Jeźdźcy apokalipsy 2015

 |  Written by Krzysztof Karnkowski  |  0
Kiedyś pewna dziennikarka z TVN, żeby było zabawniej często przywoływana jako katoliczka, działająca w sferze publicznej i sporadycznie udzielająca się jako autorytet dla tejże młodzieży z uczelni wyższych (tak, tak), wymyśliła sobie wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego. Słowa nie padły, ale i tak zaistniały na czas jakiś. Ostatecznie – ile osób słyszało je na żywo, w wersji oryginalnej, a ilu dostało wersję poprawioną od moralistki z telewizora. Dziś pani Kopacz nie zrobiła niczego nowego, ot powtórzyła stary numer Kolędy-Zalewskiej. Że kłamstwo uchodzi bezkarnie zarówno w polityce, jak w dziennikarstwie, nie jest odkryciem dzisiejszego dnia, a media, w których chcemy widzieć swój własny głos w debacie publicznej są tak naprawdę tylko trochę lepsze. Cóż, zawsze to coś, choć gdy czasem czytam o czymś, o czym akurat mam jakieś pojęcie, to czuję się równie bezsilny, jak podczas kontaktu z mediami reżimowymi. Temat-rzeka, tymczasem dziś straszy się Polaków wojną, jakby do wojny w 2015 roku naprawdę niezbędny był Andrzej Duda, ba, cały PiS wraz z prawicowymi koalicjantami i elektoratem.

Wczorajszy występ prokuratorów wojskowych pokazał na szczęście wyraźnie, że wybieramy pokój, zaś Rosji ufać będziemy bezwarunkowo. Sądzę, że nie tylko w tej sprawie i że powrót UE do starej, skompromitowanej polityki nasz rząd przyjmuje z ulgą. Duda, nie wychodzący tak naprawdę z narracji, co do której zgoda panowała jeszcze wczoraj, staje się jeźdźcem apokalipsy, niosącym Polakom wojnę. Zabawne tylko, że straszą nim ci, co przynoszą tu głód i zarazę. Cóż, gdyby brać to wszystko na poważnie, można by uznać, że w Polsce nawet jeźdźcy apokalipsy muszą się kłócić między sobą. Rzecz w tym, że rząd do końca będzie mówił o pokoju i straszył PiS, bo czymś trzeba zająć uwagę ludzi, gdy wszystko po kolei trafia szlag a wewnątrz partyjne wojenki też zdają się nie zawsze pozostawać pod kontrolą. Z panią Kopacz pierwsza rzecznika żegna się szybciej i w gorszym stylu, niż pani Liszka (pamięta ją ktoś?) żegnała się z Tuskiem, za nią idzie kolejna koleżanka, a Schetyna już zdaje się przymierzać do gabinetu samej premier. Ta zaś przeciwko sobie ma chwilowo nawet dziennikarzy, choć wciąż niby może na nich liczyć w walce z PiS. Tyle, że już chyba nie dla niej walczą te szeregi. I gdy dziś poseł Raś ogłasza wprost, że ci mają starać się, a może któryś z nich zostanie rzecznikiem rządu, nie ma pewności, że będzie to rząd matki i lekarki. Co więcej, na władzę chwilowo gniewają się i górnicy (bo zdaje się dociera do nich, że wiele nie ugrali) i ci, co wcześniej dali się na górników napuścić i teraz są bardzo rozczarowani, że zamiast Wujka-bis jest jakaś górnicza Magdalenka (choć pewnie takie pojęcie nic im nie powie). A jeszcze kredytobiorcy, a zaraz ponoć nauczyciele, pewnie na nich się nie skończy i tylko policjanci będą się cieszyć ze swoich nowych kałasznikowów, urzędnicy przejadać podwyżki, a komornicy zabierać przypadkowym ludziom resztki majątku i poczucia bezpieczeństwa. A gdy już wszystko zacznie się palić, przyjdą wybory, a oni uratują nas przed najgorszym – przed Andrzejem Dudą, dopuszczającym udział polskich wojsk w misjach NATO na Ukrainie, premierem Kaczyńskim, posłanką Pawłowicz i wszystkim, co tak bardzo zaprząta uwagę Polaków, że nie widzą, że już prawie wszystko oddali, by regularnie płacić haracz mafii, ochraniającej ich przed tymi okropnościami.
5
5 (6)

Więcej notek tego samego Autora:

=>>