
Gdy przeczytałem o kolejnym podpaleniu okradzionej z jednego koloru tęczy, od razu pomyślałem, że to tylko przymiarka. Kolejne przytrafi się przed wyborami samorządowymi, kierując kampanię w Warszawie na odpowiednie tory. Żadnej afery bemowskiej czy wolskiej, żadnych wycieczek pontonem Gromu po Wiśle, czy – to nowość, której jeszcze nie miałem okazji się przyjrzeć – koncepcji wybudowania w Warszawie kolejnych 24 centrów handlowych, opracowanej przez firmę, która przepisywała swoje tezy z reklamówek Carrefoura. Tylko walka z polskim faszyzmem, gorąca jak płomienie, trawiące potworka z pl. Zbawiciela.
Pamiętałem, że wybory jesienią, nie pamiętałem, kiedy dokładnie. Kolega zwrócił mi uwagę, że data elekcji to 16 listopada. Sprawa wydaje się więc być przesądzona. Tymczasem po drodze zdąży się wydać kolejne kilkadziesiąt tysięcy na jeszcze bardziej nadzwyczajnie niepalna tęczę. Dotychczasowa, nadzwyczajnie niepalna przegrała ze zwykłą zapalniczką. Już poprzednio pisano, że renowacja tęczowego badziewia to złoty interes. „Pan wie, ile mnie to szczęście kosztowało?” – pytał Jacka Żytkiewicza, taksówkarza ze „Zmienników” Barei szef stacji wymiany opon, umieszczonej tuż przy eksperymentalnym odcinku drogi. Ten fragment filmu przypomina mi się dość często, zwłaszcza przy każdym podpaleniu…
Gorzej, że nie pod każdy przewał da się znaleźć podkład ideologiczny, a wtedy nawet Wyborcza nie pomoże, ba – sama się oburzy. Jak wtedy, gdy w Zielonej Górze państwową posadę z partyjnego nadania dostaje facet, któremu chwilę wcześniej udowodniono działanie na szkodę klienta w poprzedniej pracy. Czy to właśnie zdecydowało, czy fakt, że stanowisko zawdzięcza facetowi, który znowuż karierę zrobił dzięki jego (przekręciarza) żonie ? Ciężko się połapać.
Na szczęście takie drobiazgi nie są głównym pożywieniem mediów. Przyćmi je tęcza, którą szklanką wody ugasi pewien pan, chwilowo świadczący usługi za 200 zł za h, w charakterze pani. Też trudno ogarnąć. Pan czasem komuś da w mordę, czasem tylko obleje wodą w telewizyjnym studiu, coś będzie się działo. W konsekwencji zostanie gwiazdą mediów. Facet, który nie chce wynająć mieszkania w celu świadczenia rzeczonych usług okrzyknięty zostaje homofobem. Gdy media odmawiały przyjmowania ogłoszeń Remuszki, reklamujących jego książkę o początkach „Agory”, nie słyszałem o remuszkofobach, a co najwyżej o prawie właścicieli do nieświadczenia usług. Oczywiście nie można tego porównywać, wszyscy wiemy gdzie i na czyjej łasce żyjemy.
„Za oknem Polska w tęczy, za oknem Polska w tęczy, za oknem Polska w tęczy – jedźmy stąd” – zaśpiewał mi głowie Kaczmarskiego Gintrowski.
Pamiętałem, że wybory jesienią, nie pamiętałem, kiedy dokładnie. Kolega zwrócił mi uwagę, że data elekcji to 16 listopada. Sprawa wydaje się więc być przesądzona. Tymczasem po drodze zdąży się wydać kolejne kilkadziesiąt tysięcy na jeszcze bardziej nadzwyczajnie niepalna tęczę. Dotychczasowa, nadzwyczajnie niepalna przegrała ze zwykłą zapalniczką. Już poprzednio pisano, że renowacja tęczowego badziewia to złoty interes. „Pan wie, ile mnie to szczęście kosztowało?” – pytał Jacka Żytkiewicza, taksówkarza ze „Zmienników” Barei szef stacji wymiany opon, umieszczonej tuż przy eksperymentalnym odcinku drogi. Ten fragment filmu przypomina mi się dość często, zwłaszcza przy każdym podpaleniu…
Gorzej, że nie pod każdy przewał da się znaleźć podkład ideologiczny, a wtedy nawet Wyborcza nie pomoże, ba – sama się oburzy. Jak wtedy, gdy w Zielonej Górze państwową posadę z partyjnego nadania dostaje facet, któremu chwilę wcześniej udowodniono działanie na szkodę klienta w poprzedniej pracy. Czy to właśnie zdecydowało, czy fakt, że stanowisko zawdzięcza facetowi, który znowuż karierę zrobił dzięki jego (przekręciarza) żonie ? Ciężko się połapać.
Na szczęście takie drobiazgi nie są głównym pożywieniem mediów. Przyćmi je tęcza, którą szklanką wody ugasi pewien pan, chwilowo świadczący usługi za 200 zł za h, w charakterze pani. Też trudno ogarnąć. Pan czasem komuś da w mordę, czasem tylko obleje wodą w telewizyjnym studiu, coś będzie się działo. W konsekwencji zostanie gwiazdą mediów. Facet, który nie chce wynająć mieszkania w celu świadczenia rzeczonych usług okrzyknięty zostaje homofobem. Gdy media odmawiały przyjmowania ogłoszeń Remuszki, reklamujących jego książkę o początkach „Agory”, nie słyszałem o remuszkofobach, a co najwyżej o prawie właścicieli do nieświadczenia usług. Oczywiście nie można tego porównywać, wszyscy wiemy gdzie i na czyjej łasce żyjemy.
„Za oknem Polska w tęczy, za oknem Polska w tęczy, za oknem Polska w tęczy – jedźmy stąd” – zaśpiewał mi głowie Kaczmarskiego Gintrowski.
(1)
3 Comments
@autor
08 August, 2014 - 15:33
Pozdrawiam
Polficu!
08 August, 2014 - 16:49
@ro
08 August, 2014 - 19:19