Międzymorze z półksiężycem w tle. Rozmowa z dr. Andreasem Umlandem [niezalezna.pl]

 |  Written by Ursa Minor  |  11
 
Międzymorze z półksiężycem w tle. Rozmowa z dr. Andreasem Umlandem - niezalezna.pl
foto: YouTube
- Nie przewiduję, by Turcy zaczęli na Ukrainie oficjalną wojnę przeciwko Rosji, ale jeżeli konflikt między Ankarą a Moskwą jeszcze bardziej się zaogni, to idea poszerzonego Międzymorza może się okazać dla Ankary bardzo nęcąca - mówi dr Andreas Umland, ekspert ds. Europy Wschodniej, wykładowca Akademii Kijowsko-Mohylańskiej, w rozmowie z Olgą Doleśniak-Harczuk.

W ubiegłym tygodniu opublikował Pan na swoim blogu artykuł nawiązujący do projektu Międzymorza. Tyle że w nieco zmodyfikowanej formie, ponieważ w bliskim sojuszu z Polską widziałby Pan nie tylko np. Rumunię czy Ukrainę, ale i Turcję. Jaki interes miałaby mieć Ankara w przystąpieniu do tego typu sojuszu?


Wszystko zaczyna się od Rosji. Jak wiemy, Rosja ma wokół siebie państwa, z którymi jest skonfliktowana lub z którymi nie ma najlepszych relacji. Tradycyjnie są to państwa bałtyckie, kraje Europy Środkowo-Wschodniej, Gruzja, Rumunia, a pod koniec listopada br. do tego zestawu dołączyła Turcja. Zestrzelenie rosyjskiego bombowca na granicy syryjsko-tureckiej ma swoje konsekwencje. Obserwujemy dziś wojnę nie tylko na słowa, ale też poważny konflikt dyplomatyczny, który przekłada się i na gospodarkę, bo przecież Rosja wprowadziła sankcje, które w zamyśle mają Turkom zaszkodzić. Jeżeli Turcja jest w stanie znaleźć wspólny mianownik w dziedzinie interesów geopolitycznych, gospodarczych etc. z państwami dawnego bloku wschodniego, to widzę tu szansę na poważną współpracę wojskową, wywiadowczą, gospodarczą. To Ankara musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy teraz, gdy jest tak mocno skonfliktowana z Rosją, opłaca jej się ścisły sojusz z Polską, Ukrainą, Gruzją, krajami bałtyckimi, Mołdową, czyli państwami, które w swojej historii nieraz czuły bądź w dalszym ciągu czują się przez Rosję zagrożone.

Turcja dysponuje drugą największą armią w NATO, posiadanie po swojej stronie państwa o tak olbrzymim potencjale militarnym zdecydowanie umacniałoby pozycję państw naszego regionu, a z pewnością spełniałoby psychologiczną funkcję odstraszania potencjalnego agresora...
Nie sądzę, by w ramach ewentualnego sojuszu nagle turecka armia weszła do Donbasu i wsparła Ukraińców w walce z Rosją, ale można sobie wyobrazić współpracę w takich dziedzinach jak wymiana informacji wywiadowczych, dostarczanie technologii wojskowej, pomoc logistyczna i ekonomiczna. Nie przewiduję, by Turcy zaczęli na Ukrainie oficjalną wojnę przeciwko Rosji, ale jeżeli konflikt między Ankarą a Moskwą jeszcze bardziej się zaogni, idea poszerzonego Międzymorza może okazać się dla Ankary bardzo nęcąca.

Międzymorze marszałka Józefa Piłsudskiego miało zjednoczyć państwa naszego regionu, by ustrzec je m.in. przed dominacją Rosji i Niemiec. A jak znane z przywiązania do Rosji Niemcy mogłyby dziś zareagować na sojusz, o którym Pan mówi?
Tzw. kwestia niemiecka nie jest już dziś przeszkodą, czasy się zmieniły, ale nie wykluczam, że ewentualna ścisła współpraca państw środkowoeuropejskich i Turcji mogłaby zaniepokoić Niemcy i Francję, ponieważ taka zażyłość nie leżałaby w interesie tych krajów. Nie widzę jednak powodu, by suwerenne państwa będące członkami czy to UE, czy NATO miały w kształtowaniu swojej polityki zagranicznej czuć się ograniczone tym, co o ich poczynaniach sądzą państwa sąsiednie. Członkostwo w UE i NATO nie zamyka przecież drogi do realizacji zamysłów politycznych poza wymienionymi strukturami. A szeroko zakrojona współpraca, od Bałtyku po Morze Czarne, byłaby z pewnością nową jakością wewnątrz już istniejących sojuszy.

Ma Pan na myśli minisojusz obronny w ramach dużego, czyli Paktu Północnoatlantyckiego?
Nie sądzę, by to przymierze przybrało kształt sojuszu obronnego. Jeżeli doszłoby do takiej sytuacji, mielibyśmy wewnętrzny konflikt w NATO. Państwa nie mogą według własnych, sobie tylko znanych reguł wspierać się militarnie. Nie tędy droga. Dlatego to, że Turcja ma drugą największą armię w NATO, nie byłoby tu decydujące.

A co wobec tego byłoby decydujące?
Decydująca byłaby np. kwestia Ukrainy – tego, jak sprawić, by państwo to mogło samodzielnie bronić się przed Rosją. Mam na myśli udzielanie wsparcia w szkoleniu armii, dostarczaniu technologii wojskowej i informacji wywiadowczych. Byłoby to wsparcie daleko wykraczające poza oficjalne działania NATO czy UE, ale jednocześnie prowadzone w interesie państw, którym szczególnie zależy, by Ukraina mogła stawić czoło rosyjskiej agresji. Przy wsparciu poszerzonego Międzymorza Kijów byłby z pewnością w stanie lepiej się bronić.

Twierdzi Pan, że impulsem, który może zbliżyć Turcję do takich państw jak Polska czy Ukraina, jest toczący się od ponad dwóch tygodni konflikt z Rosją. Przyjrzyjmy się zatem temu konfliktowi. Władimir Putin w bardzo ostrych słowach potępił zestrzelenie rosyjskiego bombowca Su-24 i stanowisko samego prezydenta Turcji, a nawet zaatakował jego rodzinę, imputując jej związki z Państwem Islamskim. Myśli Pan, że ostentacyjna wściekłość Putina na Recepa Tayyipa Erdoğana podoba się samym Rosjanom?
Rosyjskie społeczeństwo jest poddawane permanentnemu praniu mózgów, propaganda kształtuje ich światopogląd. Widoki na to, by to masy wystąpiły przeciwko Putinowi, są znikome. Bunt jest widoczny, ale wyłącznie w kręgach intelektualistów, ludzi mieszkających w Moskwie, którzy mają dostęp do niezależnych źródeł informacji. I ta grupa ma świadomość, że konflikt z Turcją zemści się na Rosji gospodarczo i politycznie. Myślę, że Putin nie planował tego konfliktu, zestrzelenie bombowca totalnie go zaskoczyło, ale ma chyba świadomość, że incydent był efektem błędów polityki zagranicznej Kremla. Najpierw Rosja wkroczyła z interwencją militarną do Syrii, a teraz otworzyła kolejny front, konfliktując się z Ankarą.

Od początku swojej interwencji w Syrii Rosja kilka razy naruszyła przestrzeń powietrzną Turcji, tyle że do 24 listopada 2015 r. kończyło się na upomnieniach. Putin poczuł się zbyt pewnie?
Myślę, że Putin przede wszystkim nie liczył się z taką eskalacją konfliktu i zabrnął w ślepą uliczkę. Jego ostra reakcja na zestrzelenie rosyjskiego bombowca oznacza jedno: odebrał to jako osobistą porażkę. Wstrząsnął nim fakt, że w ogóle można zestrzelić rosyjski samolot. Podejrzewam, że teraz wielu ekspertów ds. polityki zagranicznej, dziennikarzy, ekonomistów w Rosji ma poważne wątpliwości co do zasadności strategii przyjętej przez Putina i zastanawiają się, na ile Rosja może sobie faktycznie pozwolić w swoich działaniach. Te wątpliwości dotyczą też polityki wewnętrznej Putina. Jego wiarygodność ucierpi.

Zakładając, że interwencja w Syrii prócz realnej obrony Baszara al-Asada ma spełniać też funkcję pewnego rodzaju demonstracji potencjału militarnego Rosji, zraniona przez Turków Moskwa może teraz jeszcze mocniej chcieć zaakcentować swoją obecność na Bliskim Wschodzie. Jednocześnie logika nakazywałaby przez pewien czas większą powściągliwość. Jaki scenariusz przewiduje Pan na najbliższe tygodnie?
Myślę, że Rosja będzie ostrożniejsza i jej samoloty będą szerokim łukiem omijać okolicę granicy turecko-syryjskiej, taktycznie będą stawiać na więcej ostrożności, ale strategia pozostanie bez zmian. Możliwe, że ze strony Rosji zostaną podjęte kolejne starania, by zawiązać sojusz antyislamistyczny z Zachodem, tyle że w świetle konfrontacji z Turcją te starania spełzną prawdopodobnie na niczym. Rozpocznie się festiwal sprzeczności. Fakt ten nie umknie uwadze rosyjskich elit. Spodziewam się ostrej krytyki pod adresem Putina właśnie ze strony elit.

Całość wywiadu w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”

http://niezalezna.pl/73839-miedzymorze-z-polksiezycem-w-tle-rozmowa-z-dr...
5
5 (2)

11 Comments

ro's picture

ro
Jak nie sojusz z Sojuzem, to unia z Unią. Jak nie Litwa, to Francja. A to Ukraina, a to Anglia a to Chiny. 
Teraz Turcja... Bo Mickiewicz, bo Bem, bo "poseł Lechistanu nie przybył"? 
Jakiś jagielloński amok opętał przed wiekami Polan, że zamiast zająć się swoją zagrodą, ciągle szukają rozwiązań w karkołomnych konfiguracjach.

Całe szczęście, że nie ma przekonujących dowodów o istnieniu życia na Marsie.
 
alchymista's picture

alchymista
To jakieś nieporozumienie. Wydaje się, że chodzi przede wszystkim o sojusz ukraińsko-turecki, który - jesliby doszedł do skutku - byłby efektem "wielkiego nieobecnego" na Ukrainie, czyli Polski. Niemniej jednak zgadzam się, że czworokąt Szwecja-Polska-Ukraina-Turcja... i w tej części świata nie ma mocnych! Niestraszna by nam była Rosja ani Niemcy. To oczywiście ideał, a życie jest mniej różowe...

Sama Turcja byłaby sojusznikiem kłopotliwym, ale w pewnych momentach pożądanym. Pod warunkiem, że Erdogan nie zechce na przykład zaanektować Krymu, a takie pomruki z siebie wydawał, że "o losach Krymu nie można decydować bez Turcji" i takie tam nacjonalistyczne brednie. Byłaby to kiepska powtórka z geopolityki późnego średniowiecza i nowożytności. Turcja mogłaby poprzez Krym trzymać za gardło nie tylko Ukrainę, ale i Polskę, gdyby Polska zechciała zbudować handel czarnomorski via Odessa.

Tak czy inaczej przyjazne stosunki z Turcją są Ukrainie potrzebne, a pośrednio potrzebne i Polsce, bo Bosforem i Dardanelami zarządzają Turcy, a jest to dla naszej ewentualnej siły gospodarczej pierwsza cieśnina "do pokonania".
Traube's picture

Traube
Sojusz z Turcją oznaczałby wsparcie, wojskowe lub tylko moralne, walki Turcji z Kurdami, co dla mnie byłoby nie do zaakceptowania. My nie musimy się w ten konflikt angażować wcale, a już zwłaszcza nie po stronie oprawców.
ro's picture

ro
Nie mówiąc o Ormianach. 

Leci w tv jakiś serial o Turcji. Nie oglądam, ale z zasłyszanych ochów i achów wnoszę, że tureckie ministerstwo propagandy nie wydało pieniędzy na darmo.
alchymista's picture

alchymista
Sojusz ze Szwecją to akceptacja dla pederastów.
Sojusz z Ukrainą to akceptacja dla banderowców.
Sojusz z Turcją, to... i tak dalej.

Na tej zasadzie Polska nie ma przyzwoitej wymiany handlowej z Chinami. Podczas gdy kraje "moralnego niepokoju" - Anglosasi, Niemcy, Francuzi - robia tam krociowe interesy.

No to nie akceptujmy i wybrzydzajmy. Może Orban nas wesprze. Albo Kurdowie. No oczywiście zawsze można poprosić o pomoc Putina.
Traube's picture

Traube
Parę lat temu jeden z prawicowych publicystów, bodajże Darski choć pewności nie mam, głosił tezę, że Polska powinna czynnie włączyć się w spodziewany wówczas atak na Iran. Byłem w Iranie krótko przedtem. Nigdzie indziej, a trochę jeździłem, nie spotykałem się z taką życzliwością ze strony zwykłych ludzi. Spotkałem osoby opiekujące się polskimi cmentarzami z czasu II wojny. Abstrahując od moich sentymentów, Polska nigdy nie miała konfliktów z Iranem. W dyskusji o ataku na Iran pisałem i nadal to podtrzymuję, że byłoby wyjątkową głupotą robienie sobie nowego wroga i to w imię sojuszu z USA, które zapewne nawet z wiz dla nas by nie zrezygnowały, nie mówiąc o poważniejszych korzyściach. Co dał Polsce udział w wojnie w Iraku? Kurdów cenię sobie wysoko, bo ci, których spotykam pracują. Różni ich to od np. Arabów lub Somalijczyków. Nie znam statystyk, ale chyba z 90% pizzerii w Szwecji prowadzone jest przez Kurdów właśnie. Pewnie, że Arabowie także pracują i Somaliczycy też, ale obawiam się, że proporcje są bardzo różne. W czasie, gdy Kurdowie i Kurdyjki walczą zbrojnie z ISIS, Turcja bombarduje Kurdów...Sorry, może to wybrzydzanie, ale ja taki sojusz uważałbym za podły.
alchymista's picture

alchymista
Jakiś czas temu także stwierdziłeś, że te wybory sobie darujesz. Przypomnisz mi, czemu?

Nie ma idealnych rozwiązań, idealnych kandydatów i idealnych decyzji. Sojusz z Turcją nie musiałby oznaczać wsparcia dla mordowania Kurdów. Podobnie przyjaźń z Persami nie musi oznaczać przyjaźni do Iranu.

Mam podejrzenia do tzw. "moralnych sojuszy", bo dziwnym trafem obracają się fundamentalnie na naszą niekorzyść. Taka Liga Święta na przykład. papież pobłogosławił, Deus Vicit, a Rzeczpospolitą diabli wzięli. To ja już wolę z mordercami Kurdów.

Nasze przyłączanie się do amerykańskich wojen jest kosztowne, ale w istocie symboliczne. Byłem przeciwny wojnie w Iraku i polskiemu udziałowi w nim, nawet poszedłem na lewacką manifę w tej sprawie. Ale te ekspedycje pozwalają wojsku mieć stały kontakt z najlepszą jak do tej pory armią świata.

W zasadzie jestem zdania, że zamiast wyposażać nasze pojazdy w ochrony przed piaskiem, powinniśmy raczej poddawać je testom ekstremalnych mrozów - bo to może sie nam przydać, "gdzies pod Moskwą".
Traube's picture

Traube
Może w jakiejś dyskusji coś takiego napisałem, na zasadzie, że jeśli coś tam to sobie wybory daruję. Nie pamiętam, a bnr nie ma, niestety, takiej funkcjonalności jak np. S24, gdzie można czytać wszystkie komentarze. Jakiś rozterek związanych z udziałem w wyborach sobie nie przypominam. Namówiłem nawet dwie bliskie mi osoby, zwykle nie głosujące. Ponieważ też mieszkają w S trzeba to było robić ze sporym wyprzedzeniem. Aha, ja nie bardzo rozumiem po co w ogóle mamy wchodzić w jakieś sojusze, zwłaszcza z krajami toczącymi jakieś wojny. Z tego, że jestem przeciwny udziałowi w sojuszu przeciwko Kurdom nie wynika przecież, że bym sobie życzył sojuszu z Kurdami.
stronnik's picture

stronnik
Dalczego nie sojusz? Sojusz to zobowiązanie. Obustronne, ale jednak dość mocno wiążące zobowiązanie do świadczenia sobie pewnego rodzaju usług. Czy mamy na tyle sił i środków aby podejmować tego rodzaju zobowiązania? I jaka cena? bo zawsze wchodzi w grę jakaś cena, była by tego sojuszu? Co musielibyśmy "oddać" aby co? uzyskać? Nie widzę realnych korzyści w tym rachnku z Turcją. Mamy jakiś dar do sentymentalnego postrzegania świata. A w praktyce mamy jako Polska jedynie interesy. Interesy które mają nam coś dać. Coś konkretnego i namacalnego, wymiernego. Polityka międzynarodowa to gra, w której chodzi o realne korzyści, pieniądze, dominacja, rzadziej teren. Turcja dziś może się nam przydać jedynie jako partner handlowy. Mówienie o Krymie jako naszym "oknie" (moje) na wschód, tak zrozumiałem ten wątek, w obliczu trzymania w "garści" ponad 500km wybrzeża Bałtyku, zakrawa na fantazję. Najpierw nauczmy się doskonale wykorzystywać walory które mamy już w ręku. Polska potrzebuje rozwoju węwnętrznego we wszystkich dziedzinach i to jest chyba najważniejsze. Wkładanie palców między drzwi, znajdujące się dość daleko od naszych granic, w dodatku nie mając dość siły gospodarczej, militarnej i politycznej by zapanować nad rozwojem wydarzeń... Vide - wojna w Iraku. Działajmy w skali jaka jest odpowiednia dla istniejącego etapu rozwoju Polski, uwzględniając nasze realne możliwości i wynikające z tego potrzeby i interesy. Budowa sojuszy musi być poprzedzona ugruntowanym i doskonałym planem działania opartym z kolei o wyraźną i zdecydowaną politykę miedzynarodową konsekwentnie prowadzoną przez dłuższy czas niż jedna kadencja Sejmu/rządu. Zresztą już jesteśmy w jednym sojuszu i tylko ciągle pewności nie mamy czy można to uznać za jakąkolwiek gwarancję naszego bezpieczeństwa. Uważam że postęp w polityce z zagranicą powinen być rezultatem postępu w polityce wewnętrznej i gospodarce. Nie zrobi się z gospodarczego karła, tytana w dziedzinie polityki zewnętrznej. Ale to chyba jest abecadło polityki? Najpierw może ugruntujmy swoją pozycję w Grupie Wyszehradzkiej, w NATO, w Unii. Bo chwilowo to nas usiłują pouczać, robią łaskę, szantażują, karają embargiem i traktują tak, jak sami uważają że na to zasługujemy. Pokażmy że stać nas na więcej w tym co jest dla nas ważne z punku widzenia interesu. Rozwój wewnętrzny zdeterminuje naszą ekspansję na zewnątrz. Nic na siłę, bo nie tędy droga.
alchymista's picture

alchymista
Zgadzam się w szczegółach i wiele z Twoich argumentów trafia mi do przekonania. Oczywistym jest, że projekcji siły na Morzu Czarnym nie dokonamy. Ale trzeba trzymać rękę na pulsie.

Takie minimalistyczne myslenie, jakie w Twojej hierarchii wartości jest na głównym miejscu to właśnie dobry argument na rzecz likwidacji ambasad RP w wiekszości krajów, w których te ambasady jeszcze istnieją. No bo - kosztowne, nie wiadomo po co. Przecież z Afganistanem czy Burkina Faso i tak wiele nie uhandlujemy.

Ale już na serio. Turcja jest blisko, jest to gracz poważny, na pewno bardziej poważny, niż Węgry czy Rumunia. Sojusz ma różne odmiany. Nie wszystkie sojusze oznaczają konieczność pełnego zaangażowania. Przyjazne relacje z Turcją sa potrzebne.

Więcej notek tego samego Autora:

=>>