Ojciec i wychowanie dzieci

 |  Written by Ursa Minor  |  4

Dojrzały ojciec kocha żonę i ma czas dla dzieci.

Ojciec i wychowanie dzieci   Marek Piekara /Foto Gość
Dobry ojciec jest najpierw szczęśliwym małżonkiem. Pierwszą formą miłości ojca wobec dzieci jest jego radosna obecność dla nich, czyli czas, jaki codziennie rezerwuje dla swoich dzieci.

Optymalnym miejscem rozwoju dla dzieci i młodzieży jest szczęśliwa rodzina, oparta na wzajemnej miłości rodziców. Ojciec oddziałuje na córki i synów najpierw poprzez to, kim jest. Od tego, na ile dojrzałym i szczęśliwym jest człowiekiem, zależy to, jakie znaczenie ma dla dzieci jego obecność, jego zachowania i jego słowa. Dobrym wychowawcą jest taki ojciec, który najpierw odnosi sukcesy w wychowywaniu samego siebie. To ktoś zaprzyjaźniony z Bogiem. To ktoś prawy i kierujący się Bożymi przykazaniami w każdej dziedzinie życia. To ktoś odważny, wytrwały i stanowczy w dobru, a przez to zdolny do wiernej miłości. To ktoś odpowiedzialny, pracowity i odnoszący sukcesy w pracy zawodowej. To ktoś wolny od uzależnień i promieniujący spokojem oraz poczuciem bezpieczeństwa.

Dobry ojciec jest najpierw szczęśliwym małżonkiem. Nie jest możliwe szczęśliwe rodzicielstwo bez szczęśliwego małżeństwa. Dla dziecka nie ma większego bohatera, jak tata, który z całego serca kocha mamę. Wygrywanie ojcostwa zaczyna się od wygrywania małżeństwa. Szczęśliwy i kochający żonę tata jest niezawodnym przewodnikiem i wsparciem dla swoich dzieci. Jego pierwszym zadaniem jest zachwycanie dzieci swoją miłością i delikatnością wobec żony. Syn uczy się wtedy tego, w jaki sposób powinien odnosić się do dziewcząt, a w przyszłości do swojej żony i do córek. Z kolei córka widzi, jak szlachetnej i mądrej postawy wobec siebie ma prawo oczekiwać od chłopców i jaką miłością powinien pokochać ją ten, kto będzie chciał stać się jej mężem i ojcem jej przyszłych dzieci.

Pierwszą formą miłości ojca wobec dzieci jest jego radosna obecność dla nich, czyli czas, jaki codziennie rezerwuje dla swoich dzieci. Nieobecność ojca jest wielką krzywdą dla dzieci, a jego obecność jest dla nich prawdziwym błogosławieństwem, gdyż stanowi czytelny znak miłości. Dla dziećmi jest czymś oczywistym, że matka jest obecna w domu od świtu do nocy, że ma dla swoich dzieci czas, że chętnie z nimi rozmawia, że wsłuchuje się w ich pytania, przeżycia i problemy, że dodaje otuchy, pociesza, spiera. Obecność ojca nie jest już dla dzieci tak oczywista, gdyż zdają one sobie sprawę z tego, że tata musi zarobić na utrzymanie rodziny, że wiele godzin spędza w pracy zawodowej, że po powrocie ma zwykle sporo do zrobienia w domu i najbliższym otoczeniu, że ma swoje zainteresowania i hobby, że lubi się zdrzemnąć i oglądać telewizję czy poczytać gazety. Jeśli mimo to codziennie znajduje kilka godzin czasu dla swoich dzieci, to nie mają one wątpliwości co do tego, że są przez niego bardzo kochane i że są cenne w jego oczach.

Obecność ojca to podstawowy warunek komunikowania dzieciom miłości oraz wspierania ich w rozwoju. Powinna to być obecność twórcza. Dojrzały i kochający ojciec chętnie odpowiada na dziesiątki pytań swoich dzieci, wyjaśnia im tajemnice otaczającego świata, dobrze, pomaga w odrabianiu lekcji, uczy nowych umiejętności. Ważną rolą ojca jest jasne określanie i stanowcze egzekwowanie reguł wychowawczych, moralnych i dyscyplinarnych. Ojciec powinien być szczególnie stanowczy w ochronie dzieci przed wszelkimi zagrożeniami, a także przed ich własną słabością, lenistwem czy naiwnością, na przykład w odniesieniu do korzystania z gier komputerowych czy Internetu, a także w kwestii dotrzymywania słowa, punktualności czy respektowania ustalonej godziny powrotu do domu przez dorastających synów czy córki.

Mądry ojciec wie, że ochrona przed zagrożeniami to nie tylko i nie przede wszystkim – konieczne w wychowaniu! – nakazy i zakazy, ale to najpierw ukazywanie dobrych alternatyw dla tego, co płytkie, banalne, groźne czy prowadzące do uzależnień. Właśnie dlatego dojrzały ojciec zaszczepia w swoich dzieciach wartościowe zainteresowania i pasje, pomaga im pracowicie i systematycznie rozwijać otrzymane od Boga talenty, organizuje ciekawe wycieczki i wyjazdy dla całej rodziny, wspólne z dziećmi uprawia sport, zabiera je do kina czy teatru, okazuje radość z osiąganych przez nie sukcesów i pomaga przetrwać trudne chwile czy gorycz nieuniknionych przecież porażek.

Dobry ojciec jest mężny w dobru. To prawdziwy mężczyzna, czyli człowiek prawy na wzór św. Jozefa. To ktoś, kto z miłością strzeże całej rodziny na podobieństwo odważnego żołnierza, który gotowy jest oddać życie w obronie ojczyzny. Jednocześnie dobry ojciec to ktoś czuły dla swoich dzieci. Najważniejszą formą czułości ojca wobec dzieci jest jego cierpliwość, która wyraża się poprzez spokojne reagowanie wtedy, gdy dzieci są niespokojne,  gdy czują się zagrożone albo bezradne czy gdy są rozczarowane same sobą. Wtedy najbardziej potrzebują ojca, który jest rycerski i silny, a jednocześnie delikatny i dyskretny. Dobry ojciec modli się codziennie za swoje dzieci, gdyż wie, że nie jest w stanie towarzyszyć im zawsze i wszędzie i że nie w każdej sytuacji będzie wiedział, w jaki sposób im pomóc. Taki ojciec uczy się od Boga zasad wychowania i wspierania swoich dzieci. Chętnie też modli się razem z dziećmi i opowiada im z zachwytem o Bogu, który nas w pełni rozumie, zawsze kocha i uczy mądrze postępować. Dzieci, które widzą modlącego się ojca i które razem z nim się modlą, łatwo znajdują swoją drogę religijnego rozwoju i wypływają na głębię w każdej sferze człowieczeństwa.

Nieczęsto spotykamy obecnie młodych mężczyzn, którzy dorastają do tego typu dojrzałego, radosnego ojcostwa. Nastolatek czy młody mężczyzna, któremu rodzice nie pomogli w uczeniu się miłości małżeńskiej i rodzicielskiej, nie jest skazany na porażkę, ale potrzebuje solidnej grupy wsparcia. Powinien włączyć się w grupy formacyjne w parafii czy w duszpasterstwie akademickim. Tego, co dobre, najłatwiej uczyć się wspólnie, z pomocą Boga i Bożych ludzi.

http://gosc.pl/doc/2558621.Ojciec-i-wychowanie-dzieci

0
No votes yet

4 Comments

Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Abp. Hoser: "Brak ojca, który uczy rozróżniania dobra i zła, powoduje wzrastanie moralnych ślepców"

Fot.zdjęcie ilustracyjne freeimages.com
Fot.zdjęcie ilustracyjne freeimages.com

W Dniu Ojca warto pamiętać o tym, że bycie ojcem to wielki dar i zadanie, którego nie wolno traktować byle jak. O tam, jak ważne i piękne jest ojcostwo i jakie skutki niesie ze sobą jego obecny kryzys, mówił w rozmowie z tygodnikiem „Idziemy” abp. Henryk Hoser.

Mężczyzna, który nie wchodzi w relacje z synem, córką i ich matką, który nie okazuje im uczuć, jest tylko atrapą ojca

—podkreśla abp Henryk Hoser SAC.

Biskup warszawsko-praski tłumaczy, skąd wziął się kryzys ojcostwa.

Straciliśmy z oczu Boski model ojcostwa. Nie mamy się na kim wzorować, stąd pomieszanie ról – kobiet i mężczyzn, ojców i matek. Święty Paweł pisze, że Bóg to źródło wszelkiego ojcostwa na ziemi (Ef 3, 15). Jeśli się w Niego wpatrujemy, wiemy, na czym to ojcostwo polega. To przede wszystkim odpowiedzialność za życie, bo Bóg dba o utrzymanie każdego powołanego przez siebie życia. (…) Ziemski ojciec też ma być odpowiedzialny za życie, którego jest współautorem. Ojciec powinien zawsze bronić życia i robić wszystko, by się ono rozwijało i przyjmowało coraz dojrzalsze formy oraz dorastało do doskonałości. Niestety, nijak się to ma do antykoncepcji, a nieraz nawet do aborcji, do której skłania lub zmusza swoją żonę. W sprawach życia codziennego ojciec bierze pełny udział i podejmuje współodpowiedzialność. Nie znika, nie zostawia żony z domem na głowie i z problemami wychowawczymi dzieci, podczas gdy sam ucieka w pracę lub preteksty nieobecności. Ojcostwo to zadanie stałe, wierne i dożywotnie

—podkreśla.

Abp. Hoser odniósł się do słów papieża Franciszka, który mówił, że dzisiejsze społeczeństwo jest „społeczeństwem bez ojców”.

Nieobecność moralna, psychiczna, duchowa jest śmiercionośna dla rodziny. Ojcowie, którzy wracają późno do domu, bo na pierwszym miejscu stawiają przesadną samorealizację, a zapominają o rodzinie, to dezerterzy. Ojciec, który w dziecku widzi konkurencję wobec swojej żony, jest niedojrzały, to mąż zdziecinniały. Ustawia się w pozycji dziecka swojej żony, zamiast służyć jej oparciem.

Podkreślił też, jak wielką krzywdę robią dzieciom „nieobecni” ojcowie. Konsekwencje braku ojca dziecko odczuwa przez całe życie.

Jeśli dziecku od początku towarzyszy brak ojcowskiej czułości i wpływu, to jest to brak nie do nadrobienia. Brak ojca, który uczy rozróżniania dobra i zła, powoduje wzrastanie moralnych ślepców, żywiących się muchomorem

—alarmuje.

Gdzie więc we współczesnym świecie relatywizmu i zniekształconych relacji międzyludzkich szukać wzoru ojcostwa?

Ojca nie czyni nazwanie go tym określeniem; staje się nim, gdy podejmuje odpowiedzialność ojcowską. Modelem ojcostwa jest Bóg, którego Jezus ukazał nam jako Ojca, polecając modlić się do niego słowami „Ojcze nasz”. Bóg jest źródłem dobra. Jeśli dziecko prosi ojca o chleb, nie poda mu kamienia, gdy prosi o rybę, nie poda mu węża, gdy prosi o jajko, nie poda mu skorpiona – tak mówi o ojcostwie sam Jezus

—wyjaśnia abp.Hoser i mówi, jaki powinien być ojciec. Ten model nie zmienia się od tysięcy lat.

Ojciec powinien więc cechować się miłością i odpowiedzialnością. Popychać dziecko do rozwoju, nawet czasem do ryzyka, ale nie szczędzić przy tym czułości. Dobry ojciec jest stanowczy, ale stabilny emocjonalnie. Wypatruje na horyzoncie niebezpieczeństw i potrafi uchronić przed nimi rodzinę.

Tego właśnie życzymy wszystkim ojcom z okazji ich święta.

Cały wywiad Moniki Odrobińskiej z abp. Henrykiem Hoserem SAC w tygodniku „Idziemy” 25/2015

http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/256986-abp-hoser-brak-ojca-ktory-uczy-...

Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Nie jestem bohaterem

Aleksandra Pietryga

Bez piwa, cygar i szybkich wozów. To męska opowieść o sile, odwadze i miłości.

Wojtuś urodził się tak szybko, że wszystkich przestraszył. Karina Bisaga uśmiecha się, że zna tylko jednego mężczyznę, który zemdlał w trakcie porodu dziecka. Swojego męża. Jednak to nie szczególna nadwrażliwość spowodowała, że młodemu ojcu ugięły się nogi. Przed porodem rodzice nie mieli pojęcia, że ich dziecko urodzi się z rzadkim zespołem wad wrodzonych, tzw. Wolfa-Hirschhorna.

Piotr szybko doszedł do siebie. Zanim do sali wróciły położne, które zabrały noworodka, rodzice oddali swoje dziecko Bogu, dziękując Mu za nowe życie. – Od wielu lat pracuję z osobami niepełnosprawnymi umysłowo, co teoretycznie przygotowało mnie na przyjęcie Wojtka do naszego życia, choć i tak było to dużym przeżyciem – opowiada Piotr Bisaga. – Jest dla nas prezentem, i tak nazwaliśmy go od samego początku – pomimo szoku, jaki wywołały jego narodziny.

Piotr Bisaga z synem Wojtkiem   Romek Koszowski /Foto Gość Piotr Bisaga z synem Wojtkiem Z Bogiem się nie kłócę

Jacek Musialik ma 39 lat i samotnie wychowuje córkę i syna. Jego żona Ania zmarła sześć lat temu w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym. Była w siódmym miesiącu ciąży. Dziecko udało się uratować, jednak niedotlenienie w okresie okołoporodowym spowodowało porażenie mózgowe. Jacek w jednym czasie musiał się zmierzyć z utratą żony, samotnym ojcostwem oraz walką o życie synka Pawełka, a następnie żmudną rehabilitacją.

– Wiele osób wtedy się za mnie modliło – mówi Jacek. – Jeśli czerpałem skądś siłę, to tylko stąd... Z Panem Bogiem się nie kłócę. Czuję, że „coś” mnie w tym czasie niosło i podtrzymywało, ale nie była to moja zasługa.

Opowiada, że kiedyś obawiał się osób niepełnosprawnych. – Ale kiedy lekarz zakomunikował mi, że mam dziecko z porażeniem mózgowym, nie przeraziło mnie to – mówi. Nie uważa, że poświęca się dla dzieci. – Robię to, co należy po prostu do ojca. – twierdzi. Czasem nieświadomie przejmuje zachowania bardziej typowe dla matek, na przykład nadopiekuńczość. Musi potem stawać "po drugiej stronie siebie samego" i neutralizować własne lęki.

Przyznaje, że przez pewien czas nie potrafił się modlić. Oddawał tylko Bogu codzienne zmagania, ból patrzenia na tęsknotę córeczki za mamą, przebaczenie człowiekowi, który spowodował wypadek Ani. Mówił: – To Ci, Panie Boże, musi wystarczyć.

Na pustyni

– Pan Bóg nie zesłałby na mnie nic, czego bym nie uniósł – twierdzi Jacek. Ta świadomość umacniała go w najtrudniejszych chwilach. Czasem doświadczenie jest dane, by umocnić zaufanie, zawierzenie Bogu. Czasem, by zbliżyć się do Niego, przeżyć nawrócenie. Zranione serce jest niczym pęknięta skała. Tylko przez szczelinę, przez ranę może przepłynąć łaska.

– Nigdy nie byłem tak blisko Chrystusa jak wtedy, gdy wydawało się, że straciłem grunt pod nogami – wyznaje Leszek z Chorzowa. Pewnego dnia został zwolniony z pracy. Nagle i nieodwołalnie. – Nie potrafiłem się pozbierać – opowiada.. – Przez pierwsze dni nie dochodziło do mnie, że jestem bezrobotny. Budziłem się rano i myślałem, że muszę wstać do pracy i za chwilę dochodziła świadomość, że już jej nie mam.

Leszek twierdzi, że dla mężczyzny uzmysłowienie sobie, iż nie ma pracy, powoduje paraliż wszystkich czynności, uczuć, relacji. Z jednej strony czuje przynaglenie do jak najszybszego znalezienia źródła dochodu, z drugiej czuje się bezwartościowy i pomimo silnej motywacji nie znajduje w sobie siły do podjęcia konkretnych działań. – Choć wcześniej miałem dużą wiedzę na temat CV oraz poruszania się na rynku pracy, to, gdy chodziło o mnie, nie potrafiłem przełożyć tej wiedzy na praktykę.

W tym najtrudniejszym czasie do Leszka zadzwonił przyjaciel. Zapytał, czy mogą przyjechać z żoną i znajomym księdzem. – Pierwsza moja myśl: mają dla mnie pracę – uśmiecha się Leszek. – Wtedy wydawało mi się, że to byłoby najlepszą rzeczą.

Wystarczy

Przyjaciele zaproponowali modlitwę wstawienniczą. W intencji znalezienia nowej pracy, ale nie tylko. – Po raz pierwszy w swoim życiu przeżyłem taką modlitwę i silne doświadczenie obecności Boga – mówi Leszek. Przyjaciele zaczęli szturmować niebo i… ziemskie znajomości. – W tym czasie wielkim oparciem dla mnie była moja żona – wyznaje Leszek. – Umacniała mnie, nie dołowała. Codziennie czytała mi Pismo Święte, a każdy przeczytany przez nią fragment był dla mnie słowem życia. Zaczęliśmy się razem modlić. To były rekolekcje.

Ten etap był łaską. Odczytali go jako wezwanie do przewartościowania swojego życia, zbliżenia się do Boga i siebie nawzajem. Praca znalazła się po kilku miesiącach. Nie tak prestiżowa i dobrze płatna jak poprzednia. Ale dziś to już nieważne. Ważne jest totalne zaufanie do Boga. – Mój przyjaciel ksiądz powtarzał mi w tych trudnych chwilach: pamiętaj, wystarczy Ci łaski. Bóg to obiecał. Te słowa brzmią mocno w moich uszach – wyznaje Leszek.

***

– Nie jestem żadnym bohaterem – słyszałam za każdym razem. Choć dla innych są gigantami. Oni twierdzą, że nie robią niczego nadzwyczajnego.

Musieli wytrwać, zaufać, być oparciem dla innych, pocieszać załamaną rodzinę, znajomych. Ludzie pytali, skąd mają na to siłę. A jednocześnie załamywali ręce nad „takim nieszczęściem”. – Musiałem nieraz tłumaczyć, że Wojtek jest naszą radością, że prostuje nasze życie, ustawia je w pionie, we właściwej hierarchii ważności, uczy nas świętości.

http://katowice.gosc.pl/doc/2558149.Nie-jestem-bohaterem

 

Ursa Minor's picture

Ursa Minor

„Bycie rodzicem to najtrudniejszy projekt w moim życiu”

Chcą dzielić się z innymi swoimi spostrzeżeniami na temat wychowania dzieci. Dokumentują dorastanie swoich pociech. W polskim internecie pojawia się coraz więcej blogów pisanych przez ojców. A ich odbiorcami są głównie – jak przyznają sami autorzy – matki. Ojcowie blogerzy nie ukrywają, że czasami mieliby ochotę uciec od swoich rodzin – ale szybko by wrócili stęsknieni. Brak czasu, niemożliwość zaplanowania czegokolwiek, chaos – tak wygląda dzień z życia taty. Równocześnie posiadanie dzieci daje ogromną satysfakcję. „Jestem szczęśliwym człowiekiem w tym momencie, kiedy ona jest obok mnie, kiedy patrzy na mnie, kiedy się z nią bawię, kiedy wychodzę z nią na spacer” – mówi jeden z blogerów. A my wszystkim ojcom – nie tylko tym blogującym – życzymy wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Ojca.

Ina, córka autora bloga tatowy.pl /  /
Ina, córka autora bloga tatowy.pl
/  /

Nie zależy mi na tym, żeby promować swoją osobę, tylko żeby dzielić się spostrzeżeniami związanymi z byciem rodzicem. Widzę po latach, że są ludzie, którzy to czytają. W części wpisów pojawiają się porady. Warto się takimi rzeczami dzielić - mówi autor tatablog.pl - ojciec trójki małych dzieci - trzylatki, pięciolatka i niespełna ośmiolatka. Jak podkreśla, pisanie bloga pozwala spojrzeć na daną sytuację z trochę innej perspektywy. Krótko mówiąc - przemyśleć ją sobie, bo w tym całym zabieganiu na ogół nie ma czasu na tego typu refleksje. Myślę, że to jest też taki odpoczynek intelektualny. Mój blog momentami jest ironizujący, wszystkie przemyślenia są takim odpoczynkiem od codzienności - dodaje.

Kamil, autor bloga tatawpracy.pl, ojciec czterolatka i dwulatki, przyznaje, że zaczął pisać bloga… z braku czasu. Dużo pracowałem, bardzo mało czasu spędzałem w domu, miałem wrażenie, że nie ma mnie w życiu rodzinnym i postanowiłem robić takie rzeczy, które pozwolą mi zobaczyć faktycznie, jak dużo w tym życiu uczestniczę. Zacząłem pisać bloga i okazało się, że moje spostrzeżenia - czasem dosyć brutalne - spotykają się z entuzjazmem innych młodych rodziców i wszyscy mamy gdzieś punkt wspólny – mówi.

"To najtrudniejszy klient, jakiego obsługiwałem. Klient niesforny"

Ojcowie blogerzy przyznają, że rodzicielstwo to nie sielanka. Bycie rodzicem to jest najtrudniejszy projekt w moim życiu, jak do tej pory i to jest najtrudniejszy klient, jakiego obsługiwałem. Klient niesforny, który stwarza zawsze jakieś problemy i zawsze ma inne zdanie – podkreśla Kamil.

Bycie rodzicem to jest odpowiedzialność, za siebie też, bo trzeba być cały czas sprawnym, gotowym na wszystko, trzeba umieć dostosować się do bez przerwy zmieniającej się sytuacji. Czasami trudno coś planować, bo życie z dziećmi pokazuje, że i tak wszystko się wywraca się do góry nogami – dodaje natomiast autor tatablog.pl. Dzieci mają swoje tempo. Rodzicom jest to ciężko czasami znieść szczególnie, jak ktoś się rano spieszy i wychodzi do szkoły czy do przedszkola. Przykład - zima, kombinezony i tak dalej, po czym w drzwiach, u progu, gdy za 5 minut zaczynają się zajęcia, czy trzeba wyjechać - dziecko mówi: "siku! - dodaje.

Główny problem: Brak zorganizowania, ciągłe zmiany planów

Do tego dochodzi wieczny brak czasu i często niemożliwość zaplanowania dnia. Pierwsze lata to jest wielka bolączka jeśli chodzi o sen, czas, obowiązki zawodowe. To wszystko to jest jakieś takie ślizganie się pomiędzy obowiązkami i staranie się, jak tu się wpasować, żeby było dobrze. Przyznam szczerze, że brak zorganizowania i ciągłe zmiany planów to jest chyba główny problem, jaki mam, bo w pracy lubię zorganizowanie i poukładanie, harmonogram i rzeczy, które dzieją się według planu. Natomiast z dziećmi to jest totalna improwizacja – zauważa Kamil.

Autorzy blogów nie ukrywają, że zostanie ojcem bardzo ich zmieniło – nie tylko prywatnie, ale także w podejściu do życia zawodowego. Celem są dzieci i ich dobro, przede wszystkim. Praca jest w tym wszystkim ważna, natomiast myślę, że całkiem inaczej negocjuje się warunki pracy czy życie codzienne w tej pracy i jest tak na pewno, że rodzice mają inne warunki, inny system pracy, na wiele rzeczy im się pozwala, mimo że często wiąże się to z krzywym spojrzeniem współpracowników „niedzieciatych" – uważa Kamil.

"Bycie rodzicem powinno być świadomym wyborem, nie każdy jest gotów na taki krok"

 
Marek i Ina /&nbsp /
Marek i Ina
/  /

Stałem się bardziej odpowiedzialny, wiem, że mam kogoś pod opieką. Zacząłem zwracać uwagę na takie rzeczy jak np. matka przechodząca z dzieckiem na czerwonym świetle czy rodzic przeklinający przy dziecku. Strasznie mnie to drażni, czasami zwracam uwagę - najczęściej słyszę wtedy od kogoś, czy jestem policjantem – mówi Marek, autor bloga tatowy.pl, ojciec dwuipółletniej Iny. Twórca tatablog.pl podkreśla natomiast, że rodzic musi stać się lepszym człowiekiem. Jeżeli chce się być dobrym przykładem, to trzeba samemu nauczyć się wielu nowych rzeczy. Na przykład jeżeli chce się, żeby powiedziane słowo miało wagę, to musi być dotrzymane. Jakaś obietnica, rzucanie słów na wiatr - jeżeli robi się to pochopnie, to taki rodzic nie buduje swojego autorytetu przed dzieckiem – dodaje. Jak podkreśla, przy małych dzieciach wszystko odwraca się do góry nogami. Bycie rodzicem to powinien być świadomy wybór z przekonaniem, bo nie każdy jest w danym momencie swojego życia gotów na taki krok. Fajnie, jak ktoś do tego świadomie podchodzi – zaznacza.

Tata doskonały? To trudne do osiągnięcia. Czasem nie wyrabiam, czasem zawodzę, faktycznie. Natomiast najlepszymi lekcjami są sytuacje, w których nie daje się rady, widzi się płaczące, smutne dziecko - wtedy myślę, że to są sytuacje, kiedy popełnia się błędy tylko jeden raz, a potem stara się robić wszystko, żeby jednak do nich nie dopuszczać – mówi Kamil.

"Wszyscy najchętniej ucieklibyśmy na długie wakacje, ale nikt by tego nie wytrzymał"

Zmęczenie czasem daje się we znaki. I wtedy pojawia się myśl: „rzucić to wszystko i uciec”. Myślę, że każdy rodzic przechodzi przez takie momenty, że w pewnych chwilach naprawdę chciałby wszystko rzucić i gdzieś zniknąć na jakiś czas, przestać być tą odpowiedzialną osobą, która o wszystko musi się troszczyć. Na pewno każdy ma takie chęci ucieczki, przestania bycia tym rodzicem. Ale z drugiej strony ja akurat jestem z miasta, w związku z tym w dużym mieście wszyscy codziennie są zabiegani, nigdy nikt dla nikogo nie ma czasu, więc dla odmiany takie pobycie razem ze sobą, bez żadnych szczególnych planów, takie "współbycie" też jest super. Ja to nazywam „mini wakacje”, czyli dłuży weekend, żeby sobie zwyczajnie pobyć ze sobą i porobić głupoty z dziećmi – mówi autor tatablog.pl. Kamil z kolei śmieje się, że taka możliwość ucieczki byłaby najlepszym prezentem z okazji Dnia Ojca. Prawdopodobnie wróciłbym po jednym wieczorze do domu, stęskniony za nimi wszystkimi i z chęcią powrotu do domu po prostu, natomiast czasem ma się chęć tej ucieczki, zdecydowanie. Wszyscy najchętniej ucieklibyśmy na długie wakacje, natomiast myślę, że nikt by tego nie wytrzymał - uważa. Powinniśmy mieć jakieś specjalne wakacje dla rodziców - samotne jedynki, takie pojedyncze pokoje, żeby się zamknąć bez dostępu do słońca i przespać - żartuje.

Równocześnie ojcowie podkreślają, że zajmowanie się dziećmi daje im dużo satysfakcji. Kiedyś istniał taki stereotyp, że tata idzie do pracy, a mama wychowuje dziecko i opiekuje się domem. Dawniej być może ojcowie wstydzili się, że opiekują się dziećmi, że to niemęskie. Teraz to się zmienia. Sam zrezygnowałem z pracy na rok, opiekowałem się Iną. Ojcowie coraz chętniej chcą wychowywać swoje dzieci – uważa Marek. Mojego ojca w moim wychowaniu było bardzo niewiele, wręcz można powiedzieć, że go nie było. Powiedział, że odpuszcza sobie ten temat i że to jest rola matki. Z mojej perspektywy byłoby mi bardzo szkoda, gdyby mnie w tym wszystkim nie było. Myślę, że mam moim dzieciom dużo do przekazania i dużo fajnych rzeczy możemy razem zrobić. Staram się pracę poukładać w taki sposób, żeby jednak z nimi być, żeby mogli na mnie liczyć i żebyśmy razem mogli spędzać życie, a nie tylko, żebym siedział w pracy i zarabiał pieniądze – dodaje z kolei Kamil.

Rodzice - rodzinna spółka akcyjna

Autor tatablog.pl podkreśla natomiast, że najistotniejsze jest partnerskie podejście rodziców. Najważniejszą dla mnie rzeczą jest to, że mamy zrozumienie, że tworzymy drużynę, a raczej rodzinną spółkę S.A., czyli jest ktoś, kto jest w zarządzie ktoś, kto jest odpowiedzialny za finanse, za strategię i że wszyscy siebie nawzajem w tej spółce potrzebują. Oboje z żoną pracujemy, prowadzimy firmy, zajmujemy się dziećmi, wymieniamy się nimi w różnych sytuacjach – dodaje.

A Marek podkreśla, że dziecko rekompensuje wszystko. Jestem szczęśliwym człowiekiem w tym momencie, kiedy ona jest obok mnie, kiedy patrzy na mnie, kiedy się z nią bawię, kiedy wychodzę z nią na spacer i po prostu jest obok mnie. Dla każdego taty to chyba powinno być najwspanialsze. Chcę, żeby moja córka faktycznie była szczęśliwa i wtedy ja też będę szczęśliwy - deklaruje.


Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-bycie-rodzicem-to-najtrudniejszy-p...
Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Po czym rozpoznać dojrzałego ojca? Po mężnych, walecznych synach i dzielnych, kobiecych córkach


Fot. sxc.hu
Fot. sxc.hu

Ojcostwo to nie tacierzyństwo. To fundamentalna relacja, która kształtuje nas na resztę życia. W Dniu Ojca - fragment książki „Pułapka gender” - o mężnym ojcostwie.

Mężczyznę poznaje się po odwadze. Dojrzałego, silnego ojca po mężnych, walecznych synach i dzielnych, kobiecych córkach. Wszystko zaczyna się w domu. W ojcowskiej trosce, uważności i cierpliwej wytrwałości wypełnionej miłością. Genderyści twierdzą, że właśnie ku temu zmierzają ich starania. Żeby tata był wrażliwy, troskliwy, karmił, przewijał, niańczył. Problem w tym, że pod pozorem szlachetnych idei kryje się niebezpieczny pomysł niszczenia ojcostwa. Wprowadzenie urlopów tacierzyńskich mówi wiele. Tata ma być męską wersją mamy. Nie może być ojcem, bo to niechciany twór systemu patriarchalnego, z którym gender walczy. Tacierzyństwo, które ma zastąpić ojcostwo, prowadzi do rozmontowania ról w rodzinie i odebrania dziecku wzorców niezbędnych do pełnego rozwoju.

Dziecko potrzebuje ojca i matki w równym stopniu, jednak każde z nich ma do spełnienia inną rolę.

Każda cecha nabiera przez płeć pewnego kolorytu, który – choć trudny do opisania – jest łatwo dostrzegalny, a w każdym razie odczuwany. Inna jest czułość matki i ojca, inna stanowczość kobiety i mężczyzny. Żeby dziecko weszło w świat normalny i rzeczywisty, taki, w jakim naprawdę żyjemy, musi to być świat dwupłciowy, a nie tylko kobiecy. W tym świecie dziecko musi siebie określić – identyfikować swą płeć. Zarówno u chłopców (przez naśladowanie), jak i dziewcząt (przez odróżnianie) jest to niemożliwe inaczej niż przez kontakt z mężczyzną. Więc być ojcem – to umożliwić dziecku określenie swojej płci i roli w życiu, co decyduje później o możliwości szczęśliwego małżeństwa albo życia samotnego, ale bez kompleksów, w poczuciu zaakceptowania siebie

– podkreśla prof. Braun-Gałkowska. Wskazuje, że w procesie rozwojowym niezwykle ważne jest stawianie dziecku wymagań na dwa różne sposoby, jakich dokonują odmiennie mama i tata.

Matka stawia na co dzień wiele wymagań związanych z drobnymi czynnościami: umyj ręce, wynieś śmieci, wytrzyj buty. Rolą matki jest jednak bezwarunkowe przyjmowanie dziecka.

Ojciec też dziecko przyjmuje i podobnie jak matka przyjmuje nie dla siebie, lecz by dać mu szansę usamodzielnienia się, ale samą swoją obecnością „podnosi poprzeczkę”, żądając (poprzez zaistniałą sytuację) samookreślenia się i liczenia się z grupą. Być ojcem więc, to stawiać wymagania, podprowadzać pod zadania coraz trudniejsze, ale jednocześnie umożliwiać ich realizację przez życzliwą bliskość. Ta bliskość ojca daje odwagę do podejmowania prób coraz trudniejszych, do odejść coraz dalszych, aż wreszcie „opuści człowiek ojca i matkę”.

Rolą ojca jest budowanie w dzieciach wiary w siebie poprzez umiejętne nagradzanie i chwalenie, poprzez podnoszenie poprzeczki w podejmowaniu kolejnych wyzwań i pokazywanie dziecku, że wciąż może sięgać wyżej, może podejmować próby przekraczania własnych lęków i cieszyć się z sukcesów, które dzięki wytrwałości nadchodzą, mimo wcześniejszych porażek.

To, co trwale buduje tożsamość i siłę wewnętrzną dziecka, to fakt, że ojciec towarzyszy mu w sytuacjach kryzysowych, że staje w jego obronie, gdy trzeba, daje schronienie i poczucie bezpieczeństwa. Niezwykle ważne jest też przekazywanie przydatnych umiejętności czy pomoc w wypracowywaniu wytrwałości. Istotną rolę odgrywa również przestrzeń mocowania się z ojcem, dzięki której dziecko nabiera siły. W dzieciństwie ulubioną zabawą synów są zapasy lub konkurencje sportowe z tatą, w późniejszym wieku to konfrontacja poglądów. Dialogowanie ze zbuntowanym nastolatkiem ma więc ogromną wartość.

Zdarza się, że ojcowie tkwią w przekonaniu, że mężczyzna musi być bezwzględnie silny, niedostępny, twardy i niewzruszony. Zakładają więc maski, choć w głębi duszy coraz bardziej rozsypują się upokarzającym życiem w ciągłym fałszu. Takie rozwiązanie nigdy nie niesie ze sobą nic dobrego.

Moc mężczyzny nie polega na budowaniu pozorów, że wszystko mi się udaje, że jestem świetny w pracy, że mam rewelacyjne małżeństwo i mogę się chwalić swoimi dziećmi

– mówi dr Szymon Grzelak, psycholog, autor książki „Dziki Ojciec”.

Prawdziwa zdolność mężczyzny to zdolność do uznawania swoich słabości. Każdy z nas ma wady, każdemu z nas coś nie wychodzi i w każdej relacji międzyludzkiej rozwój dokonuje się poprzez kryzysy. Zawsze przychodzą momenty trudne, które obnażają nasze wady, nasze słabości. Właśnie tutaj jest moc bycia mężczyzną, moc ojcostwa

– dodaje, podkreślając, że należy się wnikliwie przyglądać temu, jak konfrontujemy się ze słabościami. Wskazuje, że „momenty uznania własnej słabości to klucz do tego, żeby pójść do przodu”. To także moment decyzji o szukaniu pomocy na zewnątrz – u ludzi, ale przede wszystkim u Boga. Badania przeprowadzone wśród dorosłych mężczyzn pokazują, że jedną z najbardziej wzruszających i budujących ich tożsamość scen z dzieciństwa był widok ojca klęczącego na modlitwie. Ojca silnego, mądrego, dojrzałego, uznającego wyższość i wszechmoc Boga będącego źródłem mocy.

Refleksja nad tą ogromną rolą ojca, której nie może zastąpić nawet najbardziej kochająca matka, prowadzi nas do jeszcze jednej ważnej przestrzeni. W sytuacji gdy co trzecie polskie dziecko wychowywane jest bez ojca (czyli prawie 3 mln młodych ludzi), niezwykle ważne staje się ojcostwo duchowe. Dla dziecka ważny jest silny, zdrowy wzorzec odpowiedzialnego mężczyzny. Jeśli nikogo takiego nie było w rodzinie, często taką rolę pełnili wychowawcy albo kapłani. Wystarczy tu wspomnieć choćby św. Jana Bosko czy Karola Wojtyłę. Iluż chłopców zostało mądrze uformowanych przez swoich duszpasterzy, oddanych im z prawdziwie ojcowską troską. Duchowe ojcostwo to ogromne wyzwanie dla kapłanów, zwłaszcza w dzisiejszym świecie. Zaatakowano je za pomocą broni największego kalibru – podejrzeń o pedofilię. W wymiarze duchowego ojcostwa nabiera to szczególnego wymiaru. Widać tu, że atak na autorytet ojca jako takiego został przeprowadzony na wszystkich możliwych płaszczyznach. Wszystkie drogi do rozwoju osobowego dziecka zostają więc odcięte.

Zawalczyć o rodzinę

Psychologowie podkreślają, że pierwsza rzecz, jakiej dzieci oczekują od ojców to to, by kochali ich matki. Autentyczna, głęboka więź jest fundamentem dobrego rozwoju osobowego potomstwa. Daje mu poczucie bezpieczeństwa i uczy wchodzenia w zdrowe, zrównoważone relacje. Wszelkie próby wzmacniania swojego ojcostwa powinno się więc rozpocząć od uzdrowienia, poprawienia lub pogłębienia relacji małżeńskich. Jacek Pulikowski, wieloletni doradca rodzinny i autor książek o tej tematyce, zwraca uwagę, że coraz częściej małżeństwa rozpadają się przedwcześnie, nie próbując rozwiązywać pierwszych, czasem błahych problemów.

Jeśli wsiadam do samochodu, przekręcam kluczyk, auto nie jedzie, co stwierdzam? Że kluczyk się zepsuł czy że trzeba wymienić samochód? Czujemy, że obie diagnozy są skrajne i głupie. Trzeba sprawdzić, czy jest paliwo, czy działa akumulator, czy klemy nie zarosły, czy rozrusznik działa, a może wreszcie silnik. Stawianie diagnozy zaczynamy od rzeczy najoczywistszych

– tłumaczy, wskazując, że niestety często, gdy w małżeństwie pojawiają się problemy ze wzajemnym zrozumieniem czy seksualnością, zaczynamy od wymiany partnera.

Tymczasem jedność rodziców jest dla dziecka kluczowa. Trudno przekonywać je do słuszności życia w prawdzie, jeśli rodzina żyje w fałszu. Pierwszy i podstawowy czynnik wychowawczy to przykład. Jeśli rodzicom brakuje dojrzałości, by ocalić rodzinę, w życiu dziecka tworzy się potężna wyrwa. Dr Wanda Półtawska podkreśla, że rozwód jest zawsze klęską i nieodwracalną krzywdą wyrządzoną dzieciom.

Małżonkowie powinni trwać przy sobie, ale nie chodzi o bierne trwanie dwu egoizmów, które trwają, bo tak nakazuje obowiązek i rzekome dobro dzieci. Samo trwanie może być dalekie od miłości. Nie chodzi o to, aby się >>tylko<< nie rozwodzić, ale o to, żeby się coraz głębiej prawdziwie kochać; miłość ma z czasem dojrzewać i rosnąć, stając się coraz głębszą i trwalszą. Ta miłość ofiarna, zdolna do wytrwania mimo bólu, potrafi znieść takie zdarzenia losowe jak na przykład ciężka choroba współmałżonka czy choroba dzieci – mówi w jednym z wywiadów.

Z sondaży Instytutu Gallupa wynika, że 74 proc. kobiet i 60 proc. rozwiedzionych mężczyzn żałuje po latach, że nie walczyło o utrzymanie swojego pierwszego małżeństwa. Najpoważniejsze konsekwencje tych decyzji ponoszą jednak dzieci.

Rozdarcie między rodzicami, odczucie bycia narzędziem walki i przedmiotem targów, rozbicie między dwa miejsca, poczucie braku obecności obojga rodziców powodują ogromny kryzys w życiu dziecka, pociągający za sobą często nieodwracalne konsekwencje na całe życie człowieka. Socjologowie wymieniają wiele mechanizmów odpowiedzialnych za powstawanie problemów u dzieci z rozbitych rodzin. Rozwód oznacza ogromne zmiany w życiu rodziny – zmiana organizacji dnia, miejsca zamieszkania, sposobu spędzania wolnego czasu, sytuacji finansowej itp. Rodzice poszukują nowych partnerów bądź wprowadzają swe dzieci z pierwszego małżeństwa w obce środowisko nowej rodziny. Oznacza to, że mimo dobrych chęci nie są w stanie zadbać o potrzeby dzieci, ponieważ na pierwszym planie znajdują się ich własne potrzeby. Stan taki najczęściej ciągnie się latami.

Dzieci z rodzin rozbitych częściej popadają w problemy emocjonalne i są bardziej narażone na depresję. Brak pełnej rodziny zwiększa też ich agresję. Badania pokazują, że negatywne konsekwencje braku jednego z rodziców (najczęściej ojca) rosną wraz z wiekiem dziecka. W szkołach podstawowych są jeszcze słabiej widoczne, ale już w gimnazjach odsetek uczniów problemowych z rodzin niepełnych jest o 75 proc. większy niż odsetek uczniów problemowych mieszkających z obydwojgiem rodziców . Znacznie wyższy jest też wśród dzieci z rozbitych rodzin odsetek ofiar i sprawców różnych form przemocy. Dzieci pozostawione bez należytego wsparcia mocnej rodziny popadają w konflikt z prawem i mają problemy wewnętrzne. W przypadku dziewcząt skutkuje to szybszym dojrzewaniem płciowym, wcześniejszą inicjacją seksualną i większym ryzykiem zajścia w ciążę przed ukończeniem 18. roku życia. Chłopcy wychowywani bez męskiego wzorca odznaczają się niższym poczuciem wartości, a w życiu dorosłym mają problemy z wchodzeniem w intymne relacje. Większość homoseksualistów miała zaburzone relacje z ojcem, które nie pozwoliły na zdobycie tożsamości.

Krytyka monogamicznego modelu rodziny ma, jak widać, katastrofalne skutki, a toksyczna spirala rozkręca się już siłą rozpędu. Już w 1994 roku przestrzegał przed tym Jan Paweł II, który w Liście do Rodzin „Gratissimam Sane” napisał:

Niejednokrotnie trudno się oprzeć przeświadczeniu, iż czyni się wszystko, aby to, co jest „sytuacją nieprawidłową”, co sprzeciwia się „prawdzie i miłości” we wzajemnym odniesieniu mężczyzn i kobiet, co rozbija jedność rodzin bez względu na opłakane konsekwencje, zwłaszcza gdy chodzi o dzieci — ukazać jako „prawidłowe” i atrakcyjne, nadając temu zewnętrzne pozory fascynacji. W ten sposób zagłusza się ludzkie sumienie, zniekształca to, co prawdziwie jest dobre i piękne, a ludzką wolność wydaje się na łup faktycznego zniewolenia”.

Mimo że ponad 60 proc. Polaków nie popiera rozwodów, rozstaje się aż co czwarte polskie małżeństwo. Składa się na to wiele czynników, począwszy od psychologicznych, poprzez prawne aż po polityczne. W Teksasie, w ramach przeciwdziałania rozwodowej pladze, wprowadzono ustawę „Wait Period Bill”, która nakazuje rozpatrywanie wniosków rozwodowych dopiero w rok od ich złożenia, jeśli nie przewidują orzekania o winie rozkładu pożycia oraz jeżeli pod wspólną opieką małżonków pozostają nieletni. Norwegia wybrała drogę uświadamiania rodziców o skutkach ich decyzji. Dla małżonków mających nieletnie dzieci wprowadzono obowiązkowe spotkania, na których przedstawia się wpływ rozwodu na potomstwo. Młode pary otrzymują też nieodpłatne wsparcie psychologiczne w czasie pierwszego roku po narodzinach każdego dziecka, który uważany jest przez specjalistów za najtrudniejszy okres w małżeństwie. Podczas kursów uczą się komunikacji w związku i rozwiązywania konfliktów. Tylko w 2008 roku norweski rząd przeznaczył na to ponad 700 tys. euro. Okazuje się, że dzięki tym procedurom uświadomieni małżonkowie często zmieniają zdanie. Aż trudno sobie wyobrazić, że na Malcie do 2011 roku prawo wykluczało rozwody. W wyniku referendum prawo to zostało zliberalizowane, ale orzeczenie rozwodu musi zostać poprzedzone czteroletnią obowiązkową separacją . Polityka prorodzinna jest w tym zakresie niezmiernie ważna. Niestety Polska nadal cierpi przez brak zrozumienia tej kwestii przez polityków. Za uroczystym ogłoszeniem Roku Rodziny nie poszły żadne konkretne działania. Warto mieć to na uwadze podczas wybierania władz na kolejne kadencje.

Fragment książki „Pułapka gender”.

http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/257049-po-czym-rozpoznac-dojrzalego-oj...

 

Więcej notek tego samego Autora:

=>>