Polacy w innych światach

 |  Written by Krzysztof Karnkowski  |  1
„Poza horyzont” to, zgodnie z podtytułem, opowieść o polskich podróżnikach, ludziach, których żyłka awanturnicza, wielka polityka – dyplomatyczne misje, konflikty o nowe ziemie czy wyroki zaborców -  lub zwykła bieda rzuciły w najdalsze, do dziś czasem egzotyczne, zakątki świata. Większość nazwisk kojarzymy dziś jako patronów ulic, czasem szkół, może hasłowo kojarzymy ich z podróżami i odkryciami, jednak umyka nam, jak bardzo fascynujące stoją za nimi historie. Polacy – odkrywcy gatunków roślin i zwierząt, kąłdący fundamenty pod współczesną wiedzę, wodzowie, czasem wręcz półbogowie dla egzotycznych plemion, które ratowali od zapomnienia i zwykłego zniknięcia przez choroby czy imperializm potężniejszych graczy. Przemierzający wielkie przestrzenie Azji. Tu chyba najciekawsza z całej książki, a zarazem przygnębiająca, a będąca niejako wątkiem pobocznym opowieść, jak niewiele brakowało, by Chiny stały się wielkim, chrześcijańskim państwem, co zmieniłoby przecież zupełnie późniejsze losy świata. Niestety wygrały doraźne interesy kilku europejskich państw, które odmówiły pomocy chrześcijańskiej dynastii cesarzy. Dowiadujemy się o tym śledząc losy Michała Boyma.
Polacy odkrywający egzotyczne wyspy Pacyfiku na długo przed Bronisławem Malinowskim, a dziś nie zawsze pamiętani; docierający z pierwszymi wyprawami do Ameryki i prowadzący tam, jak Arciszewski, wojny; wreszcie, co już bardziej w naszej świadomości utrwalone i oczywiste – poznający najdalsze zakątki Rosji, wykorzystujący wygnańczą poniewierkę jako okazję do służenia nie tylko Polsce, lecz i nauce, do niesienia pomocy miejscowym ludom, a wiedzy – reszcie świata.

Trochę pechowo najsłabszym fragmentem książki jest rozpoczynająca ją opowieść o Świętosławie. Napisana słabiej od reszty, w konwencji, która miota się między szkolną czytanką a „Grą o tron”, na chwilę odrzuciła mnie od „Poza horyzont”. Jednak przemogłem się, czytałem dalej i już przy kolejnej opowieści, traktującej o Jaksie Gryficie, wiedziałem, że jednak uda mi się przeczytać całość. Na wysokości rozdziału o Benedykcie Polaku wciągnąłem się już całkowicie, by dotrzeć do naprawdę fascynującej, przywołanej wcześniej, historii Michała Boyma. Na tym zaś książka się nie kończy, bo zostaje kilka innych, równie interesujących historii, z których prawie każda ma wystarczający potencjał, by zrobić z niej choćby atrakcyjny film historyczny i awanturniczy. Wreszcie docieramy do najbliższych nam czasowo historii syberyjskich badań Benedykta Dybowskiego i japońskich odkryć artystycznych Juliana Fałata., mi osobiście osoby o tyle bliskiej, że jedna z pierwszych ulic, jakie w życiu poznałem, była ulica Fałata na warszawskim Mokotowie…

Nie przepadam za tą formą beletryzowanej opowieści, w przypisywaniu bohaterom myśli, motywów czy dość szczegółowych wspomnień zawsze widzę pewne ryzyko sztuczności. To jednak kwestia subiektywna, zaś pewnych spraw inaczej załatwić się chyba nie da w sposób atrakcyjny dla współczesnego czytelnika. Jednak niezależnie od całej warstwy narracyjno-literackiej, którą można przyjąć lub zignorować, mamy tu kawał bardzo ciekawej, a dziś często zapomnianej historii. Warto więc, choćby dla niej, książkę Barszczów przeczytać. W ten sposób chodząc ulicami, nazwanymi na cześć jej bohaterów, możemy nagle znaleźć się myślami w zupełnie innym świecie.
Joanna Łenyk-Barszcz, Przemysław Barszcz, Poza horyzont. Polscy podróżnicy, Zona Zero 2016
5
5 (2)

1 Comments

Więcej notek tego samego Autora:

=>>