Warszawa, Kraków, Wrocław, Gdańsk, Szczecin, Łódź, Białystok – na ulice m.in. tych miast wyjdą w sobotę frankowicze, czyli te osoby, które zaciągnęły kredyty we frankach szwajcarskich. Protestujący mają długą listę żądań, jednak głównym jest natychmiastowe wstrzymanie wszelkich egzekucji wobec osób, które mają trudności ze spłacaniem kredytów.
Za zorganizowaniem akcji, która odbędzie się w sobotę o godz. 14.00, stoi Pro Futuris, organizacja poszkodowanych kredytobiorców we frankach szwajcarskich. To nie jedyne działania Pro Futuris – organizacja szykuje się też do pozwu przeciwko Komisji Nadzoru Finansowego. Zarzuca jej, że mimo ustawowego obowiązku nie ostrzegła klientów przed toksycznymi kredytami. Sobotnia akcja to kolejny krok.
– Nie chcemy żadnych pieniędzy, żadnej pomocy od rządu, wręcz przeciwnie. Rząd może na nas i na bankach jeszcze zarobić, karząc poprzez UOKiK banki za ich praktyki. I jedyne, czego oczekujemy, to wsparcia technicznego i prawnego ze strony rządu, czyli zorganizowania rozmów z bankami – mówił RMF FM Tomasz Sadlik, inicjator Pro Futuris.
Zadłużeni we frankach chcą przede wszystkim natychmiastowego wstrzymania wszelkich egzekucji wobec osób, które mają trudności ze spłacaniem kredytów, ale nie tylko. Na liście jest też usunięcie bankowego tytułu egzekucyjnego, przewalutowanie kredytów na złotówki po kursie z dnia zaciągnięcia wszystkich umów, renegocjacja wszystkich umów, usunięcie wszystkich punktów i klauzul abuzywnych oraz rozliczenie tychże i ukaranie winnych.
– To jest nasz sprawa z bankami, nasz problem i my chcemy sobie siąść i powiedzieć tym panom, że mamy dość strzyżenia, naciągania i oszustw. Trzeba wyczyścić wszystkie umowy z klauzul abuzywnych, trzeba dogadać się na przewalutowanie po jakiś godziwych stawkach, tyle – tłumaczy Sadlik.
Dodaje też, że ze strony Platformy Obywatelskiej frankowicze „nie liczą na nic”, a opozycja nie ma w Sejmie takiej siły, aby swoje pomysły przegłosować.
http://niezalezna.pl/63513-frankowicze-maja-dosc-i-chca-wsparcia-rzadu-w...
Za zorganizowaniem akcji, która odbędzie się w sobotę o godz. 14.00, stoi Pro Futuris, organizacja poszkodowanych kredytobiorców we frankach szwajcarskich. To nie jedyne działania Pro Futuris – organizacja szykuje się też do pozwu przeciwko Komisji Nadzoru Finansowego. Zarzuca jej, że mimo ustawowego obowiązku nie ostrzegła klientów przed toksycznymi kredytami. Sobotnia akcja to kolejny krok.
– Nie chcemy żadnych pieniędzy, żadnej pomocy od rządu, wręcz przeciwnie. Rząd może na nas i na bankach jeszcze zarobić, karząc poprzez UOKiK banki za ich praktyki. I jedyne, czego oczekujemy, to wsparcia technicznego i prawnego ze strony rządu, czyli zorganizowania rozmów z bankami – mówił RMF FM Tomasz Sadlik, inicjator Pro Futuris.
Zadłużeni we frankach chcą przede wszystkim natychmiastowego wstrzymania wszelkich egzekucji wobec osób, które mają trudności ze spłacaniem kredytów, ale nie tylko. Na liście jest też usunięcie bankowego tytułu egzekucyjnego, przewalutowanie kredytów na złotówki po kursie z dnia zaciągnięcia wszystkich umów, renegocjacja wszystkich umów, usunięcie wszystkich punktów i klauzul abuzywnych oraz rozliczenie tychże i ukaranie winnych.
– To jest nasz sprawa z bankami, nasz problem i my chcemy sobie siąść i powiedzieć tym panom, że mamy dość strzyżenia, naciągania i oszustw. Trzeba wyczyścić wszystkie umowy z klauzul abuzywnych, trzeba dogadać się na przewalutowanie po jakiś godziwych stawkach, tyle – tłumaczy Sadlik.
Dodaje też, że ze strony Platformy Obywatelskiej frankowicze „nie liczą na nic”, a opozycja nie ma w Sejmie takiej siły, aby swoje pomysły przegłosować.
http://niezalezna.pl/63513-frankowicze-maja-dosc-i-chca-wsparcia-rzadu-w...
(2)

7 Comments
Przygotowali propozycje, jak
23 January, 2015 - 23:00
Związek Banków Polskich ogłosił serię propozycji, które mają ulżyć frankowym kredytobiorcom. Proponuje m.in. obniżenie rat kredytów we frankach szwajcarskich i wydłużenie terminów spłaty kredytów.
Związek Banków Polskich zaproponował m.in., by banki uwzględniały ujemną stawkę LIBOR dla franka przy wyliczaniu oprocentowania rat kredytów, a także "istotne zmniejszenie" na 6 miesięcy spreadu walutowego. Chodzi tu o takie zmniejszenie prowizji pobieranej przy kupnie waluty na spłatę rat, by klient nie odczuł różnicy względem sytuacji przed decyzją SNB, gdy frank był tańszy.
Inna propozycja mówi o wydłużeniu - na wniosek kredytobiorcy - okresu spłaty lub okresowe zawieszenie spłat raty kapitałowej, tak by jej poziom nie był wyższy - lub był niewiele wyższy - niż przed wzrostem kursu franka. Z tej opcji mogliby jednak skorzystać wyłącznie ci, którzy mieszkają w kredytowanej nieruchomości.
Frankowicze wyjdą na ulice. "Rząd może jeszcze na nas zarobić"
ZBP proponuje też, by banki zrezygnowały z żądania nowego zabezpieczenia oraz ubezpieczenia kredytów od kredytobiorców, którzy dotychczas terminowo spłacali raty.
Kolejna z propozycji wskazuje, by bankowcy nie pobierali prowizji w przypadku, gdy kredytobiorca chce zamienić walutę kredytu - z franków na złote. Przewalutowanie miałoby nastąpić po kursie równym średniemu kursowi NBP.
Ostatnia z zaprezentowanych propozycji mówi o stosowaniu bardziej elastycznych zasad w przypadku restrukturyzacji kredytów hipotecznych.
Przedstawiciele ZBP przyznali, że niektóre banki już zapowiedziały wprowadzenie w życie niektórych ich rekomendacji.
Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/ekonomia/news-przygotowali-propozycje-jak-ulzyc-fran...
Władze boją się frankowiczów.
24 January, 2015 - 14:04
Władze boją się frankowiczów. Nie ma zgody na dzisiejsze protesty zagrażające interesom banków
Dziś w Warszawie oraz innych miastach Polski miały się odbyć pikiety osób posiadających kredyty we frankach szwajcarskich. Okazuje się jednak, że zgody na organizację manifestacji w stolicy nie ma. Pikiety nie mogą się również odbyć w Poznaniu, Szczecinie, Gdańsku i Białymstoku. Inicjatorzy manifestacji nie zamierzają się jednak poddawać i zapewniają, że wobec zakazu protestowania w innych miastach ich demonstracje odbędą się dziś w Krakowie, Wrocławiu i Łodzi.



- W związku z problemami technicznymi z zezwoleniem w tą sobotę pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie nie odbędzie się planowana pikieta „frankowców” o godzinie 14:00. O ostatecznym braku zgody dowiedzieliśmy się po 2 dniach negocjacji (...) Nie bierzemy zatem odpowiedzialności za osoby, które chciałyby przyjść na spacer lub spotkać się z mediami w tym miejscu i terminie. (...) Podobna sytuacja ma miejsce w Poznaniu, Szczecinie, Gdańsku i Białymstoku. Apelujemy do władz miast oraz służb porządkowych o wyrozumiałość, a do osób, do których niniejszy komunikat by nie dotarł, o zachowanie spokoju i wstrzemięźliwości: to dopiero nasza pierwsza ogólnopolska akcja – będą następne - czytamy w przesłanym do naszej redakcji komunikacie Stowarzyszenia Obrony Poszkodowanych przez Banki „Pro Futuris”.
Jednocześnie z treści komunikatu dowiadujemy się, że manifestacje odbędą się w Krakowie, Wrocławiu i Łodzi. Tam zostały one już zarejestrowane i mają być chronione przez służby porządkowe. Uczestnicy pikiet postulują m.in. o powołanie Komisji ds. Renegocjacji Umów pod egidą rządu, natychmiastowe wstrzymanie wszelkich egzekucji z tytułu takich kredytów , przewalutowanie wszystkich kredytów denominowanych we frankach po kursie z dnia zaciągnięcia.
Dlaczego władze stolicy odmówiły organizacji pikiety na Krakowskim Przedmieściu? Sprawa wydaje się o wiele bardziej złożona, niż mogłoby się początkowo wydawać.
Początkowo wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, a organizatorzy manifestacji informowali, że kontaktowali się z rzecznikiem Urzędu Miasta Warszaw, który zadeklarował pomoc w zgłoszeniu pikiety w stolicy.
Ratusz jednak konsekwentnie zapewniał, że wniosek o organizację pikiety nie wpłynął. Tymczasem koordynator stowarzyszenia Pro Futuris Tomasz Sadlik na Facebooku zarzuca urzędnikom zniechęcanie osób próbujących zgłosić manifestację. Okazało się, że pikiety w Warszawie nie będzie.
- Wyjaśnienie: do Urzędu Miasta Warszawy nie wpłynął nasz wniosek. Nasz człowiek próbował go złożyć od przedwczoraj, ale został zniechęcony przez urzędnika, który zacytował przepis, według którego trzeba zgłaszać na 30 dni naprzód. Myślałem, że Pan Rzecznik pomoże, ale właśnie sprostował, że nie.... W odróżnieniu od Krakowa i Łodzi, gdzie takie sprawy załatwia się od ręki (nie wspominając o Paryżu, czy Barcelonie oczywiście) w naszej stolicy to musi trwać.... Bo a nuż zawiedzie mail i komórki....; reasumując nie ma pikiety w tą sobotę w stolicy o 14 pod Pałacem Prezydenckim, ale nikt nikomu nie zabroni spaceru, czytaj poprzednie.... albo legalnie zapraszam do Łodzi, Krakowa..... można połączyć ze zwiedzaniem, odkrywaniem nowych miejsc.... pozdrawiam wszystkich, w tym Pana Rzecznika....podajcie wszystkim i na wszystkich forach i w mediach, że nie ma pikiety w Warszawie!!!!! - czytamy w komunikacie zamieszczonym na Facebooku Pro Futuris (później dodano wyjaśnienie, że we wpisie wkradł się błąd i zamiast „30 dni” powinno być „3 dni”) - Ups... nie 30, a 3 dni... przepraszam za literówkę. Ciekawe, że w środę urzędniczka nie chciała (według relacji naszego człowieka w Warszawie) przyjąć wniosku, bo było za późno – dodał Tomasz Sadlik z Pro Futuris.
Na odpowiedź ratusza nie trzeba było długo czekać. Rzecznik Urzędu m.st. Warszawy Bartosz Milczarczyk informuje, że nie może być mowy o zakazie czy odmowie manifestacji, ponieważ procedura jej zgłoszenia nie została przeprowadzona poprawnie.
- W Waszawie (gdzie odbywa się ok. 700 manifestacji rocznie) procedura jest dokładnie taka sama jak w innych miastach. Całość jest maksymalnie uproszczona, tzn. wystarczy w odpowiednim terminie (najpóźniej 3 dni przed planowaną manifestacją) złożyć zgłoszenie, w którym wskazuje się: termin zgromadzenia, godziny, w których ma się odbyć, miejsce (lub trasę, jeżeli to marsz) oraz szacowaną liczbę osób. Więc nie może być mowy o zakazie czy odmowie manifestacji. Jeżeli wniosek wpłynąłby, tak jak w Krakowie czy w Łodzi, to nie byłoby najmniejszego problemu. Bardzo proszę nie wprowadzać mediów i internautów w błąd - napisał Bartosz Milczarczyk.
Jeden z internautów zamieścił również na facebooku skan pisma ze stołecznego ratusza:
„W odpowiedzi na zawiadomienie o zgromadzeniu publicznym, które wpłynęło do Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania kryzysowego w dniu 23 stycznia 2015 r., zwołane w dniu 24 stycznia 2015 w godzinach 14.00-16.00 przed Pałacem Prezydenckim przy ul. Krakowskie Przedmieście 48/50 w Warszawie, uprzejmie informuję, że z uwagi na niespełnienie wymogów określonych w art. 7 ust. 1 ustawy z dnia 5 lipca 1990 r. prawo o zgromadzeniach (Dz. U. z 2013 r. poz 397, z póź. zm.) zawiadomienie jest prawnie nieskuteczne.
Jednocześnie dodaję, że zgodnie z art. 52 § 1 pkt 2 Kodeksu Wykroczeń zwołanie zgromadzenia publicznego bez wymaganego zawiadomienia podlega karze aresztu do 2 tygodni, karze ograniczenia wolności do 2 miesięcy albo karze grzywny”.
http://niezalezna.pl/63536-wladze-boja-sie-frankowiczow-nie-ma-zgody-na-...
Kredyty frankowe z aferą w
24 January, 2015 - 17:58
2. W ostatnich dniach bowiem ukazało się na portalach internetowych kilka ważnych tekstów dotyczących kredytów opiewających na franki, które dobitnie pokazują istotę tego produktu finansowego (np. opracowania prof. Witolda Modzelewskiego czy dr Janusza Szewczaka). Profesor Modzelewski w swoim opracowaniu pisze, że istotą kredytu jest to, iż „kredytobiorca ma zwrócić tylko tyle, ile mu pożyczono, oraz zapłacić za to odsetki i ewentualną prowizję” i że w umowie kredytowej odsetki mogą być elementem zmiennym w czasie, natomiast dług nie„ (w kredytach opiewających na franki zmienne są nie tylko odsetki, ale i wielkość długu). Według prof. Modzelewskiego (ale także wielu innych poważnych ekspertów, prawników i bankowców) tzw. kredyty frankowe nie były więc żadnym kredytem, ale toksycznym instrumentem inwestycyjnym, który banki – wprowadzając w błąd swoich klientów, oferowały im jako kredyt.
3. O tym wszystkim wiedzą oczywiście prawnicy banków, które tych kredytów udzielały, Związek Banków Polskich, a także przedstawiciele Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) i pewnie minister finansów, ale do tej pory udawano, że problemu nie ma. Pierwsze rozstrzygnięcia sądowe na korzyść kredytobiorców tzw. kredytów frankowych (rozstrzygnięcie sądu w Szczecinie), kolejne pozwy zbiorowe przeciwko poszczególnym bankom prowadzone przez czołowe kancelarie prawnicze, powodują, że pomysłodawcom tego toksycznego instrumentu inwestycyjnego zaczynają puszczać nerwy. Podczas procesów sądowych zapewne się okaże, że banki, udzielając tzw. kredytów frankowych, nie miały w swoich zasobach odpowiednich zasobów tej waluty, co więcej, nie miały także wykupionych zabezpieczeń, które pozwoliłyby im się wywiązać z podpisanych umów kredytowych. Były więc to umowy pozorne i w takim razie kredytobiorcy mają prawo do przewalutowania kredytu frankowego na złote po kursie z dnia jego udzielenia, być może do uzgodnienia pomiędzy bankiem i kredytobiorcą, będzie wtedy tylko wysokość jego oprocentowania i ewentualnej prowizji.
4. Gdyby się tak stało, to dotychczasowe zyski banków na tym tzw. kredytach frankowych (podobno wyniosły około 50 mld zł), musiałyby wrócić do Polski w celu pokrycia strat banków, jakie w tej sytuacji będą musiały ponieść. Sytuacja jest więc naprawdę bardzo poważna, bo tych rozmiarów straty musiałyby wstrząsnąć potencjałem finansowym przynajmniej kilku banków, które wyspecjalizowały się w tego rodzaju kredytach. W taki oto sposób coraz poważniejsze problemy frankowiczów przeradzają się na naszych oczach w bankową aferę frankową, która do tej pory była skrzętnie ukrywana nie tylko przez zainteresowane banki, ale także KNF i ZBP. Dr Zbigniew Kuźmiuk
Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-finanse/125273,kredyty-frankowe-z-afera-w-tle.html
„Frankowicze” protestowali na
24 January, 2015 - 18:22
„Frankowicze” protestowali na ulicach polskich miast. Chcą walczyć z bankami. ZOBACZ ZDJĘCIA!
fot. PAP/Jacek Bednarczyk
— pod takimi hasłami w kilku miastach Polski protestowały osoby, które zaciągnęły kredyty we frankach szwajcarskich.
Domagały się dialogu z bankami i pomocy państwa, w formie przepisów zapewniających dogodniejsze warunki spłat.
Protesty osób, których zadłużenie wobec banków znacząco się zwiększyło na skutek wzrostu wartości franka do złotego, miały miejsce m.in. Szczecinie, Gdańsku, Łodzi, Krakowie. W Warszawie „frankowicze” przyszli przed Pałac Prezydencki.
Ponad 100 osób, posiadaczy kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich demonstrowało w sobotę na Rynku Głównym w Krakowie. Mieli ze sobą transparent „Banksterom Stop” i domagali się od rządu i banków przyjęcia rozwiązań, które zneutralizują skokowy wzrost wartości szwajcarskiej waluty.
— zaznaczył Tomasz Sadlik, założyciel Stowarzyszenia Obrony Poszkodowanych przez Banki Pro Futuris.
Powstało ono pod koniec 2013 r. Zrzesza tych, którzy czują się oszukani przez banki udzielające kredytów mieszkaniowych we frankach szwajcarskich. Jak tłumaczyli zebrani, przychodząc na krakowski Rynek chcieli też pokazać, że są zwykłymi ludźmi, którzy ciężko pracują, żeby spłacać kredyt na mieszkanie.
—mówili.
Niedaleko szczecińskiego magistratu zebrało się w sobotę po południu około 50 osób. Jedna z kobiet, która przyjechała z pobliskiego Stargardu Szczecińskiego, mówiła dziennikarzom, że jest w „dramatycznej sytuacji”; po sześciu latach spłacania kredytu ma 100 proc. więcej do zapłaty. Jak dodała, jest w takim wieku, że nie spłaci kredytu nawet na emeryturze i zostawi go dzieciom.
Mężczyzna, który wziął kredyt we frankach na 20 lat, wypowiadał się w podobnym tonie, nazywając tę sytuację „skandalem”. Jak mówił, kiedy brał kredyt, frank był wart 2,2 zł, a teraz sięga prawie 4,4 zł.
— poinformowała zachodniopomorska policja.
Pod hasłami m.in. „Nabici we franka nie damy się bankom”, „Banki to rosyjska ruletka w państwie bezprawia”, „Tysiące pozwów to kwestia czasu” kilkadziesiąt osób zadłużonych we frankach pikietowało w pasażu Schillera w Łodzi. Podkreślali, że czują się oszukani; ich zdaniem rząd wiedział, co się dzieje i nie informował klientów banków o zagrożeniu, a obecnie nic nie robi, żeby pomóc ludziom.
— mówił dziennikarzom jeden z organizatorów pikiety Dariusz Piechulski.
Jedna z pikietujących kobiet mówiła, że gdy brała kredyt kilka lat temu, jego rata wynosiła 2,6 tys. zł, obecnie jest to już ponad 4 tys. zł. Michał Owczarski, który także kilka lat temu wziął kredyt we frankach podkreślał, że ani jego „doradca”, ani bank nie weryfikowali ryzyka, czy jego dochodów.
— powiedział łodzianin.
Przypominano, że kredyty w walucie obcej brano przeważnie pod wpływem namów doradców bankowych. Banki nie ostrzegały wówczas, że taki kredyt jest ryzykowny. Mówiono też o zaniedbaniach ze strony Komisji Nadzoru Finansowego, który zgadzał się, by banki takie kredyty oferowały przez banki.
W Warszawie pod Pałacem Prezydenckim „spacerowało” kilkaset osób. Rozżaleni, mówili, że w takiej sytuacji, która nie jest zawiniona przez kredytobiorców, powinno pomóc państwo, regulując przepisy dot. spłat kredytów.
— mówił Maciej Janiszewski, jeden z uczestników „spaceru”.
Jak mówił, banki udzielały kredytów zbyt łatwo; on, jako 22 letni człowiek dostał półmilionowy kredyt. Wcześniej rata spłaty wynosiła ok. 2 tys. zł, obecnie to już ponad 4 tys. zł miesięcznie.
Przed tygodniem szwajcarski bank centralny (SNB), ogłaszając nieoczekiwanie, że uwalnia kurs swojej waluty, spowodował panikę na rynku. Dotychczas SNB utrzymywał sztywny kurs, co oznaczało, że euro nie mogło kosztować mniej niż 1,20 franka. Decyzja SNB sprawiła, iż frank mocno zyskał na wartości, w tym wobec złotego. W miniony czwartek za franka trzeba było zapłacić rekordowe 5,19 zł, choć dzień wcześniej płacono za niego 3,57 zł. Tak istotny wzrost notowań franka to problem dla ok. 550 tys. polskich kredytobiorców zadłużonych w tej walucie.
http://wpolityce.pl/gospodarka/231067-frankowicze-protestowali-na-ulicac...
Ursa Minor
24 January, 2015 - 20:39
Niestety, ale to prawda, że PiS, Centrum Adama Smitha itp. wojowały o te idiotyczne kredyty.
Idiotyczne, bo trzeba być idiotą, żeby przekonywać innych, że kurs tej czy innej waluty będzie stabilny przez najbliższe 20-30 lat dlatego, że był stabilny przez ostatnich pięć czy siedem lat.
http://www.pis.org.pl/article.php?id=4415
Jak to czytam, to żałuję, że na tych ludzi głosowałem. I to bez względu na to, co o kredytach w CHF mówił Tusk lub Hanna Gronkiewicz-Waltz.
I przykre dla mnie jest to, że najlepszy - mimo wstawki o Kaczyńskim - artykuł o tych kredytach przeczytałem dziś na stronach Gazety Wyborczej. Warzecha na twitterze polecał.
http://wyborcza.pl/magazyn/1,143016,17302190,Wiedzieliscie.html
Ursa Minor - PS.
24 January, 2015 - 20:44
Przepraszam bardzo, ale to jest mowa debila - nie mam tu na myśli osoby, która się pod tym podpisała, ale cały klub Prawa i Sprawiedliwości.
Te słowa, w odniesieniu do jakiejkolwiek waluty i w jakimkolwiek czasie są słowami debila.
@Traube
25 January, 2015 - 14:08
Nie znam się na sprawach finansowych tak dobrze, aby dyskutować podpierając się kokretnymi argumentami z tej dziedziny i nie zamierzam dawać dobrych rad, ani wymądrzać się nie mając wiedzy. Tym bardziej, że sama nie mam tego problemu. Dzięki Bogu.
Wiem jedno: podstawową powinnością państwa jest zadbanie o swoich obywateli a nie o obce banki. Psim obowiązkiem państwa jest prowadzenie takiej polityki, aby obywatele czuli się w miarę bezpiecznie, inwestując swoje oszczędności w tej czy innej formie.
Tymczasem władze naszego do gruntu zepsutego państwa (mniejsza z tym z jakich partii one dotychczas były i są) na potęgę, przez całe lata lekceważyły i nadal lekce sobie ważą te sprawy. Co gorsza, żaden minister ani nikt, kto miał (i ma) wpływ na nasze życie, z powodu korupcji czy niedołęstwa, niewiedzy bądź zaniechania, nie stanął nigdy przed Trybunałem Stanu ani nigdy nie poniósł najmniejszej odpowiedzialności za swoje szkodnictwo (nie liczę min. z AWS EmilaWąsacza, bo to kuriozum). Zapewne jeszcze długo to się nie zmini. To właśnie jest, moim zdaniem, największy skandal.
Sprawa franka jest odpryskiem tego skandalu. To lekceważenie, brak odpowiedzialności i bezczelnie doskonałe samopoczucie skorumpowanych do cna decydentów, którzy zapewne przy okazji utuczyli się na cudzych pieniądzach, jest właśnie głównym powodem, z powodu którego "frankowicze" czują się oszukani. Przez lata obiecywano im stabilizację i korzyści, a wyszło jak zawsze.
Przeciw temu protestują i ja ich absolutnie popieram.
Dziękuję, Traube, za Twój głos.
Pozdrawiam.Ursa Minor