
Głównym zarzutem, który jak dotąd wobec Andrzeja Dudy formułują media głównego nurtu, ale również, sporadycznie, niezależni komentatorzy, jest fakt, że jest on osobą słabo rozpoznawalną. Niektórzy zakładają więc, że kandydat PiS na prezydenta nie tylko nie wejdzie do drugiej tury wyborów, lecz również poniesie dotkliwą porażkę w pierwszej. Daleki jestem od hurraoptymizmu i przesadnej wiary zarówno w polskie społeczeństwo, jak i osoby, odpowiedzialne za liczenie głosów, a jednak mam wrażenie, że niektórzy z tych, których nie posądzałbym o złą wolę, za wszelką cenę szukają minusów. Są w tych poszukiwaniach tak zdeterminowani, że i potencjalne plusy wolą uznać za zagrożenia. Czy nierozpoznawalność w kraju, w którym wszyscy są jak najgorszego zdania o klasie politycznej rzeczywiście jest bowiem kłopotem? Pozwolę sobie się nie zgodzić.
Zbyt często analitycy i komentatorzy próbują przypisać swój sposób myślenia całej reszcie społeczeństwa, później zaś są z reguły bardzo zdziwieni. Jednak raz na sto przypadków uda im się coś przewidzieć – wtedy triumfalnie rzucają „A nie mówiłem?” i przystępują do formułowania kolejnych 99 nietrafionych prognoz. Gdy czytam sobie o nierozpoznawalnym, słabym kandydacie PiS nie mogę nie przypomnieć sobie, że kilka miesięcy temu to samo czytałem o Jacku Sasinie, który miał być tak źle dobranym kandydatem na prezydenta Warszawy, że część specjalistów wieszczyła mu walkę nie o drugą turę, a o trzecie miejsce. Jak wiemy, wyszło trochę inaczej i Sasin najpierw wszedł do drugiej tury w sytuacji, gdy Hanna Gronkiewicz-Waltz była według wielu skazana na wygraną już w turze pierwszej, potem zaś zdobył 41% głosów. 41% głosów w mieście, w którym w wyborach parlamentarnych PiS zdobył 27%, wynik trochę gorszy od średniej krajowej. Platforma w tym samym czasie wynik ogólnopolski w stolicy poprawiła o 10%. Przegrana pozostaje przegraną, jednak naprawdę trudno jest nie widzieć różnicy – również pod kątem utrzymania lub zniechęcenia wyborców – między całkiem niezłym wynikiem w drugiej turze, a spektakularną porażką w turze pierwszej i ostatniej.
Sądzę, że Andrzej Duda ma spore szanse, by drogę Sasina powtórzyć i to z jeszcze lepszym wynikiem, gdyż do dyspozycji będzie miał przecież również te regiony kraju, w których polityczne sympatie są o wiele bardziej wyrównane lub wręcz bardziej sprzyjają Prawu i Sprawiedliwości. Czy to starczy, żeby wygrać? No cóż, pozostawię to bez odpowiedzi. Na pewno starczy, by rzucić kilka złośliwych uwag wobec dzisiejszych analityków, wierzących w sondażowe 10, 15 czy też 17%. Ja wiem, że nie każdy chce tę oczywistość zobaczyć, a o to, byśmy jej nie zobaczyli, stara się bardzo wielu możnych politycznego i medialnego półświatka, niemniej w sytuacji tak ostrego podziału społeczeństwa, osiągnięcie wyniku niższego niż 1/3 głosów przez PiS(i min. połowy przez całą opozycję, licząc komunistów, otoczenie JKM i narodowców, oraz PSL, choć nie sądzę, by jego kandydat, ponoć "rozpoznawany" osiągnął znaczący wynik) wydaje mi się w pierwszej turze niemożliwe.
Składa się na to wiele procesów, w tym te, które w niektórych okolicznościach trudno uznać za dobre, tu akurat mogą odegrać pozytywną rolę – oczywiście z punktu widzenia PiS. Po pierwsze – przywiązanie do dużych i sprawdzonych marek. Po drugie – obawa przed utratą głosu. Po trzecie, choć wiem, że tu się państwo zdziwią, pewien konformizm. Konformizm osoby, która posiadając swoją wizję świata i zachowując wierność własnym przekonaniom zawsze pójdzie za najsilniejszym graczem, gwarantującym minimum zbieżności swojej polityki z jego – wyborcy - poglądami (mówię jednak o wyborcy na tyle świadomym, by nie nabrać się na wujowy konserwatyzm prezydenta Komorowskiego). Wreszcie – i tu nie wiem, czy to przypadek, czy jednak w PiS znalazł się ktoś sprytniejszy, niż udaje, Duda jest całkiem atrakcyjny dla przeciętnego zjadacza newsów, który polityką interesuje się tak, że się właściwie nie interesuje. No, wie, że Tusk był z Platformy i był dobry, a Kopacz jest niedobra i chyba jest z PiS. Albo wie, że Kaczyński rządzi, bo często widzi go w telewizji. Dudy w telewizji zaś zbyt często nie widzi – i bardzo dobrze. Czyli to ktoś nowy, spoza rozdania, do tego młody, przystojny, z ładną żoną. Czyli akurat tyle, ile się wymaga od polityka.
A że ktoś o minimalnie wyższym politycznym IQ wie, że jest już jakiś Duda, to chyba szef „Solidarności”? Partie co wybory wystawiają na swoich listach różnych Tusków, Marcinkiewiczów, Ziobrów i jest to (co nie świadczy o nas jako społeczeństwie najlepiej) na tyle opłacalne, by trwać. Jeśli więc ktoś odda swój głos na Dudę z „Solidarności” lub nawet na Dudę, producenta wędlin – i tak będzie to policzone tam, gdzie trzeba. Tragifarsa? Owszem, ale tak to działa – i tyle o nierozpoznawalności.
Co więcej, całe tegoroczne wybory prezydenckie zaczynają jawić się na pojedynek nierozpoznawalnych ze zgranymi. Ogólne zniechęcenie do polityki może dać tym pierwszym o wiele większe szanse, niż życzyliby sobie zwolennicy trwania dzisiejszego stanu rzeczy. Gdyby byłoby inaczej, nie poświęcano by pani Ogórek tyle samo uwagi, co – w swoim czasie – o wiele mocniejszemu przecież Cimoszewiczowi. Do Dudy natomiast najwyraźniej niespecjalnie jest się o co przyczepić, stąd sięga się po manipulację lub cały czas powtarza, że to ten facet, którego nikt nie zna. Niech powtarzają. Druga strona powinna zadbać, by, dla odmiany, tego drugiego ludzie poznali aż za dobrze. Nagłośnienie sprawy lasów to krok w bardzo dobrym kierunku.
Zbyt często analitycy i komentatorzy próbują przypisać swój sposób myślenia całej reszcie społeczeństwa, później zaś są z reguły bardzo zdziwieni. Jednak raz na sto przypadków uda im się coś przewidzieć – wtedy triumfalnie rzucają „A nie mówiłem?” i przystępują do formułowania kolejnych 99 nietrafionych prognoz. Gdy czytam sobie o nierozpoznawalnym, słabym kandydacie PiS nie mogę nie przypomnieć sobie, że kilka miesięcy temu to samo czytałem o Jacku Sasinie, który miał być tak źle dobranym kandydatem na prezydenta Warszawy, że część specjalistów wieszczyła mu walkę nie o drugą turę, a o trzecie miejsce. Jak wiemy, wyszło trochę inaczej i Sasin najpierw wszedł do drugiej tury w sytuacji, gdy Hanna Gronkiewicz-Waltz była według wielu skazana na wygraną już w turze pierwszej, potem zaś zdobył 41% głosów. 41% głosów w mieście, w którym w wyborach parlamentarnych PiS zdobył 27%, wynik trochę gorszy od średniej krajowej. Platforma w tym samym czasie wynik ogólnopolski w stolicy poprawiła o 10%. Przegrana pozostaje przegraną, jednak naprawdę trudno jest nie widzieć różnicy – również pod kątem utrzymania lub zniechęcenia wyborców – między całkiem niezłym wynikiem w drugiej turze, a spektakularną porażką w turze pierwszej i ostatniej.
Sądzę, że Andrzej Duda ma spore szanse, by drogę Sasina powtórzyć i to z jeszcze lepszym wynikiem, gdyż do dyspozycji będzie miał przecież również te regiony kraju, w których polityczne sympatie są o wiele bardziej wyrównane lub wręcz bardziej sprzyjają Prawu i Sprawiedliwości. Czy to starczy, żeby wygrać? No cóż, pozostawię to bez odpowiedzi. Na pewno starczy, by rzucić kilka złośliwych uwag wobec dzisiejszych analityków, wierzących w sondażowe 10, 15 czy też 17%. Ja wiem, że nie każdy chce tę oczywistość zobaczyć, a o to, byśmy jej nie zobaczyli, stara się bardzo wielu możnych politycznego i medialnego półświatka, niemniej w sytuacji tak ostrego podziału społeczeństwa, osiągnięcie wyniku niższego niż 1/3 głosów przez PiS(i min. połowy przez całą opozycję, licząc komunistów, otoczenie JKM i narodowców, oraz PSL, choć nie sądzę, by jego kandydat, ponoć "rozpoznawany" osiągnął znaczący wynik) wydaje mi się w pierwszej turze niemożliwe.
Składa się na to wiele procesów, w tym te, które w niektórych okolicznościach trudno uznać za dobre, tu akurat mogą odegrać pozytywną rolę – oczywiście z punktu widzenia PiS. Po pierwsze – przywiązanie do dużych i sprawdzonych marek. Po drugie – obawa przed utratą głosu. Po trzecie, choć wiem, że tu się państwo zdziwią, pewien konformizm. Konformizm osoby, która posiadając swoją wizję świata i zachowując wierność własnym przekonaniom zawsze pójdzie za najsilniejszym graczem, gwarantującym minimum zbieżności swojej polityki z jego – wyborcy - poglądami (mówię jednak o wyborcy na tyle świadomym, by nie nabrać się na wujowy konserwatyzm prezydenta Komorowskiego). Wreszcie – i tu nie wiem, czy to przypadek, czy jednak w PiS znalazł się ktoś sprytniejszy, niż udaje, Duda jest całkiem atrakcyjny dla przeciętnego zjadacza newsów, który polityką interesuje się tak, że się właściwie nie interesuje. No, wie, że Tusk był z Platformy i był dobry, a Kopacz jest niedobra i chyba jest z PiS. Albo wie, że Kaczyński rządzi, bo często widzi go w telewizji. Dudy w telewizji zaś zbyt często nie widzi – i bardzo dobrze. Czyli to ktoś nowy, spoza rozdania, do tego młody, przystojny, z ładną żoną. Czyli akurat tyle, ile się wymaga od polityka.
A że ktoś o minimalnie wyższym politycznym IQ wie, że jest już jakiś Duda, to chyba szef „Solidarności”? Partie co wybory wystawiają na swoich listach różnych Tusków, Marcinkiewiczów, Ziobrów i jest to (co nie świadczy o nas jako społeczeństwie najlepiej) na tyle opłacalne, by trwać. Jeśli więc ktoś odda swój głos na Dudę z „Solidarności” lub nawet na Dudę, producenta wędlin – i tak będzie to policzone tam, gdzie trzeba. Tragifarsa? Owszem, ale tak to działa – i tyle o nierozpoznawalności.
Co więcej, całe tegoroczne wybory prezydenckie zaczynają jawić się na pojedynek nierozpoznawalnych ze zgranymi. Ogólne zniechęcenie do polityki może dać tym pierwszym o wiele większe szanse, niż życzyliby sobie zwolennicy trwania dzisiejszego stanu rzeczy. Gdyby byłoby inaczej, nie poświęcano by pani Ogórek tyle samo uwagi, co – w swoim czasie – o wiele mocniejszemu przecież Cimoszewiczowi. Do Dudy natomiast najwyraźniej niespecjalnie jest się o co przyczepić, stąd sięga się po manipulację lub cały czas powtarza, że to ten facet, którego nikt nie zna. Niech powtarzają. Druga strona powinna zadbać, by, dla odmiany, tego drugiego ludzie poznali aż za dobrze. Nagłośnienie sprawy lasów to krok w bardzo dobrym kierunku.
(4)
13 Comments
Hm ...
31 January, 2015 - 18:50
Moim zdaniem, Sasin w wyborach prezydenckich poniósł druzgocącą klęskę - głównie z powodu bardzo słabej kampanii wyborczej. Obecna prezydent Warszawy ma tak ogromny elektorat negatywny (nawet spośród wyborców PO), że przegranie nią zakrawa na cud.
Sondaże to lepiej zostawić na boku ..
Jeśli PiS przypilnuje wreszcie liczenia głosów i zrobi jakąś kampanię wyborczą, to Duda drugą turę ma pewną - i wygrać może.
Nie wiem, czy piszesz z
31 January, 2015 - 19:35
Pozdrawiam.
Piszę z/pod Warszawy :)
31 January, 2015 - 20:54
Negatywny elektorat obecnej prezydent jest po prostu faktem. Obracam się w towarzystwie tzw. MWzWM (często niezbyt młodych) i to jest widoczne jak na dłoni.
@Budyń
31 January, 2015 - 21:01
Piszę z/pod Warszawy :)
31 January, 2015 - 21:05
Negatywny elektorat obecnej prezydent jest po prostu faktem. Obracam się w towarzystwie tzw. MWzWM (często niezbyt młodych) i to jest widoczne jak na dłoni.
W kwestii liczenia głosów
31 January, 2015 - 19:07
A co do kandydata PiS - pierwszym krokiem na drodze do zwycięstwa jest szczera wola wygrania. To to, czego nie było 5 lat temu.
Be careful what you wish for, cause it may come true.
Andrzej Sebastian Duda wygra stuprocentowo
31 January, 2015 - 19:14
obecnej - Bronisław i Anna Komorowscy
oraz kandydującej - Andrzej i Agata Dudowie
Takiego spotkania nigdy
31 January, 2015 - 19:16
Be careful what you wish for, cause it may come true.
Jestem tego samego zdania.
31 January, 2015 - 20:55
@Animela, Jonathan
31 January, 2015 - 21:01
Pozdrawiam.
Cytat:
Jeśli będziecie żądać tylko posłuszeństwa, to zgromadzicie wokół siebie samych durniów.
Empedokles
@Jonathan
31 January, 2015 - 19:47
Nawet korzystając z tabloidów.
Jeszcze jest takie przebicie :)
31 January, 2015 - 20:09
Be careful what you wish for, cause it may come true.
A wiecie, że PKW
01 February, 2015 - 09:48
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."