
Jako dziecko miałem wiele marzeń. Jednym z piękniejszych był start w igrzyskach olimpijskich. W tych zapomnianych czasach uważano, że najważniejszy jest sam udział i szlachetne współzawodnictwo. Kult zwycięstwa i medali przyszedł dopiero później, w miarę, jak degradowały się standardy rywalizacji sportowej. Marzenie olimpijskiej glorii nie miało szans spełnienia i moje aspiracje ograniczyły się do planów uczestniczenia w igrzyskach w charakterze widza. Najpierw jednak należało uzyskać paszport, co w realiach prl-u zajęło dziesiątki lat: kilka olimpiad letnich i zimowych.







