Incydent z udziałem rządowego samolotu. "Nie mówmy o totalnej awarii" [rmf24.pl]

 |  Written by Ursa Minor  |  2

"Nie mówmy o totalnej awarii, bo to brzmi prawie jak wybuch na pokładzie. Mówmy o tym, że w rządowym samolocie w którymś momencie podjęcia już przez pilota decyzji o starcie, uległ awarii jeden z zespołów głównego komputera" - mówi o porannym incydencie z udziałem rządowego samolotu publicysta lotniczy Tomasz Białoszewski. Rano rządowy Embraer miał problemy ze startem i nie wzbił się w powietrze. Pilot zdołał go wyhamować. Nikomu nic się nie stało.

Rządowy samolot Embraer 175, który uległ awarii podczas startu /Jacek Turczyk /PAP
Rządowy samolot Embraer 175, który uległ awarii podczas startu
/Jacek Turczyk /PAP

Michał Dobrołowicz: Awaria głównego komputera - to hasło pojawia się przy podawaniu głównej przyczyny tego, co wydarzyło się rano na Lotnisku Chopina. Na czym ona w ogóle polega i czy to można potwierdzić? 

Tomasz Białoszewski, publicysta lotniczy: Hasło "awaria głównego komputera" brzmi bardzo groźnie i faktycznie absolutnie uniemożliwia wykonywanie przez samolot jakichkolwiek operacji. Maszyna, której dotyczy taki problem powinna spokojnie postać sobie i poczekać na fachowców właściwych dla usunięcia danej usterki. To nie dzieje się tak, że cały komputer główny nagle - mówiąc kolokwialnie - wylatuje w powietrze. Natomiast tak zwane awarie segmentowe, które mogą spowodować zanik pewnych, określonych danych prędkości, wysokości, łączności, czyli informacji, które są niezbędne pilotowi, nawigacji do prowadzenia bezpiecznego lotu zgodnego z procedurami. Więc nie mówmy o totalnej awarii, bo to brzmi prawie jak wybuch na pokładzie tylko o tym, że w samolocie w którymś momencie podjęcia już przez pilota decyzji o starcie awarii uległ jeden z jego zespołów.

Ten samolot nie został dostatecznie sprawdzony?

Jak wszyscy wiemy, każdy samolot przed lotem jest bardzo dokładnie sprawdzany. Następuje ogląd zewnętrzny samolotu, następuje weryfikacja funkcjonowania jego głównych elementów, a później załoga przygotowując samolot do startu na podstawie tak zwanej checklisty, bardzo skrupulatnie przygotowywanej metodologicznie także przez producenta, bardzo dokładnie sprawdza poszczególne elementy wyposażenia samolotu. I tu sytuacja jest prawie zero-jedynkowa: działa - lecimy, nie działa - nie lecimy.

Rozumiem, że jeśli załoga podjęła decyzję o starcie tego samolotu, samolot pokołował na drogę startową absolutnie sprawny w rozumieniu dowódcy kapitana statku powietrznego i tak też na 100 proc. w moim pojęciu było, bo nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby pilot podjął decyzję o starcie samolotu, który ma jakąkolwiek poważniejszą usterkę. W samolotach istnieje coś takiego, tak zwany "MEL", czyli Minimum Equipment List. To są wyznaczone przez producenta i w drodze eksploatacji także przez firmę eksploatująca, bardzo drobne ustereczki - mówię celowo w takim zabarwieniu - przy których pilot może podjąć decyzję, że może polecieć. To może być na przykład uszkodzony ekspres do kawy, niepaląca się lampka w toalecie, natomiast na pewno nie może to być uszkodzone żadne z newralgicznych urządzeń samolotu, a szczególnie tych, wpływających na bezpieczne wykonywanie lotu i przede wszystkim na bezpieczeństwo pasażerów i załogi. Takie rzeczy się nie dzieją. Rozumiem, że tutaj w czasie startu nastąpiła taka awaria, która zdyskredytowała dalsze wykonywanie operacji startu.

Tutaj mieliśmy poważną awarię?

Rozumiem, że tutaj w czasie startu nastąpiła taka awaria, która zdyskredytowała dalsze wykonywanie operacji startu. Jeśli prawdą jest to, co pilot zakomunikował, a przekazują nam to w bardzo swoisty sposób politycy obecni na pokładzie - jeśli była to awaria systemu nawigacji i układu podającego dane prędkościowe - brak tych informacji absolutnie powinien spowodować przerwanie startu i tak też się stało. Uważam, że pilot zachował się znakomicie. Prawdopodobnie była to tylko prędkość zbliżona. Jeśli ten samolot cokolwiek zmienił w swojej konfiguracji tzw. "toczenia się" po pasie, to być może mógł podnieść nieco przednią stójkę, czyli przednią goleń i pilot gwałtownie docisnął do ziemi, co mogło spowodować pewne poruszenie kadłuba wzdłuż jego osi wzdłużnej i to mogło być odczuwane przez nieznających się pasażerów jako próbę wystartowania i posadzenia samolotu powtórnie. Na pewno nic takiego się nie zdarzyło, natomiast na pewno zdarzyło się bardzo gwałtowne hamowanie, które z całą pewnością jest nieprzyjemne. 



Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-incydent-z-udzialem-rzadowego-samo...
0
No votes yet

2 Comments

Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Awaria samolotu z parlamentarzystami na pokładzie

Radio Maryja
fot. PAP/Tomasz Gzell
Samolot z parlamentarzystami na pokładzie miał awarię i musiał wrócić na lotnisko – poinformowała w środę rano PAP rzeczniczka marszałka Sejmu Małgorzata Ławrowska. Najprawdopodobniej doszło do usterki nawigacji.

- Była to awaria, która uniemożliwiała dalszy lot. Samolot tuż po starcie zawrócił na lotnisko – wyjaśniła Ławrowska. Dodała, że najprawdopodobniej była to awaria nawigacji.

Parlamentarzyści lecieli do Czech, na wspólne posiedzenie prezydiów Sejmu i czeskiej Izby Poselskiej. Jak wyjaśniła rzeczniczka, spotkanie odbędzie się w innym terminie. Jeszcze nie ustalono kiedy.

Po katastrofie smoleńskiej w 2010 r. i rozformowaniu pułku specjalnego, który przewoził VIP-y, w gestii wojska pozostaje transport osób na najwyższych stanowiskach w państwie śmigłowcami. Należą one do 1. Bazy Lotnictwa Transportowego, utworzonej w miejsce 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. Transport na większe odległości odbywa się dwoma samolotami czarterowanymi od PLL LOT. Tam, gdzie niemożliwe jest użycie transportu cywilnego – np. w rejonie działań wojennych, wojsko przewozi oficjalne delegacje swoimi samolotami transportowymi.

http://www.radiomaryja.pl/informacje/awaria-samolotu-z-parlamentarzystam...

Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Twitter kpi z „katastrofy lotniczej” Sikorskiego. „Zwykłe przerwanie startu jakich wiele, a tu wielka afera”


Fot. PAP/Jacek Turczyk
Fot. PAP/Jacek Turczyk

Awaria rządowego Embraera z parlamentarzystami i marszałkiem Sejmu Radosławem Sikorskim na pokładzie oraz histeryczne wręcz relacjonowanie tego wydarzenia przez mainstreamowe media, wywołały falę kpin na Twitterze.

Szczególnie poseł SLD Jerzy Wenderlich, który opisał przerwanie przez pilota startu samolotu jako „jedną z najbardziej dramatycznych chwil, jakie przeżył”, rozbawił Twitterowców.

Podczas podróży byłem w różnych trudnych sytuacjach. Ta była rzeczywiście jedną z bardziej niebezpiecznych

—zapewniał w TVN24 zdenerwowany poseł.

 

Fot. Twitter/@screenshot
Fot. Twitter/@screenshot

Wenderlich rozpędził się bardziej niż samolot i nie może wyhamować

—komentuje na Twitterze @AndrzejKowalski.

 

Fot. Twitter/screenshot
Fot. Twitter/screenshot

Czytam, że Wenderlich jako jedyny wystartował

—szydzi z posła SLD @OjciecRedaktor. Inni zwracają uwagę na banalność dzisiejszego wydarzenia.

 

Fot. Twitter/screenshot
Fot. Twitter/screenshot

Zwykłe przerwanie startu jakich wiele, a tu wielka afera. Tylko dlatego, że samolot wiózł świnki. Ech…

—pisze Twitterowiec Mariusz Malicki - @mazik73. A Krzysztof WWWW (@55_wy) sugeruje, że samolot nie wystartował, bo „nie był w stanie unieść tej politycznej patologii”.

 

Fot. Twitter.screenshot
Fot. Twitter.screenshot

Samolot z @SikorskiRadek na pokładzie po nabraniu prędkości nie zdołał się wznieść. Pilot wyhamował. Ciężko unieść polityczną patologię

Na Twitterze pojawiły się jednak także poważniejsze tony. Niektórzy zwracają uwagę na konieczność zakupu „bezpiecznych samolotów” dla prezydenta i rządu.

 

Fot. Twitter/screenshot
Fot. Twitter/screenshot

Ktoś się wreszcie odważy powiedzieć – pora na zakup samolotów?

—pyta dziennikarka Joanna Racewicz.

 

Fot. Twitter/screenshot
Fot. Twitter/screenshot

A tak żarty na bok. Ile jeszcze czasu nasi politycy będą latać rosyjskimi złomami i czarterami, droższymi od nowych?

—wtóruje jej @makowski. Inni wprost nawiązują do katastrofy Smoleńskiej, zastanawiając się, czy parlamentarzyści w chwili awarii myśleli o pasażerach TU 154M.

 

Fot. Twitter/screenshot
Fot. Twitter/screenshot

Ciekawe, co myślał Radek, gdy samolot gwałtownie hamował? Czy wspomniał przez sekundę tych co w Smoleńsku zginęli?

—pyta @piotr_popiel. A felietonista „wSieci” i „wPolityce.pl” Krzysztof Feusette ironizuje, że „jakoś brak ekspertów, którzy by stwierdzili, że ten samolot nie miał prawa wystartować”.

 

Fot. Twitter/screenshot
Fot. Twitter/screenshot

TVN24 nie kwapi się do zaproszenia ekspertów, którzy stwierdzą, że „ten samolot nie miał prawa wystartować”? To może chociaż R.Sikorski?

—zastanawia się felitonista.

Czytaj także: Awaria samolotu z Sikorskim. „Byliśmy przerażeni, bo to na co dzień się nie zdarza. Nagle samolot ma dziób w górze i ostro hamuje”

http://wpolityce.pl/polityka/254803-twitter-kpi-z-katastrofy-lotniczej-sikorskiego-zwykle-przerwanie-startu-jakich-wiele-a-tu-wielka-afera

Więcej notek tego samego Autora:

=>>