Airbus miał wygrać i wygrał? [nd.pl]

 |  Written by Ursa Minor  |  1
Wybór francuskiego konsorcjum Airbus Helicopters jako potencjalnego producenta śmigłowca wielozadaniowego dla polskiej armii wywołuje duże emocje. Przegrani żądają unieważnienia przetargu, a związkowcy zapowiadają protesty.

Zarówno PZL Mielec, jak i PZL Świdnik są zdziwione wyborem do testów śmigłowca H225M oferowanego przez francuskie konsorcjum Airbus Helicopters, które w przeciwieństwie do firmy Sikorsky i AgustyWestland nie ma w Polsce zakładów związanych z produkcją śmigłowców. To z kolei stawia pod znakiem zapytania przyszłość i rozwój zakładów, które zatrudniają wiele tysięcy pracowników, a także firm z nimi kooperującymi.

Czy rząd stać jeszcze na refleksję…?

Krzysztof Krystowski, prezes PZL Świdnik, gdzie powstaje śmigłowiec AW149, podkreśla, że decyzja, jaka zapadła, jest niedobra z punktu widzenia polskiego przemysłu obronnego, ale także całej naszej gospodarki.

– Przemysł obronny, który jest integralną częścią systemu obronności państwa, na tej decyzji bardzo ucierpiał. W przetargu, w którym startowały dwie firmy produkujące śmigłowce na terenie Polski, została wybrana firma, która produkuje poza granicami naszego kraju – zauważa Krystowski.

Do decyzji rządu odnosi się także kierownictwo konsorcjum Sikorsky Aircraft i PZL Mielec, które oferowało śmigłowiec zbudowany na platformie S-70i TM Black Hawk oraz śmigłowiec do zwalczania okrętów podwodnych S-70BTM Seahawk. W wydanym oświadczeniu Sikorsky i PZL Mielec zapewniają, że mimo niekorzystnej dla nich decyzji są wciąż gotowe dostarczać atrakcyjne cenowo i niezawodne śmigłowce wielozadaniowe, które mogą spełnić istotne wymogi w zakresie bezpieczeństwa Polski.

„Przedstawiona oferta firmy Sikorsky zapewniłaby interoperacyjność z armią Stanów Zjednoczonych i siłami NATO, dostarczając 70 śmigłowców zgodnie z założonym budżetem, i zapewniłaby maksymalny udział polskiego przemysłu, przy jednoczesnym pogłębieniu naszego zaangażowania w działalność naszych zakładów już funkcjonujących w Polsce” – czytamy w wydanym oświadczeniu.

Oferta offsetowa konsorcjum Sikorsky Aircraft Corporation i PZL Mielec opiewała na 3,3 miliarda USD. Co również ważne w przeciwieństwie do Airbus Helicopters, które ma dostarczyć śmigłowiec H225M dopiero w 2018 r., Amerykanie, w przypadku sfinalizowania ostatecznej konfiguracji śmigłowca, byliby w stanie dostarczyć Black Hawka z zakładów PZL Mielec znacznie szybciej.

– W ramach oferty Sikorsky i PZL Mielec zaproponowaliśmy znaczącą wartość poprzez dostarczenie przystępnego cenowo, sprawdzonego w boju, wyprodukowanego w Polsce, legendarnego śmigłowca Hawk, dostępnego w kilka miesięcy od podpisania kontraktu – podkreśla Janusz Zakręcki, prezes Zarządu, dyrektor naczelny PZL Mielec.

– Ponad 2100 naszych pracowników w zakładach PZL Mielec i sieć naszych polskich dostawców jest gotowych do spełnienia potrzeb programu modernizacji. Zachęcamy polskie Ministerstwo Obrony Narodowej do ponownej analizy swojej decyzji – podkreśla Zakręcki.

Zawiedzione samorządy

Rozczarowania decyzją rządu nie kryje też marszałek województwa podkarpackiego Władysław Ortyl. W wydanym oświadczeniu podkreśla, że na pozytywną decyzję czekało wielu mieszkańców Podkarpacia, którzy utrzymują swoje rodziny z pracy w firmach Doliny Lotniczej w tym w PZL Mielec. Przypomina, że od 2007 r. Amerykanie zainwestowali w PZL Mielec ponad 150 milionów USD i utworzyli ponad 800 nowych miejsc pracy W ocenie Ortyla, decyzja rządu PO – PSL ma charakter polityczny, a nie merytoryczny, nie jest też pierwszą, która uderza w Podkarpacie.

– Politycy partii rządzącej z regionu nie udzielili żadnego wsparcia. Nasuwa się tu także analogia do rezygnacji z programu Iryda. Wybrany do testów został śmigłowiec, który w Polsce nie jest produkowany, a skala inwestycji w naszym kraju trójki oferentów jest niewspółmiernie zróżnicowana na korzyść PZL w Mielcu. Mojego stanowiska nie zmienia mało precyzyjna i nieczytelna zapowiedź podziału programu śmigłowcowego – podkreśla marszałek Ortyl.

Również prezydent Mielca Daniel Kozdęba poinformował NaszDziennik.pl, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż podjęta decyzja zaważy na dalszym funkcjonowaniu PZL Mielec

– Obawiam się, że może to oznaczać zmniejszenie zatrudnienia zarówno w samych zakładach, jak i firmach współpracujących, czyli kooperantach dostarczających materiały i usługi – stwierdza Kozdęba.

Ustawka pod Airbusa…?

O ponowne rozpatrzenie ofert PZL Mielec i PZL Świdnik apelują związkowcy z obu zakładów. Andrzej Kuchta, przewodniczący NSZZ „Solidarność” PZL Świdnik, w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl podkreśla, że taka decyzja to nic dobrego dla rodzimych zakładów.

– Potwierdziły się nasze obawy i informacje, jakie docierały do nas wcześniej, że cała procedura przetargowa jest przygotowywana pod kątem Airbusa. To wskazuje, że decyzja o wyborze była polityczna, a nie merytoryczna – akcentuje Kuchta.

Pominięcie polskich zakładów może oznaczać poważne kłopoty dla firm, które z kontraktem wiązały duże nadzieje.

– Byliśmy do tej pory trzecim europejskim filarem całej grupy AgustyWestland. Obawiamy się, że obecny stan ulegnie przewartościowaniu i PZL Świdnik może zanotować znaczący spadek. Na razie mamy zamówienia i pracę, ale co będzie w niedalekiej przyszłości, trudno powiedzieć – dodaje przewodniczący.

Decyzję rządu krytykują także podkarpaccy związkowcy, którzy nie wykluczają protestów. W piątek zarówno przedstawiciele związków zawodowych z PZL Świdnik, jak i PZL Mielec mają się spotkać z przedstawicielami kierownictwa MON. Związki zawodowe chcą unieważnienia przetargu, dlatego nie wykluczają akcji protestacyjnej w Warszawie.

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/135683,airbus-mial-wygrac-i-wygral.html
0
No votes yet

1 Comments

Ursa Minor's picture

Ursa Minor
Decyzją Ministerstwa Obrony Narodowej polska armia wzbogaci się o 70 francuskich śmigłowców wielozadaniowych EC725 Caracal. Przy podjęciu decyzji o zakupie brano pod uwagę szereg czynników. Z technicznych istotne są prędkość, udźwig oraz powierzchnia załadunkowa. Nie chcę się skupiać na szczegółowych liczbach, bo te każdy może sprawdzić w internecie.

Wielkim plusem Świdnika jest to, że proponowany przez nich śmigłowiec jest najnowszą wersją, którą można by jeszcze rozwijać przez 30 lat. Natomiast produkowany przez Mielec black hawk również jest rozwijany, ale jest to już produkcja schodząca. Konstrukcja francuska też nie jest pierwszej nowości, lecz weszła do produkcji na początku XXI wieku. Przy tym kryterium można posłużyć się przykładem myśliwców. F-16 jest schodzącą produkcją, choć otrzymaliśmy najnowszy model, natomiast konkurujący z Amerykanami Gripen oferował najnowszy model, który można wiele lat rozwijać. Przy tego typu przetargach proponowałbym zwracać na to uwagę. Istnieje koncepcja przeskoku generacyjnego, która głosi, że kraj naszego poziomu gospodarczego powinien kupować sprzęt możliwie najnowszy, a nawet taki w stadium prób, aby wyprzedzić generacyjnie uzbrojenie, które jest na posiadaniu. Tak zrobiono chociażby z zakupem rakiety przeciwpancernej Spike produkcji izraelskiej. Widziałbym analogie między Spike a Świdnikiem. Spike jest najnowszą generacją pocisku, lecz posiada jedną znaczącą wadę – nie był sprawdzony na polu walki. Tak jest ze Spike, tak jest i Świdnikiem.

Black hawk jest maszyną przetestowaną w wielu konfliktach. Jej wartość bojowa jest znana. Swoje testy przeszedł także francuski Caracal, ale on uczestniczył tylko w tych konfliktach, w które była zaangażowana armia Francji. I tu pojawia się drugi warunek, na który trzeba szczególnie zwrócić uwagę, a więc przetestowanie w warunkach bojowych. I tak jak wspomniałem Agusta Westland ma przewagę w poziomie generacyjnym, ale traci na sprawdzeniu w warunkach bojowych.

Wojsko jest zainteresowane przede wszystkim tym, żeby była to konstrukcja posiadająca największe walory bojowe, aby mogła być szybko wdrożona, żeby mogła długo służyć i być rozwijana. To są optymalne warunki wyboru.

Jednakże musimy pamiętać, że przy takich kontraktach, w których chodzi o znaczną ilość sprzętu i potężne pieniądze, liczą się także aspekty polityczne, czyli np. kto zostanie naszym partnerem strategicznym, jak wygląda nasza współpraca i jaką rolę dogrywa w NATO. Tu prym wiodą Amerykanie. Jednakże jeżeli wsłuchać się w słowa polityków i ekspertów, przy wyborze francuskich śmigłowców górę wziął podział interesów. Jeżeli Amerykanie wygrali przetarg na system powietrzny „Wisła”, to dla równowagi Europa dostała śmigłowiec. W tym przypadku Francuzi, bo jak wiem, prezydent Komorowski rozmawiał o kontrakcie z prezydentem François Hollande'em. Francja jest także drugim państwem Unii Europejskiej, więc w tym aspekcie oferta Świdnika miała mniejsze znaczenie.

Oferta Świdnika jest najnowsza i byłaby teraz w pełni wdrażana. Może być także rozwijana przez wiele, wiele lat. W związku z tym systemy takie jak awionika, kierowanie lotem czy uzbrojenie, bardzo potrzebne w warunkach bojowych są najnowocześniejsze. To nie może ujść uwadze podczas przetargów.

Bierze się także pod uwagę to, na czym może skorzystać nasz przemysł. Wiem, że władze lokalne i związki zawodowe też są bardzo zainteresowane tym, aby wygrała oferta z ich regionu. To wszystko pokazuje, jak trudna jest to decyzja.

Decyzja została podjęta i mamy śmigłowiec francuski. Co jest jej wielkim plusem? Śmigłowiec Caracal z przedstawionych trzech ofert może mieć największe zastosowanie dla marynarki wojennej. Marynarka potrzebuje śmigłowca ratowniczego oraz takiego do wykrywania i niszczenia okrętów podwodnych. Zasięg i możliwości bojowe powoduje, że „Francuz” jest do tych zadań najlepszy. Oczywiście, zawsze można te elementy poprawić poprzez domontowanie odpowiedniego dodatkowego sprzętu, ale pamiętajmy, że Francja ma bardzo duże doświadczenie w niszczeniu okrętów podwodnych, chociażby dlatego, że sami je produkują.

prof. Paweł Soroka Autor jest ekspertem w dziedzinie wojskowości i bezpieczeństwa państwa.

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/135671,wiele-aspektow-do-zbadania.html

Więcej notek tego samego Autora:

=>>