
Obserwując falę oburzenia wywołana skandaliczną reklamą wódki „Żytniej” wykorzystującą w trudny i do zaakceptowania i do zrozumienia sposób zdjęcie zrobione podczas lubińskiej masakry z 1982 r. postanowiłem i ja zabrać w tej sprawie głos. W poprzednim zdaniu użyłem określenia „trudny do zrozumienia sposób wykorzystania zdjęcia”. Być może nie spodoba się to większości czytelników ale spróbuję ułatwić zrozumienie tego skandalicznego postępowania. Bo być może wcale nie jest tak, jak założyła większość oburzonych na autorów tej osobliwej (mówiąc delikatnie)„promocji”.
Oczywiście nie wykluczam, że grupa jakichś tam kreatywnych dyrektorów czy jak się tam nazywają goście, którzy w agencjach reklamowych wymyślają i akceptują pomysły na kampanię, to banda pozbawionych przyzwoitości cwaniaków, którzy wiedzieli co robią a zamierzali świadomie wywołać skandal a wraz z nim rozgłos. Czasem bywa i tak.
Istnieje jednak i taka możliwość, że są to goście, którzy Lubina nie kojarzą nie tylko w kontekście historycznym ale nie potrafiliby nawet w przybliżeniu wskazać go na mapie. Są bowiem ofiarami ustawicznego „doskonalenia” naszego systemu edukacji.
Dawno temu, zarówno wtedy gdy zaczynałem naukę jak też wtedy gdy zaczynałem uczyć, nauczanie historii obejmowało dwa cykle. W szkole podstawowej trwał on pięć lat a w liceum cztery. Przez dziewięć lat dwukrotnie omawiany był cały proces dziejowy od starożytności do czasów współczesnych.
Reforma Buzka/Handkego, wprowadzająca cztery etapy edukacji (tu taka uwaga, szkoła podstawowa obejmuje dwa etapy) podzieliła nauczanie historii w przybliżeniu na trzy trzyletnie kursy. Napisałem „w przybliżeniu” bo szkoła podstawowa to kurs „historii i społeczeństwa” traktujący historię wyrywkowo w ujęciu problemowym. Tak naprawdę tego, czego kiedyś uczono w dziewięć a raczej w osiem lat (pomińmy czwarta klasę dawnej podstawówki) teraz miano nauczać w sześć lat.
Kto uczył w szkole wie, że w każdym roku największy problem sprawia realizacja materiału w ostatnich miesiącach roku szkolnego. Głownie z uwagi na konieczność przejścia procedury proponowania ocen, poprawiania ocen i ostatecznego wystawiania ocen. Co dość skutecznie zajmuje czas przeznaczony na dydaktykę. Cierpiały na tym tematy przeznaczone właśnie do realizacji w okresie ostatnich tygodni przed wakacjami. O ile zaniedbaną z przyczyn obiektywnych końcówkę klasy I i II gimnazjum i liceum można było uzupełnić w klasie następnej to końcówka klasy trzeciej szła na stracenie. Właśnie wtedy omawiane a raczej nieomawiane były treści związane z II wojną światową i z historią najnowszą.
Reforma programowa aktualnej ekipy zdemolowała i to, co po sobie zostawiła AWS i jej następcy. Obecnie pełen szkolny kurs historii trwa cztery lata i obejmuje trzy klasy gimnazjum i pierwszą klasę szkoły ponadgimnazjalnej. Przy czym z rozmów z nauczycielami, którzy przez rok mają kończyć kurs w liceach i technikach wiem, że pierwsze miesiące to czas stracony bo do jednej klasy trafiają uczniowie, którzy byli uczeni przez różnych nauczycieli w różnych szkołach i na początku trzeba zespoły klasowe doprowadzić do stanu, w którym wszyscy wiedzą po gimnazjum mniej więcej tyle samo. W konsekwencji pod koniec klasy pierwszej, gdy spora część uczniów definitywnie kończy naukę historii znów zdarza się, że coś trzeba robić „po łebkach”.
I bywa, że o Lubinie się nie mówi a jak się mówi to w takim pośpiechu, że w mało której głowie cokolwiek zostaje.
Łatwo oczywiście stwierdzić, że kolesie od „Żytniej” to zwykli, niewątpliwi debile. A kto wie, czy debili nie warto jednak raczej szukać tam, gdzie powinniśmy zdecydowanie oczekiwać poczucia odpowiedzialności za stan świadomości obywateli, także dotyczący znajomości historii własnego państwa i narodu. Czyli w otoczeniu Ministerstwa Edukacji Narodowej.
Aż nie chce się wierzyć że to stopniowe demolowanie systemu edukacji a w konsekwencji stanu świadomości młodego pokolenia postępuje tak szybko i z takim skutkiem. Nie wiem czy to działania świadome czy też odpowiedzialni za to stanowią w jakiś cudowny sposób wyselekcjonowaną zbiorowość osobników o zerowej zdolności do refleksji i podobnej wyobraźni.
Nie chce mi się wierzyć że stopniowe odmóżdżanie (jak inaczej nazwać to, czego efektem jest wyskok „promotorów” „Żytniej”) kolejnych roczników wypuszczanych przez nasz system edukacji to jakiś świadomy diaboliczny plan, efektem którego ma być społeczeństwo durne i na dodatek pozbawione świadomości swej przeszłości. To musi być wypadek przy pracy.
Pamiętam kiedyś inna próbę reformy programowej. Kiedy postanowiono stawiać na „umiejętności praktyczne” pod hasłem „Uczeń musi umieć wypełnić PiT”. Myślę, że dla wielu urzędników oświatowych i ich szefów to byłby wręcz ideał. I wszystko, czego oczekują.
Wypadek przy pracy…
Przy pracy, którą niektórzy śmią się dziś chwalić jako pełną wymiernych sukcesów. Warto przesłać pani Minister Edukacji pocztówkę z lubińskim „Kac Vegas”.
My zaś możemy spodziewać się kolejnych, jeszcze lepszych kaców sprezentowanych przez pokolenie, któremu stan wojenny nie kojarzy się z niczym a Jaruzelski z ładnie dopasowanym mundurem bohatera.
ilustracjaz:http://made-in-prl.com/media/products/055d8fc81e8c63bd6cbb1b292758d084/i...
Hun
Oczywiście nie wykluczam, że grupa jakichś tam kreatywnych dyrektorów czy jak się tam nazywają goście, którzy w agencjach reklamowych wymyślają i akceptują pomysły na kampanię, to banda pozbawionych przyzwoitości cwaniaków, którzy wiedzieli co robią a zamierzali świadomie wywołać skandal a wraz z nim rozgłos. Czasem bywa i tak.
Istnieje jednak i taka możliwość, że są to goście, którzy Lubina nie kojarzą nie tylko w kontekście historycznym ale nie potrafiliby nawet w przybliżeniu wskazać go na mapie. Są bowiem ofiarami ustawicznego „doskonalenia” naszego systemu edukacji.
Dawno temu, zarówno wtedy gdy zaczynałem naukę jak też wtedy gdy zaczynałem uczyć, nauczanie historii obejmowało dwa cykle. W szkole podstawowej trwał on pięć lat a w liceum cztery. Przez dziewięć lat dwukrotnie omawiany był cały proces dziejowy od starożytności do czasów współczesnych.
Reforma Buzka/Handkego, wprowadzająca cztery etapy edukacji (tu taka uwaga, szkoła podstawowa obejmuje dwa etapy) podzieliła nauczanie historii w przybliżeniu na trzy trzyletnie kursy. Napisałem „w przybliżeniu” bo szkoła podstawowa to kurs „historii i społeczeństwa” traktujący historię wyrywkowo w ujęciu problemowym. Tak naprawdę tego, czego kiedyś uczono w dziewięć a raczej w osiem lat (pomińmy czwarta klasę dawnej podstawówki) teraz miano nauczać w sześć lat.
Kto uczył w szkole wie, że w każdym roku największy problem sprawia realizacja materiału w ostatnich miesiącach roku szkolnego. Głownie z uwagi na konieczność przejścia procedury proponowania ocen, poprawiania ocen i ostatecznego wystawiania ocen. Co dość skutecznie zajmuje czas przeznaczony na dydaktykę. Cierpiały na tym tematy przeznaczone właśnie do realizacji w okresie ostatnich tygodni przed wakacjami. O ile zaniedbaną z przyczyn obiektywnych końcówkę klasy I i II gimnazjum i liceum można było uzupełnić w klasie następnej to końcówka klasy trzeciej szła na stracenie. Właśnie wtedy omawiane a raczej nieomawiane były treści związane z II wojną światową i z historią najnowszą.
Reforma programowa aktualnej ekipy zdemolowała i to, co po sobie zostawiła AWS i jej następcy. Obecnie pełen szkolny kurs historii trwa cztery lata i obejmuje trzy klasy gimnazjum i pierwszą klasę szkoły ponadgimnazjalnej. Przy czym z rozmów z nauczycielami, którzy przez rok mają kończyć kurs w liceach i technikach wiem, że pierwsze miesiące to czas stracony bo do jednej klasy trafiają uczniowie, którzy byli uczeni przez różnych nauczycieli w różnych szkołach i na początku trzeba zespoły klasowe doprowadzić do stanu, w którym wszyscy wiedzą po gimnazjum mniej więcej tyle samo. W konsekwencji pod koniec klasy pierwszej, gdy spora część uczniów definitywnie kończy naukę historii znów zdarza się, że coś trzeba robić „po łebkach”.
I bywa, że o Lubinie się nie mówi a jak się mówi to w takim pośpiechu, że w mało której głowie cokolwiek zostaje.
Łatwo oczywiście stwierdzić, że kolesie od „Żytniej” to zwykli, niewątpliwi debile. A kto wie, czy debili nie warto jednak raczej szukać tam, gdzie powinniśmy zdecydowanie oczekiwać poczucia odpowiedzialności za stan świadomości obywateli, także dotyczący znajomości historii własnego państwa i narodu. Czyli w otoczeniu Ministerstwa Edukacji Narodowej.
Aż nie chce się wierzyć że to stopniowe demolowanie systemu edukacji a w konsekwencji stanu świadomości młodego pokolenia postępuje tak szybko i z takim skutkiem. Nie wiem czy to działania świadome czy też odpowiedzialni za to stanowią w jakiś cudowny sposób wyselekcjonowaną zbiorowość osobników o zerowej zdolności do refleksji i podobnej wyobraźni.
Nie chce mi się wierzyć że stopniowe odmóżdżanie (jak inaczej nazwać to, czego efektem jest wyskok „promotorów” „Żytniej”) kolejnych roczników wypuszczanych przez nasz system edukacji to jakiś świadomy diaboliczny plan, efektem którego ma być społeczeństwo durne i na dodatek pozbawione świadomości swej przeszłości. To musi być wypadek przy pracy.
Pamiętam kiedyś inna próbę reformy programowej. Kiedy postanowiono stawiać na „umiejętności praktyczne” pod hasłem „Uczeń musi umieć wypełnić PiT”. Myślę, że dla wielu urzędników oświatowych i ich szefów to byłby wręcz ideał. I wszystko, czego oczekują.
Wypadek przy pracy…
Przy pracy, którą niektórzy śmią się dziś chwalić jako pełną wymiernych sukcesów. Warto przesłać pani Minister Edukacji pocztówkę z lubińskim „Kac Vegas”.
My zaś możemy spodziewać się kolejnych, jeszcze lepszych kaców sprezentowanych przez pokolenie, któremu stan wojenny nie kojarzy się z niczym a Jaruzelski z ładnie dopasowanym mundurem bohatera.
ilustracjaz:http://made-in-prl.com/media/products/055d8fc81e8c63bd6cbb1b292758d084/i...
Hun
(6)
21 Comments
Dzięki za tę opinię
20 August, 2015 - 08:42
Pozdr.
MarkD
MarkD
20 August, 2015 - 14:47
Pozdrawiam serdecznie
Nie jest.Pozdr.
22 August, 2015 - 08:27
Pozdr.
Rosemann
20 August, 2015 - 09:02
Mnie w sprawie wykorzystania tej fotografii zastanawia jeszcze jedno.
Nawet gdyby ktos nie wiedzial, co ona przedstawia to ta fotografia nie jest w zaden sposob smieszna, nie ma w niej kompletnie nic, co mozna by uznac za wesole i pasujace do glupkowatego komentarza, ze "tak bywa, gdy wieczor kawalerski wymyka sie spod kontroli" (cytuje z pamieci).
Biegnacy mezczyzni robia wrazenie przerazonych.
Pokazalem to zdjecie kilku z moich szwedzkich kolegow z pracy i oni - nie majac zielonego pojecia o Lubinie, stanie wojennym itp. - tak wlasnie je odebrali. I mysle, ze wylaczajac ludzi z powaznymi zaburzeniami sfery uczuciowej, takie odczucia wzbudzilby widok tej biegnacej grupy w kazdym normalnym czlowieku.
Sklaniam sie dlatego do wersji o celowej, byc moze w celu czysto reklamowym, prowokacji. Uwazam tez, ze autorzy tej "reklamy" powinni, co najmniej, byc wskazani z imienia i nazwiska, to samo z agencja reklamowa (Polmos zapowiadal jej ujawnienie, ale nie wiem, czy to zrobil).
agencja Project z Torunia na
20 August, 2015 - 09:17
Jednak myśle, że ktoś z Polmosu zatwierdził reklamę. Nie wierzę, że Polmos kupił 'usługę" od firmy reklamowej - nic na ten temat nie wiedząc. Sprawa została skierowana na droge sadową przez lubińska solidarność, Prezydenta Miasta Lubina i autora bezprawnie uzytego zdjęcia.
Siłaczka
20 August, 2015 - 15:07
Proces to doskonala sprawa. To będzie rodzaj korepetycji z najwyraźniej nieodrobionych lekcji.
Pozdrawiam serdecznie
Traube
20 August, 2015 - 14:56
Ja nie wykluczam, że jest to od początku świadoma gra. Ale zastanawia mnie i skłania ku stanowisku, że mamy do czynienia z dziełem analfabety albo durnia jedna rzecz. Którą zresztą próbowałem się bronić przed tymi, dla których jasne jest, że to "resortowa prowokacja".
Otóz gdyby chodziło tylko o naruszenie dobrych obyczajów, przyznałbym, że najpewniej ktoś świadomie poszedł w skandal. Ale tu mamy także rzecz niewyobrażalną z punktu widzenia branży. Chodzi o to, że ewidentnie naruszono prawa autora zdjęć. Bo przecież autor nie zgodziłby się chyba na coś takiego.
I tu pojawia się możliwośc, że za rzecz całą odpowiada jakiś terminujący w branży tani wyrobnik bez doświadczenia ale pełen chęci i przekonania, że jest the best.
Zauważę, ze nie chodzi tak naprawdę o "reklamę" tylko o mem z fanpage marki.
Nie znam się za bardzo ale to chyba rządzi się innymi prawami. Sami widzieliśmy twitteroiwą kampanię Komorowskiego więc wiemy, że socja media to dla wielu (może i dla "Żytniej") terra incognita. I może być tak, że przed zleceniodawcą albo szefem agencji stanął pryszczaty młodzian i kupiono wersję, że to wysokiej klasy specjalista od tej dzialki mdialnej.
Pozdrawiam serdecznie
@Roseman
21 August, 2015 - 12:37
Proszę nie sugerować, że to Kolega niezależnie i wyłącznie, jak Popow i Marconi, doszedł do tego odkrycia. Od razu, szybko i bez zbędnego meandrowania, napisał o tym (przywołany tu przez Panią o nicku Szary Kot) Stanisław Janecki. Dlatego Pańska postawa w tej kwestii nie jest dla mnie do końca przejrzysta.
Łączę stosowne wyrazy,
Waldemar Żyszkiewicz
Rosemannie.
20 August, 2015 - 10:10
Ja skłaniam się raczej do opinii, że była to świadoma prowokacja. Napisał o tym Stanisław Janecki:
http://wpolityce.pl/polityka/262697-zdjecia-z-zabitym-w-1982-r-w-lubinie...
A jeśli nawet nie było w tym premedytacji, to trudno uznać, że oni tacy biedni i że są ofiarami systemu edukacji. Jeśli chce się być skutecznym reklamiarzem (celowe sformułowanie), trzeba znać kody kulturowe, czyli przede wszystkim historię, literaturę i wrażliwość społeczeństwa, do którego chcemy trafić z przekazem. Kim zatem są dyrektorzy wszelakiej maści z tej agencji reklamowej? Kolejnymi debilnymi lemingami z niebotyczną mniemanologią na temat własnej doskonałości, którym tatuś/wujek/szwagier załatwił pracę???
Skoro jeden z drugim, nie mają potrzebnej wiedzy, nie potrafią myśleć, a ich empatia jest na poziomie ameby, niech idą machać łopatą na budowie, a nie zajmują się przekazem reklamowym. Kiepski system edukacji nie usprawiedliwia braku wiedzy. Zwłaszcza historia nie jest dziedziną, w której zrozumienie, a tym samym tłumaczenia nauczyciela, mają decydyjące znaczenie, osoba dorosła bez problemu może sama uzupełnić braki
U licha, wystarczy już psucia wszystkiego w Polsce. Wszędzie panuje bylejakość, a przykład idzie z góry.
"Miejcie odwagę... nie tę tchnącą szałem, która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem przeciwne losy stałością zwycięża."
Szary Kot
20 August, 2015 - 15:05
Pozdrawiam serdecznie
Rosemanie,
20 August, 2015 - 15:23
Jeszcze tylko dodam, że mój pirwszy komentarz mógł zabrzmieć jak próba obrony systemu edukacyjnego. W żadnym razie! Kolejni ministrowie lub ministerki edukacji manipulujący przy sposobie nauczania, programach, podręcznikach również nadają się do łopaty, a w najlepszym razie na kasę w Biedronce. Są książkowym przykładem bylejakości i niskich kwalifikacji.
"Miejcie odwagę... nie tę tchnącą szałem, która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem przeciwne losy stałością zwycięża."
Szanowna Pani Wrocławianko,
21 August, 2015 - 12:28
Pani z Wrocławia? Ta ja też ze Lwowa...
Pozdrawiam,
Waldemar Żyszkiewicz
Bardzo mi miło
21 August, 2015 - 14:05
Mieszkam we Wrocławiu już ponad dwadzieścia lat, ale moja rodzina nie pochodzi ze Lwowa. Trafiłam tutaj za mężem, który również lwowiakiem nie jest, tutaj po prostu studiował.
A ja od pokoleń jestem Wielkopolanką.
"Miejcie odwagę... nie tę tchnącą szałem, która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem przeciwne losy stałością zwycięża."
Ta ja z Wrocławia.
21 August, 2015 - 15:33
A ja pamiętam, Panie Romanie...
27 August, 2015 - 17:13
Tomasz Szukalski, Szakal, którego nagrodzony debiut na J'n'O szczerze oklaskiwałem, od paru lat nie żyje. Dawne czasy. Przez te lata odsetek lwowian (szerzej - Kresowian) z pewnością mocno w mieście spadł. Obawiam się, że teraz odsetek przybyłych z Niemiec do Wrocławia (patrz inwestycje) jest pewnie wyższy.
Pozdrowienia z zaśpiewem,
Waldemar Żyszkiewicz
Panie Waldemarze
01 September, 2015 - 11:08
I zə żal'əm, że coraz rzadziəj ten zas'piəw s£ychac'.
Móg£ i ja si we Ľwowi urodzic', gdyby troszki wczes'niəj chcial'o mi si na tən s'wiat wybrac'.
Bardzo sprawnie Pan ten zaśpiew...
01 September, 2015 - 18:45
Ale ja już tak pewnie bym nie potrafił. Ani nie wiem, czy by mi się chciało.
Serdeczności z Łykaczowa :)
Waldemar Żyszkiewicz
Przepraszam, że tak późno Pani odpowiadam...
27 August, 2015 - 17:14
Mama zdecydowanie nakłoniła ojca, żeby wyjechać stamtąd przed drugim nadejściem Sowietów, dlatego urodziłem się w Rzeszowie. Ale Dziadkowie, po mieczu, którzy już później, we wczesnej fali repatriacyjnej opuścili Kresy, trafili do Poznania. Na rok przed pójściem do szkoły mieszkałem u nich na Łazarzu, w bardzo szczególnej dzielnicy miasta, z klimatem i ciekawą architekturą. Potem przez wiele lat spędzałem w Poznaniu letnie wakacje, więc jakąś więź z Wielkopolską też mam :)
Serdecznie Panią pozdrawiam, ukłony dla Męża!
Waldemar Żyszkiewicz
Panie Waldemarze!
01 September, 2015 - 12:16
W Poznaniu studiowałam, wiec oczywiście znam, choć w okolicach Łazarza niezbyt często bywałam. Tak się jakoś złożyło. Jedynie, gdy remontowali ul. Grunwaldzką, przez ul. Hetmańską i Głogowską zrobili objazd tramwaju, którym dojeżdżałam na Junikowo, co niekoniecznie mnie cieszyło
"Miejcie odwagę... nie tę tchnącą szałem, która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem przeciwne losy stałością zwycięża."
Polecam zwłaszcza ulicę Matejki...
01 September, 2015 - 18:50
z klimatem jest też Wilda, nie mówiąc już oczywiście o Starym Mieście
czy Garbarach. A na Junikowie bywam, gdy jestem w Poznaniu,
bo tam leżą Dziadkowie.
Serdecznie pozdrawiam,
Waldemar Żyszkiewicz
Rosemannie
22 August, 2015 - 11:04
Natomiast w kwestii zasadniczej, czyli owej - nie waham się użyć tego słowa - bluźnierczej reklamy, jest ona konsekswencją tego, że z ewidnetnego zła, jakim jest reklama w istniejącej formie uczyniono cnotę (podobnie jak z giełdy papierów wartościowych, która jest niczym innym, jak hazardem, sztucznie oczyszczonym z negatywnych skojarzeń).
Pozwolono reklamie stać się przemysłem, zatrudniającym dziesiątki, czy nawet setki tysięcy "reklamsterów", zamiast pozostawić ją w rękach rzemieślników, wykonujących szyldy i tablice informacyjne, tylko! Pozwolono na kłusownictwo w publicznej przestrzeni, które uprawiają pozbawieni sumienia i zasad moralnych spece od manipulacji.
Nie chcę przesądzać w swojej opinii, czy bluźniercza reklama powstała z rozpędu przyprawionego ignorancją, czy była efektem zamierzonego działania - ważniejsza dla mnnie jest okazja, która uczyniła złodzieja.
Powtórzę: reklama jest usankcjonowanym złem, niczym nie różniącym się od usankcjonowania przemocy. Wyobraźmy sobie, że zamiast banera, na którym widnieje fotomodelka z nogami do samej ziemi, przed sklepem stoi osiłek, który łapie przechodnia za kołnierz i wciąga do środka, mrucząc pod nosem:
-Spróbuj tylko nie kupić telewizora, będę tu stał!
A wszystko zgodnie z ustawą o swobodzie działalności gospodarczej i PKD.