Antypatriotyzm vs patriotyzm cwela

 |  Written by Krzysztof Karnkowski  |  2
Nie było to wcale bardzo dawno temu, gdy środowiska, których głównym przedstawicielem i orężem próbowały przekonać Polaków, że nasza historia najnowsza, zwłaszcza w latach 39 – 45 nie przynosi nam specjalnej chwały a już na pewno nie pozwala nam stawiać się w roli ofiar. Mieliśmy (jako naród) mordować naszych Żydów w kolejnych pogromach a nawet w Powstaniu, mieliśmy wydawać ich Niemcom, okradać i być wobec ich losu w najlepszym razie obojętnymi.  Patriotyzm miał być jak rasizm, zaś Władysław Bartoszewski w czasie okupacji bardziej bał się Polaków, niż Niemców. Pedagogika wstydu, dawkowana coraz bardziej histerycznie okazała się jednak przeciwskuteczna. Niedocenionym przeciwnikiem okazała się moda i popkultura. Jej mechanizmy lepiej rozumieli Jan Ołdakowski i twórcy Muzeum Powstania Warszawskiego, niż „Gazeta Wyborcza” i Jan Tomasz Gross. Niezależnie od tego, czy i jakie ma to skutki uboczne, Powstanie Warszawskie okazało się popkulturowym wehikułem. Powstańcze płyty, filmy o Powstaniu, grupy rekonstrukcyjne, gry, marsze, gadżety – te ostatnie czasem aż do przesady i groźby trywializacji, banalizacji. Lepsze to jednak od zapomnienia, nieobecności, na jaką skazywano powstańców przez okres PRL i część III RP. Jednak po 60 latach okazało się, że udało się wygrać bitwę o miejsce w pamięci, zwłaszcza najmłodszego pokolenia. A przecież, oprócz Powstania, spora część młodzieży odnalazła też inne punkty odniesienia. Rotmistrza Pileckiego, Inkę, Żołnierzy Wyklętych… Nie oceniając tu jakości nowego, „osiedlowego” patriotyzmu ani skutków, jakie może za sobą nieść, nie wchodząc w głębszą analizę mody na antykomunizm i historię, jedno już wiemy – pedagogika wstydu przegrała, przynajmniej na froncie walki o historię.

I – zupełnie przypadkiem – razem ze słabnięciem ataku z jej strony nagle pojawił się zupełnie nowy, skrojony idealnie na dzisiejsze czasy, przeciwnik. Taki, który nie walczy z patriotyzmem, wręcz przeciwnie, jest tak patriotyczny, że innych patriotów zawstydzi, a przynajmniej – chciałby. Nie puszcza oka w stronę komunistów i utrwalaczy władzy ludowej, przeciwnie – antykomunistą jest bezkompromisowym. Nawet podkochując się w Monice Jaruzelskiej. Nie patrzy jednak na historię bezkrytycznie, a pisze ją zupełnie na nowo. Bezkompromisowo znajduje błędy ludzi, znajdujących się w pozornie beznadziejnej sytuacji. Śmiało odwraca sojusze i, choćby czasem nawet bywał katolikiem, przechodzi do porządku dziennego nad faktem, że w 1939 i 1944 roku byli i tacy, którzy widzieli za każdą z naszych granic– słusznie – Antychrysta i sprzeciw był dla nich ludzkim, moralnym i wreszcie chrześcijańskim obowiązkiem. On tego nie zobaczy, widząc jedynie małych, słabych, tchórzliwych i koniunkturalnych przywódców. Wybiera więc silniejszego, amoralnie lecz zdroworozsądkowo, dyskretnie nie zwraca uwagi na jego rogi i kopyta, za to bardzo gniewa się na tych, którzy, wychodząc z przesłanek, które nie zawsze bronią się po 70. latach podjęli z nim walkę. I na tych, którzy ich decyzję dziś uważają za słuszną i szlachetną.

I będzie mówił coraz głośniej, znajdując coraz to nowych kolegów, również takich, którzy jeszcze dwa lata temu mieli w sierpniu zupełnie inne przemyślenia. I będzie uczył nas zupełnie tego samego, czego nie udało się wcześniej nauczyć nas „Gazecie” – że przed silniejszym mamy ulec, a o własnej dumie czy poczuciu sprawiedliwości zapomnieć. Będzie uczył nas posłuszeństwa wobec silniejszego, tym razem jednak, zamiast „europejskością” motywując to „patriotyzmem”. Jakie jest bowiem przesłanie naszych patriotycznych w swym mniemaniu twórców: Idź z Niemcem, choćby nie wiem, jakim był bydlakiem. Racjonalnie było iść z Niemcami w 39. Głupie było przeszkadzanie Niemcom w 1944 – pisze Zychowicz. Ziemkiewicz ma zaś nadzieję, byśmy w przypadku ostatecznego podziału stref wpływów, znaleźli się w tej niemieckiej, ta będzie lepsza, niż rosyjska. Zanim to się stanie powalczy z wadami narodowymi i będzie uczył nas tego samego, co krytykował w „Polactwie”, przenosząc to jednak do sfery geopolityki. Patriotyzm chytrego parobka. Patriotyzm cwela.

Pedagogika wstydu przegrała. Pedagogika służalczości, udającej racjonalność, ma się coraz lepiej. Jeszcze operuje komunistycznym przeciwstawieniem bohaterskich powstańców głupim bądź zdradzieckim przywódcom. Bardzo stara się nie usłyszeć Kieżuna czy innych powstańców – podobnie, jak ludzie władzy mają Ścibora-Rylskiego, tak i oni mają kilku swoich, którzy powiedzą to, co panowie publicyści chcą usłyszeć. I pewnie tak myślą i pełni są dobrych intencji, nie mi ich oceniać. Czy za kilka lat pójdą o krok dalej i ogłoszą, że sami powstańcy byli lemingami’44? Czemu nie, to naturalna konsekwencja dzisiejszej krytyki przywódców powstania (którzy owszem, czasem na krytykę zasłużyli, o czym pisałem w recenzji książki Nowaka, z innych jednak powodów i o innej mocy, niż robią to Ziemkiewicz, Zychowicz, Korwin-Mikke czy Wipler, a w mniejszym stopniu również Łukasz Warzecha i mnóstwo pomniejszych szczerych patriotów z internetu), która może poprowadzić do konkluzji, że powstańcy jak lemingi poszli popełnić zbiorowe samobójstwo, ponieważ pozbawieni własnej refleksji ślepo zaufali dowódcom? Ohydne? Owszem, ale pamiętajcie za kilka lat, że ostrzegałem.

Obok tego pojawił się jeszcze inny wątek, który swoją obrzydliwością przerósł w moim odczuciu zarówno dawne działania dekonstruktorów patriotyzmu, jak i dzisiejszych patriotów, zatroskanych o nasze romantyczne tendencje samobójcze – to filmik, który zamieścił portal Polonia Christiana. Przyznam, że widziałem tylko dwie minuty, skuszony (to dobre słowo) opisem kolegi z twittera, który zaanonsował „katolicką wizję powstania”. Trzech panów zdążyło jednak powiedzieć mi, że w działaniach powstańców nie było miejsca na Chrystusa ani Ducha świętego, ponieważ motywowane były one rozpaczą. Kto jak kto, ale rzekomo katolicki i patriotyczny portal powinien mieć świadomość istnienia porywających kazań, wygłaszanych do powstańców, gdzie nie rozpacz, a właśnie ludzki sprzeciw, krzyk sumienia stały za takim, a nie innym historycznym wyborem. Na szczęście proboszcz Konarski z kościoła św. Michała Archanioła nie oglądał chyba tego filmu i na mszy, odprawionej 1 sierpnia w godzinę W nie wysyłał Powstańców do piekła, a właśnie te motywy, o których mówił w 1944 ks. Józef Warszawski.

Nie wróżę zwycięstwa również tej frakcji, która patriotycznie pilnuje, byśmy przypadkiem silniejszym nigdy się nie postawili. Owszem, napsują nam jeszcze krwi i nerwów, ale powtórzą los poprzedników. „Czego nienawidzisz, tego częścią się stajesz” – zna pan to powiedzenie, panie Rafale? Jak to jest, ze razem z panem Piotrem, panem Przemysławem, panem Januszem i tyloma innymi panami postanowiliście kontynuować misję „Gazety Wyborczej” i czego jej nie udało się zniszczyć, wy atakujecie dziś z drugiej strony?  I czy to tak spontanicznie i przypadkowo wyszło, że zaczęliście, gdy oni kończyli?
 
5
5 (8)

2 Comments

adriano's picture

adriano
Ziemkiewicz i spora część środowiska Od Rzeczy robi w sumie więcej złego niż dobrego. Pisałem o tym wielokrotnie. Ziemkiewicz jest najbardziej skompromitowanym "prawicowym" publicystą.

Wspomniałeś też o Warzesze. To on zrobił wywiad rzekę z Sikorskim "Strefa zdekomunizowana". Coż za przenikliwy umysł. Dobrze, że niedawno przypomniał o tym  Gadający Grzyb.

Więcej notek tego samego Autora:

=>>