Pogwałcenie suwerenności na obszarze Europy, dokonane przez jedną ze światowych potęg, odbija się oczywiście echem na całym świecie. Można jednak, jak zawsze w takich przypadkach, mówić o „kręgach zaangażowania": Ukraina doświadcza właśnie rozbioru i zagrożenia samej swej egzystencji, Mołdawia może mówić o śmiertelnym niebezpieczeństwie, kraje bałtyckie – o bardzo poważnym zagrożeniu. Zagrożone mogą czuć się Polska i wszystkie kraje dawnego bloku sowieckiego, bardzo poważnie zaniepokojona (i bezradna) jest Unia Europejska, poważnie zaniepokojona (i podejmująca konkretne działania) – Ameryka. Kwestią krymską żywotnie zainteresowane są Chiny (czemu dały wyraz, zajmując odmienne od Rosji stanowisko podczas głosowania w Radzie Bezpieczeństwa ONZ) i – z innych względów – wszyscy liczący się producenci i eksporterzy surowców energetycznych. Dyplomaci i media wszystkich krajów śledzili uważnie sytuację w Symferopolu i Bałakławie, choć mało który kraj zareagował na nie tak stanowczo jak położone na Pacyfiku Tuvalu, które, rozważywszy ostatnie wydarzenia, cofnęło swoje uznanie dla Abchazji i Osetii Południowej...
Putin sprawił jednak swoją inwazją coś więcej: niezależnie od bieżącej rozgrywki politycznej i niejako w jej cieniu walnie się przyczynił do zmiany na skalę globalną, dokonując swego rodzaju przewrotu kopernikańskiego w polityce międzynarodowej. Animując uczucia patriotyczne Rosjan krymskich, budząc wszechrosyjskie emocje w mieszkańcach Naddniestrza i pochylając się nad potrzebami mołdawskich Gagauzów, w sposób niezwykle dobitny pokazał, jak kruche i opierające się jedynie na konwencji (lub na konsensusie wielkich potęg, którego właśnie zabrakło) są nasze przekonania dotyczące „samostanowienia narodów" i ich „prawa do samookreślenia", ba, samej definicji i istoty „narodu" jako takiego.
Można uznać, że wiadomo to było od dawna: na dyskutowaniu, weryfikowaniu i kwestionowaniu pojęć „naród" i „prawo do samostanowienia" wyrosły (i dobrze się mają) całe szkoły politologii. Krymskie – jak mawiają miejscowi Tatarzy – „okupandum" było jednak odpowiednikiem karcianego okrzyku „sprawdzam!": nagle się okazało, że przy odpowiedniej koncentracji woli, ciężarówek ze sprzętem wojskowym, posłusznych mediów i braku skrupułów można wykreować „uciśniony naród" właściwie w każdym punkcie globu i, naturalnie, pospieszyć mu z bratnią pomocą.(...)