21 klinik chce odwołania konkursu na in vitro. Sprawa p. "Agnieszki"

 |  Written by Ursa Minor  |  0
Kliniki in vitro chcą „uczciwych zasad” podziału pieniędzy i nowego konkursu. Taka informacja z końca czerwca tego roku umknęła trochę uwadze mediów. A chodzi o grube miliony. I historię pani „Agnieszki”.
 
Jak napisał portal „Rynek Zdrowia” http://www.rynekzdrowia.pl/Serwis-Ginekologia-i-poloznictwo/21-klinik-domaga-sie-uniewaznienia-ministerialnego-konkursu-na-in-vitro,142165,209.html , 23 czerwca podpisano nowe, dwuletnie kontrakty na realizację programu o nazwie: „Leczenie Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego na lata 2013 - 2016”. 170 milionów  podzielono pomiędzy 31 klinik.
 
Związek Polskich Ośrodków Leczenia Niepłodności i Wspomaganego Rozrodu (Związek), w skład którego wchodzi 21 klinik twierdzi jednak, że nie odbyło się to bez „poważnych wątpliwości prawnych”. Związek wskazał m.in. na brak jasnych kryteriów ofert, zmiany wymagań w trakcie trwania konkursu i brak jawności oceny.
 
Wygląda na to, że nie sprawdzano możliwości klinik, np. przez weryfikację jakości posiadanego sprzętu i wykwalifikowanego personelu medycznego. Czy to oznacza, że nikogo w MZ nie obchodziło, czy rodzice będą mieli choć minimalne szanse na stworzenie w tych klinikach dziecka, bo nie trafią na całkowitych konowałów? Nikogo nie obchodziło czy sprzęt, w którym rozwija się malutki człowiek jest wysokiej jakości (potrafi utrzymać odpowiednie ciśnienie czy temperaturę)? A co, jeśli te niedopatrzenia doprowadzą do tego, że dziecko urodzi się głuche? Co, jeśli rodzice dowiedzą się, że mózg czy twarz ich dziecka niedobrze się rozwijają? Inaczej mówiąc, będziemy mieli więcej historii pani ”Agnieszki”?
 
Z artykułu wynika, że w rządowym programie in vitro chodzi o podział milionów, bez „zbędnego główkowania”. „Rynek Zdrowia” pisze, że wybór klinik Ministerstwo oparło na wysokości środków finansowych, o które się one ubiegały. A według Związku, można było podawać wygórowane kwoty.
 
Zarzuty wypunktowane przez Związek są na tyle poważne, że powinny im się przyjrzeć odpowiednie służby. Jednak podejrzewam, że sektor in vitro chroniony jest w Polsce taki samym parasolem ochronnym, jak sektor aborcyjny, i nikt się nimi nie zajmie. Oba sektory są w pewien sposób preferowane i wyróżniane, choć przecież nie mają niczego wspólnego z ratowaniem życia ludzkiego. Dlaczego? Pozostawiam to bez komentarza.
 
Aborcja i in vitro- „świadczenia” chronione i faworyzowane
 
Od lipca tego roku wprowadzono refundację na leki używane w tzw. terapii rozrodu. Na aborterów i lekarzy zajmujących się in vitro nikt w Polsce nie nasyła inspekcji. O ile dobrze się orientuję, na abortera z Wrocławia, któremu na początku tego roku przeżyła dziewczynka z zespołem Downa, nikt masowych rządowych inspekcji nie nasłał (tak, jak w przypadku prof. Chazana). A przecież w Polsce można uśmiercać dzieci bardzo poważnie chore „tylko” do momentu osiągnięcia przez nie zdolności do samodzielnego życia (ewidentnym jest, że dziewczynka ten „moment” osiągnęła). Co więcej, jak twierdzą niektórzy, zespół Downa nie kwalifikuje się do ustawowego uśmiercania. Były więc przesłanki do sprawdzenia, czy nie doszło do przestępstwa.
 
Sądzę, że MZ uczyni wszystko, żeby ani lekarzowi od in vitro ani aborterowi nikt na ręce nie patrzył. Bo jego przedstawiciele dobrze wiedzą, że maczają oni palce w rzeczach strasznych.
 
Natalia Dueholm
http://www.fronda.pl/blogi/natatnik/21-klinik-chce-odwolania-konkursu-na...

 
0
No votes yet

Więcej notek tego samego Autora:

=>>