Otwierając wystawę Marcin Stefaniak, dyrektor oddziału IPN w Szczecinie, a także jeden z autorów wystawy, przypomniał, że po raz pierwszy była ona pokazana na Krakowskim Przedmieściu 10 lipca 2013 roku – w 70. rocznicę wydarzeń na Wołyniu, a potem objechała całe Podkarpacie. – Ta ekspozycja została tak pomyślana, żeby wzbudzała emocje. Pokazujemy na naszych planszach osoby, które zginęły na Wołyniu, ale w czasie, kiedy żyły. Opatrzyliśmy te fotografie podpisami – wspomnieniami tych, którym udało się przeżyć. Wszystko to razem wzięte stanowi niesamowity kontrast i budzi ogromne emocje. Zapewniam, że nikt obok tej wystawy nie przechodzi obojętnie – podkreślił.
Jak mówił autor wystawy, jej celem jest budzenie emocji. Pokazuje ona problem, który ma państwo polskie, a z którym nie poradziło sobie od ponad siedemdziesięciu lat. – Jest to pierwsza zewnętrzna ekspozycja o Wołyniu. Staraliśmy się na niej pokazać to, co przez ten cały czas przeżywają rodziny kresowe w swoich domach – wyjaśniał.
Marcin Stefaniak przypomniał znaną prawdę, która mówi, że nieoczyszczone rany odżywają. – Tak stało się i z Wołyniem. Po tylu latach temat tej zbrodni powrócił – powiedział. Nawiązując do tytułu wystawy, przypomniał, że ponad 130 tysięcy Polaków do dziś nie ma swojego grobu. – Do dziś nie zostało to uporządkowane, a jest to niezbędne. Ich rodziny wciąż czekają, że będą na grobie swych bliskich mogli postawić krzyż. Tylko tego domagają się rodziny kresowe – mówił.
We wstępie do katalogu wystawy Łukasz Kamiński, prezes Instytutu Pamięci Narodowej napisał:(...)
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/74098,wystawa-o-wolyniu-w-krakowi...