Szczyt

 |  Written by Rosemann  |  13

To, co się wyrabia w mediach i komentarzach dotyczących szczytu Unii na Malcie to istotnie szczyt. Nie wiem tylko czy szczyt ignorancji czy też złej woli.

Dyskusja a w zasadzie awantura o to kto i jak ma się tam w imieniu Polski udać w oczywisty sposób nie ma sensu. To znaczy jakiś tam sens ma w znaczeniu walki politycznej i prób osłabienia politycznej pozycji Prezydenta. Nie ma natomiast żadnego sensu z merytorycznego punktu widzenia.

Podczas szczytu na Malcie nie powinien Polski reprezentować nikt. Ani Prezydent ani obecna Premier ani też, jak chcą niektórzy, któryś z szefów innego państwa Unii, upoważniony przez Polskę.

Wynika to ze zbiegu zapisów naszej konstytucji oraz obecnej sytuacji ustrojowej.

Rzecz w tym, że bez względu na to kto reprezentowałby nas na szczycie, prezentowałby tam stanowisko przygotowane przez obecną ekipę rządową a dokładniej MSZ. Takie stanowisko zresztą zostało przygotowane o czym wczoraj wprost powiedział rzecznik rządu Cezary Tomczyk występując wczoraj w TVN24.

Jak sądzę Andrzej Duda ani nie chce ani nie uważa za właściwe jechać gdziekolwiek by firmować stanowisko ekipy Ewy Kopacz. Jest to zrozumiałe dla każdego.

Ewa Kopacz, jakkolwiek jest jeszcze formalnie uprawniona by przygotowywać i prezentować stanowisko Polski, otrzymała niedawno wraz ze swym gabinetem od obywateli czerwona kartkę i jest właśnie w fazie schodzenia z boiska. Jednym słowem choć ma prawo, nie ma już mandatu obywateli aby samemu czy za pośrednictwem Prezydenta czy też innego Orbana, Fico czy kogokolwiek określać stanowisko Polski w jakiejkolwiek sprawie. Zatem to stanowisko, które przygotowano na maltański szczyt, nie ma a na pewno nie powinno mieć żadnego znaczenia.

Myślę, że, w odróżnieniu od redaktora Mrozowskiego z TVN czy Michała Majewskiego z „Kulis24” unijni politycy doskonale zdają sobie sprawę z tego co się u nas niedawno stało i co się teraz dzieje. Więc to ewentualne puste krzesło z napisem „Polska” nie będzie dla nich czymś o wymiarze szekspirowskiej tragedii (tu odsyłam do tekstu Mikołajewskiego w „Wyborczej”, twierdzącego, że będzie to „spektakularna klęska polskiej kultury. Politycznej i humanistycznej”) tylko coś oczywistego. Myślę, że w Europie dobrze wiedzą, że zwoływanie "szczytów" nie służy zapełnianiu przygotowanych krzeseł. No może z jednym wyjątkiem. Z wyjątkiem inicjatora szczytu, który chyba nie słyszał, że w Polsce zmienił się polityczny układ i najpewniej władze wkrótce przejmie inna ekipa. Cóż, ma prawo się nie orientować.

Co ciekawe ów medialny lament dotyczy szczytu nieformalnego, czyli takiego, który służył będzie wymianie poglądów a nie ustaleniom. Zatem to, że nikt z Polski nie pojedzie tam pogadać cała reszta pewnie przyjmie z ulgą. Będzie krócej.

ilustracja z:http://static.prsa.pl/images/09237099-7865-4b26-81d7-594a4b0dfa44.jpg
Hun

5
5 (6)

13 Comments

ro's picture

ro
- nie udawajmy, że istnieje coś takiego, jak rząd Ewy Kopacz.
Używam czasu teraźniejszego, bo wbrew entuzjastycznym doniesieniom o wygranych wyborach prezydenckkich i parlamentarnych, rząd Donalda Tuska wciąż trwa. I to do niego wciąż należy inicjatywa.

Skoro mu się na to pozwala...

 
Max's picture

Max
A! - sugerujesz czołgi i zamach stanu po wygranych wyborach - zamiast poczekać na powołanie nowego rządu, zgodnie z Konstytucją i zdrowym rozsądkiem? ;)
No bo nic innego mi do głowy nie przychodzi...
Wybacz zgryźliwość, ale pod Twoim, Ro, tekstem, miała miejsce długa, bardzo długa dyskusja, którą zapewne pamiętasz. Zarówno względy merytoryczne jak i formalne pokazują, że rząd Kopacz musiał sobie pow yborach te niecałe trzy tygodnie porządzić. I co? I nic.

Mniejsza, gorsze jest co innego. Przez te dwa tygodnie każda BZDURA dotycząca kwestii formowania nowego rządu, każdy pies powieszony na PiS - wszystko było wręcz ochoczo akceptowane przez, o ironio, aktywnych w sieci zwolenników PiS. Także i u nas, na Portalu. 

Boże drogi, znowu przychodzą mi do głowy słowa Wielopolskiego: "dla Polaków można cos zrobić, z Polakami nic". Na szczęście - niesłusznie. Bo, patrząc na polską rzeczywistość "listopad 2015", słuchajc wypowiedzi ludzi, róznych widze jedno - Polacy wybrali prezydenta i parlament, i im się ten wybór podoba, i akceptują działanie Prezydenta - i czekają na rząd.

Teraz, wracając do tekstu Rosemanna i maltańskiego "problemu". Koleny rozdmuchany problem - czy jeszcze nie wiemy, że mediom ufać nie należy? I tak, do tych "naszych", też należy podchodzić ze zdrowym dystansem.

Ale ad rem, przy oakzji odpowiem też mojemu przyjacielowi, z którym miałem przyjemność rozmawiac wczoraj wieczorem, a który BNR czytuje. 
Sokół... - tzn, KRYZYS maltański :) - całe to szczytowanie Tuska - ma dwa wymiary. Wymiar międzynarodowy: państwa imigrantosceptyczne (wszelkie prawa do okreslenia zastrzeżone) z premedytacją starają sie pomniejszyć jego rangę, nazywając nieformalnym, taka Wielka Brytania nie posyła nikogo - Cameron ma spotkanie bodajże z premier Indii, a Elżbiety nikt ciupasem nie pakuje do samolotu. Brytyjska prasa też nie bije na alarm z tego powodu. Mądrzy i normalni ci Brytyjczycy, wybranemu rządowi ufają, że o ich interesy zadba. Z tej perspektywy, zagrywka Dudy jest całkiem niezła. Dobitnie i wulgarnie: "olać Tuska i Merkel". Takie małe gierki dyplomatyczne.

Tak na marginesie - warto wiedzieć - było wiele "szczytów" UE, gdzie polskiego reprezentanta brakowało, i nie wiem na ile intencjonalnie. Tm razem jest intencjonalnie.

Druga sprawa, to nasze krajowe qui pro quo. Malta zostałą przedstawiona jako coś niesłychanie istotnego - bzdura, to jest rzeczywistość żurnalistyczna, kupiliście, żle. Kolejna brednia uzyta w charakterze pały na jeszcze nie istnięjący rząd, i na  jak najbardziej istniejącego (i urzędujacego dobrze) prezydenta. Zabawne, acz, nie do końca.

Zajmowanie się podrzucanymi regularnie (i tak będzie, przygotujcie się) wrzutkami prasowymi (wszystko jedno, Żakowski i Karnowski w jednym domu stali) to strata czasu. I nerwów. 

Czy ktoś z dzienniakrzy zająknął się choćby o takich rzeczach, które Pis proponuje od razu, jak:
- opodatkowanie hipermarketów i banków jeszcze w tym roku, jak się uda;
- spełnienie obietnicy "500 zł na dziecko" od marca, względnie czerwca 2016;
- likwidacja gimnazjów (zgodnie z oczekiwaniami 75% Polaków) i zniesienie obowiązku szkolengo dla 6-latków;
- aktywne działania Prezydenta w polityce międzynarodowej (ostatnio Rumunia, Francja);
- mógłbym jeszcze kilka punktów (wszystkie "budujące"), ale "pisać hadko"...

Zamiast tetgo, trwają biadani i rwanie szat na sztucznym problemem, wykerowanym przez "znawców" typu Żakowski, Lis, Mazurek czy Warzecha.
Malta.

Proszę: jak to takie ważne, pytanie. Jak czsto odbywają się takie niformalne "szczyty" UE? Ile razy Polska w nich uczestniczyła?
A. No właśnie.

 

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
alchymista's picture

alchymista
Parafrazując Napoleona: blogerzy oraz dziennikarze potrafią się tylko dobrze bić i nic poza tym laugh
Oczywiście żartuję, ale dawka emocji związana z synem Morawieckiego jest dla mnie czyms zupełnie zdumiewającym. Wracam do ślęczenia nad mapkami smoleńskimi z XVIII wieku, a tymczasem będę śledził kolejnych Uruk-hai...
Max's picture

Max
Mapki smoleńskie rzecz sympatyczna. :)
Tak, są nam serwowane różne "przerażające" i "wstrząsające" newsy - non stop, od dwóch tygodni.
Teraz czekam na worek pretensji co do składu nowego rządu, zaraz się zacznie...

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
ro's picture

ro
Jest optymalnie. A kto wie - może nawet bardzo dobrze.
Macierewicz, Kamiński, Gliński, Szałamacha, Waszczykowski, Błaszczak - kto mógłby być lepszy?.

NIc nie wiem na temat pani minister edukacji, ale to Jarosław Kaczyński ma wiedzieć, nie ja.

Na "moim" podwórku nic się nie da zrobić, bo to druga co do ważności religia Unii, a może nawet pierwsza, przed LGBT, wiec jedyne co Szyszko może zrobić to trwanie. Mam nadzieję, że przetrwa Unię.
ro's picture

ro
Nie sugeruję czołgu.
Ani zamachu stanu.
 
Sugeruję przejęcie inicjatywy we wzajemnych relacjach PiSu i Platformy, PiSu i funkcjonariuszy medialnych, PiSu i wrogo nastawionych osób.
Bo jak na razie naszą domeną jest wyłącznie defensywa, ta sama od dziesięciu lat. www.piswobronie.com Radujemy się z celnej   riposty  Szczerskiego na mękolenie Kopacz, jesteśmy dumni ze znakomitej reakcji profesora Glińskiego na zaczepki Żakowskiego, przytakujemy ostrym komentarzom po kolejnym ataku Niesiołowskiego.
Wieczni dumni obrońcy...

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że po naszej stronie, od Prezydenta i Jego kancelarii poczynając, poprzez kierownictwo partii i prawicowe media, a na blogerach kończąc, wszyscy czekamy Na Ten Wielki Dzień Po Którym Polska Już Będzie Nasza i wszystko będzie łatwe i przyjemne (a w każdym razie zgodne z zasadami demokracji i politycznego savior vivre), a Kopacz i Platforma spuszczą smętnie głowy i przejdą grzecznie do opozycji. 
Zaś gdy się kto wychyli, to się go napomina, żeby był grzeczny, bo Dobre Obyczaje Demokratyczne są najważniejsze. 
Max's picture

Max
No to przejmujmy inicjatywę, my. :)
Nie zamierzam być bezkrytycznym piewca rządów PiS, na pewno.
Ale też kupowac wrzutek medialnych nie będę.
 Ni jest tak le, swoją droga, wybierajac PiS ludzie już powiedzieli "nie" - przede wszystkim mediom, w drugiej kolejności PO. PO od początku było wydmuszką, wirtualnym tworem wykreowanym "dla mas". 

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
ro's picture

ro
"No to przejmujmy inicjatywę"

Tym razem ja zapytam:
-Czy myślisz o przewrocie pałacowym?
cheeky

Jedyne co możemy, to trochę powydziwiać po faktach, które już zaistniały, pozwalając sobie ewentualnie na "aniemówiłem".  
Max's picture

Max
Raczej domowym. :)
Czy też przewrocie w kwestii naszych własnych komentarzy, wygłaszanych do kolegów, znajomych, przyjaciół, rodziny...

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
stronnik's picture

stronnik
Tu chyba jest pies pogrzebany. Trochę rozgrzesza nas (wszystkich po trosze) fakt że byliśmy w opozycji do układu totalitarnego. To nieco przypominało sytuację z czasów komuny. Niektórzy wiedzieli co w trawie piszczało, ale tylko niektórzy. Gdyby wiedzieli wszyscy, nie doszło by do Okrągłego Stołu lub nawet Magdalenki. Długie lata minęły, zanim pojęłiśmy jak nas oszukano oraz że wogóle nas oszukano. Dziś jest tak, że nauczyliśmy się walić jak w bęben we wszystko co tylko dotyczy degrengolady Polski. Możemy z pamięci wyliczać afery, niegodziwości, nosnensy,korupcje, zdrady, zbrodnie... Tym czasem nie potrafimy, chyba z braku doświadczenia ale nie tylko, o czym zaraz, poruszać się w sprawach istotnych z punktu widzenia krytyki i informowania o poczynaniach prawdziwie polskich władz. Ale przecież jeszcze tych władz formalnie nie ma, co przekłada się na jałowiznę podszytą własnymi wyobrażeniami tego co ma za chwilę nastąpić. My robimy odkładnie to samo co tzw, mainstream, tyle że niejako z drugiej strony lustra. Jednakże, trudno pisać o 500 złotowych dodatkach na dzieci w sytuacji gdy nie wiadomo tak naprawdę, jakie to zrodzi skutki finansowe dla budżetu na przykład. A w każdym razie rząd, który ma o tym mówić sejmowi i sam sejm jeszcze nie urzędują. Nie dziwota że mainstream zajmuje się tym czym może, czyli Maltą lub czymkolwiek, skoro nie ma materiału innego (lepszego) pod ręką. Media niezależne zaś, jak wyżej, oraz nauczone rutyny podejmują bezkrytycznie ochłapy "lewizny". My zaś albo spalamy się niecierpliwie w blokach, albo zachwycamy się wygraną PiS, albo psioczymy na to co nam tam akurat w oko wpadnie. Ostatnie "produkcje" w TV Republika zacnego grona z udziałem Ziemkiewicza wzbudziły we mnie niemałą grozę. Oto mamy dokładnie to samo co robi maistream tylko rękami "naszych sukinsynów". Myślę że za chwilę będziemy mieli nieco inny obraz sytuacji, bo PiS zacznie wprowadzać swoje plany czy też obietnice wyborcze w życie, a mainstream zacznie swoją krytykę urągającą wszelkiej przyzwoitości i dobrym obyczajom. Zresztą, maintream pisze i mówi na zamówienie a nie z pozycji konstruktywnej krytyki. A "nasze sukinsyny" muszą się dopiero nauczyć jak żyć w zmienionej zasadniczo, a i zmieniającej się dynamicznie rzeczywistości. Oni dopiero teraz mają szansę na to, by umiejętnie krytykować i jednocześnie wspierać ten rząd, który jest jakże często nazywany, ostatnią szansą dla wolnej Polski. Nie zapominajmy,  że do tej pory nie mieliśmy wolnej Polski w której bylibyśmy równocześnie wolni co do krytyki, tego co wyrosło z naszego rozumienia tego, czym ta Polska ma być dla nas. Do tej pory to ktoś za nas decydował o naszych sprawach w interesie bynajmniej nie naszym, czego byliśmy tak zawziętymi krytykami. Pora wejść w rolę tych którzy rządzą się sami i sami decydują, co i jak ma być robione w imię pomyślności Polaków. Przejmować inicjatywę można wówczas gdy mamy do tego odpowiednie narzędzia oraz program do realizacji. PiS ogłosił program. Muszą zaistnieć warunki do działania, które stworzy ten rząd, byśmy mogli wejść w rolę wykonawców programu. Wtedy zniknie problem tego o czym pisać, powstanie zaś problem jak pisać pozostając w zgodzie z twierdzeniem że temu rządowi przedewszystkim należy pomagać, nie tracąć z oczu jego niedostatków. Bo podstawiajacych nogę będzie zawsze aż nadto. Zmiana, zapowiadana przez PiS, jeżeli ma być zmianą prawdziwą i mam nadzieję Wielką, musi zmianić przedewszystkim nas samych. Nauczmy się z tą świadomością żyć. Im prędzej tym lepiej. Zmiana musi nastąpić najpierw w naszych głowach. Dopiero potem możemy przejmować inicjatywę. Jeszcze mamy chwilkę by zacząć się zmieniać. Pamiętajmy - to my zmieniamy Polskę a nie rząd PiSu. On ma nam w tym tylko pomóc.
ro's picture

ro
"Im prędzej tym lepiej".
Zgadzam się z Tobą w stu procentach. W tej kwestii...

Żadne "500 złotych", żadne "kwoty wolne" i inne wolne - to wszystko po bilansie otwarcia. A raczej zamknięcia (pomarzyć...).
Mnie od "samego początku" chodzi o jedno i tylko o to jedno: na co Prezydent (i PiS) czeka???

No "dobra"! Na 28 października nie dało się zwołać pierwszego posiedzenia, jasne: oficjalnych dokumentów z podpisem i pieczatką PKW nie było, blaszek z nazwiskami nie było, rozdziału miejsc też nie było, a to ważne, bo system liczenia głosów musi wiedzieć nie tylko "tak czy nie", ale jeszcze kto tak, a kto nie.
Ale gdzieś w połowie ubiegłego tygodnia pojawiła się informacja, że nowi posłowie pojawili się w Sejmie i odebrali zaświadczenia wraz z gratulacjami od przewodniczacego PKW. Przeszli także szkolenie. "Blaszki" też już były.
Więc moje pytanie brzmi: co stało na przeszkodzie, żeby tego dnia, po obiedzie, a przed kolacją (też ważne)  panie posłanki i panowie posłowie zasiedli w sali plenarnej, złożyli ślubowanie, wybrali marszałka*, przyjęli dymisję rządu Donal... to jest Ewy Kopacz i ogłosili przerwę w obradach???

 
*  Drugą osobę w państwie, ale także - daj Boże Andrzejowi Dudzie wiek życia w zdrowiu i w pełni sił, a także drugą kadencję -  potencjalnego prezydenta Rzeczypospolitej. Czy już nikt nie pamięta, co się stało 10 kwietnia (i nie chodzi mi o samą katastrofę smoleńską, ale o jej pierwszy "skutek")?     
Max's picture

Max
Powtórzę - Konstytucja.
Do 8 listopada trwała gwarantowana Konstytucją czteroletnia kadencja poprzedniego Sejmu.
Teoretycznie, inauguracja nowego Sejmu mogłaby mieć mniejsce dzisiaj, 9 listopada. A odbędzie się 12 - to daje, ile, 3 dni "straty"?
Nie mówiąc już o tym, że tydzień "wte czy wewte" nie ma najmniejszego znaczenia.
 

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
ro's picture

ro
Cztery lata "i ani dnia krócej" - to tylko interpretacja.
Tak samo uprawniona jak "i ani dnia dłużej". 

Jeśli "cztery lata" miałyby być precyzyjnym interwałem, to każdy dzień pierwszego posiedzenia Sejmu, inny niż dzisiaj, byłby naruszeniem Konstytucji.

Więcej notek tego samego Autora:

=>>