Z Barbarą Wachowicz, autorką cyklu książek „Wierna rzeka harcerstwa” i wystawy „Kamyk na szańcu” poświęconych autorowi i bohaterom „Kamieni na szaniec”, a także filmu dokumentalnego „Rudy, Alek, Zośka”, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler
Czekała Pani na filmową adaptację „Kamieni na szaniec”?
– Z radością przyjęłam wiadomość przekazaną mi przez wnuka druha Kamińskiego, że powstanie nowa filmowa wersja „Kamieni”. Niestety, nader rychło zaczęły pojawiać się sygnały niepokojące. Ukazał się wywiad reżysera w „Gazecie Wyborczej”, w którym bohaterowie zostali określeni jako ci, którym „historia kazała złapać za pukawki i latać z tymi pukawkami po ulicach, co spowodowało, że wszyscy zginęli”. Reżyser podkreślał także, że będzie „odbrązawiał postaci pomnikowe i schematyczne”, powołując się na opinię swej matki, która rzekomo znała całą trójkę bohaterów „Kamieni”. Ostatni żyjący towarzysze broni, żołnierze środowiska batalionu „Zośka” wystosowali oficjalny list do redakcji, stwierdzając na podstawie dokumentów, że matka reżysera (cytuję) „nie figuruje w ewidencji Szarych Szeregów”, a w „Batalionie ’Zośka’ pojawiła się po śmierci ’Rudego’, ’Alka’ i ’Zośki’”.
Sygnały, że reżyser filmu zbyt dowolnie obszedł się ze scenariuszem, pojawiły się dosyć późno. Reżyser unikał zaproszeń harcerzy na zam- knięte pokazy.
– Wszyscy, którzy znali Tadeusza Zawadzkiego „Zośkę”, mówią, że był urodzonym przywódcą, człowiekiem delikatnym, mądrym, opiekuńczym, a także mądrze zdecydowanym i stanowczym. Natomiast filmowa matka określa go jako „nadętego, zarozumiałego bufona”. Janek Bytnar „Rudy” zasłużył natomiast na jeden epitet: „rozrabiaka”. Już to był sygnał bardzo niepokojący. Po pierwszych zamkniętych pokazach, na które jednak udało się przemycić przedstawicielom środowisk harcerskich, opublikowały one swe stanowisko rokujące dla filmu jak najgorzej. W oficjalnych pismach zarówno Rady Fundacji Harcerstwa Drugiego Stulecia, jak i przewodniczącej Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej wytknięto – cytuję – „nierzetelne przedstawienie realiów historycznych okupowanej Polski i osób bohaterów”. Potem nadeszła wiadomość, że zażądali wycofania swych nazwisk z czołówki filmu właściciel praw autorskich, wnuk Aleksandra Kamińskiego – dr Wojciech Feleszko, a także czołowy konsultant – znakomity znawca historii Szarych Szeregów – prof. Grzegorz Nowik. Obydwaj zarzucili filmowi „rażące nieprawdopodobieństwa i historyczne przekłamywanie szeregu scen”.
Wiele osób, które widziały film przed uroczystą premierą, twierdziło, że na uwagę zasługują dobre zdjęcia.
– Obawiałam się, że będzie to film dobrze zrobiony, a więc niebezpieczny wobec sygnalizowanych zarzutów. Tymczasem jest to chaotyczna, pełna dramaturgicznego rozgardiaszu chała, z tak nieprawdopodobnymi, idiotycznymi scenami, że widownia witała je śmiechem. Nie istnieje w ogóle atmosfera okupowanej Warszawy. Czołowym motywem muzycznym, który powraca, jest tango Notturno, a ginący w egzekucji śpiewają piosneczkę „Siekiera, motyka…”. Czyżby panowie filmowcy nie mieli pojęcia, co krzyczeli Polacy, zanim Niemcy zaczęli im przed egzekucją gipsować usta?
Środowiska harcerskie twierdzą, że obraz miejscami jest paszkwilem na harcerstwo. Mają rację?
(...)
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/70542,chala-z-pukawkami.html