Wojskowi prokuratorzy: "stenogramy" z przecieku RMF FM zmanipulowane. Będzie śledztwo! [niezalezna.pl]

 |  Written by Ursa Minor  |  10
 
Wojskowi prokuratorzy: "stenogramy" z przecieku RMF FM zmanipulowane. Będzie śledztwo! - niezalezna.pl
foto: arch.
RMF FM wywołało burzę publikując rzekome stenogramy z kokpitu rządowego samolotu, który uległ katastrofie na lotnisku w Smoleńsku. Przez kilka godzin trzeba było czekać na reakcję Naczelnej Prokuratury Wojskowej. W końcu potwierdzili, że "stenogramy" RMF FM to zmanipulowany materiał. Będzie też śledztwo ws. samego przecieku.

Do dziennikarzy wyszedł major Marcin Maksjan, który nie zgodził się odpowiadać na pytania, ale wygłosić oświadczenie (tutaj jego treść na stronie NPW).

Najważniejsza jednak teza z komunikatu wojskowych prokuratorów brzmi: materiał RMF FM mający zawierać nieznane dotychczas słowa jakie padły w kokpicie, tuż przed katastrofą, jest niepełny, zmanipulowany, a niektóre wypowiedzi zebrane w taki sposób, aby dawały odpowiedni kontekst.

Na konferencję prokuratury zareagował natychmiast dziennikarz RMF FM Konrad Piasecki, który na antenie TVN24 ogłosił, że na stronie internetowej rozgłośni opublikowana zostanie dzisiaj opinia, do której dotarli.
- Będzie to kilkadziesiąt stron - stwierdził Piasecki.
 

KOMUNIKAT NACZELNEJ PROKURATURY WOJSKOWEJ

W odniesieniu do dzisiejszych doniesień medialnych, dotyczących niektórych wypowiedzi z kokpitu samolotu Tu-154 M nr 101, prokuratura przedstawia następujące stanowisko.

W dniu 6 marca 2015 r. do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie wpłynęła kompleksowa opinia zespołu biegłych z różnych specjalności, powołanego postanowieniem z 3 sierpnia 2011 r., w celu stwierdzenia okoliczności, przyczyn i przebiegu katastrofy samolotu Tu-154 M nr 101 w dniu 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku.

Przypominamy, że w lutym 2014 r. dwóch biegłych w zakresie fonetyczno -akustycznej analizy zapisów dźwiękowych oraz cyfrowego przetwarzania i analizy dźwięków udało się do Moskwy w celu dokonania uzupełniających oględzin nośnika magnetycznego pochodzącego z rejestratora MARS-BM samolotu Tu 154 M nr 101 połączonych z ponownym skopiowaniem jego zapisu, tj. wykonaniem cyfrowej kopii nagrania. Zastosowanie przez biegłych nowatorskiej metody wielokrotnego odczytu taśmy z tego samego magnetofonu połączonej z zaawansowaną analizą cyfrowego sygnału, umożliwiło realizację unikalnych procesów komputerowej rekonstrukcji taśmy, korekty artefaktów i najlepszej możliwej linearyzacji prędkości przesuwu taśmy. Dodatkowo, przy obróbce materiałów, zastosowano nowatorskie metody, które poprawiły jakość i czytelność wykonanej kopii. Sporządzony na podstawie tej kopii stenogram zawiera o 30 % więcej odczytanych słów z kanału mikrofonowego w porównaniu z odczytami IES i o 40 % więcej odczytanych słów zawartych w stenogramie CLKP. Stenogram ten wraz z  opinią w zakresie fonetyczno - akustycznej analizy zapisów dźwiękowych z samolotu Tu 154 M nr 101 oraz cyfrowym przetwarzaniem i analizą  dźwięku rejestratora  dźwiękowego MARS-BM samolotu Tu 154 M nr 101  stanowią integralną część kompleksowej opinii zespołu biegłych, o którym mowa powyżej.

Prokuratorzy dokonują szczegółowej analizy tej opinii, w tym stenogramu, począwszy od czasu wypowiedzi (do ułamkowych części sekundy), poprzez jego treść, aż po identyfikację mówców. Po jej zakończeniu prokuratorzy podejmą decyzję odnośnie ewentualnego  uzupełnienia tej opinii bądź jej weryfikacji. Przypomnę, że prokuratorzy referenci już podjęli decyzję o konieczności uzupełnienia opinii zespołu biegłych w określonych obszarach, o czym informowaliśmy na konferencji prasowej. Do czasu rozstrzygnięcia tej kwestii brak jest możliwości opublikowania, zarówno całej opinii lub jej części, a zwłaszcza przedmiotowego stenogramu.

Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie przeanalizowała dzisiejsze medialne enuncjacje, w tym również opublikowane fragmenty wypowiedzi, które zdaniem ich autorów, są fragmentami stenogramu sporządzonego przez biegłych. Prokuratura oświadcza, że materiał ten, aczkolwiek zawiera w określonych obszarach stwierdzenia i cytaty wynikające ze stenogramu wykonanego przez biegłych, to jednak obarczony jest również szeregiem nieścisłości, zarówno w zakresie treści wypowiadanych fraz, identyfikacji mówców oraz w pewnych przypadkach opatrzony jest komentarzem nie będącym interpretacją przebiegu zdarzenia zaprezentowanego przez biegłych. Dla przykładu podam, że materiał ten zawiera przedstawienie dwóch wypowiedzi bezpośrednio po sobie, nadając im określony kontekst, w sytuacji gdy w stenogramie biegłych pomiędzy tymi wypowiedziami znajduje się dodatkowo kilka innych wypowiedzi.

Wobec dzisiejszych doniesień medialnych czujemy się w obowiązku również przypomnieć, że przeprowadzone przez polskich biegłych ekspertyzy toksykologiczne wykluczyły, że członkowie załogi samolotu Tu 154 M nr 101,  jak też inne osoby, których dotyczą dzisiejsze doniesienia, znajdowały się w chwili katastrofy pod wpływem alkoholu. 

Jak wielokrotnie informowaliśmy, prokuratura jest w posiadaniu dziewięciu kopii nagrań dźwięków z kokpitu samolotu TU 154 M nr 101 oraz stenogramów tych rozmów (wykonanych na potrzeby MAK, tzw. Komisji Millera oraz dwóch stenogramów wykonanych na potrzeby prokuratury wojskowej).  Żadnemu z tych podmiotów nie udało się odczytać wszystkich wypowiedzi oraz zidentyfikować wszystkich mówców. Stenogramy te różnią się miedzy sobą. Jak wynika z praktyki badania wypadków lotniczych, nie jest to sytuacja wyjątkowa, lecz właśnie najczęściej spotykana. Dlatego też z dużą ostrożnością podchodzić należy do twierdzeń osób, które wypowiadają się o przebiegu katastrofy lotniczej wyłącznie w oparciu o stenogram rozmów z kokpitu samolotu, bez korelacji z pełnym zebranym w toku śledztwa materiałem dowodowym.

Wielokrotnie podkreślaliśmy (ostatnio na konferencji prasowej), że fundamentalną zasadą jest niepublikowanie stenogramów ujawniających rozmowy z kokpitu samolotu. Tym bardziej niedopuszczalne jest przedstawianie wyników prac biegłych w tym zakresie, który nie został jednoznacznie uznany za materiał jasny i kompletny. Przekazywanie niesprawdzonych informacji ze śledztwa może nie tylko doprowadzić do dezinformacji opinii publicznej ale też utrudnić prowadzone postępowanie przygotowawcze.

Wobec powyższego Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie podjęła decyzję o wyłączeniu do odrębnego postępowania materiałów sprawy dotyczącej bezprawnego, publicznego rozpowszechniania wiadomości z postępowania przygotowawczego (stanowiących przedmiot dzisiejszych doniesień medialnych), tj. o czyn stypizowany w art. 241 § 1 kk, zagrożony m.in. karą pozbawienia wolności do lat dwóch.


http://niezalezna.pl/65814-wojskowi-prokuratorzy-stenogramy-z-przecieku-...
5
5 (1)

10 Comments

Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Prof. Gruszczyńska-Ziółkowska: Publikacje dot. 10/04 wyglądają jak działania polityczne, mające charakter prowokacji. WYWIAD


Fot. Faktysmolensk.gov.pl
Fot. Faktysmolensk.gov.pl

wPolityce.pl: RMF FM publikuje zapisy rozmów w kokpicie rządowego Tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku. Podobno dzięki innej metodzie kopiowania zapisów udało się odczytać znacznie więcej. Wraca przy okazji sprawa chaosu w kokpicie, nacisków na pilotów, obecności gen. Błasika i inne tezy znane z raportu MAK. Czy możliwe jest, by nowe zapisy były przełomowe?

Prof. Anna Gruszczyńska-Ziółkowska: Czytając materiały mediów, w których cytowane są fragmenty rzekomego nowego raportu, mam wrażenie, że mamy do czynienia ze sprawami odległymi od spraw merytorycznych i istoty tragedii smoleńskiej, a będącymi raczej działaniami politycznymi, mającymi charakter prowokacji. Liczę na to, że Prokuratura wyjaśni – czy opublikowany materiał jest fragmentem nowego raportu, a jeśli tak, to jakim sposobem, w wyniku czyjej decyzji, dostał się do mediów. No i – skoro jest już dostępny fragment – w takim razie prosimy o całość, a przede wszystkim o skład zespołu biegłych. Mam także nadzieję, że inni badacze, na przykład z Konferencji Smoleńskiej lub Zespołu Parlamentarnego dostaną również dostęp do nowego materiału dźwiękowego. Wówczas można by było dokonać weryfikacji tej nowej transkrypcji. Na razie nie mamy bowiem dostępu choćby do fragmentów nowego materiału.

Skład zespołu biegłych jest tak istotny?

Pytanie otwarte brzmi, kto – w przypadku nowych ekspertyz – odsłuchiwał nagrania, kto odczytywał słowa, kto zajmował się odczytaniem kolejnych fraz, identyfikacją głosów. Ile osób dokonywało transkrypcji? Każde słowo, każdy odczytany fragment powinien być konsultowany. To wydawałoby się zupełnie oczywiste w tak ważnej sprawie. Prokuratura powinna więc podać nazwiska ekspertów, to nie powinno być tajne. Szczególnie, że oni są przecież opłacani z publicznych pieniędzy. Skład grona ekspertów powinien być znany.

Czy rzeczywiście możliwe jest, że zespół biegłych po skorzystaniu z nowej metody dokonał znacznie czytelniejszej kopii zapisów z Tupolewa?

Technicznie jest to możliwe. Wiemy, że polscy eksperci pojechali do Moskwy i zrobili nowe kopie. Jednak do dziś nie jest znany skład tej ekipy. Mam nadzieję, że w trakcie kopiowania nie dokonano zniszczenia oryginału, że jeszcze będzie można zrobić nagranie w przyszłości. Nie mówię, że eksperci, którzy teraz tego dokonali, są źli czy mają złe intencje. Podkreślam – prawie nic o nich nie wiemy! Ale też nie mamy żadnych podstaw, by ufać opublikowanym wynikom. Zadziwiające jest, że nie ma nazwisk owych biegłych. Kto, o jakich kwalifikacjach, robił kopie nagrań w Moskwie? Prokuratorzy ujawnili jedynie, że jednym z biegłych jest Andrzej Artymowicz. Na jakiej podstawie za biegłego został uznany, jaki jest jego dorobek w zakresie odtwarzania zapisu CVR MARS-BM? Czy robił to już kiedyś czy też eksperymentował na wrażliwym materiale? Z publicznie dostępnych reklamówek pana Artymowicza wynika, że zajmuje się produkcją dźwięku do filmów, ostatnio głównie dla Playboya. Jakie więc było (konkretnie!) zadanie tego biegłego? Czy był w ekipie biegłych ktoś o bardziej adekwatnych kwalifikacjach?

Pojawia się przy tej okazji pytanie o rzetelność materiałów, które przesyłane są nam z Moskwy. Czy to również może budzić wątpliwości?

Nowe kopie zostały wykonane w lutym 2014 roku. Czy biegli przywieźli materiał do Warszawy osobiście? Przecież zostawili go w Moskwie. Do polskiej prokuratury, jak informowała NPW, materiały trafiły w maju, czyli kilka miesięcy później. Znów okazuje się, że Polska wysyła specjalistów do Rosji ws. smoleńskiej. Ci eksperci w towarzystwie Rosjan wykonują jakieś czynności, pozyskują materiały, ale ich nie przywożą od razu ze sobą. One leżą przez miesiące w Rosji. Dopóki nie poznamy tych materiałów, mamy pełne podstawy do tego, by mieć obawę, że ich wartość jest taka sama, jak wszystkich poprzednich.

Rozmawiał Stanisław Żaryn

CZYTAJ TAKŻE: Publikacja RMF FM nt. katastrofy smoleńskiej wywołała dyskusję w sieci. „Propaganda robi wrzutki perfekcyjnie”

CZYTAJ TAKŻE: Mec. Pszczółkowski o nowych stenogramach: to opinia zrobiona na zamówienie, pod pewnego rodzaju tezę

CZYTAJ TAKŻE: MAK będzie zadowolony. Nowe stenogramy potwierdzają to co ustaliliśmy – media w Rosji reagują na opublikowane dziś „nowe odczyty” czarnych skrzynek Tu-154

http://wpolityce.pl/smolensk/240001-prof-gruszczynska-ziolkowska-publika...

Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Pięć powodów, dla których wrzuta z „nowym odczytem” rejestratorów Tu-154 M nie jest tym, co udaje

 


fot. Raport Millera
fot. Raport Millera

Najważniejszym powodem pojawienia się wrzuty z „nowym” odczytem rozmów w kokpicie jest to, że komuś w Polsce, Rosji lub tu i tam ostro pali się grunt pod nogami, więc desperacko atakuje.

Wrzutka z „nowym” odczytaniem rozmów zapisanych na rejestratorze Tu 154 M rodzi kilka hipotez. Same „nowości”, nawet jeśli prawdziwe, a nie np. wygenerowane czy podkręcone przez „rozgrzanego” biegłego, nie są żadną rewelacją. Odnoszą się do tej fazy lotu, w której nic nie było przesądzone. Gdyby zrobić odczyt z rejestratora samolotu, którym 7 kwietnia 2010 r. do Smoleńska leciał Donald Tusk, te rozmowy byłyby zapewne utrzymane w podobnym klimacie i jakoś odnosiłyby się do tego, kto był na pokładzie. Wyjaśnienia przyczyn katastrofy te „nowości” nie posuwają ani o milimetr. Ale przecież nie o to chodziło w tej wrzutce. Ona jest prewencją, akcją, kontrakcją, dezinformacją i prowokacją w jednym.

Pierwsza hipoteza odnosi się do czasu pojawienia się wrzutki i dotyczy tego, że komuś ostro pali się grunt pod nogami. Nie rozstrzygam, czy grunt pali się ogólnie, czy w Rosji, czy w Polsce, ale coś wisi w powietrzu, co może przełamać dotychczasowy system kłamstw i dezinformacji i wskazać winnych. Jednym z czynników jest książka Jürgena Rotha, powołująca się na dokumenty niemieckiego wywiadu - BND. Inny czynnik odnosi się do tego, że wiosną 2015 r. Rosja nie jest już tą świętą krową, jaką była w kwietniu 2010 r., z którą służby państw NATO czy Izraela musiały grać inaczej niż mogą grać obecnie. A ta inna gra oznacza możliwość „wysypania się” jakichś bardzo ważnych kwestii dotyczących katastrofy smoleńskiej. Wywiady zwykle wiedzą, że coś wisi w powietrzu i w każdej chwili może gdzieś wypłynąć, niezależnie od woli szefów państw czy kierujących służbami. Wydaje się, że teraz jest taki moment.

Gdy komuś pali się grunt pod nogami, przede wszystkim inicjuje akcje dezinformacyjne oraz prowokuje do działań, które odciągają uwagę od istoty zagrożenia. Wrzutka z „nowym” odczytaniem zarejestrowanych rozmów ma wszelkie cechy takiego właśnie działania. A narzędzie, przy pomocy którego wrzutkę się robi nie ma większego znaczenia. Chodzi o to, żeby zaskoczyła w odpowiednim momencie. A zrobienie tego na kilka dni przed piątą rocznicą katastrofy wydaje się optymalne z punktu widzenia manipulatora czy - używając języka Władimira Wołkowa - „montażysty”. Zamęt wywołany wrzutką czy też montażem osłabia ewentualne ujawnienie tego, co one miały uprzedzić, osłabić bądź zamotać. Wrzutka czy montaż nie rozbrajają bomby, a czasem mogą przyspieszyć jej odpalenie, dlatego grunt nadal będzie się palił tym, którzy się tego obawiają, tylko klimat oczekiwania będzie inny.

Druga hipoteza odnosi się do ochrony tylnej części ciała rządów Tuska i Kopacz, prezydentury Komorowskiego oraz twarzy komisji Millera, zespołu Laska oraz takich ludzi jak Edmund Klich. Ten ostatni w pierwszych miesiącach po katastrofie odpowiadał za oficjalne kontakty z Rosjanami. Powodem wrzutki, która ma ich chronić może być obawa o treść książki Jürgena Rotha, a właściwie o to, co ona może wywołać i do czego zachęcić. Temu służyła już zresztą konferencja prasowa wojskowej prokuratury, która wyraźnie zmierzała do obrony rządów PO oraz komisji Millera czy zespołu Laska. Podważenie ich ustaleń na gruncie międzynarodowym bardzo osłabiłoby tupet tych ciał w Polsce, a co za tym idzie wiarygodność nie tylko członków komisji Millera i zespołu Laska (oraz rodziłoby ich ewentualną odpowiedzialność w przyszłości, także karną), ale również ich politycznych patronów, czyli m.in. Bronisława Komorowskiego, Donalda Tuska, Ewy Kopacz, Radosława Sikorskiego czy Bogdana Klicha, a także całego układu rządzącego PO. To oczywiście mogłoby mieć wielki wpływ na wynik wyborów prezydenckich i parlamentarnych odbywających się w 2015 r.

Trzecia hipoteza dotyczy toczącej się właśnie kampanii prezydenckiej. Ktoś mógł uznać, że tylko grzanie tematu smoleńskiego poprzez dosypanie nowego paliwa do starego ognia sprawi, że Andrzejowi Dudzie przestaną rosnąć słupki poparcia. Jeśli ta hipoteza jest prawdziwa, chodzi o uwikłanie PiS oraz Andrzeja Dudy w nowe kłótnie oraz zmuszenie PiS do podniesienia temperatury sporu na niespotykany dotychczas poziom. Generalnie chodzi o to, żeby był społeczny niepokój w ostatniej fazie kampanii oraz żeby PO i sztab Komorowskiego mogli nazywać swoich przeciwników podpalaczami Polski, podżegaczami wojennymi, tymi, którzy burzą pokój społeczny i ściągają na Polaków niebezpieczeństwo. Przy okazji tacy ludzie jak Stefan Niesiołowski czy Waldemar Kuczyński mogliby na okrągło mówić o psycholach czy wariatach.

Czwarta hipoteza odnosi się obrony wojskowej prokuratury. Komuś w tej instytucji mogło zależeć na odwróceniu uwagi od prawdziwego przebiegu śledztwa smoleńskiego. Wszystko wskazuje na to, że dochodzenie jest wyjątkowo nieudolne i niefachowe. Wnioski dowodowe są stawiane nawet po czterech latach, co czyni dowody mało wiarygodnymi. A dowody, które już zebrano są badane i analizowane w sposób budzący ostre protesty fachowców ze środowisk naukowych. Z kolei oparcie się na wielu dowodach zebranych i opisanych przez Rosjan czyni tę część dochodzenia fikcją albo rosyjską ruletką. Ktoś w wojskowej prokuraturze mógł się bać kontroli smoleńskiego śledztwa, dlatego odciąga uwagę od samej prokuratury, a nawet czyni ją pozytywnym bohaterem, bo przecież te „nowe” odczyty zostały zlecone przez wojskową prokuraturę właśnie, co mogłoby świadczyć o jej profesjonalizmie.

Piąta hipoteza obejmuje różne elementy każdej z czterech poprzednich. Po prostu wielu ludziom w tym samym momencie zaczęło być potrzebne odwrócenie uwagi albo wywołanie zamętu i społecznego niepokoju. Tych ludzi można lokować zarówno w Polsce, jak i za jej granicami, a ich interesy mogą się doraźnie splatać, a nawet w niektórych aspektach mogą oni z sobą współdziałać. Taka jest też metoda działania tajnych służb Rosji, które używają różnych narzędzi do osiągnięcia wielu celów albo pewnego minimum ważnego dla interesów Rosji. Nie trzeba dodawać, że wykorzystywanie lokalnych użytecznych idiotów oraz agentury jest jednym z elementów takich działań.

W każdym razie na wrzutę czy też montaż z „nowym” odczytaniem zapisów z rejestratorów Tu 154 M powinno się przede wszystkim patrzeć przez pryzmat tego, kto i co może na tym ugrać. Opowieści o dziennikarskich śledztwach czy po prostu ujawnianiu czegoś, co jest ciekawe możemy sobie darować, bo obrażają one nawet przeciętną inteligencję.

 

  autor: Stanisław Janecki

http://wpolityce.pl/smolensk/240057-piec-powodow-dla-ktorych-wrzuta-z-no...
Ursa Minor's picture

Ursa Minor

„Stenogramy są pisane cyrylicą. Są pisane na zlecenie Putina”: PiS o manipulacji zapisami z tupolewa!

 


fot. wPolityce.pl
fot. wPolityce.pl

Posłowie PiS podkreślają, że opinia biegłych nt. rozmów w kokpicie Tu-154M opublikowana w mediach jest całkowicie niewiarygodna. Ich zdaniem jej ujawnienie ma podgrzać emocje przed piątą rocznicą katastrofy smoleńskiej.

Stenogramy są pisane cyrylicą. Są pisane na zlecenie Putina i wpisują się w tę narrację, którą wcześniej zapisała nam pani Anodina (przewodnicząca Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego MAK)

— powiedział poseł Bartosz Kownacki przedstawiając stanowisko zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy Tu-154M ws. ujawnionych nagrań.

CZYTAJ WIĘCEJ: TYLKO U NAS. Kownacki: w czasie eksperymentów na Tu nr 102 mikrofony rejestrowały głosy spoza kabiny. To podważa obecne odczyty. NASZ WYWIAD

Radio RMF FM opublikowało fragmenty z najnowszej opinii biegłych, którzy odczytali zapis rejestratora rozmów w kokpicie prezydenckiego tupolewa. Już wcześniej prokuratura informowała, że opinia zawiera analizę ponownych kopii nagrań z kokpitu Tu-154M i że udało się odczytać więcej niż w dotychczasowych stenogramach. Według rozgłośni, na podstawie stenogramu obraz tego, co działo się w kabinie pilotów tupolewa, znacząco odbiega od wcześniejszych ustaleń zespołów ekspertów. RMF FM podało, że wynika z nich, iż w kabinie pilotów do samego końca przebywała osoba opisana przez biegłych jako dowódca Sił Powietrznych. Osoba ta nie opuszczała kokpitu mimo wezwania stewardessy do zajęcia swoich miejsc, wydawała polecenia członkom załogi, zachęcała do lądowania. Sugestie o konieczności lądowania miały też padać z ust dyrektora protokołu dyplomatycznego Mariusza Kazany. Radio podkreśla, że najnowsza opinia uznaje za wadliwe wszystkie wcześniejsze ekspertyzy nagrania - zarówno prowadzone przez MAK, jak przez tzw. Komisję Millera, Instytut im. Sehna, czy Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji. Polscy biegli ponownie skopiowali zapisy „czarnej skrzynki” w lutym 2014 r. w Moskwie.

Bartosz Kownacki zaznaczył, że część zapisu znajdującego się w opinii biegłych, która znalazła się we wtorek na stronach radia, była znana już w styczniu 2014 roku, na miesiąc przed tym jak biegli pojechali do Moskwy kopiować zapisy czarnych skrzynek.

Na blogu pana „soundamatora” zapisane są słowa z 13 stycznia 2014 roku, które znalazły się później w stenogramie złożonym później do prokuratury. Pada tam sformułowanie, które padło na wysokości 100 metrów: „dochodzimy wolniej”. Te same słowa są zapisane później w opinii biegłych (…) Tymczasem krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych to samo sformułowanie odczytuje „odchodzimy na drugi krąg”

— powiedział poseł PiS.

Ta cała opinia biegłych była znana tym, którzy ją pisali. Pisali ją pod z góry założoną tezę (…) Pod tezę, która miała udowodnić winę polskich pilotów, która miała być narracją zgodną z raportem Anodiny

— dodał.

Kownacki zaznaczył, że wiele kwestii podważa wiarygodność biegłych, którzy sporządzili opinię.

W tej opinii stwierdzono obecność głosu generała Błasika. Stwierdzono to uznając, że zapisy z mikrofonu ściągały na odległość maksymalnie pół metra od kokpitu. Ale na tych samych stenogramach mamy zapisy rzekomo łamiących się drzew. Drzewo, które miało ściąć skrzydło znajdowało się 17 metrów od kokpitu i ten zapis został uwieczniony

— podkreślił.

Jak mówił poseł PiS, autorem opinii jest Andrzej Artymowicz, brat Pawła Artymowicza, który współpracuje z kierowanym przez Macieja Laska tzw. zespołu smoleńskiego przy KPRM.

Taka osoba, w mojej ocenie to wynika z przepisów kodeksu postępowania karnego, nigdy nie powinna być biegłym w sprawie

— powiedział.

Jego zdaniem prokuratura powinna wyjaśnić, dlaczego Andrzej Artymowicz został biegłym.

Opinia publiczna zajmuje się rzekomą ekspertyzą pana Artymowicza, który z wykształcenia jest muzykologiem

— dodał rzecznik PiS Marcin Mastalerek.

Chcielibyśmy, jeżeli biegli twierdzą, że jest to wiarygodne nagranie, porównać je na tej samej częstotliwości z zapisami nagrań Jaka-40. Nagrania Jaka-40 to są jedyne nagrania zabezpieczone tu w Polsce, do których nie ma aż tak dużych podstaw, że są niewiarygodne

— powiedział.

W opinii Kownackiego są potrzebne kolejne badania nagrań czarnej skrzynki Instytutu Ekspertyz Sądowych.

Mastalerek powiedział dziennikarzom w Sejmie, że ujawniony przez RMF FM materiał to „powtórzenie tez pani Anodiny”.

Po pięciu latach nagle kilka dni przed piątą rocznicą katastrofy smoleńskiej wyciekają kontrolowanie stenogramy. To jest po prostu obrzydliwe. Ktoś gra katastrofą smoleńską, chce podgrzać emocje

— ocenił.

O stenogramy był też pytany kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda.

Jest ogromnie znamienną rzeczą, dla mnie osobiście smutną, że na dwa dni przed piątą rocznicą tragedii smoleńskiej pojawiają się jakieś przecieki z prokuratury, które w moim przekonaniu mają zburzyć porządek społeczny, mają doprowadzić do negatywnych emocji

— podkreślił.

Powiedział też, że opublikowane we wtorek informacje uderzają w rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej i „pamięć tych, którzy zginęli”.

Jest nieodparte wrażenie, że ktoś usiłuje grać na emocjach związanych z tą tragedią

— mówił Duda.

Zwrócił uwagę, że w Polsce cały czas nie ma takich dowodów jak wrak i czarne skrzynki.

Cały czas trwa dyskusja i mnóstwo dezinformacji co do treści zapisów czarnych skrzynek. Poważne badanie zacznie się wtedy, gdy oryginały tych nośników znajdą się w naszym kraju. Dzisiaj prokuratura bazuje na jakichś tam kopiach

— podkreślił Duda.

CZYTAJ: Andrzej Duda o wrzutce stenogramów: „Mam nieodparte wrażenie, że ktoś gra Smoleńskiem”

Macierewicz: mamy do czynienia z szalbierstwem, a nie ekspertyzą. To są kpiny. NASZ WYWIAD

Kolejna rocznica i kolejna smoleńska wrzutka. Pięć lat po katastrofie MAK-owska narracja wciąż żywa

http://wpolityce.pl/smolensk/240053-stenogramy-sa-pisane-cyrylica-sa-pis...

Ursa Minor's picture

Ursa Minor

W sprawie katastrofy smoleńskiej nie wierzę w żadne zbiegi okoliczności - rozmowa z mec. Piotrem Pszczółkowskim

 
Pojawiły się nowe stenogramy. Ekspertom udało się odczytać z czarnej skrzynki rządowego tupolewa o 1/3 więcej słów niż w dotychczas publikowanych odczytach…

– Pierwszą moją reakcją był telefon do prokuratora referenta w tej sprawie. Reprezentując rodziny prawie dwudziestu ofiar katastrofy, nie dostałem zgody prokuratury na uzyskanie kopii stenogramów ani także opinii. Zabiegam o to od początku marca, a prokuratura konsekwentnie tłumaczy się tajemnicą śledztwa i zezwoliła jedynie na wgląd w materiały. Jak widać, dziennikarze mają nieskrępowany dostęp nie tylko do kopii, ale także źródeł. To jest rzecz, która wymaga wyjaśnień, a ja na takie wyjaśnienia czekam.

A jaka była druga reakcja?

– Znam „rewelacje” Andrzeja Artymowicza i chcę podkreślić jedną rzecz. Temat obecności w kokpicie dowódcy Sił Powietrznych śp. gen. Andrzeja Błasika został zamknięty ekspertyzą Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna w Krakowie. Instytut ten jest liderem wiarygodności w polskim wymiarze sprawiedliwości. Później pojawił się Andrzej Artymowicz, który zapewniał prokuratorów, że potrafi zmienić zapis analogowy na cyfrowy i odczytać więcej. W lutym 2014 r. Artymowicz z prokuratorem pojechali do Moskwy i kolejny zrzut z rejestratora został wykonany. I pewnie cała historia byłaby bardzo wiarygodna, gdyby nie fakt, że zanim Artymowicz pojechał z prokuratorem po źródło informacji, to w styczniu 2014 r. pewne zapisy, które aktualnie są sprzedawane opinii publicznej jako „rewelacje”, już funkcjonowały w internecie. Krótko mówiąc, znane są zapisy blogerów, które tego rodzaju wypowiedzi przypisują członkom załogi tupolewa, które teraz podaje się jako odczytane przez Artymowicza. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Artymowicz zetknął się z materiałem dowodowym później niż te „nowinki” zostały podawane przez blogerów zajmujących się lansowaniem tzw. rządowej wersji katastrofy tupolewa. Wszystko wskazuje na to, że najpierw była teza, później wycieczka do Moskwy, a następnie opinia. Bo trudno wierzyć w przypadek, żeby tego samego rodzaju odsłuchy przeprowadzili niezwiązani ze sprawą blogerzy, a następnie odczytał to biegły na potrzeby prokuratury. Zwłaszcza że tych wszystkich słów nie słyszał absolutny lider, czyli Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna. To jest więc kolejny raz, jak szkaluje się dobre imię załogi tupolewa. Trochę czasu jeszcze minie, zanim kolejna ekspertyza rozwieje te „rewelacje” i znowu powiemy, że gen. Błasika nie było w kokpicie. To, że ja nie mam dostępu do pełnych materiałów ze śledztwa, a ma je redakcja RMF FM, to to jest najlepszy komentarz co do zasad prowadzenia tej sprawy oraz wiarygodności materiału dowodowego zgromadzonego przez prokuraturę.

O czym Pan dzisiaj rozmawiał z prokuratorem?

– Powiedziałem, że chcę wiedzieć, co prokuratura ma do przekazania moim klientom w odpowiedzi na pytanie, dlaczego mnie jako pełnomocnikowi rodzin odmówiono wydania skanów, a one są następnie publikowane na portalu rozgłośni RMF FM. Przekazałem także, że oczekuję, iż rodziny, które reprezentuję, nie zostaną potraktowane gorzej niż dziennikarze i odbiorę kopię opinii w wersji cyfrowej, bez konieczności opowiadania klientom, co przeczytałem w prokuraturze.

Kiedy ma Pan uzyskać odpowiedź?

– To pytanie do prokuratury, ale wstępnie jestem umówiony na rozmowę z prokuratorem referentem na dzień jutrzejszy. Mam też nadzieję, że jutro te odpowiedzi uzyskam. Ale są to na razie tylko moje życzenia.

Zbieżność dat opublikowania informacji o nowych stenogramach i piąta rocznica katastrofy są przypadkowe?

– W tej sprawie nie wierzę w żadne zbiegi okoliczności. Nie wierzę też w to, że biegły odczytał coś, co w przestrzeni publicznej funkcjonowało dużo wcześniej, a odbiega w znaczny sposób od tego, co ustalił Instytut Sehna. Nie wierzę w przypadkowość. Wiem, że jest to politycznie zaplanowany atak na pamięć ofiar katastrofy w związku z piątą rocznicą tragedii, jak i odbywającymi się w przyszłym miesiącu wyborami prezydenckimi. Trudno tutaj nawet udawać, że nie ma się takich skojarzeń, które narzucają się w sposób oczywisty. W taki sam oczywisty sposób narzuca się pytanie, jak to możliwe, że Prokuratura Wojskowa strzeżona rozmaitymi ograniczeniami wynikającymi z przechowywania dokumentów o charakterze tajemnicy państwowej nie jest w stanie zapobiec temu, żeby w przestrzeni medialnej funkcjonowały dokumenty podobno z najważniejszego śledztwa w kraju. To jest po prostu skandal!

Kto może stać za tym, jak Pan to określił, „politycznie zaplanowanym ataku"?

– Myślę, że ci, którzy są zainteresowani rządową wersją wydarzeń katastrofy. Dzisiaj już wiemy, że przebieg tragedii smoleńskiej był zupełnie inny, niż próbuje się nam to przedstawić. Widzimy także, jak budzą się ze snu poszczególne prokuratury i gotowe są stawiać tezy o odpowiedzialności niektórych członków administracji rządowej za niedopełnienie obowiązków. Wystarczy przypomnieć sobie jedną z ostatnich wypowiedzi płk. Ireneusza Szeląga mówiącą o odpowiedzialności ministra Tomasza Arabskiego za niedopełnienie obowiązków przy organizacji przelotów 10 kwietnia 2010 r. Ten mechanizm powoduje olbrzymi lęk przed odpowiedzialnością i chęć choćby w najbardziej absurdalny sposób przedstawienia opinii publicznej tej sprawy w świetle jak najbardziej dla siebie korzystnym. Przejawem tego jest uzyskanie po pięciu latach jakiegoś rewelacyjnego zapisu przeczącego zdrowemu rozsądkowi i przeczącemu innym ustaleniom śledztwa. Dziwię się, że prokuratura, która weszła w posiadanie takiej opinii, nie była w stanie zapewnić, aby ta opinia w warunkach śledztwa pozostała do czasu uzupełnienia. Ponownie odwołam się do wypowiedzi płk. Szeląga, który stwierdził, że ta opinia miała być z urzędu przez prokuraturę przedmiotem wydawania opinii uzupełniającej. Zatem prokurator nie przyjął tej opinii jako niebudzącej wątpliwości. Dlatego w sposób szczególny ta opinia powinna być chroniona zwłaszcza przed dziennikarzami. Jak widać, to chronienie dostępu do opinii jest skuteczniejsze w odniesieniu do rodzin ofiar niż do dziennikarzy śledczych.

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/134819,rewelacje-wyczytane-z-blogow.html
Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Stenogramy z szeregiem nieścisłości

 
Publikacje medialne, zawierające fragmenty nowych stenogramów z kokpitu Tu-154, obarczone są szeregiem nieścisłości – poinformowała Naczelna Prokuratura Wojskowa. Zapowiedziano także śledztwo w sprawie wycieku do mediów fragmentów nowych stenogramów bez zgody śledczych. Grozi za to do 2 lat więzienia.

Zdaniem Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prowadzącej śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej, opublikowane fragmenty wypowiedzi, które „zdaniem ich autorów są fragmentami stenogramu sporządzonego przez biegłych”, są obarczone szeregiem nieścisłości.

– Prokuratura oświadcza, że materiał ten, aczkolwiek zawiera w określonych obszarach stwierdzenia i cytaty wynikające ze stenogramu wykonanego przez biegłych, to jednak obarczony jest również szeregiem nieścisłości, zarówno w zakresie treści wypowiadanych fraz, identyfikacji mówców oraz, w pewnych przypadkach, opatrzony jest komentarzem niebędącym interpretacją przebiegu zdarzenia zaprezentowanego przez biegłych – zaznaczył mjr Marcin Maksjan z NPW.

Jako przykład prokurator podał, że „materiał ten zawiera przedstawienie dwóch wypowiedzi bezpośrednio po sobie, nadając im określony kontekst w sytuacji, gdy w stenogramie biegłych pomiędzy tymi wypowiedziami znajduje się dodatkowo kilka innych wypowiedzi”.

Jak dodał mjr Maksjan, do czasu zakończenia analizy i weryfikacji opinii biegłych prokuratura nie upubliczni nowego stenogramu z kokpitu tupolewa.

Powiedział także, że odpowiednie materiały ze śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej będą wyłączone do odrębnego postępowania w sprawie bezprawnego publicznego rozpowszechniania informacji ze śledztwa, i przypomniał, że jest to czyn kwalifikujący się pod art. 241 kodeksu karnego: „Kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Radio RMF FM opublikowało fragmenty z nowej opinii biegłych, którzy na nowo odczytali zapis rejestratora rozmów w kokpicie tupolewa. Jak ujawniono, a co potwierdziła prokuratura, zawiera ona ok. 30 proc. więcej odczytanych słów, niż wcześniej odczytali eksperci z Krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Sehna, i ok. 40 proc. więcej niż jest w stenogramach Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji.

W początkach marca do prokuratury wpłynęła kompleksowa opinia biegłych różnych specjalności w związku z katastrofą smoleńską. W opinii tej znalazła się m.in. analiza ponownych kopii nagrań z kokpitu Tu-154. Polscy biegli ponownie skopiowali zapisy czarnej skrzynki w lutym 2014 r. w Moskwie. Jak informowała wówczas NPW, biegli liczyli, że przy użyciu nowej metodologii i sprzętu uda się dokonać skuteczniejszego odsłuchu zapisu czarnej skrzynki.

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/134823,stenogramy-z-szeregiem-niescislosci.html

 
Ursa Minor's picture

Ursa Minor
Dotychczas brzozy raczej rzadko urywały skrzydła samolotom, częściej jednak czyniły to rakiety... 1.

Najpierw ustalmy rzecz podstawową – nie są jeszcze znane przyczyny smoleńskiej katastrofy. Nie są znane, bo trwają jeszcze dwa śledztwa, rosyjskie i polskie.

Zwłaszcza rosyjskie śledztwo trwa intensywnie, do tego stopnia, że ze względu na jego dobro i i usilne dążenie rosyjskich śledczych do poznania prawdy Rosjanie nie mogą nam oddać na razie czarnych skrzynek ani wraku.

Póki co mamy więc do czynienia jedynie z hipotezami przyczyn katastrofy, a nie z ich definitywnym ustaleniem.

2. Według hipotezy pierwszej, popartej autorytetami Władimira Putina, generalissy Anodiny, ministra Millera, doktora Laska, prezydenta Komorowskiego (prawda jest arcyboleśnie prosta) oraz niewątpliwie wybitnych, choć nieznanych z imienia i nazwiska polskich ekspertów, których dane osnute są mgłą tajemnicy – samolot strąciła brzoza.

Nadleciał za nisko, próbował uciec, już się nawet wznosił, ale w tym momencie przechwyciła go brzoza, urwała mu skrzydło, stał się niezdatny do lotu, obrócił się i spadł.

Według drugiej hipotezy, wspartej autorytetem wielu znanych z imienia i nazwiska oraz tytułów naukowych, krajowych i zagranicznych (USA, Kanada, Dania, Australia), ekspertów zespołu parlamentarnego posła Macierewicza – samolot nie starł się z brzozą, lecz został rozerwany wybuchami, spowodowanymi może bombą, może rakietą...

3. A więc brzoza czy rakieta? Z obu tych wykluczających się hipotez teoria brzozy wydaje się ryzykowna, a to dlatego, że dotychczas brzozy bardzo rzadko urywały skrzydła samolotom. Nawet nigdy. Pancerna brzoza w Smoleńsku byłaby pierwszą, której się to udało.

Owszem, w Rosji niejedne cuda już się działy, ale żeby aż takie?

Natomiast rakiety strącały samoloty często, niedawno rakieta zestrzeliła malezyjski samolot nad okupowaną przez Rosję częścią Ukrainy.

4. Nie przekonuje mnie teoria brzozy także dlatego, że dowody na jej winę zapisane zostały nie na taśmach polskich prokuratorów czy choćby polskich kelnerów, ale w czarnych skrzynkach, nietkniętych polską ręką, pozostających pod całkowitą kontrolą władz rosyjskich. A skoro pod kontrolą, to nikt nie wykluczy, że również i pod obróbką. I nie przekonują zapewnienia, że kopie nie zostały sfałszowane, skoro sfałszowane mogły zostać oryginały.

5. Teorii rakiety przeczy natomiast – muszę to uczciwie przyznać – doświadczenie historyczne. Takie mianowicie, że zabijanie obywateli innych państw, w tym przywódców państwowych, jest mentalności rosyjskiej i tradycji politycznej Rosji, całkowicie obce. Dlatego obóz „racjonalny” z panem prezydentem Komorowskim na czele nie dopuszcza myśli, że w Rosji mógł mieć miejsce jakikolwiek zamach, a już zwłaszcza zamach na polskiego prezydenta.

 Janusz Wojciechowski

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/134817,brzoza-czy-rakieta.html
Ursa Minor's picture

Ursa Minor

„Społeczeństwo ma prawo już całkowicie pogubić się w tym, jaki był przebieg katastrofy i jakie jest prawidłowe nagranie z kokpitu. Chyba najwyższa pora odłożyć wszystko na bok i rozpocząć prace na arenie międzynarodowej, wśród najlepszych ekspertów, ustalić pewne rzeczy w sposób całkowity” – mówi w rozmowie z reporterem RMF FM Maciejem Grzybem Małgorzata Wassermann, córka zmarłego w katastrofie smoleńskiej Zbigniewa Wassermana. Odnosi się w ten sposób do nowych stenogramów z tupolewa ujawnionych przez dziennikarzy RMF FM.

Małgorzata Wassermann /Archiwum RMF FM
Małgorzata Wassermann
/Archiwum RMF FM

Kolejny odczyt wskazuje tylko na to, że bez dostępu i badania oryginału czarnych skrzynek można powiedzieć, że wszystkie ustalenia do tej pory są podważone - ocenia Wassermann. Pamiętamy wszyscy, jak prokuratura ponad rok temu zrobiła konferencję prasową i na niej przekazała informację, iż wyklucza obecność generała Błasika w kokpicie. Dzisiaj mamy kolejną opinię. To stawia znak zapytania nad sensownością częściowych komunikatów wydawanych przez prokuraturę - skoro prace trwają to nie powinno się ujawniać cząstkowych informacji, bo dalsze badania mogą je podważyć - dodaje. Dzisiaj chyba dla każdego jest jasne, że dalsza praca na kolejnych kopiach spowoduje tylko dalszy zamęt i ferment. Powinniśmy pracować tak, jak każdy cywilizowany kraj - na oryginałach - podkreśla córka Zbigniewa Wassermanna.

Małgorzata Wassermann podkreśla, że chciałaby się zapoznać z całością nowej opinii biegłych. Przyjmę każde ustalenie i każdy dowód pod warunkiem, że da się go zweryfikować i będzie on tworzył logiczną całość - zapewnia. Nagranie nie zmienia obrazu, który zastaliśmy na miejscu zdarzenia, nie zmienia faktu, jak są ulokowane szczątki, jak są rozrzucone ciała, nie zmienia ani wysokości, ani grubości brzozy i tego, że ona nie była w stanie spowodować takiej katastrofy - zastrzega. Jest ileś obiektywnych faktów, których nie jesteśmy w stanie podważyć. To nagranie w żaden sposób się do nich nie odnosi - podsumowuje Małgorzata Wassermann.

Przypomnijmy - z nowych, dokładniejszych zapisów stenogramów nagrań z kokpitu Tu-154M, ujawnionych dziś przez RMF FM wynika m.in., że Dowódca Sił Powietrznych do końca przebywał w kokpicie lądującego tupolewa, załodze nieustannie przeszkadzały osoby trzecie, a co więcej na pokładzie podawano "piwko".

Załoga - jak wynika z materiału, do którego dotarli dziennikarze RMF FM - musiała nieustanie uciszać i uspokajać osoby trzecie przebywające w kokpicie podczas lądowania. W ciągu 20 minut przed katastrofą magnetofon zarejestrował aż 7 prób uspokajania i uciszania. Od zwykłego "ćśś-ćśś", "cicho tam!", przez "wychodzić mi stąd!", po "ku(...), przestańcie proszę

W kabinie do samego końca obecny był także Dowódca Sił Powietrznych. DSP nie opuszcza kokpitu mimo wezwania stewardessy do zajęcia swoich miejsc, wydaje także polecenia członkom załogi.

Na pół godziny przed katastrofą mikrofony zarejestrowały rozmowę, w czasie której ktoś z załogi - raczej nie piloci - rozmawiali o piciu piwa w czasie lotu. Alkoholowi poświęcone są dialogi niezidentyfikowanych osób.

Wcześniejsze kopie, które analizowali biegli, wykonywano z częstotliwością próbkowania 11 kHz, w najnowszych - zastosowano częstotliwość próbkowania 96 kHz.

Uzyskane w ten sposób dane zajęły 2,8 GB, czyli 14 razy więcej pamięci niż badane wcześniej. Wcześniejsze kopie "ważyły" 0,2 GB.



Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/fakty/news-katastro...
Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Zagadkowe zdanie w „stenogramach” RMF. Dowód na fałszerstwo?

 
Zagadkowe zdanie w „stenogramach” RMF. Dowód na fałszerstwo? - niezalezna.pl
foto: twitter.com
RMF FM opublikowało całość nowych „stenogramów” z kokpitu rządowego tupolewa, do którego katastrofy doszło 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku. Internauci natychmiast wychwycili, że na jednym z dokumentów znalazł się dość poważny błąd, który może być dowodem na to, że „stenogramy” zostały sfałszowane.

Chodzi o fragment zapisów, w którym dwie osoby rozmawiają o godzinie. „Która godzina” – pyta jedna z osób. „W pół do ósmej” – pada odpowiedź. Jednak jednocześnie obok podana jest faktyczna godzina, w której miała odbywać się rozmowa. Jest to 8.07.31!

Zdaniem internautów jest to może być dowód na fałszerstwo „stenogramów”.

Stawiam, że preparujący dokument wziął min i sek 7:31 za godzinę” – napisał na Twitterze G. Gladyszewski. „Klasyczny błąd pracujących z plikami „czasowymi”, tylko tu konsekwencje większe – jasne wskazanie fałszowania tekstu” – dodał.


Około 8:07:30 – ktoś nie zauważył ósemki z przodu i sobie dopowiedział. TOTALNA KOMPROMITACJA!” – napisał z kolei lucash.

O wiarygodności owych „stenogramów” mogą też sporo powiedzieć słowa jednego z dziennikarzy RMF FM. Tomasz Skory zapytany w TVN24 o zarzuty prokuratury odnośnie nieścisłości występujących w przedstawionych przez stację „stenogramach”, przyznał, że wynikają one z tego, że materiały były „redagowane”, bo „stenogramy są dość nieczytelne”...


fot. twitter.com
Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Były minister Janukowycza odpowiedzialny za zamach w Smoleńsku? Śledztwo niezalezna.pl

Były minister Janukowycza odpowiedzialny za zamach w Smoleńsku? Śledztwo niezalezna.pl - niezalezna.pl
foto: archiwum Anity Gargas
Moskiewski generał FSB Jurij D. „nawiązał kontakt ze stacjonującą w Połtawie grupą operacyjną pod dowództwem Dmytra S.”, która miała przygotować zamach na polski rządowy Tu-154 M – wynika z dokumentów niemieckiego wywiadu, opublikowanych w najnowszej książce niemieckiego dziennikarza śledczego Jürgena Rotha. Według naszych ustaleń, może chodzić o byłego ministra obrony Ukrainy Dmytra Salamatina.
 
Roth w swojej książce, premiera niemieckiej wersji której odbędzie się jutro, pisze o Dmytrze S.:

„(…) należy przypomnieć raport BND z marca 2014 roku. W dokumencie tym nie tylko utrzymywano, że zlecenie zamachu na TU-154 pochodziło „bezpośrednio” od wysokiego rangą polskiego polityka i było skierowane do generała FSB, Jurija D. „Nie udało się ustalić, kiedy i gdzie do tego doszło.” Następnie wspomniany generał FSB nawiązał kontakt ze stacjonującą w Połtawie grupą operacyjną pod dowództwem Dmytra S. „Dmytro S. oraz cała jego grupa operacyjna, w skład której wchodzi piętnastu etatowych funkcjonariuszy FSB, posługują się oficjalnie na terenie Ukrainy dokumentami SBU [Służby Bezpieczeństwa Ukrainy]. Pozostają tam jako siły wsparcia dla działań SBU. W rzeczywistości jednak wszyscy są funkcjonariuszami 3. Wydziału FSB, Służby Naukowo-Techniczne. Nasuwa się pytanie, dlaczego akurat 3. Wydział FSB miałby być uwikłany w tego rodzaju proceder. D. do 2011 roku służył w Kabulu jako doradca Hamida Karzaja ds. spraw bezpieczeństwa. Wydaje się, że D. mógł zapewnić sobie łatwy dostęp do materiałów wybuchowych. Mimo to, uwzględniając fakt, że w przypadku TU-154 chodzi o rządowy samolot polskiego prezydenta o bardzo wysokich wymogach bezpieczeństwa – zdaniem autora – umieszczenie w samolocie ładunków TNT wyposażonych w zdalne zapalniki byłoby niemożliwe bez zaangażowania polskich sił.”
 
Z kolei o Dmytrze Salamatinie udało się znaleźć następujące fakty:


fot.: mil.gov.ua - Dmytro Salamatin
 
Urodzony w 1965 r. w Kazachstanie Salamatin, inżynier górnictwa, w latach 90-ch pracował jako doradca w różnych moskiewskich firmach paliwowych. W 1999 r. przeprowadził się na Ukrainę. Jesienią 2005 r. otrzymał obywatelstwo Ukrainy. W latach 2006-2011 był deputowanym do Rady Najwyższej Ukrainy z ramienia Partii Regionów. W czerwcu 2010 roku Salamatin został szefem ukraińskiej spółki państwowej Ukrspieceksport, mający wyłączność na eksport i import broni. W 2011 r. zaś szefem państwowy koncernu Ukroboronprom, łączącym ukraińskich producentów broni.
 
Z lutego po grudzień Dmytro Salamatin 2012 r. obejmował stanowisko ministra obrony Ukrainy. Jego nominacja wywołała skandal polityczny na Ukrainie. Przede wszystkim krytykowano wybór na tak ważne stanowisko człowieka, który przez lata pracował dla Rosji. Wielokrotnie był oskarżany o związki z rosyjskimi służbami.
 
– Powołanie na ministra obrony Ukrainy człowieka, który był obywatelem Ukrainy zaledwie przez 5 lat, a wcześniej pracował w rosyjskim biznesie, jest wyraźnym świadectwem albo niekompetencji prezydenta Janukowycza, albo, co jest bardziej prawdopodobne, bezpośrednim i świadomym lekceważeniem przez niego interesów bezpieczeństwa narodowego i obrony – mówił po powołaniu Salamatina w kwietniu 2012 r. deputowany do rady Najwyższej Taras Steckiw z partii byłego „pomarańczowego” prezydenta Wiktora Juszczenki Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona. 
 
Do dymisji Salamatina doszło w atmosferze skandali. Zdążył jednak we wrześniu 2012 r. udać się z oficjalną wizytą do Afganistanu, gdzie spotkał się z ówczesnym prezydentem Hamidem Karzajem. Od razu po dymisji Salamatina w grudniu 2012 r. ówczesny prezydent Wiktor Janukowycz wyznaczył Salamatina swoim doradcą ds. bezpieczeństwa.
 
Jak ujawniła w lutym br. francuska gazeta Le Mond, opierając się na danych szwajcarskiego banku HSBC, Salamatin jest właścicielem domu w najdroższej podmoskiewskiej, burżuazyjnej dzielnicy Srebrny Bór w sąsiedztwie z wysokimi funkcjonariuszami FSB Rosji.
 
http://niezalezna.pl/65828-byly-minister-janukowycza-odpowiedzialny-za-z...
Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Kto był kim w Operacji Smoleńsk? Spotkania ludzi Putina z urzędnikami Tuska

 
​Kto był kim w Operacji Smoleńsk? Spotkania ludzi Putina z urzędnikami Tuska - niezalezna.pl
foto: Tomasz Hamrat/Gazeta Polska
„Zlecenie zamachu na TU-154 pochodziło „bezpośrednio” od wysokiego rangą polskiego polityka i było skierowane do generała FSB, Jurija D.” - notatkę wywiadu niemieckiego tej treści ujawnia w swojej najnowszej książce słynny niemiecki dziennikarz śledczy Jurgen Roth. Informacje te budzą prawdziwą grozę. Przypominamy, kto z polskich urzędników spotykał się przed katastrofą smoleńską z ludźmi Putina.

Kluczową rolę w przygotowaniu wizyty Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku odegrał Tomasz Arabski, ówczesny szef kancelarii premiera Tuska. To właśnie on był formalnym koordynatorem lotu Tu-154 do Smoleńska. Ale Arabski był też główną postacią w tajemniczych rozmowach między polskim a rosyjskim rządem przed katastrofą.

Negocjacje rozpoczęto już we wrześniu 2009 r. - po wizycie Władimira Putina w Polsce i jego nieoczekiwanym spotkaniu „w cztery oczy” z Donaldem Tuskiem na sopockim molo. „Tomasz Arabski zeznał [...] iż po spotkaniu Premierów w Sopocie, Andrzej Kremer i Jarosław Bratkiewicz z MSZ odbywali spotkania ze swoimi odpowiednikami ze strony rosyjskiej, w których temat uroczystości w Katyniu w 2010 roku był jednym z poruszanych tematów rozmów. Zaprezentowane zeznania Tomasza Arabskiego, jak również inne dowody, wskazane dalej w uzasadnieniu niniejszego postanowienia potwierdzają, iż ze strony KPRM oraz MSZ we wrześniu 2009 roku rozpoczęto starania, aby podczas uroczystości 70 Rocznicy Zbrodni Katyńskiej w Katyniu doszło do spotkania Premiera Donalda Tuska i Premiera Władimira Putina” - napisali prokuratorzy w uzasadnieniu umorzenia cywilnego śledztwa smoleńskiego śledztwa.

Od początku lutego 2010 r., czyli od oficjalnego zaproszenia Tuska przez Putina do Rosji, do gry - jako główny wykonawca poleceń polskiego premiera - wszedł Arabski. Już 4 lutego rozmawiał przez telefon z Jurijem Uszakowem, zastępcą szefa administracji Władimira Putina. W trakcie tej rozmowy miał zostać ustalony termin spotkania obu premierów na dzień 7 kwietnia 2010 r. Notatka z przebiegu rozmowy trafiła, niestety, do akt niejawnych śledztwa.
 
Tomasz Arabski odbywał też tajemnicze spotkania ze wspomnianym już Jurijem Uszakowem. Były przynajmniej dwie takie rozmowy: 25 lutego 2010 r. w Warszawie i 17 marca 2010 r. w Moskwie.

Jeśli chodzi o spotkanie warszawskie - tajne rozmowy Arabskiego z Uszakowem rozpoczęły się w Kancelarii Premiera, a skończyły w jednej ze stołecznych restauracji. W spotkaniu brał udział Władimir Grinin - ówczesny ambasador Rosji w Polsce, główny uczestnik gry dyplomatycznej Moskwy mającej na celu obniżenie rangi wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. Grinin to przyjaciel Putina. Obaj znają się jeszcze z drugiej połowy lat 80. Gdy Putin był agentem KGB we wschodnioniemieckim Dreźnie, Grinin stał na czele sowieckiej ambasady w NRD. Uczestnikami warszawskich rozmów byli również Andrzej Kremer z MSZ, Tomasz Pawlak z Kancelarii Premiera oraz W. Grinin, Dmitrij Polanskij i A. Karbowskij z rosyjskiej ambasady. Podkreślmy, że restauracyjne rozmowy z Uszakowem i rosyjską ambasadą prowadzono w tajemnicy przed prezydentem Lechem Kaczyńskim.

Jeszcze ciekawsze była wizyta Arabskiego w Moskwie. „Pierwotnie spotkanie Tomasza Arabskiego miało odbyć się w siedzibie Premiera [Rosji], ale ostatecznie odbyło się w restauracji w sposób nieformalny” - wynika z akt prokuratury. Przedtem, jak wynika z harmonogramu wizyty Tomasza Arabskiego w stolicy Rosji, szef kancelarii premiera Tuska zwiedzał przez trzy godziny Plac Czerwony i Galerię Tretiakowską.

Tym razem udział w rozmowach Arabskiego z Uszakowem wziął Igor Sieczin, ówczesny wicepremier, prawa ręka Władimira Putina, szef frakcji "siłowików" (środowiska byłych agentów KGB/FSB) w Rosji. Dodajmy, że za człowieka Sieczina uznawany jest m.in. Aleksander Bastrykin, szef wydziału dochodzeniowego w Prokuraturze Generalnej Rosji, znany ze śledztwa smoleńskiego. W restauracji miały też obok Uszakowa i Arabskiego pojawić się inne osoby, ale tak się nie stało. W dokumentach prokuratury czytamy: „W spotkaniu [...] ze strony MSZ Federacji Rosyjskiej mieli uczestniczyć Władimir Siedych, Zastępca III Europejskiego Departamentu MSZ, i Siergiej Siemionow, Zastępca Kierownika Wydziału Polskiego III ED. Tomaszowi Arabskiemu miał towarzyszyć Piotr Marciniak, Marek Bogacki i Justyna Gładyś. Ostatecznie rozmowy odbyły się w cztery oczy jedynie z udziałem Justyny Gładyś w charakterze tłumacza [...] minister Uszakow odesłał towarzyszących mu urzędników”.

W spotkaniu nie brał udziału ambasador Polski w Rosji - Jerzy Bahr. Oto, co powiedział śledczym: „Odnośnie do wizyty ministrów Tomasza Arabskiego i Andrzeja Kremera w Moskwie Jerzy Bahr zeznał, że w tym czasie przebywał w południowej Rosji na Przedkaukaziu. Po powrocie poprosił pracowników o zrelacjonowanie mu tej wizyty. Okazało się jednak, że Tomasz Arabski zabronił Justynie Gładyś informowania ambasadora o treści swoich rozmów z ministrem Uszakowem w Moskwie. Dla Jerzego Bahra ta sytuacja była zupełnie nienormalna i niezrozumiała”.

Ale i Justyna Gładyś nie słyszała całej rozmowy Arabskiego z Uszakowem. „Świadek [Justyna Gładyś] rozmowę z wicepremierem Sieczynem tłumaczyła całą, natomiast rozmowę z ministrem Uszakowem tłumaczyła częściowo z tego powodu, iż część rozmowy odbyła się w języku angielskim i wtedy była proszona, żeby im nie towarzyszyć” - czytamy w uzasadnieniu umorzenia cywilnego śledztwa smoleńskiego.

Co ciekawe, spotkanie Arabskiego, Uszakowa i Sieczyna odbyło się w restauracji "Dorian Gray" - położonej niedaleko Kremla. Według naszych informacji to częste miejsce spotkań rosyjskich polityków i oligarchów, a także ludzi powiązanych ze służbami specjalnymi. Jak dowiedział się portal Niezalezna.pl - to właśnie w lokalu "Dorian Gray" spotykali się m.in. dygnitarze biorący udział w gigantycznej aferze korupcyjnej związanej z próbą przejęcia firmy Wołgotanker, powiązanej z koncernem Jukos. Wyroki w tej sprawie (m.in. 9 lat więzienia dla generała policji Aleksandra Bokowa) zapadły miesiąc temu.

http://niezalezna.pl/65825-kto-byl-kim-w-operacji-smolensk-spotkania-lud...

Więcej notek tego samego Autora:

=>>