
Nie trzeba znać kandydatów na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych, by dostrzec niespotykaną nigdy wcześniej propagandową histerię głównych mediów, zmierzającą do zdegradowania, poniżenia i ośmieszenia jednego z pretendentów do stanowiska. W Kanadzie, gdzie powinno się bez emocji śledzić dramatyczny wyścig prezydencki mało kto jest obojętny – tak, jakby tegoroczne wybory miały zadecydować o przyszłości całego świata i Kanady. Może rzeczywiście?







