"Plus Minus": Był pan zaskoczony wynikami pierwszej tury wyborów prezydenckich?
Tomasz Żukowski, socjolog i politolog z Uniwersytetu Warszawskiego: Tylko trochę. Wystarczyło przypomnieć sobie wyniki badań opinii przeprowadzonych parę tygodni przed pierwszymi turami wyborów prezydenckich z 2005 i 2010 roku. W obu kampaniach notowania kandydatów Platformy były zawyżone, a ich sondażowa przewaga nad konkurentami z PiS znacznie większa od rzeczywistej. Wystarczyło przyjąć, że ten fenomen powtórzy się także w tym roku. Stawało się wówczas oczywiste, że realne wyniki Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudy powinny być w pierwszej turze bardzo podobne. Nie spodziewałem się natomiast długo, że trzeci w kolejności Paweł Kukiz zdobędzie ponad 20 proc. głosów. Jeszcze kilka dni przed pierwszą turą szacowałem, że to będzie parę punktów mniej.
A jednak wygrana Dudy była potężnym zaskoczeniem.
Dla większości Polaków i dla establishmentu – zdecydowanie tak. Ostatecznie o zwycięstwie Dudy zadecydowało przejęcie przez niego części (według IPSOS – około 260 tys.) dotychczasowych wyborców Platformy Obywatelskiej. To ponad 1,5 proc. wszystkich głosujących. Pozwoliło to Dudzie wyprzedzić urzędującego prezydenta. Przy okazji: jestem pod wrażeniem dyscypliny emocjonalnej w PO. Choć działacze tej partii musieli być w niedzielny wieczór w głębokim szoku, to pokazywali do kamer uśmiechniętą twarz. Polska polityka się profesjonalizuje.
Dlaczego Bronisław Komorowski przegrał pierwszą turę wyborów prezydenckich, choć do końca był faworytem?
O przepływie głosów od Komorowskiego i PO do Dudy już wspomniałem. Dodam do tego kłopoty z mobilizacją innej części zwolenników prezydenta oraz duży odpływ erodującego elektoratu obozu władzy do Kukiza. Te rezultaty mają wspólną przyczynę: strategię wybraną przez sztab Komorowskiego. Zamiast spierać się o wizję Polski, postanowiono zestawić ze sobą odpowiednio opakowane wizerunki kandydatów. Po jednej stronie próbowano ulokować „popularnego i racjonalnego" prezydenta „zgody i bezpieczeństwa", po drugiej – pretendentów oklejonych etykietkami „radykałowie". To się jednak – szczęśliwie dla demokracji – nie udało. Uruchomiony mechanizm debaty doprowadził do starcia nie tylko osób, ale i rywalizujących ze sobą głównych obozów. „Zmiana" zaczęła wygrywać ze „status quo". Wzmacniało to Dudę, także dlatego że jest młodszy i bardziej dynamiczny. Przed jeszcze wyraźniejszą porażką uratowały Komorowskiego niewątpliwe sukcesy po innej stronie politycznej sceny, zwłaszcza przejęcie przez niego sporej części tradycyjnego elektoratu SLD.
To z jednej strony dobrze, a z drugiej źle, bo teraz prezydent nie ma już z czego czerpać.
Zgadza się. Nawet gdyby część wyborców Magdaleny Ogórek chciała przerzucić się na Komorowskiego, dałoby to niewiele głosów. Sukces drugi, tylko częściowy, to przejęcie prawie jednej czwartej elektoratu ludowców, mimo że wystawili oni własnego kandydata na głowę państwa. Nie udało się natomiast – jak już mówiliśmy – wystarczająco zmobilizować wyborców Platformy i Bronisława Komorowskiego z poprzednich wyborów. Na dodatek sposób, w jaki starano się to uczynić, był mało skuteczny czy wręcz przeciwskuteczny.
Ma pan na myśli spot atakujący Dudę za stanowisko wobec in vitro i ten, w którym pod maską Dudy kryje się Jarosław Kaczyński?
Tak. Oba były sprzeczne z poprzednim przekazem Komorowskiego. Jeżeli urzędujący prezydent przez wiele tygodni mówi o zgodzie, to nie może później uderzać w przeciwnika negatywnym przekazem nastawionym na budzenie złych emocji.
Nie udało się też Bronisławowi Komorowskiemu dotrzeć do młodego pokolenia. W tej grupie elektoratu na kandydatów obozu stabilizacji, czyli Komorowskiego i Adama Jarubasa z PSL, głosowało zaledwie 15 proc., natomiast kandydaci zapowiadający zmiany – i ci prawicowi, i Magdalena Ogórek – przejęli 85 proc. najmłodszych wyborców.
Ogórek też była kandydatką zmiany?
Tak przynajmniej sama starała się definiować. Zresztą z perspektywy czasu widać, że pomysł Leszka Millera, by postawić na kandydata innego niż partyjny, nie był taki głupi, choć ryzykowny. Januszowi Palikotowi w 2011 roku ta sztuka się udała.
Czy partia od 25 lat będąca na scenie politycznej może się stroić w antysystemowe piórka?
Zgodzę się, że to zwiększało skalę trudności. Ale równie ważne było co innego: wiatr zmian w tym roku wiał z prawej strony sceny politycznej. Dlatego trudno było do tego dopasować kandydatkę lewicy. Były i fundamentalne błędy w realizacji planu: dlaczego wystawiono kobietę, która miała ogromne problemy z zyskaniem poparcia przez inne panie?
Ten brak rozeznania może SLD drogo kosztować, bo jego notowania na pół roku przed wyborami parlamentarnymi są fatalne.
Cała lewica jest w tej chwili w sytuacji katastrofalnej i trudno sobie wyobrazić łatwe wyjście z tego impasu. Zwłaszcza że PO przesuwa się z centrum na lewo. Dla liderów i politycznych celebrytów lewicy najatrakcyjniejszą szansą na wejście do parlamentu następnej kadencji jest dziś start z list Platformy. Przyszłość samodzielnej, odrębnej partii lewicy zależy więc w dużym stopniu od wyników drugiej tury wyborów prezydenckich. Jeżeli wygra urzędujący prezydent, to szanse na odbudowę lewicy są bardzo ograniczone. Jeżeli wygra Andrzej Duda, to lewica ma pewne szanse na odbicie.
Dlaczego?
Kolejny wyborczy sukces obozu władzy potwierdzi status SLD jako zanikającej przystawki. A po ewentualnej porażce Bronisława Komorowskiego może dojść do głębokiej dekompozycji Platformy. Wtedy część obecnych wyborców obozu władzy może być do odzyskania przez jakąś nową, wspieraną w awaryjnym trybie przez establishment, formację lewicy. W takiej sytuacji aspirujący do roli odnowiciela lewicy, np. Grzegorz Napieralski, będzie miał więcej przestrzeni do ekspansji.
Dlaczego Napieralski, a nie Miller?
Bo nie wiadomo, czy Miller przetrwa zmasowany atak płynący również z jego własnych szeregów. Trwa, chce doczekać trochę lepszej koniunktury, ale nie może przecież jej dopomóc, opowiadając się przeciw Komorowskiemu. Dlatego gdy padają pytania, kogo poprze w drugiej turze wyborów, milczy. Kolejnym wyzwaniem dla zwolenników rewitalizacji obozu lewicy staje się dynamika inicjatywy Pawła Kukiza. Już dziś przyciąga ona niektórych potencjalnych odnowicieli lewicy, w tym byłego burmistrza Ursynowa Piotra Guziała (wraz z jego wielonurtową, jadającą chleb z niejednego pieca, Warszawską Wspólnotą Samorządową).
Pomówmy zatem o wyborcach Pawła Kukiza. Kilkanaście procent z nich to ludzie, którzy przed pięcioma laty głosowali na Bronisława Komorowskiego. Czy są do odzyskania przez urzędującego prezydenta?
Wątpię. To są jednak zwolennicy zmiany, a więc bardzo trudno będzie im głosować na kandydata establishmentu. Na dodatek sam Paweł Kukiz mówi: Komorowski nigdy! A jego wyborcy wsłuchują się w to, co ma do powiedzenia.
A jednak Bronisław Komorowski podjął próbę odzyskania tych wyborców, zapowiadając referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych, czyli sztandarowego hasła Kukiza.
Pytanie, czy dla wyborców Kukiza ważniejsze są JOW czy jednak oczekiwane zmiany na rynku pracy albo sprawy socjalne. Dodam tu, że prezydent Komorowski, kandydat obozu, który od lat blokował referenda w ważnych dla ludzi sprawach (sześciolatki w szkołach, wiek emerytalny), deklarując dziś rozpisanie referendum w sprawie JOW, jest mało wiarygodny. Również dlatego, że to w jego kancelarii narodził się pomysł ustawy utrudniającej odwoływanie w referendach wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.
Prezydencki pomysł z referendum w sprawie JOW dowodzi natomiast, że szeroko rozumiany obóz władzy jest w panice i szuka ratunku w zmianach systemowych. I nie mam tu na myśli tylko Bronisława Komorowskiego. To się dzieje także obok niego. Zza kulis polityki docierają coraz głośniejsze plotki, że część biznesu (także oligarchicznego) oraz lobby bezpartyjnych prezydentów miast może chcieć skanalizować oddolny ruch na rzecz zmian i wesprzeć Pawła Kukiza. Połączy ich stosunek do JOW.
Może wszystkim nam to wyjdzie na dobre i JOW faktycznie zmienią naszą scenę polityczną?
Najbardziej prawdopodobny efekt takiego scenariusza pokazują wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich w poszczególnych powiatach. Kto w nich wygrał? Gdyby te głosy przełożyły się na poparcie partii w wyborach parlamentarnych, Polska podzieliłaby się na „kraj PO" (na północy i zachodzie) i „kraj PiS" (centrum i południowy wschód z wyłączeniem metropolii). Większość posłów PO ze wschodniej Polski i posłów PiS z zachodniej części kraju straciłaby nieuchronnie swe miejsca w Sejmie. Języczkiem u wagi mogłaby być mniejszość niemiecka, być może Ruch Autonomii Śląska. Doprowadzilibyśmy więc do powstania dwóch de facto regionalnych partii dominujących na „swoich" terytoriach i do praktycznej federalizacji państwa. Uważam, że to dla polskiej polityki niezwykle niebezpieczny scenariusz.
A sympatykom Pawła Kukiza dopowiem, że 3 mln głosów oddanych na ich kandydata dałoby całemu ruchowi oburzonych jeden (słownie jeden) mandat. O kilkadziesiąt mniej niż przy obowiązującej dziś ordynacji proporcjonalnej.
40 proc. wyborców Kukiza nie głosowało w wyborach w 2010 roku. Czy pójdą do drugiej tury?
Jeżeli poszli do pierwszej tury dlatego, że chcą zmian w polityce, to jest prawdopodobne, że pójdą i do drugiej, żeby zagłosować na Andrzeja Dudę, bo to on jest kandydatem zmiany. Wiele oczywiście będzie zależało od tego, co powiedzą Duda i Komorowski w kolejnych debatach. No i jak Paweł Kukiz zabierze się do budowania własnego stronnictwa. Ale wyjściowo to Duda jest w znacznie lepszej sytuacji.
Jak to możliwe, że Kukizowi, który miał kłopot z zebraniem 100 tys. podpisów, o czym sam mówił, udało się zaktywizować aż tak wielu wyborców?
Był wiarygodny dla wyborców protestu słabiej związanych z główną formacją opozycyjną, w tym dla sporej części młodzieży. Podobne ruchy można dziś obserwować w wielu krajach Europy.
Mimo to wyczyn Kukiza jest naprawdę imponujący, bez struktur i pieniędzy zdobył co piątego wyborcę.
Zgoda. Rósł energią setek tysięcy swoich zwolenników. W pewnym momencie dostał także wsparcie z zewnątrz: poparła go spora część mediów głównego nurtu i związanych z nimi celebrytów, w tym Kuba Wojewódzki. Przypomnę też Grzegorza Schetynę, który życzył Kukizowi, żeby spotkał się w drugiej turze z Bronisławem Komorowskim, a więc w domyśle – by pokonał Dudę. Salon poparł Kukiza taktycznie, aby odciągnął młodych od uważanego za większe zagrożenie Andrzeja Dudy. Zakładano, że prezydentowi nie powinno to poważniej zaszkodzić. Kukiz i jego postulaty stali się modni, śnieżna kula przyspieszyła. Coś podobnego można było obserwować w 2011 roku, gdy do Sejmu startował Palikot.
A więc tzw. mainstream, wytwarzając modę na Kukiza, przyczynił się do przegranej własnego kandydata, Komorowskiego?
Salony lojalne wobec PO i Bronisława Komorowskiego myślały, że będą mogły dynamikę tego ruchu regulować, także schładzać. W końcówce kampanii część elit lansujących wcześniej Kukiza zaczęła go zwalczać, co okazało się jednak nieskuteczne. Źródła ruchu tkwiły bowiem poza światem mediów i potężnych grup interesu. Duża część młodych Polaków ma poczucie zablokowanych szans.
Jeżeli to są ludzie, którzy czują, iż kanały awansu zostały zablokowane, to czego oczekują od 50-letniego, dobrze ustawionego muzyka?
Paweł Kukiz zaoferował im utopijną wizję odzyskania wpływu na państwo poprzez proste hasło – zamiast partii i partyjnych elit będziemy bezpośrednio rządzić my, zwykli ludzie. Część Polaków, nie tylko młodych, wzięła ten populistyczny przekaz za dobrą monetę.
Dlaczego populistyczny?
Bo to jest populizm, tyle że liberalny. Wizja lepszej Polski, w której naród podejmuje decyzje w referendach, posłowie są w pełni kontrolowani przez wyborców z ich okręgu, a partie polityczne są utrzymywane z datków tysięcy sympatyków, brzmi dobrze. Świat realnej polityki wygląda niestety inaczej. Przykład Wielkiej Brytanii pokazuje, że wybory większościowe w jednomandatowych okręgach stabilizują dominację dwóch dużych partii. A gdyby ktoś chciał JOW ze słabymi partiami, to polecam Ukrainę, gdzie wzmacnia to oligarchów. Takie są twarde fakty. Ryzykowna byłaby także likwidacja obecnego systemu finansowania partii, w którym partyjna kasa zależy od liczby otrzymanych głosów. Tak jest w prawie całej Europie. Popierając daną partię w wyborach, wydajemy w praktyce dyspozycję ministrowi finansów: dawajcie jej rocznie parę złotych z naszych podatków. Jeśli tej subwencji zabraknie, najważniejsze mogą się stać pieniądze od biznesu: optymiści wierzą, że od małego, realiści mówią, że od oligarchów (dodając: oby nie z zagranicy).
Jesienią będziemy mieli w parlamencie partię Kukiza?
Zapewne tak, choć zamiana elektoratu prezydenckiego na parlamentarny nie jest prosta. To wymaga choćby kilkudziesięciu liderów w całym kraju, którzy będą lokomotywami wyborczymi powstającej formacji.
Palikot udowodnił, że można osiągnąć sukces w wyborach parlamentarnych, mając na jedynkach czterdzieści anonimowych postaci.
Oczywiście. Tyle że później one przestały być anonimowe, co wcale Palikotowi nie pomogło. Poza tym nowa formacja zawsze przyciąga ludzi, którzy przeszli przez kilka partii i szukają okazji załapania się do kolejnej. Na kandydata antysystemowego czyha mnóstwo pułapek. Tak czy inaczej zapowiada się niezwykle ciekawa walka o parlament, bo różne grupy interesów zechcą – jak już mówiliśmy – zagospodarować świeżo ujawniony elektorat.
Postawił pan już krzyżyk na prezydencie?
Nie. Dzisiaj żadnego scenariusza nie można wykluczyć. Ale Komorowski jest w bardzo trudnej sytuacji. Przez kilka miesięcy odmawiał debaty z Andrzejem Dudą, oficjalnie nie kojarzył jego postaci, do niedawna – nie wypowiadał nazwiska. Wszystko po to, żeby nie budować z nim równorzędnych relacji. Teraz się okazało, że niechciane debaty mogą być dla urzędującego prezydenta ostatnią deską ratunku, dając nadzieję na odwrócenie niekorzystnych trendów.
Czym więc mogłaby skutkować ewentualna porażka Komorowskiego w drugiej turze wyborów prezydenckich?
Przegrana Komorowskiego to rosnące prawdopodobieństwo wyraźnej porażki Platformy w wyborach parlamentarnych. A także dekompozycji obecnego obozu władzy i głębokich napięć wewnątrz PO. Jest też pytanie, jak zachowa się wówczas PSL. Na wsi Duda zdobył ponad 40 proc. głosów, natomiast wśród rolników jeszcze więcej – przeszło 50 proc.
A więc narracja PiS o tym, że rolnicy są poszkodowani rządami PO i że grozi nam wyprzedaż polskiej ziemi, trafiła na podatny grunt?
Tak. Marszałek Jarubas wśród rolników miał zaledwie 7 proc. poparcia. Mechanizmy, które dały PSL-owi niewiarygodnie wysoki wynik w wyborach do sejmików, tym razem nie zadziałały. Lobby wójtów i burmistrzów uznało, że wybory prezydenckie to nie ich sprawa. A to oznacza, że PSL może zacząć się rozglądać za innym sojusznikiem niż PO. Przed nami ciekawy sezon polityczny.
Rozumiem, że lansowana w ostatnich latach teza, iż PiS nie będzie miał koalicjanta, w razie wygranej Dudy stanie się nieaktualna?
Może zamienić się w gruzy.
Grożą nam rządy Ku Klux Klanu, jak mówią niektórzy komentatorzy, czyli PiS, Kukiza i narodowców?
Dla jednych rządy PiS to groźba, dla innych – szansa. Jeśli Duda wygra, może nastąpić przełom w nastawieniu do Prawa i Sprawiedliwości wyborców środka, co pozwoli tej partii wyraźnie wygrać jesienne wybory. Nie wykluczałbym wówczas nawet samodzielnych rządów PiS, choć bardziej prawdopodobny pozostaje scenariusz, w którym języczkiem u wagi niezbędnym do stworzenia większości będzie nowa formacja Kukiza, ewentualnie PSL.
A co się wydarzy w PiS, jeżeli Duda przegra wybory prezydenckie?
To dziś mniej prawdopodobne od jego wygranej. Ale także wtedy PiS wyjdzie z tych wyborów wzmocniony, bo Duda na pewno nie przegra znacząco i pozostanie dla swojej formacji wielką wartością.
Niektórzy komentatorzy uważają, że Kaczyński zechce przyciąć Dudę do wysokości trawy, do której zawsze przycinał ewentualnych konkurentów do władzy.
Proponuję spojrzeć na to z innej perspektywy. Jarosławowi Kaczyńskiemu zależy przede wszystkim na przeprowadzeniu w Polsce głębokich reform, na naprawie państwa, a to wymaga wysokiej wygranej w jesiennych wyborach. Wszystko, co temu sprzyja, jest plusem, a nie minusem. Prezydent Komorowski te plany będzie nadal blokować, a popularny Andrzej Duda, zwłaszcza prezydent Duda, wspierać.
Czy w razie wygrania przez PiS wyborów parlamentarnych PO powinna się martwić, że będzie rozliczana z katastrofy smoleńskiej, afery hazardowej itd.?
W takiej sytuacji Platforma będzie miała większe zmartwienia niż rozliczenie i ewentualny upadek takiej czy innej grupy swoich, nawet najważniejszych, polityków. Naruszone będą bowiem egzystencjalne interesy wszystkich. Parę tysięcy ludzi na ważnych i lukratywnych stanowiskach państwowych może zacząć tonąć. Nie zapominajmy jednak, że na razie Platforma nadal rządzi i ma swoje atuty. Że rozwiązywała dotąd sytuacje kryzysowe sprawniej od swych poprzedniczek u steru władzy: Unii Wolności, AWS czy SLD. Tak w każdym razie bywało za czasów Donalda Tuska. Obecny kryzys jest jednak głębszy, społeczne oczekiwania zmian silniejsze, co czyni wokółwyborczy test sprawności (tym razem posttuskowy) znacznie trudniejszym.
—rozmawiała Eliza Olczyk („Wprost")
http://www4.rp.pl/artykul/1201056-Tomasz-Zukowski--Panika-w-obozie-wladz...
3 Comments
"Jak zrobić z palców
17 May, 2015 - 13:04
Wniosek o referendum w sprawie sześciolatków – półtora miliona podpisów do niszczarki, prywatyzacja lasów – dwa miliony podpisów, wiek emerytalny – dwa i pół miliona - mówi Robertowi Mazurkowi Krzysztof Stanowski, dziennikarz.
"Plus Minus": Jest pan najbardziej upolitycznionym dziennikarzem sportowym.
Krzysztof Stanowski, dziennikarz: Naprawdę? Jak ze stu felietonów na portalu piłkarskim osiem napiszę o polityce, to wszystko.
Ale to one najbardziej rezonują.
Wiem, i to daje mi do myślenia.
Na kogo głosuje lewicowy, młody, wykształcony, z wielkiego miasta...
...i w dodatku z Wilanowa? Na Pawła Kukiza.
A teraz?
Zagłosuję na Andrzeja Dudę.
To dla pana czytelników musi być szokujące.
To jest szokujące dla mnie samego, bo nigdy nie podejrzewałem się o to, że mogę zagłosować na jakiegokolwiek kandydata PiS. Ja przez lata głosowałem na Platformę, a nawet, wstyd się przyznać, na Palikota.
To co przeważyło, że teraz Duda?
To, że nie jest Komorowskim i sprawia wrażenie dużo inteligentniejszego niż Komorowski... (śmiech)
Pytałem serio.
Duda jest znacznie bardziej energiczny od Komorowskiego, on chce z prezydentury wycisnąć coś dla ludzi. Nie chce być prezydentem po to, by trwać na urzędzie, ale by coś w Polsce zmienić.
Prawie laurka.
Prawie, bo ja nie ukrywam, że Duda to nie jest kandydat moich marzeń, ale przecież często głosujemy na mniejsze zło.
Podobno Polska przeżywa „złoty wiek".
Opowiem panu o mojej rodzinie, będzie dłużej, można?
Proszę bardzo.
Siostra mieszka w Monachium, bo jej córka musiała przejść bardzo poważną operację: w Polsce nie byłaby refundowana i kosztowałaby milion złotych, a tam zrobili ją bez problemu. Rozumie to pan? Siostra musi mieszkać w Niemczech, bo polskie państwo nie zapewnia swoim obywatelom pomocy medycznej, jaką Niemcy dają nawet imigrantom!
Rozumiem rozgoryczenie, ale Niemcy po prostu są bogatsi.
Tak? To inny przykład: brat teściowej był jednym z przedsiębiorców, którzy budowali autostradę. Latami czekał na zapłatę, jego koledzy pobankrutowali, zostali zrujnowani, bo im nie zapłacono za wykonaną pracę.
Trzeci przykład – mój teść. Ma ziemię rolną, w zasadzie nieużytki. Chcieliśmy coś na niej zrobić, rozpocząć działalność rekreacyjną, ale sam podatek gruntowy wyniósłby 52 tysiące złotych. Jak dodam do tego koszt zatrudnienia pięciu pracowników, to okaże się, że nie mamy szans wyjść na zero, bo nie zarobimy na podatki i opłaty. To lepiej nic nie robić...
...i brać dotacje.
No właśnie, ale czy o to chodzi?! Dałem panu tylko przykłady z mojej rodziny, a takich rodzin są miliony i każdy może to powiedzieć. To państwo w żadnym sektorze nie funkcjonuje dobrze.
Nie przesadza pan?
A w jakim funkcjonuje? Służba zdrowia czy oświata nie działają, w urzędzie załatwić sprawy się nie da, w sądzie na rozprawę trzeba czekać latami. Mało? Możemy opowiadać sobie o policji czy sprzęcie polskiej armii. Gdziekolwiek człowiek spojrzy, tam jakiś kataklizm.
I wierzy pan, że JOW uzdrowią sytuację w Polsce?
JOW nie mają znaczenia! Wszyscy się czepiają tych JOW, a ludzie nie głosowali na Kukiza dlatego, że im obiecał okręgi jednomandatowe! One nie są ani tak dobre, jak mówi Paweł Kukiz, ani tak złe, jak twierdzą jego oponenci.
To dlaczego pan na niego głosował?
Widziałem w Kukizie człowieka z pasją, który tak jak ja ma dość polityków i który chce w tym bagnie namieszać.
Muzyk rockowy na prezydenta?
A Reagan kim był? Aktorem.
Kukiz to ostatni sprawiedliwy w tej Sodomie?
Ciągle słyszę, że Kukiz nie miał programu, ale to zawodowi politycy doprowadzili do tego, że głoszony program nie ma znaczenia. Przecież obiecać można wszystko. Ludzie już nie patrzą na programy, bo wiedzą, że może być jak za Platformy – mieli obniżyć podatki, a je podnieśli. Cokolwiek zostanie obiecane, są to puste słowa.
Kukiz byłby lepszym prezydentem?
Wierzę, że wykorzystałby prezydenturę, by pokazać Polakom, w jaki układ polityczny zabrnęliśmy, co nas blokuje i jak to rozbić.
Korwin-Mikke też jest politykiem antysystemowym.
Kompletnie mnie do siebie nie przekonuje. Nie postawiłbym znaku równości między nim a Kukizem, który ma autentyczną polityczną pasję. Tymczasem Korwin-Mikke to facet żyjący z uprawiania polityki od 25 lat, jest europosłem i z tego korzysta. A jednocześnie nie mogę się zgodzić z tym, co mówi o kobietach, niepełnosprawnych, z jego rozważaniami, „czy Hitler wiedział o Holokauście".
A Palikot? Na niego pan już głosował.
Skończył jako błazen, ale kilka lat temu, gdy pojawił się nowy, z hasłami o „przyjaznym państwie", a ja miałem dość Platformy, pomyślałem, by dać mu szansę.
Nie wiedział pan, co robił wcześniej?
Ale wiedziałem też, co inni robili.
W ten sposób z młodego gniewnego wyrośnie pan na starego wkurzonego.
Wszystko na to wskazuje (śmiech).
I do końca życia będzie pan głosował na tych, którzy są przeciw?
Nie, absolutnie nie mam takiego celu. Chciałbym, by ci, na których głosuję, wygrali wybory i coś naprawdę w Polsce zmienili.
Ale przecież pańska partia rządziła.
No tak, głosowałem na Platformę, tyle że ona stała się partią sytych misiów. Przestałem wierzyć, że mogą i chcą cokolwiek zmienić. A bycie nie-PiS-em to dla mnie za mało. Po ośmiu latach rządów Platformy chciałbym zobaczyć realne wyniki.
Proszę bardzo. Wczoraj rozmawiałem z pewnym ministrem i on wyliczał: są autostrady, w każdym mieście nowy basen, w szpitalach tomografy...
Co z tego, że mamy autostrady, skoro kosztują dwa razy tyle co we Włoszech, a Polacy nie zarabiają nawet połowy tego co Włosi? Tomografy? Może w szpitalu MSWiA są tomografy i wszystko inne bez limitu, ale normalny człowiek nie może się na takie badania dostać. Oni nie stoją w kolejkach, to sobie mogą jechać na te nowe baseny...
A za cztery lata nie będzie się pan wstydził, że głosował na Kukiza?
To możliwe, ale jaką mam dziś alternatywę? Głosować na kogoś ze starego, zgniłego układu politycznego, na facetów, którzy z polityki dobrze żyją, ale nic mi nie dają?
Mimo wszystko uwierzył pan Dudzie, a sztab Komorowskiego powtarza, że za Dudą stoi Kaczyński.
A kto stoi za Komorowskim? Roman Giertych, Michał Kamiński? I to ma mnie uspokoić?
Stanął przy nim Aleksander Kwaśniewski.
Jak zobaczyłem ich razem, to pomyślałem, że nie wiem, dla kogo to większy obciach: dla Komorowskiego czy dla Kwaśniewskiego. To jest jakieś całkowite niezrozumienie mnie jako wyborcy Kukiza.
Stara się o głosy.
Ale w jaki sposób! Komorowski zastanawia się teraz, jak się uszminkować, jak wypaść dobrze w telewizji, jak zrobić z palców plecionkę, koszyczek czy co tam jeszcze ma w repertuarze Tymochowicz. Tak chcą wygrać wybory? Kukiz nie robił plecionki i nie chodził do solariów, był naturalny.
Komorowski też tego nie robi.
Ale to nie jest przypadek, że wśród młodych ludzi ma tak małe poparcie: zupełnie ich nie rozumie.
Ma piątkę dzieci, powinien ich rozumieć.
To musiał mieć poważne problemy z komunikacją, bo jego przekaz kompletnie nie trafia do młodych. W tym, co mówi, jest gigantyczna obłuda. Komorowski dzień po wyborach zaczyna popierać JOW?! Przecież ludzie nie są idiotami i nawet jeśli media im czegoś nie powiedzą, to mają internet.
A w nim co?
Wniosek o referendum w sprawie sześciolatków – półtora miliona podpisów do niszczarki, prywatyzacja lasów – dwa miliony podpisów, wiek emerytalny – dwa i pół miliona. Co zrobiła z tym wszystkim Platforma, co zrobił Komorowski? Wszystko do niszczarki.
Może zmienił zdanie?
I co, teraz mam uwierzyć, że Komorowski zaczął się wsłuchiwać w głosy ludzi? Były miliony podpisów i referendów nie zrobił, a teraz chce zmieniać konstytucję? Na kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi? Ludzie na niego nie zagłosują, bo robi to wszystko, czego wyborcy Kukiza nie chcą.
Czyli co?
Ja nie chcę, by mi się ktoś podlizywał. Nie będę szanował polityka, który jest w stanie sam sobie w pięć minut zaprzeczyć, byle tylko zyskać mój głos, chcę, by ktoś potraktował mnie poważnie.
Komorowski był absolutnym faworytem. Bo go znamy, niczego nie popsuje...
...ale jak długo to, że nie zepsuł, ma być argumentem?! Może dla niektórych taka stabilność jest argumentem, ale ja chcę zmian! Wyborcy Kukiza głosowali na niego nie dlatego, że chcą, by było po staremu, ale dlatego, że chcą zmian. A teraz zmianę gwarantuje Duda, nie Bronek.
Prezydent nie powinien być gwarancją stabilności?
Spokojna prezydentura to zaleta, pod warunkiem że nie polega na przespaniu pięciu lat na kanapie, co zrobił Komorowski.
Ale jak nie on, to Kaczyński...
To straszenie kompletnie na mnie nie działa. A raczej działa, tylko odwrotnie! Im bardziej mnie straszą PiS-em, tym bardziej mam ochotę dać im nauczkę za to wszystko.
To czemu nie głosował pan od razu na PiS?
Oni mnie odrzucali. Słusznie czy niesłusznie, ale przez lata myślałem, że PiS to partia oszołomów. Kiedy widziałem Antoniego Macierewicza, to myślałem, że to facet nie z mojej bajki, na którego nigdy nie oddam głosu, a wszystko, co mówił, było agresywne, nie w moim stylu...
No, to akurat w pańskim stylu.
Dobrze, nie w stylu, którego szukam u polityków. Uważałem, że nie myślą racjonalnie, brak im zdrowego rozsądku.
Strach przed Kaczyńskim nie brał się znikąd. To było przypominanie o IV RP.
A teraz co się dzieje? Koleś, który wrzuca jakieś memy, AntyKomor, ląduje w areszcie i ma sprawę? Za internetowe żarty? I znowu to powiem: co by się działo, gdyby zamknięto kogoś za żarty z Kaczyńskiego?
Ale to za Ziobry budzili ludzi o szóstej rano.
Nie wiem, o której wsadzają teraz, ale mój kolega Maciek Dobrowolski, kibic Legii, siedzi w areszcie tymczasowym trzy lata! Bez wyroku, dopiero ruszył proces, a potrwa pewnie kolejny rok.
Broni pan kolegi...
Nie! Ja nie mówię, że jest niewinny, bo tego nie wiem, ale akt oskarżenia zbudowano wyłącznie na zeznaniach jednego faceta, świadka koronnego, a poza tym ile on już siedzi? Jak można kogoś trzymać trzy lata bez wyroku? To jest państwo prawa? Gościa, który przyszedł z krzesłem na spotkanie z Bronkiem, zamknęli w szpitalu psychiatrycznym. Takie rzeczy dzieją się coraz częściej.
Nie przesadza pan?
W jakimś mieście zakleja się facetowi usta, bo chciał coś tam krzyknąć. Wyobraża pan sobie, co by było, gdyby tak się działo za Kaczyńskiego? Harmider na cały kraj i protesty przeciw zdławieniu wolności słowa. Robi to ochrona Komorowskiego i cisza. Ale jest jeszcze internet, który wyłapuje takie rzeczy.
Wielu wyborców odrzuca takie informacje. Impregnują się na nie.
Ja też taki byłem, aż nagle przelała się czara goryczy i przestało na mnie działać straszenie Kaczyńskim. Jeśli PO ma od lat prezydenta, parlament i wszystkie najważniejsze instytucje w państwie, to kim jest Kaczyński? Jest nikim, zwyczajnym posłem.
Liderem opozycji.
I co, może blokować ustawy Platformy? Nie bądźmy śmieszni. Nie ma na nic wpływu, więc nie opowiadajcie mi, że to wszystko przez niego. Chcę to powiedzieć wyraźnie: Przestańcie mnie straszyć Kaczyńskim, bo ja się go nie boję! Wyrosłem z tego.
Powtarzają, że PiS jest kłótliwy. Może i był przez lata, ale teraz to PO żre się między sobą, więc nic by się nie zmieniło. A poza tym to Komorowski mówi o zgodzie i bezpieczeństwie, a wygraża ludziom na wiecach i mówi, że trzeba ich wyeliminować z życia publicznego.
Wie pan już, jak się nazywa premier Izraela?
Zawsze wiedziałem, a wpis, do którego pan nawiązuje, był prowokacją. Chciałem pokazać, że media zajmują się celebrytami, a nie tym, co najistotniejsze.
I dlatego pan nie wie, kto jest premierem Izraela, ale wie, kto jest chłopakiem pani Szulim.
(śmiech) Powtarzam, że to była prowokacja.
Ale pan z tych mediów czerpie wiedzę o polityce. Może i tu wykrzywiły panu obraz?
I dałem się nabrać na czarną propagandę? Nie sądzę, mówiłem panu o doświadczeniach mojej rodziny, przyjaciół. Te sytuacje raczej nie sugerują, że jest dobrze. Ludzie nie mają wyjścia i emigrują. To dlatego w głosowaniu w Anglii czy Irlandii połowę głosów zebrał Kukiz.
Jak pan to tłumaczy?
To najbardziej zdeterminowana część Polaków, którzy chcieliby wrócić, i jedyną nadzieją, że wrócą, jest Kukiz. A propos, wie pan, dlaczego nie mógłbym głosować na Komorowskiego? Bo szczerze nienawidzę manipulacji. I zalała mnie krew, jak słyszałem, że największa fala emigracji nastąpiła za rządów PiS. Nikt się nie zająknie, że to nie była wina rządów Kaczyńskiego, ale tego, że otworzył się rynek pracy w Anglii.
Często pan pisze o medialnych manipulacjach.
Bo jak nie zareagować, gdy się widzi taką ustawkę jak budowa obwodnicy Inowrocławia? Jest prezydent, są kamery, to są i koparki, ale przecież żadnej budowy nie ma. Ostatnio Ewa Kopacz otwierała budowę jakiegoś szpitala. Otworzyła, wszystko świetnie, tylko tam nawet pozwolenia na budowę nie ma!
Faktycznie, media o tym milczą.
Ale są media społecznościowe: YouTube, Facebook, Twitter, gdzie ludzie sami siebie informują, podają sobie informacje niewygodne dla władzy. To wszystko jest też na głównych portalach – nawet jeśli nie w tekście, to pod nim, w komentarzach ludzi.
Ostatnio protestował pan przeciwko manipulacjom w sprawie pomnika ofiar Smoleńska.
To, co zrobiła Hanna Gronkiewicz-Waltz, zestawiając projekt Pomnika Światła przed Pałacem Prezydenckim z reflektorami hitlerowskimi wystrzelonymi w niebo, było po prostu obrzydliwe! Ale ta obrzydliwość została ukarana, bo ludzie w kilka chwil zalali internet memami i ją wykpili.
A co pan sądzi o samym pomniku?
Napisałem, że faktycznie nie przeżywałem tej katastrofy jakoś szczególnie, ale zginął prezydent mojego kraju, tylu najważniejszych ludzi, że pomnik im się po prostu należy. Tym bardziej, że tylu ludzi tego potrzebuje i nie widzę powodu, byśmy nie mogli im tego dać. Ja tam nie będę chodził 10. każdego miesiąca, ale chciałbym móc złożyć tam kwiaty raz czy drugi z synem, kiedy podrośnie. Wie pan, jestem zszokowany, jak można się było podzielić z powodu katastrofy, w której zginęli ludzie ze wszystkich środowisk.
Wkręciła pana ta polityka...
Zacząłem o niej pisać, bo mam po dziurki w nosie tego, co robią z nami politycy. I nagle się okazało, że to jest bardzo popularne. Media podzieliły się jak partie, na dwie strony barykady, i ogromna rzesza ludzi, która nie jest ani za PO, ani za PiS, nie ma swego miejsca. Mają dość i polityki, i dziennikarstwa.
Pan chce ich zagospodarować?
Nie, zacząłem pisać o tym, co mnie wkurza u polityków. Na przykład to, że przeobrazili się w celebrytów. Nie widzę w nich ludzi załatwiających ważne sprawy dla Polski, ale facetów przesiadujących w telewizjach.
I nie dostrzega pan między nimi różnicy?
Są nieznaczne. W sprawach dla mnie najważniejszych nie robią nic, a jak już robią, to zaszkodzą. Dam panu przykład: miałem bardzo dobrą pracę w firmie bukmacherskiej. Wybuchła afera hazardowa, bo ktoś podsłuchał polityków Platformy, jak załatwiają swoje interesiki na cmentarzu. Weszła ustawa likwidująca hazard, firma padła, ja straciłem pracę. I co? Miałem świetną pracę, jedna decyzja polityków i nie mam z czego żyć.
To bolesne, ale jednostkowe doświadczenie.
Mam święte przekonanie, że Polacy dochodzą do czegokolwiek wbrew politykom, a nie dzięki nim. Nigdy politycy w niczym nam nie pomogli.
Hm, mnie Zyta Gilowska obniżyła podatki.
Raz się tak zdarzyło.
No tak, potem rząd Tuska zabrał mi koszty uzyskania przychodu.
Bo oni mają wszelkie mechanizmy, by obywateli gnębić, i je wykorzystują. Jeśli chcemy coś osiągnąć, to musimy szukać sposobów, by to przezwyciężyć, a nie liczyć na pomoc państwa.
Rozumiem, że pan nie liczy?
I tak jej nie dostanę. Mam 33 lata, żonę, synka i jeśli chcę posłać dziecko do żłobka, to mam prywatny za 1300 zł, bo innych nie ma. Lekarz? Też prywatnie, 350 zł miesięcznie. Małe dziecko kosztuje mnie miesięcznie 1700 zł, i to tylko podstawowe rzeczy. A przecież płacę podatki, a składki zdrowotne nawet dwie.
Jak to dwie?
Mam dwa rodzaje działalności gospodarczej, więc muszę płacić dwa razy, a przecież to ja, ciągle ten sam. I to jest sprawiedliwe?
To po to, by pańska mama miała na emeryturę.
Sam się pan śmieje i mnie podpuszcza. Gdzie są te pieniądze? Emerytury? Nie przywiązuję się do tego, co mi obiecano, bo miałem nauczkę w postaci OFE. Podpisałem z państwem umowę, która była realizowana, po czym jednostronnie jednego dnia ją ze mną rozwiązano, choć nie było w niej takiego zapisu.
Weszły nowe przepisy.
I co? Gdybym ja tak rozwiązywał swoje problemy, to poszedłbym pod sąd, a państwo może sobie robić, co zechce, z moimi pieniędzmi. I to mi się nie podoba. I z tym chciałbym walczyć.
—rozmawiał Robert Mazurek
Krzysztof Stanowski zadebiutował jako dziennikarz sportowy w wieku 14 lat, pracował m.in. w „Przeglądzie Sportowym", „Super Expressie", „Dzienniku", „Futbolu". Opublikował m.in. biografię Andrzeja Iwana „Spalony" (Buchman 2012). W roku 2008 założył portal Weszlo.com
http://www4.rp.pl/artykul/1200979-Rozmowa-Mazurka--Jak-zrobic-z-palcow-k...
Kpiny z Komorowskiego na
17 May, 2015 - 13:18
Kpiny z Komorowskiego na antenie TVN. Prokop po prezydencku o "BULU" pleców
"Dzień dobry TVN" to poranna audycja, w której poruszane są rozmaite tematy. Te poważne i całkiem absurdalne. Prowadzący się zmieniają - jeden z ostatnich programów prowadziła znana para Dorota Wellman i Marcin Prokop. Zajęli się między innymi problemami z bólami pleców u dzieci. Ale nie medyczne zagadnienia przykuły uwagę telewidzów.
"Marcin Prokop zakpił z głowy państwa! Podczas emisji programu "Dzień dobry TVN" wypalił, że będzie notował po prezydencku. "Inne powody BULU pleców" - napisał na tablicy" - relacjonuje fakt.pl
Prokop na tym nie poprzestał. Dalej kpił z Bronisława Komorowskiego.
"Prezydent chyba by tak napisał - powiedział prezenter poprawiając pisownię na: "Inne powody buló pleców". Aż w końcu wpisał dwa "ó" - podaje tabloid.
screen fakt.pl
Akcja Prokopa to aluzja do słynnej wpadki Bronisław Komorowskiego, gdy w 2011 roku (po tragicznym tsunami) prezydent wpisał się do księgi kondolencyjnej w japońskiej ambasadzie.
"Jednoczymy się w imieniu całej Polski z narodem Japonii w bulu i w nadzieji na pokonanie skutków katastrofy" - napisał B. Komorowski.
http://niezalezna.pl/67130-kpiny-z-komorowskiego-na-antenie-tvn-prokop-p...
17 May, 2015 - 13:21
"Halo? Jowita?" Internauci wyśmiali akcję wyborczą Komorowskiego
Komorowski wystąpił na briefingu w siedzibie sztabu na Żurawiej z żoną milionera, aktorką Anną Czartoryską-Niemczycką i Magdaleną Boczarską. Wspólnie z kandydatem PO dzwoniły do ludzi, agitując ludzi z tzw. "obywatelskich komitetów poparcia Komorowskiego", by ci namawiali znajomych do oddania głosu na kandydata PO.
fot. 300polityka.pl
Reakcje i skojarzenia większości internautów i dziennikarzy na Twitterze były jednoznaczne. Doszukano się również umiejętności, które mogą się przydać Bronisławowi Komorowskiemu przy poszukiwaniu nowej pracy
Nie zabrakło dobrych rad dla tych, którzy odbiorą telefon od sztabowców Platformy
http://niezalezna.pl/67117-halo-jowita-internauci-wysmiali-akcje-wyborcz...