentantem (po "wykolegowaniu" narodowców - różnej maści) zdaje się być Kukiz i to on (choć PiS pewnie zyska) ma szansę na największe zyski. Oby nie, bo mu nie ufam (podobnie jak większości jego zbieraniny), a co więcej - nie toleruję jego retoryki (bezsensownej i szkodliwej moim zdaniem).
--------------------------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"
Obrazek użytkownika cogitatio

cogitatio
Autorka przypomina sobie, że prof. Bardach pisał o bijatyce podczas sejmu w 1729 roku. Innych przypadków autorka nie ma teraz czasu szukać. Autorka ma też świadomość wszystkiego, o czym Szcowny Komantator był łaskaw napisać, jednakowoż autorka po raz kolejny powtarza, że jej notka nalezy do publicystki, nie opracowań naukowych i intencją autorki było jedynie przytoczenie kilku dykteryjek o sejmowych awanturach :). Jednocześnie autorka podkreśla, że spośród wskazanej przez nią literatury jedynie pozycja Smoleńskiego jest opracowaniem, pozostałe to źródła. Autora nic na to nie może poradzić, że opisywane wydarzenia toczyły się tak dawno, a zatem i źródla są stare :).

Więcej notek tego samego Autora:

=>>