
Orban miał do wyboru – albo zgodzić się na dyktat, albo lawirować, więc wybrał to drugie – i póki co, całkiem nieźle mu idzie.

Orban miał do wyboru – albo zgodzić się na dyktat, albo lawirować, więc wybrał to drugie – i póki co, całkiem nieźle mu idzie.

ISDS to zakamuflowany szantaż za pomocą którego ponadnarodowe firmy trzymają państwa na krótkiej smyczy.

Służby konsularne robią co mogą, by utrudnić Polakom w USA wydawanie paszportów, bez których udział w głosowaniu jest niemożliwy.

Nie oszukujmy się – prędzej czy później działania wojenne podejdą pod nasze granice, przy bierności UE i natowskiego klubu dyskusyjnego.

Czy nastąpi kolejna odsłona neokolonialnej eksploatacji naszej peryferyjnej gospodarki?

Co siedziało w głowie redaktora Latkowskiego i jego podwładnych „obrabiających temat”, że zdecydowali się wyskoczyć z czymś takim?

Czy za kilka lat staniemy twarzą w twarz z osią Moskwa-Kijów?

W Polsce nawet bieda jest towarem luksusowym, który należy opodatkować, by ludziom od dobrobytu w głowach się nie poprzewracało.

Poza wszystkim innym, prawo do krytyki jest wyrazem podmiotowości i niezależności wyborcy.

Trzeba wystawić na sprzedaż Polskę, tym bardziej, że patrząc od strony biznesowej, „ten kraj” i tak w zasadzie jest bankrutem.