Z mjr. rez. Zbigniewem Lazarowiczem, synem ppłk. Adama Lazarowicza ps. „Klamra”, zastępcy prezesa IV Zarządu Głównego Zrzeszenia WiN, zamordowanego w więzieniu mokotowskim 1 marca 1951 r., rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler
Gdy UB aresztował Pana ojca, miał Pan 22 lata i działał razem z nim w konspiracji. Jak dowiedział się Pan o jego zatrzymaniu?
– Na początku grudnia 1947 r. zgłosił się do mnie nieznany mężczyzna z poleceniem od ojca, żebym umówił mu spotkanie z Ludwikiem Marszałkiem „Zbroją”, byłym komendantem AK w Dębicy. Miało się ono odbyć w wyznaczonym dniu na pętli tramwajowej w Karłowicach we Wrocławiu. Marszałek z jakichś powodów nie mógł jednak przyjść na wyznaczoną godzinę i polecił, żebym poszedł sam i przyprowadził ojca na ul. Trzebnicką, gdzie miał przyjść godzinę później. Wysiadłem z tramwaju na pętli, lecz nie zobaczyłem ojca. Czekając na niego, spostrzegłem w pewnym momencie dwóch podejrzanie wyglądających mężczyzn, którzy co jakiś czas zerkali ukradkiem w moją stronę. Byłem pewny, że to ubecy. Zdenerwowany zastanawiałem się, jak im uciec, co z ojcem, jak go uprzedzić.
I co Pan zrobił?
– Na pętli stał tramwaj z otwartymi drzwiami. Postanowiłem, że gdy ruszy wskoczę do niego. Tak też uczyniłem, lecz za mną wskoczyło tych dwóch, a za nimi kolejni dwaj. Dwóch stanęło koło mnie na tylnym pomoście, inni przeszli na przedni pomost. Gdy tramwaj stanął na pierwszym przystanku przy ul. Trzebnickiej, właśnie tam, gdzie miał oczekiwać Marszałek, ubecy wzięli mnie pod ręce i ostrzegli: „Panie Lazarowicz, jesteśmy z Bezpieczeństwa. Proszę nie próbować uciekać, bo może się to źle dla pana skończyć”. Odpowiedziałem, że to pomyłka, że nie jestem Lazarowicz. Na to jeden: „A jak? Wolański?”, i uśmiechnął się drwiąco. Również zaprzeczyłem. „No to jak? Kowalski?” – pytał. Powiedziałem, że tak, bo takie miałem przy sobie dokumenty. Ubek na to: „No to co będziemy się czarowali, panie Lazarowicz?”. Za tramwajem stał już osobowy citroen, do którego wsiedliśmy.
W samochodzie siedział już Pana ojciec?
– Nie było go w nim. Pomyślałem wtedy: „No to już po mnie”. Nastawiłem się psychicznie na tortury, jakim mogłem być poddany, żeby wydać ojca. W tym momencie jeden ubek, zgadując jakby moje myśli, odezwał się: „Pan się boi, że teraz będziemy pana bili i torturowali, wyrywali paznokcie. Na pewno panu tak mówili, ale nic z tego nie będzie. Pan zresztą nie jest aresztowany, ale zatrzymany do wyjaśnienia. Zresztą za chwilę zobaczy się pan z ojcem”.
Tak się stało?
– Tak. Podjechaliśmy od tyłu pod gmach Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa. Strażnik otworzył bramę i wjechaliśmy na dziedziniec. Brama zamknęła się za nami. Miałem wrażenie, że coś się skończyło, że symbolicznie zamknęła ona moje dotychczasowe życie. Wprowadzono mnie do gabinetu jakiegoś naczelnika wydziału, który osobiście zaczął mnie obmacywać po kieszeniach. Wprowadzający mnie funkcjonariusz powiedział jednak: „Zostawcie go, towarzyszu, on nie jest aresztowany, tylko zatrzymany do wyjaśnienia i nie ma broni”. Wypytywano mnie o „Zbroję”, dlaczego nie przyszedł na umówione spotkanie z moim ojcem. Upierałem się, że nie znam żadnego „Zbroi”. W pewnym momencie otworzyły się drzwi i wprowadzili ojca.
Jak wyglądał?
– Źle. Nieogolony, z zapadniętymi oczami. Pozbawione paska spodnie podtrzymywał rękami. Wstałem i rzuciłem się na powitanie. Ucałowaliśmy się. Pocałowałem również ojca w rękę, łzy pociekły mi z oczu. Ojciec był też wzruszony. Wypytujący mnie ubowiec zwrócił się do niego: „Panie Lazarowicz, pański syn nie chce nam powiedzieć, dlaczego nie przyszedł ’Zbroja’. Mówi, że go nie zna. Proszę mu wyjaśnić, że my wiemy, iż miał was umówić ze sobą”. Ojciec zwrócił się do mnie i powiedział: „Panowie wiedzą, że miałeś przyprowadzić ’Zbroję’ na spotkanie ze mną. Nie masz więc co tego ukrywać”. Wyjaśniłem wtedy ubekom, że kontaktuję się z Marszałkiem, robiąc znak kredą na ulicznej szafie telefonicznej u zbiegu ulic Stalina i Cybulskiego. Była to prawda. Nie powiedziałem tylko, jaki znak mam zrobić.
Co było później?
(...)
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/70142,synu-pojde-na-hak.html