Kiedyś pewna dziennikarka z TVN, żeby było zabawniej często przywoływana jako katoliczka, działająca w sferze publicznej i sporadycznie udzielająca się jako autorytet dla tejże młodzieży z uczelni wyższych (tak, tak), wymyśliła sobie wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego. Słowa nie padły, ale i tak zaistniały na czas jakiś. Ostatecznie – ile osób słyszało je na żywo, w wersji oryginalnej, a ilu dostało wersję poprawioną od moralistki z telewizora. Dziś pani Kopacz nie zrobiła niczego nowego, ot powtórzyła stary numer Kolędy-Zalewskiej. Że kłamstwo uchodzi bezkarnie zarówno w polityce, jak w dziennikarstwie, nie jest odkryciem dzisiejszego dnia, a media, w których chcemy widzieć swój własny głos w debacie publicznej są tak naprawdę tylko trochę lepsze. Cóż, zawsze to coś, choć gdy czasem czytam o czymś, o czym akurat mam jakieś pojęcie, to czuję się równie bezsilny, jak podczas kontaktu z mediami reżimowymi. Temat-rzeka, tymczasem dziś straszy się Polaków wojną, jakby do wojny w 2015 roku naprawdę niezbędny był Andrzej Duda, ba, cały PiS wraz z prawicowymi koalicjantami i elektoratem.
Wczorajszy występ prokuratorów wojskowych pokazał na szczęście wyraźnie, że wybieramy pokój, zaś Rosji ufać będziemy bezwarunkowo. Sądzę, że nie tylko w tej sprawie i że powrót UE do starej, skompromitowanej polityki nasz rząd przyjmuje z ulgą. Duda, nie wychodzący tak naprawdę z narracji, co do której zgoda panowała jeszcze wczoraj, staje się jeźdźcem apokalipsy, niosącym Polakom wojnę. Zabawne tylko, że straszą nim ci, co przynoszą tu głód i zarazę. Cóż, gdyby brać to wszystko na poważnie, można by uznać, że w Polsce nawet jeźdźcy apokalipsy muszą się kłócić między sobą. Rzecz w tym, że rząd do końca będzie mówił o pokoju i straszył PiS, bo czymś trzeba zająć uwagę ludzi, gdy wszystko po kolei trafia szlag a wewnątrz partyjne wojenki też zdają się nie zawsze pozostawać pod kontrolą. Z panią Kopacz pierwsza rzecznika żegna się szybciej i w gorszym stylu, niż pani Liszka (pamięta ją ktoś?) żegnała się z Tuskiem, za nią idzie kolejna koleżanka, a Schetyna już zdaje się przymierzać do gabinetu samej premier. Ta zaś przeciwko sobie ma chwilowo nawet dziennikarzy, choć wciąż niby może na nich liczyć w walce z PiS. Tyle, że już chyba nie dla niej walczą te szeregi. I gdy dziś poseł Raś ogłasza wprost, że ci mają starać się, a może któryś z nich zostanie rzecznikiem rządu, nie ma pewności, że będzie to rząd matki i lekarki. Co więcej, na władzę chwilowo gniewają się i górnicy (bo zdaje się dociera do nich, że wiele nie ugrali) i ci, co wcześniej dali się na górników napuścić i teraz są bardzo rozczarowani, że zamiast Wujka-bis jest jakaś górnicza Magdalenka (choć pewnie takie pojęcie nic im nie powie). A jeszcze kredytobiorcy, a zaraz ponoć nauczyciele, pewnie na nich się nie skończy i tylko policjanci będą się cieszyć ze swoich nowych kałasznikowów, urzędnicy przejadać podwyżki, a komornicy zabierać przypadkowym ludziom resztki majątku i poczucia bezpieczeństwa. A gdy już wszystko zacznie się palić, przyjdą wybory, a oni uratują nas przed najgorszym – przed Andrzejem Dudą, dopuszczającym udział polskich wojsk w misjach NATO na Ukrainie, premierem Kaczyńskim, posłanką Pawłowicz i wszystkim, co tak bardzo zaprząta uwagę Polaków, że nie widzą, że już prawie wszystko oddali, by regularnie płacić haracz mafii, ochraniającej ich przed tymi okropnościami.
Wczorajszy występ prokuratorów wojskowych pokazał na szczęście wyraźnie, że wybieramy pokój, zaś Rosji ufać będziemy bezwarunkowo. Sądzę, że nie tylko w tej sprawie i że powrót UE do starej, skompromitowanej polityki nasz rząd przyjmuje z ulgą. Duda, nie wychodzący tak naprawdę z narracji, co do której zgoda panowała jeszcze wczoraj, staje się jeźdźcem apokalipsy, niosącym Polakom wojnę. Zabawne tylko, że straszą nim ci, co przynoszą tu głód i zarazę. Cóż, gdyby brać to wszystko na poważnie, można by uznać, że w Polsce nawet jeźdźcy apokalipsy muszą się kłócić między sobą. Rzecz w tym, że rząd do końca będzie mówił o pokoju i straszył PiS, bo czymś trzeba zająć uwagę ludzi, gdy wszystko po kolei trafia szlag a wewnątrz partyjne wojenki też zdają się nie zawsze pozostawać pod kontrolą. Z panią Kopacz pierwsza rzecznika żegna się szybciej i w gorszym stylu, niż pani Liszka (pamięta ją ktoś?) żegnała się z Tuskiem, za nią idzie kolejna koleżanka, a Schetyna już zdaje się przymierzać do gabinetu samej premier. Ta zaś przeciwko sobie ma chwilowo nawet dziennikarzy, choć wciąż niby może na nich liczyć w walce z PiS. Tyle, że już chyba nie dla niej walczą te szeregi. I gdy dziś poseł Raś ogłasza wprost, że ci mają starać się, a może któryś z nich zostanie rzecznikiem rządu, nie ma pewności, że będzie to rząd matki i lekarki. Co więcej, na władzę chwilowo gniewają się i górnicy (bo zdaje się dociera do nich, że wiele nie ugrali) i ci, co wcześniej dali się na górników napuścić i teraz są bardzo rozczarowani, że zamiast Wujka-bis jest jakaś górnicza Magdalenka (choć pewnie takie pojęcie nic im nie powie). A jeszcze kredytobiorcy, a zaraz ponoć nauczyciele, pewnie na nich się nie skończy i tylko policjanci będą się cieszyć ze swoich nowych kałasznikowów, urzędnicy przejadać podwyżki, a komornicy zabierać przypadkowym ludziom resztki majątku i poczucia bezpieczeństwa. A gdy już wszystko zacznie się palić, przyjdą wybory, a oni uratują nas przed najgorszym – przed Andrzejem Dudą, dopuszczającym udział polskich wojsk w misjach NATO na Ukrainie, premierem Kaczyńskim, posłanką Pawłowicz i wszystkim, co tak bardzo zaprząta uwagę Polaków, że nie widzą, że już prawie wszystko oddali, by regularnie płacić haracz mafii, ochraniającej ich przed tymi okropnościami.
(6)