Kolejka przed siedzibą IPN w Warszawie: Dziś publikacja części materiałów "Bolka" [rmf24.pl]

 |  Written by Ursa Minor  |  4

W samo południe Instytut Pamięci Narodowej opublikuje pierwszy pakiet dokumentów zabezpieczonych w zeszłym tygodniu w domu gen. Czesława Kiszczaka. Materiały będą dostępne w czytelni IPN przy ul. Kłobuckiej 21 w Warszawie na razie dla dziennikarzy i naukowców. Od środy wgląd w dokumenty będzie możliwy również w czytelniach w oddziałach i delegaturach IPN.

Pierwsze chętne osoby, które chcą zajrzeć do dokumentów, pojawiły się przed siedzibą IPN przy ulicy Kłobuckiej 21 w Warszawie już w poniedziałek rano.

Warszawska siedziba IPN /Michał Dobrołowicz /RMF FM
Warszawska siedziba IPN /Michał Dobrołowicz /RMF FM

W czwartek IPN informował, że w zabezpieczonych dokumentach, oprócz teczek pracy i personalnej jest też odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy, podpisane: Lech Wałęsa "Bolek". Materiały obejmują lata 1970-1976. Według opinii uczestniczącego w badaniu dokumentów eksperta archiwisty są one autentyczne.

Dziennikarze i naukowcy czekają przed siedzibą IPN /Michał Dobrołowicz /RMF FM
Dziennikarze i naukowcy czekają przed siedzibą IPN /Michał Dobrołowicz /RMF FM

Głos w sprawie materiałów na temat TW "Bolka" Lech Wałęsa zabrał m.in. w weekend podczas Balu Polonijnego w Miami. Podpisałem wiele, wiele, wielkich rzeczy, ale i podpisałem takie, z którymi mam dzisiaj problem - mówił. Podczas krótkiego wystąpienia żalił się, że musi się tłumaczyć ze swojej przeszłości. Podkreślał, że "rzeczy" podpisał w dobrej wierze. Mógłby się upierać, iż nie będzie rozmawiać z bandytami. Natychmiast dodał, że wówczas trwalibyśmy w podziale. Ja wybrałem rozmowy. Te rozmowy doprowadziły do wielkich sukcesów - zaznaczył Lech Wałęsa i dodał, że historia powinna rozstrzygnąć, która droga była właściwa.

W sobotę Jarosław Wałęsa, który był gościem Krzysztofa Ziemca w RMF FM powiedział, że nie rozmawiał z ojcem na temat materiałów znalezionych w domu generała Czesława Kiszczaka. Jak podkreślił, nie załatwia takich spraw przez telefon. Jak ojciec wróci do domu to porozmawiamy - dodał. Według Jarosława Wałęsy "mojego ojca czołga się przez naprawdę najgorsze łajno i to jest niewybaczalne. To jest chyba nasza przypadłość narodowa, że nie potrafimy szanować naszych bohaterów. Piłsudski przechodził przez to samo, w tej chwili mój ojciec przechodzi przez to samo. Może dopiero po śmierci ojca postawimy mu kilka zasłużonych pomników".



Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-coraz-dluzsza-kolejka-przed-siedzi...
0
No votes yet

4 Comments

Ursa Minor's picture

Ursa Minor

„Odbrykać” Wałęsę? By zrozumieć próbę oddania akt „Bolka” do archiwum, trzeba przypomnieć sobie, co działo się w kwietniu ’96 roku

 


fot. You Tube
fot. You Tube

W 1996 roku Czesław Kiszczak nie przekazał – jak zamierzał – materiałów świadczących o agenturalnej działalności konfidenta „Bolka” do państwowego archiwum, gdyż dowiedział się że zostały one uprzednio przez Lecha Wałęsę zdekompletowane. A także dlatego, że wiedział iż w ówczesnej Polsce nie ujrzałyby one światła dziennego – pisze Sławomir Cenckiewicz.

Mam inną hipotezę.

Zwróćmy uwagę – generał przygotowywał przekazanie słynnych teczek Archiwum Akt Nowych w kwietniu 1996 roku. To bardzo znamienne i nieprzypadkowe. W grudniu 1995 roku Wałęsa przegrywa wybory, a odchodząc rozpętuje „aferę Olina” – jego bliski współpracownik Andrzej Milczanowski oskarża urzędującego premiera Józefa Oleksego, że jest rosyjskim szpiegiem. Polska pogrąża się w politycznym kryzysie. Postkomuniści, którzy już od dwóch lat rządzą, a teraz wygrali jeszcze stanowisko prezydenta, miotani są  paroksyzmami wściekłości wobec Wałęsy i jego ludzi, którzy urządzili im coś takiego. Przez moment wydaje się, że afera Oleksego może wysadzić ich w powietrze.

A w dodatku wydaje się wtedy też (bardzo szybko okaże się to złudzeniem, ale wówczas, w pierwszych miesiącach 1996 roku, większość obserwatorów poddawała się temu złudzeniu), że Wałęsa, który przegrał z Kwaśniewskim o włos, a pod koniec kampanii i bezpośrednio po niej wrócił do gwałtownie antykomunistycznego języka, będzie najważniejszym czynnikiem politycznym, zagrażającym rządzącej formacji pezetpeerowskiej. Wałęsa jest wówczas wściekły. Czuje się poniżony (słynne „ludzie, z Kwasem przegrać…?!?”), skowycze jego gigantyczne ego. Miota się. Zapowiada że będzie jeździł po wszystkich terenach, na których przegrał z Aleksandrem Kwaśniewskim, i agitował tam przeciw SLD. Że wróci do pracy w Stoczni Gdańskiej, że stanie na czele antykomunistycznych robotników.

To wszystko, powtórzmy, bardzo szybko okaże się humbugiem. Ale wtedy wielu brało te wałęsowskie tromtadracje na poważnie – jeszcze niedawno był przecież wszechwładnym, tryumfującym Lechem; ten jego obraz ciągle jeszcze nie zdezaktualizował się totalnie. Zwłaszcza w oczach tych, którym tak niedawno, w 1989 roku, odebrał władzę, a którzy w wyniku tego przeżyli okres Wielkiej Trwogi. Czyli w oczach postkomunistów. I oni, i wielu innych jest przekonanych, że były prezydent może stanąć na czele wielkiego ruchu antykomunistycznego. Realnie zagrozić nowej władzy.

I właśnie w kwietniu prowadzący śledztwo ws. agenta „Olina” prokurator pułkownik Stanisław Gorzkiewicz ostatecznie je umarza, oglaszając że kierowane wobec Oleksego oskarżenia nie mają podstaw. Byłoby naiwnością przypuszczać, że prezydent Kwaśniewski, nowy premier Włodzimierz Cimoszewicz i w ogóle kluczowe postaci formacji postpezetpeerowskiej nie wiedziały zawczasu, jakie będzie rozstrzygnięcie wojskowej prokuratury, i kiedy formalnie ono zapadnie.

Generał Kiszczak jest wtedy formalnie emerytem. Ale tylko formalnie. Jego wieloletni szef, Wojciech Jaruzelski, wycofany z bieżącej polityki, pozostaje autorytetem i swego rodzaju patronem dla dowodzonej już przez nowe pokolenie formacji. Doprawdy trudno założyć, że obaj generałowie, proszeni o pomoc w niezwykle ważnej, wydawało się że wręcz kluczowej dla jej przeżycia sprawie odmówiliby tej pomocy…

Uważam za prawdopodobne, że przygotowanie do przekazania akt „Bolka” archiwistom (co równałoby się podpaleniu lontu) było właśnie tą pomocą. Że do Wałęsy poszedł przeciek, iż taka operacja się szykuje. Żeby, mówiąc językiem Kubusia Puchatka, go „odbrykać”. Żeby na wiadomość o oczyszczeniu Oleksego z zarzutów nie zareagował zbyt gwałtownie. I w ogóle żeby nie przesadzał w swej opozycyjności…

Czyli szantaż. Dodajmy, że bardzo realistyczny szantaż. Bo gdyby Wałęsa zaczął np. wzywać do marszu na Warszawę, próbował tworzyć jakiś rewolucyjny front antykomunistyczny (np. pod hasłem że „rządy rosyjskiej agentury” trzeba przerwać, używając wszystkich możliwych środków – a przypomnimy, że jeszcze niedawno uważano iż ma on wielkie wpływy w wojsku; te wpływy częściowo okazały się ułudą, a częściowo skończyły się zaraz po odejściu z Belwederu, ale strach miewa wielkie oczy) – Kiszczak mógłby naprawdę odpalić ten pocisk. Przypomnijmy, że niedługo potem SLD-owcy wykonali operację podobną, choć na znacznie mniejszą skalę – ujawnili mianowicie dokumenty z „szafy Lesiaka”, czyli sprawę inwigilacji antywałęsowskiej prawicy, by odegrać się na byłym prezydencie za oskarżenie Oleksego, a przy okazji skłócić opozycję.

Ale w kwietniu ’96 okazało się, że nie ma potrzeby odpalać aż takiej rakiety. Wałęsa oklapł (nie rozstrzygam, czy na skutek szantażu, czy też z innych, charakterologicznych powodów). I w ogóle sytuacja polityczna okazała się nie być dla postkomunistów tak dramatyczna, jak wydawało się wielu z nich w gorączkowych pierwszych miesiącach ’96 roku.

I pakiet, opatrzony listem do Archiwum Akt Nowych, zaczął pokrywać się kurzem w Kiszczakowym biurku…

autor: Piotr Skwieciński

http://wpolityce.pl/polityka/282514-odbrykac-walese-by-zrozumiec-probe-o...

Ursa Minor's picture

Ursa Minor

IPN udostępnił akta "Bolka"! Zobowiązanie Wałęsy do współpracy, pokwitowania odbioru pieniędzy i list Kiszczaka... ZOBACZ DOKUMENTY!


wPolityce.pl/tvn24/PAP/Jacek Turczyk
wPolityce.pl/tvn24/PAP/Jacek Turczyk

IPN udostępnił dziennikarzom dokumenty dotyczące agenta SB „Bolka”, zabezpieczone w domu Czesława Kiszczaka.

Pierwszy pakiet akt udostępniono o godz. 12 w czytelni akt IPN przy ul. Kłobuckiej w Warszawie. Są to teczka personalna i teczka pracy z lat 1970-1976 TW „Bolek”, gdzie znajduje się odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy, podpisane: Lech Wałęsa „Bolek”. Są tam też doniesienia „Bolka” oraz notatki funkcjonariuszy SB ze spotkań z nim.

Na Kłobucką od rana przybywali dziennikarze chcący opisać dokumenty. Było ich w sumie kilkudziesięciu.

Niemal natychmiast po udostępnieniu akt, Sławomir Cenckiewicz ujawnił na Twitterze zobowiązanie napisane i podpisane przez Lecha Wałęsę:

 

Zobowiązuję się współpracować ze służbą bezpieczeństwa w wykrywaniu i zwalczaniu wrogów PRL

— czytamy.

Podpisane jest jako: „Lech Wałęsa „psełdonim” Bolek”. [pisownia oryginalna]

Pierwsze doniesienie z teczki pracy TW „Bolek” datowane jest na 4 stycznia 1971 r., a ostatnie - 18 lutego 1976 r. Doniesienia w większości są spisywane przez funkcjonariuszy SB ze słów „Bolka”, wiele zapisanych przez nich odręcznie, dlatego nie są łatwe do odczytania.

W aktach jest katalog wypłat dla TW „Bolek” - pierwsza z datą 5 stycznia 1971 r., na kwotę 1000 zł. Są też m.in. odręcznie napisane potwierdzenia odbioru pieniędzy.

Pierwsze pokwitowanie:

Kwituję odbiór tysiąca złotych: 1000 zł od pracownika służby bezpieczeństwa za współpracę i przekazywane informacje. Bolek.

Dopisane na tej samej kartce niżej:

W dniu 5.01.1971 r. na spotkaniu z tw ps „Bolek” wręczyłem mu sumę 1000 zł. jedentysiąc zł za współpracę i przekazywane informacje (wydarzenia grudniowe).

Podpisane kpt. E Graczyk.

Pod tym pieczątka „Naczelnik Wydziału III K.W.M.O. w Gdańsku” i na niej nieczytelny podpis.

Są też odręczne pokwitowania datowane na 18 lutego 1971 r. i 29 listopada 1971 r.

W arkuszu wypłat świadczeń dla TW nr 12535 z teczki personalnej „Bolka”, pierwsze cztery wypłaty zawierają dopisek „kpt. Graczyk”, datowane są na: 5.01.71 - 1000 zł, 25.01.71 - 500 zł, 18.02.71 - 1500 zł i 16.01.71 - 1000 zł; pięć kolejnych „kpt. Rapczyński”: 17.04.71 - 500 zł, 28.04.71 - 1000 zł, 26.05.71 - 500, 8.06.71 - 500, 8.07.71 - 500 zł.

Następne cztery na pierwszej karcie: kpt. Z. Ratkiewicz: 29.11.71 r. - 700 zł, 22.10.71 - 600 zł, 27.01.72 - 600 zł, 5.04.71 - 500 i na kolejnej stronie z tym samym nazwiskiem Ratkiewicz cztery wpisy z 1972 r.: 25.05.1972 - 500 zł, 27.02.1972 - 600 zł, 5.04.1972 - 500 zł, 25.05.72 - 500 zł, dwa z 1973 r.: 30.10.73 - 600 zł, 14.12.73 - 500 zł i ostatnie: 29.06.74 - 700 zł.

W teczce personalnej zamieszczono zarazem 18 odręcznych pokwitowań odbioru pieniędzy przez „Bolka” - podpisywanych tym kryptonimem.

W cytowanych fragmentach dokumentów - pisownia oryginalna.

Fot. PAP/Jacek Turczyk.

 

 

Czesław Kiszczak w liście do szefa archiwum Akt Nowych (list datowany na rok 1996):

Proszę by upublicznić te dokumenty nie wcześniej niż 5 lat po śmierci Lecha Wałęsy”.

 

IPN przygotował dla przedstawicieli mediów 40 kopii tych dokumentów. Na sporządzonej przez dziennikarzy i fotoreporterów liście oczekujących wpisało się 39 redakcji - w tym media zagraniczne. Dla czekających przed budynkiem dziennikarzy pracownicy IPN wynieśli gorącą kawę i herbatę. Wewnątrz budynku z dokumentami będzie można zapoznawać się przy 30 stolikach w czytelni oraz dodatkowych 10 - wystawionych na korytarzu. O godz. 12 dziennikarze zaczęli wchodzić do środka.

Prezes IPN Łukasz Kamiński zapowiedział, że w ramach procedur dokumenty będą poddane różnego rodzaju badaniom i weryfikacji, w tym także „ekspertyzom typu grafologicznego”. Według opinii eksperta archiwisty dokumenty są autentyczne.

Wśród dokumentów są również te dotyczące odbioru pieniędzy przez „Bolka”.

 


Nie może być żadnych materiałów mojego pochodzenia

— zapewnia Wałęsa. Pisał w sieci, że nie współpracował z SB, ale popełnił błąd, dał słowo „sprawcy” i nie może ujawnić prawdy. Wskazał, że jako donosy mogły zostać wykorzystane jego odręczne notatki zarekwirowane podczas rewizji.

ZOBACZ WIĘCEJ ZDJĘĆ DOKUMENTÓW:

Fot. M. Czutko.

W ubiegły wtorek w mieszkaniu Marii Kiszczak został zabezpieczony przez prokuratora IPN „szereg dokumentów, których wstępna analiza wskazuje, że podlegają przekazaniu do zasobu archiwalnego IPN”. Czynności podjęto w ramach wszczętego w 2015 r. śledztwa ws. ukrycia przez osobę nieuprawnioną dokumentów podlegających przekazaniu IPN. Przepisy karne ustawy o IPN przewidują karę od 6 miesięcy do 8 lat więzienia dla tego, kto „będąc w posiadaniu dokumentów podlegających przekazaniu Instytutowi, uchyla się od ich przekazania, utrudnia przekazanie lub je udaremnia”. Wdowa po Kiszczaku zgłosiła się do IPN w zeszłym tygodniu, oferując sprzedaż dokumentów za 90 tys. zł.

W zeszły czwartek prezes IPN Łukasz Kamiński informował, że w dokumentach zabezpieczonych w domu gen. Kiszczaka znajdują się m.in. teczka personalna (licząca 90 kart) i teczka pracy TW „Bolek” (licząca 279 kart) oraz odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy, podpisane: Lech Wałęsa „Bolek”. Prezes IPN powiedział, że dokumenty znajdujące się w obu teczkach obejmują lata 1970-1976.

W teczce personalnej znajduje się koperta, a w niej odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa podpisane: Lech Wałęsa +Bolek+. Wśród dokumentów znajdujących się w tej teczce są również m.in. odręczne, podpisane pseudonimem +Bolek+, pokwitowania odbioru pieniędzy

— mówił Kamiński.

Jak zaznaczył, w teczce pracy tajnego współpracownika, w oryginalnych okładkach znajdują się liczne doniesienia tajnego współpracownika pseudonim „Bolek” oraz notatki funkcjonariuszy SB ze spotkań z tajnym współpracownikiem pseudonim „Bolek”.

Część doniesień pisana jest odręcznie i podpisana pseudonimem „Bolek”

— mówił szef IPN.

W sobotę IPN poinformował, że dokumenty będą udostępniane w postaci kopii papierowych, a dziennikarze będą mogli filmować oraz fotografować przeglądane materiały.

Możliwe jest również zamówienie ich kopii cyfrowych w ramach usługi reprograficznej na zasadach obowiązujących standardowo w IPN

— mówił Kamiński.

Prezes IPN pytany skąd taki pośpiech Instytutu w udostępnianiu akt „Bolka” i czy wystarczyło kilkadziesiąt godzin, aby mieć pewność, że dokumenty są oryginalne odparł, że „trzeba ważyć decyzje”.

Są argumenty za szybkim udostępnieniem i za tym, by poczekać. Ponieważ sprawa wzbudza emocje, potrzebne było sprawne działanie IPN, aby jak najszybciej opinia publiczna mogła się dowiedzieć, co jest zawarte w tych dokumentach

— mówił.

Od środy wgląd w materiały będzie możliwy również w czytelniach w oddziałach terenowych i delegaturach IPN.

WSZYSTKO o szafie kiszczaka. TUTAJ

 

http://wpolityce.pl/polityka/282569-ipn-udostepnil-akta-bolka-przed-budy...

Ursa Minor's picture

Ursa Minor

List Kiszczaka: Dokumenty dotyczące Wałęsy udostępnić nie wcześniej niż 5 lat po jego śmierci

​W udostępnionych dziś przez IPN materiałach znajduje się pismo Czesława Kiszczaka, datowane na 5 kwietnia 1996 r., do dyrektora Archiwum Akt Nowych w Warszawie, w którym prosi on, by dokumenty dotyczące Lecha Wałęsy udostępnić nie wcześniej niż pięć lat po śmierci polityka.

List gen. Kiszczaka, który znalazł się wśród dokumentów ujawnionych przez IPN /RMF FM

Załączone dokumenty dot. współpracy Lecha Wałęsy z SB do 1989 r. uchroniłem przed ich wykorzystaniem do jego kompromitacji, a także Ruchu, któremu przewodził; zaś po 1989 r. przed ich zniszczeniem lub wykorzystaniem, zarówno przez ludzi prawicy jak i lewicy, do rozgrywek politycznych - napisał Kiszczak.

Jego zdaniem "dokumenty te winny być zachowane i w spokojnych czasach udostępnione poważnym naukowcom - historykom". W jakimś stopniu ułatwią im obiektywne i rzetelne opisanie naszej najnowszej historii - ocenił. Proszę Pana by uczyniono to nie wcześniej jak w 5 lat po śmierci Lecha Wałęsy - napisał Kiszczak. 

Pismo kończy się podpisem "z wyrazami szacunku gen. broni w st. spocz. Czesław Kiszczak". 

W widniejącym pod nim postscriptum Kiszczak napisał, że "dokumentami tymi lub wiedzą z nich wynikającą, nigdy nie posiłkował się w licznych kontaktach z L. Wałęsą".

List gen. Czesława Kiszczaka /RMF FM
List gen. Czesława Kiszczaka /RMF FM


Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/news-list-kiszczaka-dokumenty-dotyczace-walesy-udost...
Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Cenckiewicz komentuje udostępnione akta: "To dokumentacja porażająca i modelowa, jeśli chodzi o prowadzenie agentury". Sprawdź szczegóły!


PAP/Jacek Turczyk
PAP/Jacek Turczyk

Jest to dokumentacja modelowa, jeśli chodzi o prowadzenie agentury. Pokazuje zakres współpracy agenturalnej i jest porażająca, jeśli chodzi o liczbę doniesień i informacji przekazywanych na szereg osób

w ten sposób dr hab. Sławomir Cenckiewicz skomentował udostępnione przez Instytut Pamięci Narodowej dokumenty pochodzące z domu Czesława Kiszczaka.

WIĘCEJ: IPN udostępnił akta „Bolka”! Zobowiązanie Wałęsy do współpracy, pokwitowania odbioru pieniędzy i list Kiszczaka… ZOBACZ DOKUMENTY!

Historyk był jedną z pierwszych osób, które w poniedziałkowe południe czytały akta w siedzibie Instytutu. Cenckiewicz przekonywał, że jeśli chodzi o ocenę tego, czy Wałęsa był agentem, to jest to sytuacja „zero-jedynkowa”.

Liczyłem, że krąg osób, na które donosił Lech Wałęsa to 30 osób. W tej chwili ta liczba musi zostać powiększona

— mówił.

Pytany o linię obrony byłego prezydenta, który pisze o swojej wersji wydarzeń na blogu, Cenckiewicz zaznaczył, że jest to drugorzędna sprawa.

Od lat jestem wiernym czytelnikiem bloga prezydenta Lecha Wałęsy, ale tyle razy były zmieniane wersje wydarzeń z Grudnia ‘1970 roku i później, że nie przywiązuję do tego większego znaczenia poznawczego. Na początku była mowa, że jeśli był podpis, to pod odebraniem sznurówek, dziś, że podpisów było wiele… Z punktu widzenia historyka niewiele to wnosi. Jest kilka wspomnień książkowych Lecha Wałęsy i dziś trzeba powiedzieć, że są one fałszywe

— tłumaczył.

Dopytywany, czy coś w dokumentach o TW „Bolek” zaskoczyło go, Cenckiewicz odpowiadał:

Zaskoczyła mnie umiejętność prowadzenia Lecha Wałęsy jako agenta SB. Bardzo dobre rozpoznanie profilu psychologicznego Wałęsy. To nie jest dokumentacja jednowymiarowa - pojawiają się naprostowania Wałęsy, że w zły sposób zachowywał się na posiedzeniach rady… (…) Ucieszyłem się, że pomimo archiwalnych podstaw, by sądzić, że Wałęsa wszedł w grudzień 1970 roku jako pewien rodzaj konfidenta, to ta dokumentacja tego nie potwierdza

— tłumaczył historyk.

I dodawał:

Cała ta dokumentacja jest straszna i tylko ktoś naiwny mógłby sądzić, że ona nie miała znaczenia dla późniejszego okresu

— podkreślił.

W ocenie Cenckiewicza większość doniesień, które znalazły się w dokumentach były w innych materiałach, które historyk znalazł przy tworzeniu książki „SB a Lech Wałęsa” (wraz z dr. Piotrem Gontarczykiem).

Życzę powodzenia komuś, kto by chciał udowodnić, że to są materiały nieautentyczne. Można udać się z nimi do grafologa, ale w 2008 roku, gdy ukazywała się książka „SB a Lech Wałęsa”, to czy ktoś poszedł do grafologa? Te dokumenty leżą od 2008 roku i pies z kulawą nogą do nich nie zagląda

— ocenił.

Mógłbym bez końca opowiadać o donosach Wałęsy na kolegów - to są wstrząsające donosy o tym, że ucieknie z domu, że chce napisać protest do I sekretarza Edwarda Gierka… Zakres tej współpracy jest gigantyczny. Dotyczy głównie oczywiście pracowników Stoczni Gdańskiej, głównie Wydziału W4, czyli wydziału elektrycznego w Stoczni Gdańskiej. Materiał jest porażający. Po raz kolejny okazało się, że Lech Wałęsa przekazywał, jeśli np. nie wiedział jak ktoś się nazywa, kogo usłyszał, że np. wypowiada jakieś wrogie w stosunku do socjalistycznej ojczyzny wypowiedzi, głosy, np. w czasie przerwy śniadaniowej, to opisywał znaki szczególne tych osób, żeby Służba Bezpieczeństwa potrafiła te osoby zidentyfikować. Jest mowa o nadpalonych uszach, twarzy jakiegoś robotnika, który wypowiada się powiedzmy nieprawowiernie, jeśli chodzi o system PRL

— wyliczał.

Przyznał też, że z dokumentów wynika, że Wałęsa domagał się regularnych wypłat od SB.

Od 1973 roku jakość tej współpracy jest coraz słabsza, co nie znaczy, że Lech Wałęsa chciał tę współpracę zerwać. Domagał się gratyfikacji. (…) Myślałem, że w 1974 roku doszło do zerwania kontaktów, ale te kontakty miały miejsce - nie są takie jak w latach 1971-1973, ale ostatnie spotkania to luty i marzec 1976 roku

— podkreślił historyk.

Cenckiewicz przyznał przy tym, że nie czeka na przeprosiny ze strony byłego prezydenta.

Wybaczyłem prezydentowi Wałęsie wszystkie bezeceństwa, które wygłaszał na mój temat - to nie ma znaczenia. Ważne jest to, co się stało - mamy główne dokumenty dotyczące współpracy agenturalnej Lecha Wałęsy. Nie ulega wątpliwości, że ona została zmaterializowana w postaci wielu doniesień, że pobierał za nie pieniądze. To sytuacja czarno-biała, zero-jedynkowa. Ten fakt został dowiedziony i życzę państwu pochylić się nad tymi materiałami, które są wstrząsające

— ocenił.

Zakres tej współpracy i informacje przekazywane przez Lecha Wałęsę jako „Bolka” są takie, że miały znaczenie dla jego przywództwa w okresie „Solidarności”

— zakończył.

WIĘCEJ: W materiałach IPN odręcznie napisany list Kiszczaka. I tajemnicza dyspozycja: „dokumenty dot. Wałęsy udostępnić pięć lat po jego śmierci”

Krzywonos w histerii po ujawnieniu akt „Bolka”: To nie jest podpis Wałęsy! „Wszystkim kręci Kaczyński! Niech przestanie mącić, niech nie dzieli narodu!”

http://wpolityce.pl/polityka/282599-cenckiewicz-komentuje-udostepnione-a...

Więcej notek tego samego Autora:

=>>