Dokładnie 70 lat temu pierwsi żołnierze sowieccy przekroczyli na Wołyniu granice II Rzeczypospolitej sprzed 1939 r. w marszu za wycofującym się Wehrmachtem. Tak oto zaczynał się kolejny już, po 1920 i 1939 roku zwycięski pochód Armii Czerwonej przez wschodnie ziemie Rzeczypospolitej, który tym razem miał ostatecznie już oderwać je od Polski. Zaczynała się również sowiecka okupacja całych ziem polskich, którą de facto zakończył dopiero proces opuszczania Polski przez wojska rosyjskie w początku lat 90.
Pewien znajomy historyk prowadzący zajęcia w liceum ogólnokształcącym opowiadał mi, że kiedy zadał swoim uczniom pytanie, w którym miesiącu 1944 roku wojska Stalina wkroczyły do Polski, kilku przytomniejszych (reszta w ogóle nie miała pojęcia, jakie wydarzenia miały miejsce w rzeczonym roku) bez namysłu odpowiedziało, że musiało to być latem, skoro słynny manifest PKWN-u wydano z datą 22 lipca, zaś jeden (olimpijczyk i pasjonat historii XX wieku) sprecyzował nawet, że pierwsze oddziały I Frontu Białoruskiego przekroczyły Bug już 20 lipca. Bug! A więc dla młodych Polaków – i to również tych posiadających, mimo wieloletnich wysiłków systemu edukacyjnego, jakąkolwiek wiedzę o historii naszego kraju – to złowieszcze pojęcie „linia Curzona” wyznacza wschodnią granicę dawnej Polski. Co jest za nią? Wiadomo – Ukraina, Białoruś, Litwa, w najlepszym wypadku jakieś mityczne i enigmatyczne „Kresy”. Gdyby mieszkańcom przedwojennego Lwowa lub Grodna powiedzieć, że pochodzą z „Kresów”, popukaliby się w głowę – wszak ich miasta znajdowały się w geograficznym centrum państwa polskiego.
Taki jest efekt operacji propagandowej, jaką komuniści dokonali na umysłach Polaków, w wyniku której udało im się wyrzucić ze świadomości całych pokoleń fakt przynależności do wielkiego duchowego dziedzictwa naszego narodu nie tylko miast takich jak Lwów, Stanisławów, Wilno, Grodno czy Nowogródek, ale również wielkich ziem Podola, Rusi Czerwonej i Białej, Wołynia, Litwy. Operacji, w efekcie której w myśleniu o Narodzie zwyciężył paradygmat etnosu. Od tego czasu Polska jest dla nas tylko tam, gdzie w zwarty sposób zamieszkują etniczni Polacy, zresztą nawet o tych – jak o rodakach z Wileńszczyzny – łatwo zapominamy, jeśli żyją poza aktualnymi granicami naszego państwa.(...)
1 Comments
Boimy się tzw. rewizjonizmu granic.
09 January, 2014 - 06:39
Ale choć wspomniana w artykule operacja propagandowa, "jaką komuniści dokonali na umysłach Polaków", jest faktem, to operacji propagandowej na sercu dokonać się nie da. Bo serce nie sługa. Moje aż rwie się na Kresy - a wzywa je tam właśnie polskość, i to w sposób niezrozumiały dla umysłu.
Zew krwi zwycięży, prędzej czy później. Czy via Sybir?...