Krzesimir Dębski we Lwowie do Ukraińców: Mógłbym znać wasz język, ale moją babcię zamordowali banderowcy na Wołyniu...

 |  Written by Ursa Minor  |  8

Fot. Youtube.pl
Fot. Youtube.pl

Ciekawą anegdotę można znaleźć w internecie. Dziennikarka Polskiego Radia Lwów relacjonowała, jak wyglądał początek lwowskiego koncertu Krzesimira Dębskiego, znanego kompozytora.

Muzyk styczniowy koncert rozpoczął od wymiany uprzejmości w języku ukraińskim.

Dzień dobry

— powiedzieć miał Dębski Ukraińcom.

Na to również po ukraińsku odpowiedziała orkiestra.

Dzień dobry.

Kolejne słowa artysty wywołały ogromne wrażenie.

Przepraszam, ale to wszystko, co umiem po ukraińsku. Mógłbym znać język, bo miałem babcię Kozaczkę, ale nie nauczyła mnie ukraińskiego, bo zamordowali ją w 1943 banderowcy na Wołyniu, więc będę mówił do Was po polsku

— powiedział kompozytor.

Po tych słowach miało zapaść długie milczenie.

A teraz przystępujemy do koncertu!

zakończył krępującą ciszę Krzesimir Dębski.

Jeśli ta opowieść jest wierną relacją z koncertu odwagi i wyczucia dla polskiej racji stanu Dębskiemu mógłby pozazdrościć nie jeden polski polityk.

WIĘCEJ O SWOICH UKRAIŃSKICH KORZENIACH K. DĘBSKI MÓWI W WYWIADZIE DLA LWOWSKIEGO RADIA. ZOBACZ!

http://wpolityce.pl/polityka/260086-krzesimir-debski-we-lwowie-do-ukrain...

5
5 (3)

8 Comments

alchymista's picture

alchymista
Dobrze, ze Polska mówi do Ukraińców dwutorowo. Polska - ustami Krzesimira Debskiego, muzyka naprawdę wybitnego o szerokich horyzontach muzycznych, szefa dawnego zespołu String Connection (pamiętne Cantabile in H) i twórcy muzyki filmowej.

Mysle nawet, że zwolennicy i sceptycy Ukrainy powinni sie w pewnym sensie "podzielić" rolami.
ro's picture

ro
Nie zgadzam się z Tobą! Zabawa w "złego i dobrego policjanta" nadaje się do filmów sensacyjnych, a nie do polityki.
Polacy w sprawie Ukrainy powinni mówić jednym głosem. A raczej jednym głosem milczeć.

 
alchymista's picture

alchymista
Strategia o której mówisz jest stosowana z powodzeniem nie tylko w filmach, ale i w życiu. Toczy sie ona w pewnej konwencji. Partnerzy w rozmowach nie dowierzają oczywiście tym, którzy tę strategię stosują, ale wiąże ich konwencja i robią dobrą minę do złej gry. Odpowiednio przeprowadzona gra w złego i dobrego policjanta przynosi efekty. Nawet wtedy, gdy zły policjant mocno wierzy, że ma rację i że dobry policjant niepotrzebnie mu psuje jego robotę...

Twój postulat "jednomyślnego milczenia" jest nierealny. Zatem siłą rzeczy będzie prowadzona strategia dobrego i złego policjanta, z tym zastrzeżeniem, że dobry policjant będzie dużo mówił o przyjaźni, ale nic konkretnego nie zrobi, a zły policjant będzie milczał i trzymał rękę na portfelu. cheeky Strategia niezbyt efektywna, no ale my, Polacy, mamy w genach moralną nieskuteczność, prowadzącą do niemoralnych efektów laugh
ro's picture

ro
Chyba że (wzorem Mickiewicza) zaczerpniemy z Lafontaina
http://mickiewicz.klp.pl/a-5216.html

Ja wolę "milczenie".

Tak na marginesie: a właściwie to jaką korzyść mielibyśmy odnieść z pomagania Ukrainie przeciw Rosji? 
W razie wygranej pójdziemy razem zburzyć Kreml? Jeżeli tak, to warto ewentualnie się zastanowić devil .
Tylko czy nasz odwieczny brytyjski "sojusznik" na to pozwoli.

Rosja, przynajmniej jak dotąd, swoją granicę określa na Bugu. Tak było w czasach Piotra, Katarzyny, taki warunek... pomocy Piłsudskiego stawialli Biali. (Bolszewikom z lat 1919-20 chodziło o rewolucję, nie o imperium). Nawet Stalin nie widział Rosji nad Wisłą, tylko podbity karaj.

Ukraina ma trochę inne wektory.
Parafrazując Sienkiewicza: "Ty Lachu oddaj duszę, a my tobie szablą". 

Nie, nie! Nie przekonasz mnie. Ja wolę w tej akurat sprawie "piwo i knedliczki". Lepiej unikać, niż jak ten chłop - bronć się potem, pałając świętym oburzeniem. 
Tym bardziej, że ten nasz drąg...
alchymista's picture

alchymista
Podzielam częściowo Twoją argumentację. Nóż można oberwać w plecy przy każdej okazji. Na pograniczu tak wygląda życie. Problem w tym, że pogranicze zbliża się do naszych pieleszy, a my - po staremu - piwo i knedliczki.

Propozycję najazdu na Kreml wysunął Chmielnicki bodajże w 1650. Oszczędziłoby sie krwi polskiej w walkach z Rusinami, osłabiło Moskwę, wyprowadziło problem na zewnątrz. Ale dwór polski wolał Moskali. Cztery lata później Moskale się odwdzięczyli.

Rosyjski rząd uważa, że Kalifornia jest jego własnością. Więc nie mówmy o Bugu, bo to śmieszne. Stalin utworzył niby-Polskę bo miał kompleks polski i rozumiał, że pełna sowietyzacja nie jest od razu możliwa. Wspominał o tym zresztą Oskarowi Lange, o ile pamiętam. Ale cała ta państwowość była tandetna bzdurą i Stalinowi tylko zabrakło czasu, żeby przeprowadzic u nas kolektywizację i zlikwidować kościół.
ro's picture

ro
Kalifornia? A z jakim uzasadnieniem, bo nie słyszałem? Alaska - wiadomo, ale Kalifornia? To już prędzej Austria (via Meksyk i Maxymilian) mogłaby sobie roić(!) pretensje.

"Zabuże". Trzeba rozróżniać dwie, a właściwie trzy strony medalu:  
Rosja ma dwie doktryny opisujące imperium - ziemie "rdzennie rosyjskie chwilowo pod obcym władaniem" - do odzyskania (Ukraina, Białoruś, Litwa, Łotwa, Estonia) i ziemie podbite lub do podbicia (Polska, Finlandia, Kalifornia, Krym...). Rosja do tego stopnia nie uważa terenów Polski za swoje, że przecież początkowo Warszawa była pod zaborem pruskim.  
ZSSR - to rewolucja światowa, z Rosją i imperium głęboko w poważniu (ewentualnie jako narzędzie rewolucji). Ulianow nie miał ani jednej kropli rosyjskiej krwi, chyba że któraś z jego prababek była mocno pijana, tak że nie pamiętała. 
Ukraina - uważa, że Ziemię Przemyską otrzymała tuż po wygnaniu Adama i Ewy z raju i musi ją wyzwolić spod lackiej okupacji. Jak? Ano Ukraińcy mają już swoje sprawdzone sposoby...

Chmielnicki zapraszał do Moskwy? Być może. Ale Hitler też - przynajmniej Zyzak tak twierdzi.

Żeby nie było: nie uważam, że Wiśniowiecki zasłużył na beatyfikację, ale już w sprawie masowej nobilitacji Kozaków stoję po stronie szlachty; Francis Drake dostał od Elżbiety sir do nazwiska, jego kamraci - niekoniecznie.
 
alchymista's picture

alchymista

Z tą Kalifornią, nie chcąc cytować wikipedii znalazłem cuś takiego: http://www.ahistoria.pl/index.php/2010/05/kalifornia-nalezaca-do-rosji/ Ten znaczek pocztowy to idealny przykład polityki historycznej w wydaniu Rosji. Naród polski en masse ledwo pamięta, że był na Kremlu, ale Rosjanie doskonale pamiętają wszystkie swoje przewagi. Jak Platforma porządzi (nie daj Boże) kolejne 4 lata, to pewnie doczekamy się inscenizacji historycznej na Pradze - rzeź Pragi laugh

Naiwne jest rozumowanie, że Rosja nie uważa Polski jako swojej ziemi. "Po transformacji ustrojowej rosyjski reżim postkomunistyczny chce przede wszystkim odbudować imperium w trzech strefach. Pierwszą z nich jest „bliska zagranica”, czyli kraje dawnego ZSRS. Drugą - kraje byłego Układu Warszawskiego. Trzecią - wszystko inne, co uda się jeszcze zdobyć. Odbudowa imperium będzie się odbywać wielowarstwowo i będzie czymś pośrednim między integracją a wasalizacją." - że zacytuję własną notkę o tekście Chodakiewicza.
Prawie nikt na tę notkę nie zwrócił uwagi. A więc mamy sporą szansę znaleźć się w granicach imperium, bo może nastąpić albo integracja, albo wasalizacja, albo coś pośredniego. Dla nas każdy wariant jest nie do przyjęcia.

Że Żydzi zrobili rewolucję to fakt. Ale przypominając o tym akurat teraz stajesz w jednym szeregu z Rosjanami, którzy uwalniają się w ten sposób z odpowiedzialności za Katyń, Akcję Polską i inne zbrodnie sowietów. "To nie my" - mówią Rosjanie - " to Żydzi". Ale Rosja pod względem formalno-prawnym dziedziczy tradycję ZSRS. Tworzy się specyficzna rosyjska logika, w ramach której Chrystus=Lenin=Budda=(cokolwiek chcesz, bylebyś walczył po stronie imperium, bo tak naprawdę jedynym "bogiem" jest imperium i tylko przez imperium wiedzie droga do zbawienia).

Mnie również nie przekonuje pomysł masowej nobilitacji kozaków. Problem był trudny do rozwiązania, bo oni żyli wojną i nic więcej tak naprawdę ich nie interesowało. Nasza obecna obojętność wobec ukrainy może doprowadzić do tego, że Ukraina spustoszeje i jej mieszkańcy również będą zainteresowani tylko wojna i rabunkiem. Będzie to samospełniająca się przepowiednia. Będziesz mógł powiedzieć triumfalnie: "a nie mówiłem!".
Ursa Minor's picture

Ursa Minor
Polskie władze tolerują przejawy banderyzmu 

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Mimo że od 14 października 2014 r. i incydentu z udziałem dziewięciu studiujących w Przemyślu Ukraińców przyznających się do polskiego pochodzenia, którzy w rocznicę utworzenia OUN-UPA sfotografowali się z banderowską flagą, minęło sporo czasu, polskie władze nic nie zrobiły. W imieniu organizacji patriotycznych zgłaszał Pan tę sprawę do prokuratury. Z jakim skutkiem?

- Przypomnę, że prokuratura zleciła śledztwo policji, gdzie - w mojej ocenie - doszło do sytuacji kuriozalnej. Mianowicie funkcjonariusz Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu, który przez kilka miesięcy prowadził dochodzenie, m.in. doprowadził do przesłuchania studentów, został odesłany do Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie, a sprawę przekazano innemu aspirantowi sztabowemu. Ten w bardzo krótkim czasie, ignorując opinię Instytutu Pamięci Narodowej, o którą wcześniej zwróciła się policja, czy ekspertyzy kilku wybitnych naukowców: prof. Bogumiła Grotta, prof. Ryszarda Szawłowskiego, prof. Czesława Partacza czy Ewy Siemaszko, powołał na eksperta Bogdana Huka – dziennikarza ukraińskiego „Naszego Słowa”, znanego z probanderowskich poglądów. Bogdan Huk w kilkuzdaniowej ekspertyzie powiedział wprost, że w oparciu o własne doświadczenia i wiedzę nie doszukuje się zarówno w gestach, jak i wystąpieniach studentów żadnych faszystowskich symboli. Na tej podstawie prowadzący sprawę policjant – w ciągu tygodnia – skierował ją do umorzenia. Warto zaznaczyć na marginesie, że wspomniany „ekspert” Bogdan Huk pół roku wcześniej na łamach „Naszego Słowa” napisał duży artykuł, w którym wprost sympatyzował z ukraińskimi studentami, pisząc, że flaga banderowska to ukraińska flaga narodowa i symbol „nowoczesnego patriotyzmu ukraińskiego”. To niedopuszczalne, że policja ignoruje instytucję państwową, jaką jest IPN, oraz poparte materiałem źródłowym ekspertyzy wybitnych profesorów. Autorytatywna dla policji jest opinia dziennikarza, który nie kryje swoich sympatii wobec banderyzmu. I na tej podstawie Prokuratura Rejonowa w Przemyślu 29 czerwca tego roku umorzyła sprawę.

Pana zdaniem policjant, który doprowadził do takiego a nie innego finału tej sprawy, sam wpadł na pomysł, żeby za eksperta wziąć osobę sympatyzującą z ideologią banderowską?

- Trudno mi to jednoznacznie oceniać, ale nie można wykluczyć, że właśnie pod naciskiem politycznym doprowadzono do sytuacji, kiedy kolejny policjant, któremu powierzono sprawę, powołuje na „eksperta” osobę absolutnie nieodpowiednią. Niewykluczone też, że ekspertyza ta była pisana na szybko. Na uwagę zasługuje też datowanie tej „ekspertyzy” nie 2014 r., a 1914 r. Mogę o tym zaświadczyć, bo osobiście przeglądałem te akta.

Jak sytuacja wygląda w tej chwili?

- Stanisław Żółkiewicz w imieniu Stowarzyszenia Obrońców Pamięci Orląt Przemyskich wystosował pismo do Prokuratury Apelacyjnej w Przemyślu do wiadomości prokuratury okręgowej, protestując przeciwko umorzeniu postępowania w sprawie ukraińskich studentów fotografujących się z flagą OUN-UPA. Tym samym stowarzyszenie wyraziło krytykę i zwróciło się z wnioskiem o wznowienie sprawy przez prokuraturę. Tak czy inaczej sprawa jest w toku – prokuratura bada akta i mam nadzieję, że sprawa zostanie przeanalizowana ponownie w sposób rzetelny. Niewątpliwie ogromna jest tutaj rola mediów, które relacjonują wszystkie wydarzenia związane z tym tematem. Osobiście przygotowuję działania prawne, o których na razie nie chciałbym mówić, żeby nie uprzedzać faktów. Natomiast mogę powiedzieć, że zwróciłem się do Prokuratury Rejonowej w Przemyślu z wnioskiem i czekam na ponowne udostępnienie mi akt tej sprawy, aby móc sporządzić fotokopie wybranych dokumentów. Jest to potrzebne moim prawnikom w celu podjęcia kolejnych kroków prawnych. Na razie jest to niemożliwe, bo dokumenty są w prokuraturze apelacyjnej.

Czy w związku z eksponowaniem symboli banderowskich przez ukraińskich studentów Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu możemy mówić tylko o propagowaniu symboli antypolskich?

- Opinia IPN jest jednoznaczna i wskazuje, że eksponowana przez młodych Ukraińców flaga jest elementem symboliki OUN-UPA, formacji, której oddziały dokonały ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, a gesty wykonywane przez studentów były jednoznacznie faszyzujące. Zresztą jest wiele opracowań naukowych, które mówią wyraźnie, że symbolika banderowska jest odmianą symboliki faszystowskiej, do której w wielu elementach zarówno symbolicznie, jak i historycznie nawiązuje. Tymczasem doszło do sytuacji precedensowej, gdzie ta sama prokuratura w tym samym czasie skierowała do sądu sprawę o sianie nienawiści, kiedy internauta na jednym z portali wyraził się bardzo ostro w stosunku do muzułmańskich uchodźców, którzy mieli przyjechać do Polski, natomiast w przypadku ukraińskich studentów w Przemyślu, gdzie sprawa jest jeszcze bardziej niebudząca wątpliwości, postępowanie jest umarzane. Czy to nie dziwne, kiedy prokuratura przykłada do przejawów siania nienawiści na tle narodowościowym zupełnie inną miarę? To pokazuje, że w przypadku studentów ukraińskich musiał być bardzo jednoznaczny nacisk polityczny na policję, aby nieważne jak, sprawa została umorzona.

Władze przemyskiej uczelni też – można powiedzieć – zamiotły sprawę pod dywan…

- Komisja Dyscyplinarna Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu nałożyła na grupę ukraińskich studentów mało istotne - nazwijmy to - pouczenia czy ostrzeżenia, tak naprawdę niewiążące się z żadnymi poważnymi konsekwencjami, nie mówiąc już o wydaleniu z uczelni. Trudno zatem oprzeć się wrażeniu – jak pan zauważył - że sprawa została zamieciona pod dywan.

Jak powinny zareagować polskie władze konsularne wobec tych studentów, posiadaczy Karty Polaka, a jak reagują?

- Konsulat Generalny RP w Winnicy wobec zaistniałych faktów zgodnie z przepisami miał obowiązek cofnąć tym ukraińskim studentom Kartę Polaka. Niestety tego nie zrobił. To pokazuje jednoznacznie, że jest polityczna wola obecnego rządu PO - PSL, żeby tuszować banderowskie i antypolskie zachowania i działania, i to zarówno w Polsce, jak i poza naszymi granicami. I to jest bardzo niepokojące.

A zatem wygląda na to, że poprawność polityczna jest ponad polską racją stanu…

- Mało tego – to nie jest tylko poprawność polityczna ponad polską racją stanu, ale mamy tu do czynienia z działaniami na szkodę państwa polskiego. Jeżeli bowiem – nawet poprzez zaniechania czy zwyczajnie poprzez głupotę – wspieramy formacje, które mordowały Polaków, których spadkobiercy w obecnej chwili na terytorium Ukrainy stanowią zagrożenie formacji, o których po zamachu w Mukaczewie prezydent Poroszenko powiedział, że są to terroryści, to trzeba stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, że polskie władze w sposób pośredni wspierają ideologię nacjonalistyczną, która sieje terror. To niepojęte, że wobec tak istotnych i groźnych antypolskich zachowań można być tak pobłażliwym i nieodpowiedzialnym.

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/141091,polskie-wladze-toleruja-przejawy-banderyzmu.html

Więcej notek tego samego Autora:

=>>