
„Polacy odegrali swoją rolę w tragedii Auschwitz” – pisze na łamach „Belfast Telegraph” dr Kevin McCarthy i nie chodzi mu bynajmniej o rolę więźniów, mordowanych, ofiar eksperymentów medycznych. To kolejny w ostatnich dniach tekst, próbujący przypisać Polakom współwinę za zbrodnie, jakich w czasach II wojny światowej dopuszczali się Niemcy. Tych ostatnich od lat nie wypada nazywać inaczej, niż „nazistami”, więc Polacy stają się jedynymi ostro wskazywanymi sprawcami Holocaustu. Pokoleniu naszych dziadków odmawia się natomiast cierpień, przypisując je wyłącznie Żydom, Cyganom i modnym dziś mniejszościom. Publikacje te służą zarówno polityce historycznej Niemiec, jak i załatwianiu konkretnych interesów. W tych dniach tłumaczą Europie, czemu jako społeczeństwo nie chcemy przyjmować narzuconej Polsce liczby imigrantów, nam zaś czemu przyjąć ich musimy.
Najgłośniejszym echem, w związku z nazwiskiem autora i jego wcześniejszymi publikacjami, odbił się niedawny artykuł Jana Tomasza Grossa. Autor kilku książek, dorabiającym Polakom jako zbiorowości gębę antysemitów, kontynuuje swoją myśl, tym razem porównując los dzisiejszych uchodźców i Żydów po drugiej wojnie światowej. Nie tak dawno temu, w latach powojennych, wschodnioeuropejscy Żydzi, którzy ocaleli z Holocaustu, uciekali przed zabójczym antysemityzmem ich polskich, węgierskich, słowackich czy rumuńskich sąsiadów. (…) Teraz muzułmańscy uchodźcy i ocaleńcy z innych wojen, nie mogąc znaleźć spokoju w Europie Wschodniej, również uciekają do Niemiec. Niemców zaś, co żadnym zaskoczeniem nie jest, Gross stawia za wzór. (…)niemieckiemu społeczeństwu, świadomemu swoich historycznych nieprawości, udało się skonfrontować z moralnymi i politycznymi wyzwaniami, jakie stawia dzisiejszy napływ uchodźców. Zaś kanclerz Angela Merkel w kwestii uchodźców dała przykład, jak się należy zachować, zawstydzający przywódców Europy Wschodniej. Niemiecka praktyka wygląda zupełnie inaczej, co widać w narastających nastrojach antyimigranckich i sprzeciwie poszczególnych landów. Dym z płonących ośrodków dla uchodźców nie zajmuje jednak historyka, może dlatego, że trudno znaleźć obok polskich chłopów.
O „polskich obozach koncentracyjnych” czytamy praktycznie w każdym tygodniu. To określenie, spreparowane przez niemieckie służby specjalne i zalegalizowane przez polskie sądy, według których używać można go nawet wobec tych obozów, które znajdowały się poza okupowaną Polską, ostatnio przydaje się jako kij. Rząd Ewy Kopacz mówi coś o polskim długu wobec Europy, który spłacić mamy, przyjmując „swoją” partię imigrantów. Tworzy się fałszywą symetrię między polską emigracją zarobkową i polityczną ostatnich dwustu lat, a dzisiejszymi przybyszami z południa. Używa się często argumentu, że Polacy równie chętnie, co Arabowie korzystają z zachodniego socjalu, jednak tego, że nie palą przy tym przedmieść norweskich, irlandzkich czy islandzkich miast w rozliczających naszych emigrantów tekstach nie znajdziemy.
Co więcej, odkąd Jarosław Kaczyński w swoim mocnym sejmowym wystąpieniu podsumował negatywne aspekty powstawania silnych społeczności muzułmańskich w Europie, politycy zaczęli zaprzeczać medialnym doniesieniom z ostatnich lat i miesięcy. W chwilę później to samo zrobiły media, często klawiaturami tych samych dziennikarzy, którzy wcześniej opisywali problemy Szwecji czy Wielkiej Brytanii z muzułmanami. Dziś potępia się Kaczyńskiego za powielanie uprzedzeń i stereotypów, za brak empatii i solidarności. O to samo coraz mocniej oskarża się też nieprzychylną imigrantom większość społeczeństwa. Za Polaków wstydzą się więc politycy Platformy i centrolewicy oraz gwiazdy głównego nurtu mediów.
17 września, co jest pewnego rodzaju symbolem, media opublikowały „List z Europy Wschodniej”. Ten pełen wielkich słów o człowieczeństwie i apeli o europejską solidarność podpisali przedstawiciele kilku państw naszego rejonu. Wśród polskich sygnatariuszy znajdziemy między innymi Bronisława Komorowskiego, Aleksandra Kwaśniewskiego i Włodzimierza Cimoszewicza. Jako siódmy, a więc naprawdę ważny uczestnik tego wydarzenia wpisany został oficer stalinowskiej bezpieki, socjolog Zygmunt Bauman. Nie sposób uciec wrażeniu, że starzejąca się gwiazda lewicowych środowisk intelektualnych kolejny, być może ostatni już raz, śni swój sen o stworzeniu nowego człowieka. W tym samym czasie intelektualny filar reżimu Jaruzelskiego, Daniel Passent pisze, że przyjmując uchodźców wszyscy pokażemy, że kierujemy się nauką kościoła. A przecież to nie jedyne zaskakujące nawrócenie ostatnich dni. Papież Franciszek stał się chyba najczęściej cytowanym przez lewicowców, a czasem nawet lewaków autorytetem, pomija się jednak apokaliptyczny wręcz wymiar jego ostatnich wypowiedzi. Franciszek mówi bowiem, czego media wolą nie słuchać, że udzielając pomocy musimy liczyć się również z tym, że męczeństwo chrześcijan z ziem rządzonych przez islam, może jutro stać się i naszym udziałem. Czy słyszeli państwo ten wątek w wypowiedziach przywołujących papieża „prawdziwych Europejczyków”?
Urabianie polskiej opinii publicznej nie przynosi jak dotąd rezultatów. W ślad za „Gazetą Wyborczą” TVP Info wyłącza na swoich stronach możliwość komentowania tekstów o kryzysie imigracyjnym. Media, głównie kontrolowane przez rząd lub niemiecki kapitał angażują się w akcje na rzecz imigrantów. Czasami z tragikomicznym skutkiem – jeśli ktoś na stronach Polskiego Radia znajdzie informacje o zamieszkach na przedmieściach Sztokholmu, jakie miały miejsce w 2013 roku, obok ujrzy logo akcji „Więcej wiedzy, mniej strachu”.
Rząd stracił już możliwości lawirowania. Po decyzji Donalda Tuska, uniemożliwiającej weto tej sprawie, wbrew pozostałym państwom Grupy Wyszehradzkiej, wspieranym przez Rumunię, zgodziliśmy się na „dobrowolne”, niepodlegające negocjacjom kwoty. Za jednym zamachem pokazaliśmy całkowitą uległość wobec Niemiec i nielojalność wobec bliskich nam krajów Europy Środkowej. Europejska kariera Donalda Tuska nie przynosi Polsce żadnych korzyści, co nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem. W nowym miejscu, tak samo, jak wcześniej w Warszawie, Tusk nie jest reprezentantem Polaków a urzędnikiem, doglądającym niemieckich interesów. Sprawa imigrantów pokazała, że również obecny rząd całkowicie zrzekł się suwerenności na rzecz Brukseli i Berlina..
Codziennie dowiadujemy się o kolejnych szkodach, poczynionych przez ludzi Platformy Obywatelskiej. Afera goni aferę a kompromitacja kompromitację. W swojej nagranej na taśmie wypowiedzi Radosław Sikorski dosadnie ocenił politykę III RP wobec Ameryki. Tym razem Amerykanów zastąpili Niemcy, a wszystko odbyło się na oczach całej Europy. Wstyd przynosi nam obecny rząd, nie stosunek do dzisiejszych imigrantów czy polskich Żydów eksterminowanych przez Niemców. Nie zmienią tego ani jednostkowe przypadki niegodnych zachowań, ani zaklęcia przechodzonych autorytetów w rodzaju Baumana, Grossa i Passenta.
Tekst ukazał się we wczorajszym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"
Najgłośniejszym echem, w związku z nazwiskiem autora i jego wcześniejszymi publikacjami, odbił się niedawny artykuł Jana Tomasza Grossa. Autor kilku książek, dorabiającym Polakom jako zbiorowości gębę antysemitów, kontynuuje swoją myśl, tym razem porównując los dzisiejszych uchodźców i Żydów po drugiej wojnie światowej. Nie tak dawno temu, w latach powojennych, wschodnioeuropejscy Żydzi, którzy ocaleli z Holocaustu, uciekali przed zabójczym antysemityzmem ich polskich, węgierskich, słowackich czy rumuńskich sąsiadów. (…) Teraz muzułmańscy uchodźcy i ocaleńcy z innych wojen, nie mogąc znaleźć spokoju w Europie Wschodniej, również uciekają do Niemiec. Niemców zaś, co żadnym zaskoczeniem nie jest, Gross stawia za wzór. (…)niemieckiemu społeczeństwu, świadomemu swoich historycznych nieprawości, udało się skonfrontować z moralnymi i politycznymi wyzwaniami, jakie stawia dzisiejszy napływ uchodźców. Zaś kanclerz Angela Merkel w kwestii uchodźców dała przykład, jak się należy zachować, zawstydzający przywódców Europy Wschodniej. Niemiecka praktyka wygląda zupełnie inaczej, co widać w narastających nastrojach antyimigranckich i sprzeciwie poszczególnych landów. Dym z płonących ośrodków dla uchodźców nie zajmuje jednak historyka, może dlatego, że trudno znaleźć obok polskich chłopów.
O „polskich obozach koncentracyjnych” czytamy praktycznie w każdym tygodniu. To określenie, spreparowane przez niemieckie służby specjalne i zalegalizowane przez polskie sądy, według których używać można go nawet wobec tych obozów, które znajdowały się poza okupowaną Polską, ostatnio przydaje się jako kij. Rząd Ewy Kopacz mówi coś o polskim długu wobec Europy, który spłacić mamy, przyjmując „swoją” partię imigrantów. Tworzy się fałszywą symetrię między polską emigracją zarobkową i polityczną ostatnich dwustu lat, a dzisiejszymi przybyszami z południa. Używa się często argumentu, że Polacy równie chętnie, co Arabowie korzystają z zachodniego socjalu, jednak tego, że nie palą przy tym przedmieść norweskich, irlandzkich czy islandzkich miast w rozliczających naszych emigrantów tekstach nie znajdziemy.
Co więcej, odkąd Jarosław Kaczyński w swoim mocnym sejmowym wystąpieniu podsumował negatywne aspekty powstawania silnych społeczności muzułmańskich w Europie, politycy zaczęli zaprzeczać medialnym doniesieniom z ostatnich lat i miesięcy. W chwilę później to samo zrobiły media, często klawiaturami tych samych dziennikarzy, którzy wcześniej opisywali problemy Szwecji czy Wielkiej Brytanii z muzułmanami. Dziś potępia się Kaczyńskiego za powielanie uprzedzeń i stereotypów, za brak empatii i solidarności. O to samo coraz mocniej oskarża się też nieprzychylną imigrantom większość społeczeństwa. Za Polaków wstydzą się więc politycy Platformy i centrolewicy oraz gwiazdy głównego nurtu mediów.
17 września, co jest pewnego rodzaju symbolem, media opublikowały „List z Europy Wschodniej”. Ten pełen wielkich słów o człowieczeństwie i apeli o europejską solidarność podpisali przedstawiciele kilku państw naszego rejonu. Wśród polskich sygnatariuszy znajdziemy między innymi Bronisława Komorowskiego, Aleksandra Kwaśniewskiego i Włodzimierza Cimoszewicza. Jako siódmy, a więc naprawdę ważny uczestnik tego wydarzenia wpisany został oficer stalinowskiej bezpieki, socjolog Zygmunt Bauman. Nie sposób uciec wrażeniu, że starzejąca się gwiazda lewicowych środowisk intelektualnych kolejny, być może ostatni już raz, śni swój sen o stworzeniu nowego człowieka. W tym samym czasie intelektualny filar reżimu Jaruzelskiego, Daniel Passent pisze, że przyjmując uchodźców wszyscy pokażemy, że kierujemy się nauką kościoła. A przecież to nie jedyne zaskakujące nawrócenie ostatnich dni. Papież Franciszek stał się chyba najczęściej cytowanym przez lewicowców, a czasem nawet lewaków autorytetem, pomija się jednak apokaliptyczny wręcz wymiar jego ostatnich wypowiedzi. Franciszek mówi bowiem, czego media wolą nie słuchać, że udzielając pomocy musimy liczyć się również z tym, że męczeństwo chrześcijan z ziem rządzonych przez islam, może jutro stać się i naszym udziałem. Czy słyszeli państwo ten wątek w wypowiedziach przywołujących papieża „prawdziwych Europejczyków”?
Urabianie polskiej opinii publicznej nie przynosi jak dotąd rezultatów. W ślad za „Gazetą Wyborczą” TVP Info wyłącza na swoich stronach możliwość komentowania tekstów o kryzysie imigracyjnym. Media, głównie kontrolowane przez rząd lub niemiecki kapitał angażują się w akcje na rzecz imigrantów. Czasami z tragikomicznym skutkiem – jeśli ktoś na stronach Polskiego Radia znajdzie informacje o zamieszkach na przedmieściach Sztokholmu, jakie miały miejsce w 2013 roku, obok ujrzy logo akcji „Więcej wiedzy, mniej strachu”.
Rząd stracił już możliwości lawirowania. Po decyzji Donalda Tuska, uniemożliwiającej weto tej sprawie, wbrew pozostałym państwom Grupy Wyszehradzkiej, wspieranym przez Rumunię, zgodziliśmy się na „dobrowolne”, niepodlegające negocjacjom kwoty. Za jednym zamachem pokazaliśmy całkowitą uległość wobec Niemiec i nielojalność wobec bliskich nam krajów Europy Środkowej. Europejska kariera Donalda Tuska nie przynosi Polsce żadnych korzyści, co nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem. W nowym miejscu, tak samo, jak wcześniej w Warszawie, Tusk nie jest reprezentantem Polaków a urzędnikiem, doglądającym niemieckich interesów. Sprawa imigrantów pokazała, że również obecny rząd całkowicie zrzekł się suwerenności na rzecz Brukseli i Berlina..
Codziennie dowiadujemy się o kolejnych szkodach, poczynionych przez ludzi Platformy Obywatelskiej. Afera goni aferę a kompromitacja kompromitację. W swojej nagranej na taśmie wypowiedzi Radosław Sikorski dosadnie ocenił politykę III RP wobec Ameryki. Tym razem Amerykanów zastąpili Niemcy, a wszystko odbyło się na oczach całej Europy. Wstyd przynosi nam obecny rząd, nie stosunek do dzisiejszych imigrantów czy polskich Żydów eksterminowanych przez Niemców. Nie zmienią tego ani jednostkowe przypadki niegodnych zachowań, ani zaklęcia przechodzonych autorytetów w rodzaju Baumana, Grossa i Passenta.
Tekst ukazał się we wczorajszym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"
(3)
1 Comments
film:
26 September, 2015 - 14:32