Gest Kamila Stocha

 |  Written by Aleksander Rybc...  |  9

Jako dziecko miałem wiele marzeń. Jednym z piękniejszych był start w igrzyskach olimpijskich. W tych zapomnianych czasach uważano, że najważniejszy jest sam udział i szlachetne współzawodnictwo. Kult zwycięstwa i medali przyszedł dopiero później, w miarę, jak degradowały się standardy rywalizacji sportowej. Marzenie olimpijskiej glorii nie miało szans spełnienia i moje aspiracje ograniczyły się do planów uczestniczenia w igrzyskach w charakterze widza.  Najpierw jednak należało uzyskać paszport, co w realiach prl-u zajęło dziesiątki lat: kilka olimpiad letnich i zimowych. Skazani byliśmy na wiadomości sportowe i miejsce przed telewizorem. Śledziliśmy wyniki poszczególnych konkurencji i tabele medalowe. Wyznaczono nam rolę biernych kibiców, ale z przekory szukaliśmy w sporcie tego, czego nam nie dawano: hartu ducha, wytrwałości, pragnienia wolności i zwycięstwa nad słabościami i szarzyzną zniewolenia. Potrafiliśmy dostrzegać w sporcie piękno i heroizm samotnej walki. Zwycięstwa naszych idoli rekompensowały codzienne upokorzenia. Te wieloletnie doświadczenia pozwalają na spojrzenie z dystansu, pewne refleksje i uczciwą ocenę imprezy w Soczi. Czy kontrowersje rozpoczęły się dopiero w momencie przyznania Rosji prawa do organizacji największego sportowego wydarzenia ? Kiedy zaczął przygasać znicz olimpijski z Aten 1896 roku ?

Jeden z największych narciarzy alpejskich Ingemar Stenmark nie został dopuszczony do udziału w zimowych igrzyskach olimpijskich w Sarajewie w 1984 roku. Miał na nich bronić tytułów mistrza olimpijskiego w slalomie specjalnym i gigancie. Przyczyną dyskwalifikacji był komercyjny kontrakt, który szwedzki alpejczyk podpisał z producentem nart. Międzynarodowy Komitet Olimpijski stwarzał jeszcze wtedy pozory trwania przy amatorskiej koncepcji igrzysk, starając się kontynuować tradycję idealistycznej wizji barona Pierre de Coubertin. Był to jednak łabędzi śpiew organizacji, niesionej już na wzbierającej fali politycznych nacisków i wygórowanych oczekiwań potężnych sponsorów. Ofiarą tej hipokryzji stał się szwedzki champion.

Kto dzisiaj jeszcze pamięta o szlachetnym baronie z innej epoki ? W trzydzieści lat po dyskwalifikacji Stenmarka w igrzyskach biorą udział nie tylko sportowcy, zaangażowani w marketingowe przedsięwzięcia. Praktycznie wszyscy stali się zawodowcami i do Soczi przyjadą milionerzy, z zarabiającymi krocie hokeistami na czele. Owszem, profesjonalni sportowcy są dumni z szansy reprezentowania swoich krajów i będą walczyć fair, w uczciwej i szlachetnej rywalizacji. Chociaż zasady fair play nie są już tak oczywiste, jak kiedyś. W wielu dyscyplinach liczy się zwycięstwo za wszelką cenę, bo na mecie czeka pieniężna gratyfikacja, o wysokości której nie mogą śnić zwykli śmiertelnicy.

Czy warto więc udawać, że nie przeszkadzają nam całe segmenty reklam, przerywających transmisje z zawodów? Gładkie zdania polityków i działaczy sportowych, skupiających się przed kamerami na dawno już porzuconych wartościach ? Będziemy obserwować współczesnych gladiatorów, narażających zdrowie i życie dla wielkiej sławy i często równie wielkich pieniędzy. Wspomniany Stenmark nie miałby dzisiaj szans. Ten mistrz slalomu nie czuł się komfortowo przy prędkościach bliskich 120 km na godzinę. Dzisiejsi zjazdowcy mkną o wiele szybciej, a producenci sprzętu robią wszystko, by te osiągnięcia wyśrubować jeszcze bardziej. Ryzyko kontuzji, a nawet śmierci jest zupełnie realne i zawodnicy, chcąc być w czołówce, muszę je podejmować. Liczy się wyczyn, rekord i przekraczanie kolejnych barier. Samego sportowca, jego bezpieczeństwo i ideę równej walki przytłacza koncepcja zapewnienia spektakularnego widowiska. Mimo wszystko, siadając przed telewizorem, skupiamy się na pięknie rywalizacji i magicznym uroku sportu. Liczymy na sukcesy nieznanych młodych zawodników, przed którymi otworzą się wielkie kariery. Będziemy dopingować Polaków i ulubionych mistrzów. Przymkniemy oko na komercję i potężny biznes, walczący za plecami olimpijczyków o prawdziwe złoto.

Przed rokiem zaczęto wspominać o możliwości bojkotu zimowych igrzysk w Soczi. Prezydent Niemiec Joachim Gauck ogłosił, że nie pojedzie na otwarcie imprezy, co uznano za protest przeciwko prześladowaniu opozycji w Rosji. Jednak żaden z polityków nie zajął stanowczego stanowiska i przyczyny ich absencji można się jedynie domyślać. Dwuznaczną sytuację wykorzystał Donald Tusk, który nie pojedzie do Soczi, zastrzegając się, że jego decyzji nie można nazwać bojkotem. To pozowanie na niezależnego przywódcę nikogo nie nabierze, bo powszechnie jest wiadome, że Tusk nie zrobi niczego, co mogłoby niepotrzebnie "drażnić Rosjan". Cała ta polityczna gra w "chowanego" przypomina kiepską farsę, bo przecież mamy w pamięci olimpiadę z 1980 roku w Moskwie, zbojkotowaną z powodu agresji na Afganistan przez większość krajów zachodnich. Polscy sportowcy, reprezentujący satelickie państwo sowieckiego bloku musieli pojechać do Moskwy, ale ich udział chwalebnie zapisał się w historii, dzięki symbolicznemu "gestowi Kozakiewicza". Ten spontaniczny sprzeciw i protest polskiego tyczkarza, po zdobyciu złotego medalu i pobiciu rekordu świata, wywołał gwałtowną reakcję ambasadora Związku Sowieckiego, który żądał dożywotniej dyskwalifikacji dla sportowca. Nawet władze prl nie uległy tej presji, co byłoby zapewne niemożliwe w III RP, gdzie każde podniesienie brwi przedstawicieli Rosji rzuca na kolana polski rząd, zastępy urzędników i pochwalne chóry artystów. Bojkot igrzysk w Moskwie nie powtórzy się i trudno oczekiwać, by ktokolwiek ze światowych sportowców wychylił się z radosnego pochodu uczestników tegorocznych igrzysk. W tym kontekście niespodziewaną radość wywołuje "gest Kamila Stocha", który zaprezentuje na igrzyskach wspaniały kask, opatrzony emblematem polskich sił zbrojnych. Tak szybujący ponad rosyjską skocznią polski zawodnik na pewno pokrzepi nasze wątpiące serca.

Same igrzyska wywołują jednak bezsilny sprzeciw krytyków tego wydarzenia pod nadzorem rosyjskich służb specjalnych. Sceptycy są jednak zepchnięci na margines politycznie poprawnego, medialnego entuzjazmu. Dlaczego organizację imprezy, mającej jednoczyć świat przyznano krajowi, który słynie z łamania praw człowieka, politycznych zbrodni, imperialnej polityki i szerzenia międzynarodowych konfliktów ? Dla Polaków dodatkowo bolesny będzie fakt, że zawody sportowców z całego świata otworzy Władimir Putin, współodpowiedzialny także za organizację wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu w 2010 roku. Trzymający dzisiaj walczącą o wolność Ukrainę w żelaznym uścisku. Te wątpliwości nie przeszkadzają zachodnim dziennikarzom i korespondentom. Tak, jak w Jałcie będą przechylać szklanki rosyjskiej wódki, udając, że nie dostrzegają dowodów zbrodni. Przytakną wprawdzie, że przyznanie Rosji organizacji igrzysk jest kontrowersyjne, ale wspomną co najwyżej o korupcji podczas budowy obiektów olimpijskich, nie wykończonych hotelach i braku tolerancji rosyjskiego prawa wobec związków homoseksualnych. Ten ostatni problem był głównym "leitmotivem" specjalnego programu olimpijskiego kanadyjskiej telewizji CBC. Jakby nie było innych, bardziej bulwersujących zagadnień. Przed Imperium stoi więc prawdziwa szansa: świat odwraca się od prawdy i niewiele trzeba, by Rosja bezkarnie "tymczasowo przesuwając" granice, została uznana za demokratyczne państwo, w pełni przynależące do wspólnoty zachodniej cywilizacji.

fotPAP/ Grzegorz Momot

 

5
5 (8)

9 Comments

Max's picture

Max
W 1936 roku organizatorem igrzysk olimpijskich byly Niemcy. Opinia publiczna nie była specjalnie oburzona - olimpiada była huczna i tłumna...

Czy już wtedy szlachetna idea została wypaczona? Chyba tak, przy jednym zastrzeżeniu. Musiałaby mieć sens, owa idea, od samego początku - a tutaj ja, sceptyk, od zawsze miałem wątpliwości, i co do sensowności, i co do szlachetności, nic intencjom pana barona nie ujmując.

Smutne i prawdziwe sa słowa o Putinie i Rosji, o komercji, o szopce, którą stała się instytucja olimpiady. Nie ubolewam szczególnie na upadkiem tej ostatniej, ponieważ zawsze pomysł, aby głeboko przeżywać wyczyny facetów (i kobiet) biegajacych za piłką w tej czy innej formie, biegajacych na przytroczonych patykach (bądź bez) była dla mnie rodem z trzeciego księżyca Urana...

De gustibus, zgoda, tym niemniej... :))

"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Aleksander Rybczyński's picture

Aleksander Rybc...
Co do Berlina - zgoda, natomiast nie dzielę obojętności wobec rywalizacji sportowej. Wiele dyscyplin mogę oglądać godzinami (choć ostatnio szkoda na to czasu) : narciarstwo alpejskie, biegi, hokej, lista jest długa. A jak teraz nie kibicować Stochowi, szczególnie, kiedy poleci w takim kasku!?
gość z drogi's picture

gość z drogi
i wymordowanie Czeczeńskiego Narodu...świat naprawdę staje na głowie
Gdyby nie śp Prezydent Najjaśniejszej Rzeczpospolitej Polski, Profesor  Lech Kaczyński
dzisiaj Gruzja byłaby już Rosją 

<p>gość z drogi</p>

Tomasz A S's picture

Tomasz A S
"Tylko" o 11 kilometrów. "Tylko" dla bezpieczeństwa igrzysk. "Tylko" czasowo.

Chyba zacznę być zwolennikiem organizacji olimpiady w Zakopanym. Może coś da się przesunąć? Przynajmniej o Zaolzie?
gość z drogi's picture

gość z drogi
a może jakieś listy  z podpisami ?

<p>gość z drogi</p>

Aleksander Rybczyński's picture

Aleksander Rybc...
Ciekawy komentarz kanadyjskiej telewizji, sugerujący bojkot igrzysk w Soczi przez Tuska i Komorowskiego. Naiwność Zachodu nie zna granic....

Tomasz A S's picture

Tomasz A S
Po pokazaniu się u boku kochanka na trybunie, wystąpiła potem jako jedna z przedostatnich przekazujących święty ogień z góry Olimp w kierunku znicza.
Alina Kabajewa (31 lat) to słynna wieloboistka gimnastyczna. Mówi i pisze się, że mieszka koło Soczi w pałacu  Putina (62 lata), którego budowa kosztowała $1,5 mld.
Przynajmniej wiemy, na co poszła część z ponad 50 mld. W końcu też na cele sportowe. ;))
Kabajewa urodę zawdzięcza ojcu Tatarowi. Sama urodziła się w Taszkiencie i była mistrzynią olimpijską w wieloboju indywidualnym z Aten, w barwach Rosji. Trzykrotnie była też mistrzynią świata, raz brązową medalistką olimpijską.

Więcej notek tego samego Autora:

=>>