
O Zmartwychwstaniu w wymiarze religijnym słyszeli/czytali już Państwo zapewne wiele razy w ciągu ostatnich dni, a ja – aspirujący do katolicyzmu neofita z kilkunastoletnim stażem - nie czuję się w tym temacie aż tak mocny, by ścigać się z mądrzejszymi. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na aspekt ludzki, tak zwyczajny, że umykający, jak wszystkie rzeczy oczywiste. Zmartwychwstanie, takie, które możemy napisać małą literą, jest wpisane w nasze życie. W tym zwykłym wymiarze pozostaje cudem, pozostaje odbiciem tego największego Cudu, choć może przytrafić się w kontekście tak banalnym, że porównanie wyda się czymś niestosownym.
Zdanie, że żyje się tylko raz, wydaje się głupie każdemu, kto otarł się o śmierć. Ba, ileż to razy każdy z nas umierał, dosłownie lub w większym czy mniejszym cudzysłowie? Tracąc zdrowie, tracąc nadzieję, czy po prostu nadużywając środków, służących do chwilowej ucieczki? Tak, uprzedzałem, że porównania mogą być nie na miejscu – ot, ktoś się upił jak świnia, cały dzień zdychał, a dwa dni później jak nowo narodzony – i tak do następnego razu. Ktoś natomiast już miał umrzeć, już się pożegnał, a jednak wyzdrowiał – tu cud ludzki miesza się już z interwencją z góry. Ktoś wplątał się w coś, czego nie miał prawa przeżyć – i przeżył. Ktoś stracił nadzieję, nie czekał już na nic – i nagle dostał więcej, niż sobie wymarzył w czasach, gdy jeszcze potrafił marzyć. Zmartwychwstanie przenika każdy wymiar naszej egzystencji. Przytrafia się każdemu, choćby je kwestionował i odrzucał. Ludziom, lecz również temu, co ludzie tworzą lub co ich łączy – narodom, ideom, kulturom, stylom. Duchowość i wódka. Kultura najwyższa i najniższa. Będzie wszędzie, określa naszą przyszłość i nasze życie. Będąc historią jedyną i niepowtarzalną, równocześnie przytrafia się każdemu, dzieje się w każdej chwili.
Pamiętajmy o tym, świętując dziś. Gdy znowu zaczniemy tracić nadzieję, gdy nie będziemy widzieć niczego, gdy znów upadniemy pod naszymi krzyżami. Zmartwychwstanie jest udziałem każdego z nas. Niech nie znika nam z pola widzenia przez pozostałe dni w roku.
Zdanie, że żyje się tylko raz, wydaje się głupie każdemu, kto otarł się o śmierć. Ba, ileż to razy każdy z nas umierał, dosłownie lub w większym czy mniejszym cudzysłowie? Tracąc zdrowie, tracąc nadzieję, czy po prostu nadużywając środków, służących do chwilowej ucieczki? Tak, uprzedzałem, że porównania mogą być nie na miejscu – ot, ktoś się upił jak świnia, cały dzień zdychał, a dwa dni później jak nowo narodzony – i tak do następnego razu. Ktoś natomiast już miał umrzeć, już się pożegnał, a jednak wyzdrowiał – tu cud ludzki miesza się już z interwencją z góry. Ktoś wplątał się w coś, czego nie miał prawa przeżyć – i przeżył. Ktoś stracił nadzieję, nie czekał już na nic – i nagle dostał więcej, niż sobie wymarzył w czasach, gdy jeszcze potrafił marzyć. Zmartwychwstanie przenika każdy wymiar naszej egzystencji. Przytrafia się każdemu, choćby je kwestionował i odrzucał. Ludziom, lecz również temu, co ludzie tworzą lub co ich łączy – narodom, ideom, kulturom, stylom. Duchowość i wódka. Kultura najwyższa i najniższa. Będzie wszędzie, określa naszą przyszłość i nasze życie. Będąc historią jedyną i niepowtarzalną, równocześnie przytrafia się każdemu, dzieje się w każdej chwili.
Pamiętajmy o tym, świętując dziś. Gdy znowu zaczniemy tracić nadzieję, gdy nie będziemy widzieć niczego, gdy znów upadniemy pod naszymi krzyżami. Zmartwychwstanie jest udziałem każdego z nas. Niech nie znika nam z pola widzenia przez pozostałe dni w roku.
(4)
1 Comments
Najkrótsza homilia z Wielkiej
07 April, 2015 - 09:04
"Jezus Chrystus zmartwychwstał, ale wy i tak w to nie wierzycie. Amen."