
Zauważyłem, że dziś wreszcie nastąpił cud i porozumiała się lewica z prawicą, media reżimowe z niepokornymi, blogerzy z posiadaczami opłacanych przez władzę kont na Twitterze, ludzie rozsądni naprawdę z rozsądnymi w cudzysłowie. A wszyscy razem, uskrzydleni niespodziewaną zgodą, zaśpiewali pieśń, z której wybija się skandowany refren – „Duda przegrał debatę”. Wcześniej jeszcze przegrał z Tadlą, choć widziałem coś zupełnie innego. Skoro jednak nawet nieliczne osoby, z których zdaniem się liczę, też uznały, że nie dał sobie rady w starciu z panią, która rozpłakałaby się w przypadku doliczenia czasu… Nic, wróćmy do debaty.
Nieważne już nawet, kto wygrał – czy Komorowski, bo nie przyszedł, a zamiast tego pogadał sobie o niczym z dziennikarzami, czy Palikot, w którym funkcyjni widzą męża stanu, czy któryś z antysystemowców, to sprawa drugorzędna.
Duda przegrał, bo zbyt wyreżyserowany.
Duda przegrał, bo nieautentyczny.
Duda przegrał, bo machał rękami.
Duda przegrał, bo telewizja nie pokazywała, jak macha rękami.
Duda przegrał, bo mówił o patologiach, o których wszyscy wiemy.
Duda przegrał, bo się zbyt dobrze przygotował.
Duda przegrał, bo się zbytnio odróżniał.
Duda przegrał, bo się nie wyróżniał.
Duda przegrał, bo przyszedł.
Duda przegrał, bo nie wszedł w interakcję.
Duda przegrał, bo wszedł w interakcję.
Mógłbym tak jeszcze długo, do każdego zdania przypisując autora/autorów, argumentację i kontrargumentację. Sam wolałbym, aby Duda parł do przodu z siłą Kowalskiego, radykalizmem Brauna i książką Sumlińskiego w ręku. Niemniej jakoś tak się ciągle dzieje, że, cholera wie, czemu, ludzie w swej masie nie szukają wcale tego, co ja chciałbym znaleźć. Tymczasem znajdujemy się w sytuacji mocno rozpaczliwej, o czym wszyscy właściwie wiedzą. Być może wygodniej jest źródeł przyszłej porażki, a może i upadku nawet szukać w jakichś niuansach. Tyle tylko, że jeśli Duda przegra wybory, to raczej nie dlatego, że wyglądał jak prezydent z zagranicznego filmu. To całkiem dobra kontra wizerunkowa do Komorowskiego, malowanego jako wzór autentyzmu, poczciwy wujek narodu, co to czasem coś palnie, ale za to jest swojski jak zwyczajna po obniżeniu standardów produkcji. Jeśli przegra wybory, to nie dlatego, że mówił w telewizji o problemach, które każdy zna, a w których ludzie czują się przez władzę opuszczeni. Ten zarzut, sformułowany przez Marka Pyzę, rozbroił mnie najbardziej.
Andrzej Duda tymczasem przyszedł i, mając mało czasu, godnie i mocno powiedział, co miał do powiedzenia. Czy można było lepiej? Pewnie tak, zawsze można. Rozpiętość zarzutów potwierdza stare powiedzenie, że jeszcze się taki nie narodził, co by każdemu dogodził. Duda natomiast wczoraj miał okazję dotrzeć do dużej grupy osób, do której normalnie ze swoim przekazem nie docierał i zaprezentować się jej na tyle dobrze, na ile formuła „1 z 10” pozwoliła. Wykorzystał ją. Tymczasem od debaty natrafiam na żale, że nie zajmował się wystarczająco mocno przekonywaniem przekonanych. Myślę, że najlepszym lekarstwem na to powszechne, jak widzę, rozczarowanie Dudą w szeregach jego wyborców będzie druga kadencja Bronisława Komorowskiego, nad którą prace trwają już od dawna we wszystkich powołanych do tego instytucjach.
Nieważne już nawet, kto wygrał – czy Komorowski, bo nie przyszedł, a zamiast tego pogadał sobie o niczym z dziennikarzami, czy Palikot, w którym funkcyjni widzą męża stanu, czy któryś z antysystemowców, to sprawa drugorzędna.
Duda przegrał, bo zbyt wyreżyserowany.
Duda przegrał, bo nieautentyczny.
Duda przegrał, bo machał rękami.
Duda przegrał, bo telewizja nie pokazywała, jak macha rękami.
Duda przegrał, bo mówił o patologiach, o których wszyscy wiemy.
Duda przegrał, bo się zbyt dobrze przygotował.
Duda przegrał, bo się zbytnio odróżniał.
Duda przegrał, bo się nie wyróżniał.
Duda przegrał, bo przyszedł.
Duda przegrał, bo nie wszedł w interakcję.
Duda przegrał, bo wszedł w interakcję.
Mógłbym tak jeszcze długo, do każdego zdania przypisując autora/autorów, argumentację i kontrargumentację. Sam wolałbym, aby Duda parł do przodu z siłą Kowalskiego, radykalizmem Brauna i książką Sumlińskiego w ręku. Niemniej jakoś tak się ciągle dzieje, że, cholera wie, czemu, ludzie w swej masie nie szukają wcale tego, co ja chciałbym znaleźć. Tymczasem znajdujemy się w sytuacji mocno rozpaczliwej, o czym wszyscy właściwie wiedzą. Być może wygodniej jest źródeł przyszłej porażki, a może i upadku nawet szukać w jakichś niuansach. Tyle tylko, że jeśli Duda przegra wybory, to raczej nie dlatego, że wyglądał jak prezydent z zagranicznego filmu. To całkiem dobra kontra wizerunkowa do Komorowskiego, malowanego jako wzór autentyzmu, poczciwy wujek narodu, co to czasem coś palnie, ale za to jest swojski jak zwyczajna po obniżeniu standardów produkcji. Jeśli przegra wybory, to nie dlatego, że mówił w telewizji o problemach, które każdy zna, a w których ludzie czują się przez władzę opuszczeni. Ten zarzut, sformułowany przez Marka Pyzę, rozbroił mnie najbardziej.
Andrzej Duda tymczasem przyszedł i, mając mało czasu, godnie i mocno powiedział, co miał do powiedzenia. Czy można było lepiej? Pewnie tak, zawsze można. Rozpiętość zarzutów potwierdza stare powiedzenie, że jeszcze się taki nie narodził, co by każdemu dogodził. Duda natomiast wczoraj miał okazję dotrzeć do dużej grupy osób, do której normalnie ze swoim przekazem nie docierał i zaprezentować się jej na tyle dobrze, na ile formuła „1 z 10” pozwoliła. Wykorzystał ją. Tymczasem od debaty natrafiam na żale, że nie zajmował się wystarczająco mocno przekonywaniem przekonanych. Myślę, że najlepszym lekarstwem na to powszechne, jak widzę, rozczarowanie Dudą w szeregach jego wyborców będzie druga kadencja Bronisława Komorowskiego, nad którą prace trwają już od dawna we wszystkich powołanych do tego instytucjach.
(5)
25 Comments
@Budyń
06 May, 2015 - 18:10
Sam wolałbym, aby Duda parł
06 May, 2015 - 18:26
Tak, ludzie wcale tego nie chcą. Dowodem Brauna i Kowalskiego popularność. ;)
Nie ujmując każdemu z nich pewnych zalet.
Wiesz, jestem na etapie oglądania "House of Cards". Chorując sobie w zeszłym tygodniu obejrzałem dwa sezony. :) Przy okazji polecam (tylko dwa pierwsze), ale przypomniao mi się, bo tam pokazany jest ślicznie świat plastikowej demokracji. Plastikowej na zewnątrz, bo w środku jest ciekawie. Ale polityk musi podobac się jak największej ilości wyborców. Ludzi o zdeklarowanych poglądach, czasem odbijających od zapatrywań "bagna" (nikogo nie obrażam, reperuję prymus, a tak zwano za czasów Wielkiej Francuskiej centrum polityczne) ta plastikowość nieco zrazi. Ale, za to, jakie zyski...
Vive la demokratie?
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Dwa pierwsze sezony oglądąłem
06 May, 2015 - 18:31
Zacznijmy od tego, że to nie
06 May, 2015 - 18:40
Dyskusja o tym, kto wygrał, a kto przegrał jest niepoważna. Różnica klas między Andrzejem Dudą a pozostałymi. Owszem, mogło być gorąco, gdyby Duda podjął rękawicę i reagował na zaczepki pcheł.
Jeśli ktoś tu się skompromitował to trójca; JKM, Obszczymórek z Biłgoraja i Kukiz.
Nie wiem, na jakiej podstawie można twierdzić, że Duda przegra. Na podstawie sondaży? Wieści szeptanych? Dyskusji medialnych? A może na podstwie sondaży? ;-)
Rzecz w tym, że dla Andrzeja Dudy wybrano najlepszą w tych warunkach kampanię; bezpośredni kontakt zludźmi. Wykonał kawał totalnej pracy, przekazał ludziom, że wie, co ich boli.
Reszta należy do nas. Być może wcale ludziom nie zależy na tym, kto będzie ich prezydentem, ale na pewno nie będzie to wina Andrzeja Dudy.
Zamist wróżyć z fusów, pilnujmy wyborów.
Katarzyno,
06 May, 2015 - 19:59
Pojawiły się głosy (z którymi się zgodzę), że był przetrenowany. Myślę, że dzień wcześniej mocno odczuł chamstwo Tadli. Chciał w czasie rozmowy z nią być naturalny, co dla niego oznacza kulturalny i szarmacki wobec kobiety, a spotkała go seria impertynencji. Trochę to zachwiało jego pewnością siebie. I pewnie dlatego, zamiast w czasie debaty być po prosu sobą, posłuchał jakiegoś trenera i trochę się usztywnił.
Podobno też, na krótko przed rozpoczęciem debaty, sztab Dudy starł się z organizatorami debaty w sprawie oświetlenia. To zapewne również wpłynęło na samopoczucie Dudy.
Jedno jest pocieszające, sztab Dudy z pewnością wyciągnie wnioski na decydującą debatę z Komorowskim. Już w tej debacie pokazali, że szybko się uczą. W czasie rozmowy z Tadlą, Duda był fatalnie oświetlony - światło podało prosto w oczy jak na przesłuchaniu i miał żle wykonany makijaż.
Zatem przed debatą bacznie zwracano uwagę na oświetlenie i zabrali ze sobą swojego makijażystę.
A sonadaże? Widziałaś te CBOS-u? Dają Komorowskiemu 51%, a Kukizowi 20 %. Możliwe, że przygotowują grunt pod ogłoszenie, że żyrandolowski wygrał już w I. turze albo chcą Kukiza wstawić zamiast Dudy do II. tury.
"Miejcie odwagę... nie tę tchnącą szałem, która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem przeciwne losy stałością zwycięża."
Budyn
06 May, 2015 - 18:41
to u Zaremby wPolityce.
Totalne nonsensy.
Co moglby lepiej zrobic... to nieco wolniej mowic..co by sie na to przekladalo, ze nie na wszystko mialby czas co ewentualnie zmusiloby do wyboru innych informacji.
Panie Krzysztofie,
06 May, 2015 - 19:02
Debaty nie oglądałem z dwóch powodów: ogólnego, bo nie oglądam
telewizji w ogóle, oraz szczególnego, bo właśnie miałem gości.
Po lekturze Pyzy i Pana wnoszę, że Duda nie wypadł specjalnie dobrze,
może nie zaraz przegrał, ale też nie zapewnił sobie tą telewizyjną prezentacją
żadnej wartości dodanej.
PS Mam jeszcze argument dodatkowy. Zaraz po 22 do jednej z obecnych u mnie
osób zadzwonił bratanek-student. I powiedział, że Duda wypadł słabo. Niestety,
taki jest odbiór...
Waldemar Żyszkiewicz
To, czy wygrał, czy przegrał, zobaczymy
06 May, 2015 - 19:17
Tak, jakby miał wyjście!
gdyby nie przyszedł, reżimowi
06 May, 2015 - 19:19
Szczypta umysłowego dziegciu
06 May, 2015 - 21:21
Na ludzki rozum Duda nie może wygrać. Zamiast dyskusji o Dudzie, a szczerze mówiąc o tym, czy jako oręża walki o Polskę warto używać prawdy, lepiej niech kto w Boga wierzy dołączy do Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę. Przede wszystkim modlitwą, a kto może, działaniami w RKW.
Pozdrawiam
Boldandcharmie,
06 May, 2015 - 21:31
Kto może, niech pilnuje wyborów, bo nic nie tracimy!
A wszyscy powinniśmy szturmować niebo, bo w obliczu ich machlojek, chyba tylko cud może pomóc.
"Miejcie odwagę... nie tę tchnącą szałem, która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem przeciwne losy stałością zwycięża."
Ludzie widzą to, co chcą
06 May, 2015 - 21:40
Przeważająca większość.
Potrzeba wstrząsu, żeby ugruntowanymi sympatiami zachwiać, poważnego wstrząsu.
Przyznaję, też "debaty" nie oglądałem - jak dowiedziałem się ile mają mieć czasu, odpuściłem. Znam ich programy (tzn. programu Kukiza nie znam, z przyczyn oczywistych, jest jak ze słynnym "czajniczkiem"), wiem jak się prezentują i co sobą prezentują. A "1 z 10" ostatnio oglądałem 10 lat temu.
Ale mam pytanie.
Do Was, kochani.
Ilu spośród Waszych znajomych, kolegów i koleżanek, rodziny - zmieniło swoje zapatrywania co do kandydata w trakcie kampanii, po tym jak już poznali "pulę startową"?
Bo z moich: nikt.
W wyborach parlamentarnych 2011: nikt.
W wyborach prezydenckich 2010: nikt.
Kampania? Debaty?
Zapewne mam samych dziwnych znajomych. Jeśli przeczyta mnie Polfic, już pytam na zapas: jak taki wniosek przedstawia się, biorąc pod uwagę tzw. reguły logicznego myślenia? :)
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Max'ie
07 May, 2015 - 11:03
Słyszy się tu i ówdzie o jakimś aktorze, ja znam jednego dziennikarza (który mężnie znosi oskarżenia o pisowskość, bo ośmiela się krytykować PO).
Szwagier po kilku latach zauważył, że "z tą katastrofą było coś nie tak", ale preferencji wyborczych nie zmienił.
Nikt nie zmienia zapatrywań pod wpływem dyskusji przy kawie. Nawet jeżeli dla świętego rodzinnego spokoju przyzna rację. Do wszystkiego trzeba dojść samemu. Podczas debaty czy w dyskusji można najwyżej utwierdzić się w swoich przekonaniach.
@ro
07 May, 2015 - 11:11
To prawda. Ale do tego trzeba umieć myślec samodzielnie. A tak naprawdę, ci co myślą samodzielnie już doszli, może nie do wszystkiego, ale do tego o co nam chodzi :)
@Max
07 May, 2015 - 11:13
To proste. Ci co myślą logicznie są po naszej stronie. Ci co nie myślą są po ich stronie :)
A może taki wniosek: nie ja
07 May, 2015 - 12:14
Naród jest głęboko podzielony (nie, nie zamierzam nawoływać do "zgody", z niektórymi godzić się nie warto, bo to jak zapraszanie nierogacizny do salonu), nie tylko na skutek odmniennych poglądów opartych na takiej czy innej, ale jednak racjonalnej analizie rzeczywistości. Od paru dobrych lat "poszło w emocje".
Przy tak uwarunkowanym społeczeństwie ciężko liczyć na bezbolesną zmianę światopoglądu. Owszem zdarzają się jakieś tam ruchy, przepływ elektoratu istnieje, ale spektakularne nawrócenia (albo apostazje) są wyjątkowo rzadkie - mówię o fundamentalnym podziale: PiS kontra "reszta świata".
W momencie, kiedy rusza kampania wyborcza, co najmniej 80% biorących udział w wyborach "już wie", wie, gdy tylko ogłoszona zostaje lista kandydatów/partii. I nic tego pierwszego wyboru nie jest w stanie zmienić. Dzieje się tak nie tylko z powodu wspomnianej wcześniej polaryzacji poglądów - także dlatego, że Polacy są narodem wyjątkowo mocno "upolitycznionym". O, jakość tego upolitycznienia często pozostawia mocno do życzenia, ale to inna sprawa. ;)
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
@Max
07 May, 2015 - 12:29
Większość wyznaje taką zasadę:
"Bo tutaj jest jak jest po prostu.
I Ty dobrze o tym wiesz.
Bo tutaj jest jak jest po prostu.
I Ty dobrze o tym wiesz"
Naszego, ostatnio bohatera rozmów.
Ci, którzy głosują (a także
07 May, 2015 - 12:38
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
@Max
07 May, 2015 - 12:44
Tu trzeba chyba filozofa, żeby to rozwikłał :)
Nie. :)
07 May, 2015 - 12:49
Dam Ci przykład:
"Nie cierpię Kaczora bo jest niski i obciachowy".
Głębokie? Nie.
A hasło nośne, przekonanie ciężkie do wyperswadowania.
Na czym bazuje? Na emocjach, wiedza niepotrzebna.
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
@Max
07 May, 2015 - 14:06
O ile, rzeczywiście hasło "Nie cierpię Kaczora bo jest niski i obciachowy" nie rzuca na kolana GŁĘBIĄ umysłową i intelektualną: o tyle jest GŁĘBOKO zakotwiczone w hmmm .... umyśle (?) rzucającego takie hasło.
Proste hasła, których
07 May, 2015 - 14:43
W konkretnym przykładzie z Kaczorem dochodzi labelling czyli stygmatyzacja - jeśli już raz uznamy coś za "obciachowe", tym trudniej się potem z opinii wycofać. Czyli znowu czynnik afektywny. :)
A że taka "argumentacja" ma zero sensu? Nie chodzi o to, żeby miała sens, chodzi o efekt finalny: "na PiS nie zagłosuję".
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Max'ie
07 May, 2015 - 18:16
Od tekiego hasła gorsza jest jego krótsza wersja: "Nie cierpię Kaczora".
Rozwijanie drugiego członu może w chwili słabości skłonić do jakiejś niebezpiecznej refleksji.
Albo do pytania: co to właściwie znaczy "obciachowy" i na czym ta "obciachowość" Kaczora polega?
(Brak tytułu)
07 May, 2015 - 18:04
Budyń
07 May, 2015 - 09:24