Szkoła podstawowa winna uczyć podstaw

 |  Written by Smok Eustachy  |  2
Celem szkoły jest nauczenie uczniów, że Polska jest krajem bezprawia. Takie wałki, jakie obecnie odwala Tusk dzieją się w każdej szkole praktycznie. Co ciekawe furię wzbudza mój postulat, żeby zmienić prawo, aby szkoły były zgodne z prawem. Jakoś entuzjazmu tu nie widzę. Mamy też gorzkie dziedzictwo deformy Handkego, który był wykwitem tzw. Krakówka. Absurdalność jego poczynań była wielopoziomowa: Monstrualny koszt wprowadzenia gimnazjów przy znikomych korzyściach, ale za to kiedyś było 2 dyrektorów: przedszkola i szkoły średniej, a potem doszedł dyrektor gimnazjum i zespołu szkół. Czyli zamiast 2 dyrektorów pojawiło się 4. Sukces niekwestionowany. Przed wojną były u nas gimnazja dlatego problemy z nimi były znane. Nie da się dobrze ułożyć programu w układzie 6-3-3. Liceum jest tylko 3 letnie więc poziom spada. Podobnie jeśli mamy wysokich i niskich i chcemy ujednolicić wzrost, to ciężko jest naciągnąć małych. A łatwo obciąć wysokim nogi. Podobnie kończy się ujednolicenie poziomu: spaść musi. I nie ma tu żadnej dyskusji. Przechodzę tu do specyficznych klęsk Handkego. Dalej mamy szczyt patologii, czyli dążenie do ujednolicenia oceniania. Bezpośrednim skutkiem jest eliminacja elementów edukacji nie poddających się łatwo parametryzacji (lutujcie przykłady w komciach) i dominacja testów wielokrotnego wyboru. Edukacja została sprowadzona do nauki rozwiązywania tych testów. No i mamy też klucze: z kluczami był ten problem, że trzeba było się w nie wstrzelić. I jak ktoś miał za dużą wiedzę to miał problem. Jeśli w programie są np. dwa opowiadania pozytywistyczne a ktoś przeczytał dwadzieścia to miał problem, bo musiał pamiętać, które są w programie a które nie. Jak uwzględnił za dużo opowiadań, to oblał. Profesorowie mieli problemy z ówczesnymi zadaniami, bo nie umieją liczyć wyrazów w tekście. Gienieralnie był to cyrk. [1] I w tym świetle musimy zobaczyć zadania domowe. Ponoć nasi uczniowie po wyjeździe za granicę epatują poziomem. Nie przekłada się to jednak na nic: ani na poziom uczelni wyższych, ani na innowacyjność, ani na nic. Może tamtejsze dzieci i młodzież mają więcej czasu na inne działania, które nie są wymierne, a przynoszą efekty w tzw dorosłym życiu? I tu przechodzę do zadań domowych. Poważnym problemem jest tu powszechna dysfunkcja intelektualna nauczycieli: żaden nie rozumie, że są też inne przedmioty i mają one swoje zadania. I jak każdy zada na 15-20 minut to się robi z tego 3 godziny dziennie. I jak każdy zada kilka ćwiczeń na ferie to w efekcie przez 2 tygodnie muszą siedzieć nad tym od 8 do 20, dzień w dzień, żeby się wyrobić. Ja bym chciał otrzymać jakieś materiały pokazujące funkcjonowanie nauczania w krajach, gdzie zadań nie ma. A tu ni ma. Dodatkowo się tu zrobiła kwestia polityczna, skoro to lewaki postulują koniec z zadaniami. I czy ze wszystkimi, czy jakieś prace samodzielne jak nauczenie się wiersza mogą zostać? U Handkego sensownym był postulat, żeby w podstawówce wprowadzić zamiast przedmiotów nauczanie blokowe, ale to trzeba lat przygotowań, aby ustalić kolejność wprowadzania poszczególnych elementów. I przygotować nauczycieli. Tak ze 2 dekady powinno to zająć. A nie hop siup tralala. Jak stwierdził red. Ziemkiewicz bez zmiany paradygmatu nie zrobią nic. Szkoła podstawowa ma uczyć podstaw, a jeden przepycha małego filologa polskiego. Specjalistę takiego. Drugi – małego fizyka, trzeci – chemika. Najgorsza jest muzyka, bo jak nie masz słuchu to nie zaśpiewasz, choćbyś pękł. I teoretycznie mamy podstawy programowe, które można rozszerzać. Ale w praktyce sama podstawa jest tak obszerna, że się nie da jej zrealizować. Rozszerzenie zatem pozostaje zatem w sferze idei platońskich. Tłiter doniósł, że min. Czarnek obiecywał odchudzenie, ale nie zrealizował. Ci też nie zrealizują. II Wracając do praw ucznia: czy statut szkoły jest swobodnie dostępny? Swobodnie: czyli tak, żeby nikt nie wiedział, że uczeń se go czyta (np. strona szkoły), a nie że jest w sekretariacie czy bibliotece i bibliotekarka łypie, że się go czyta. I klasyfikuje czytającego jako rozpasanego wichrzyciela. Czy uczniowie pełnoletni mogą usprawiedliwiać swoje nieobecności? Za brak zeszytu nie może być ocena 1, bo ocena może być za postępy a nie za brak. Celujący nie może być za ponadprogramowe osiągnięcia, bo tylko programowe podlegają ocenie. Etc etc. Prawa nie zależą od obowiązków. Temat będę rozwijał. Np. rozumienie tekstu można sprawdzić tylko na prostym poziomie, np. mamy zdanie: Jasiek idzie drogą w czerwonych spodniach. I tu pytania: gdzie idzie Jasiek? Kto idzie? Jaki jest kolor spodni Jasia? Gdzie jest Małgosia? A tak to nie. Ni ma co autor chciał powiedzieć? A tu audycja: o herezji parafrazy Przypisy: 1 - Profesorowie nie umieją wysławiać się precyzyjnie. To insza inszość.
0
Brak głosów

2 Comments

Więcej notek tego samego Autora:

=>>