Podejrzewam, że to nie prowokacja samorządów, ale chamska prowokacja interii. Cóz jednak począć, skoro na takie gadzinówki sami dziennikarze "naszych" mediów nadal mówią: "mainstream" ( sic!) i żywią się przerabianiem rzucanej przez nie padliny. Żal, ach żal:-)
Tak, to jest prawdopodobne, że Interia twórczo przystosowała informację. Chociaż za samorządowców też bym nie poręczył - im się w głowach nie mieści, że mogą być rozdawane pieniądze nie z ich łaski.
"Mejnstrim" - na szczęście słowa mają to do siebie, że są żywe i często zmieniają znaczenie. Rzeczony mejnstrim (proponuję spolszczyć pisownię) zaczyna mieć w Polsce negatywne zabarwienie.
Interia mogła "twórczo zinterpretować", ale coś na rzeczy jest, słyszałem z innych źródeł.
Po raz kolejny powtórzę, możecie mnie mieć za obsesjonata :), samorządy w wydaniu polskim to zło.
Mają większy wpływ na nasze życie niż się powszechnie wydaje, a obsadzone są zazwyczaj ludźmi niekompetentnymi i pazernymi. Ponosimy horrendalne koszty utrzymywania tych instytucji (kilkanaście milardów rocznie!), a w zamian za to jedynie zatruwają nam życie, czynią je droższym i bardziej skomplikowanym.
Quasi-biurokratyczna (bo nawet do prawdziwej biurokracji im kuda) sitwa, która nas drenuje, ssąc przy okazji kasę z Unii, na swoje.
Kiedy pojawi się partia postulująca likwidację/reorganizację tych tworów będzie miała mój głos, niezależnie od moich propisowskich sympatii. Bo do tej pory żadne z ugrupowań tematu nie tyka, łatwo zgadnąć dlaczego. Zakotwiczeni działacze niższego szczebla, "kuźnia kadr" (Hospody pomyłuj).
Gdzież to nasi "antysystemowcy", dlaczego nic o tym nie mówią?
Polacy nie do końca są w stanie wybrać sensownych posłów - wypowiedzi niektórych skłaniają do pytania: kto głosował na takiego Niesiołowskiego, Pomaskę, Ajchlera, Tyszkę czy Myszkę Agresorkę? Nie wstyd wam, wyborcy?
A co dopiero gdy przychodzi do wybierania dziesięciokrotnie liczniejszej szarańczy samorządowej. Tam niekompetencja, łąpówkarstwo, głupota jest na porządku dziennym. To jest dopiero koryto.
Nie, nie mam prywatnie na pieńku z samorządowcami, w żadne konflikty nie popadłem, cierpię od ich działań tyle, co przecietny obywatel. Omijam szerokim łukiem, jak się da.
Ale szlag mnie trafia, tym bardziej, że temat jest skwapliwie omijany przez wszystkich chcących Polskę naprawiać.
Więc całkiem możliwe, że będą 500+ psuć ile się da, tym bardziej, że siedzą tam aktualnie głównie kolesie umocowani w PO/PSL - choć nie tylko.
Ze wszystkich , po niewczasie krytykowanych, "wielkich" reform rządu Buzka, ta miałą najgorsze konsekwencje.
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Obecny rząd mógłby w tej kwestii co nieco naprawić, likwidując dwuwładzę na szczeblu wojewódzkim i przenosząc wszystkie mniej lub bardziej zbędne wydziały z powrotem do wojewody.
Jestem za tym, żeby linia podziału władzy "państwa i ludu" przebiegała gdzieś w okolicach powiatu.
W gminie powinien rządzić samorząd - to raczej oczywiste. Mieszkańcy gminy powinni wybierać naczelnika, wsi - sołtysa (burmistrzów "odesłałbym" do Niemiec, a prezydentów do Francji).
Ale co do powiatu... Proponuję krótki test: proszę zapytać znajomych, czy potrafią wymienić gminy w swoim powiecie. Spytałem kiedyś znajomą urzędniczkę ze starostwa (sic!) Poległa. Ja też...
Starostę (brzmi dość swojsko - jego nie odsyłałbym do Czech) powinien wyznaczać wojewoda, a radę powiatu powinni stanowić naczelnicy gmin. Ciało doradcze wojewody - starostowie. Rada powiatu mogłaby mieć prawo zwrócenia się do ministra z pominęciem wojewody o odwołanie starosty.
W gminie powinien rządzić samorząd - to raczej oczywiste
Czy ja wiem?
Może mam "wschodnie ciągoty", nawiązując do generałów-gubernatorów i naczelników różnego szczebla. Oczywiście, z nadania odgórnego, :)
*
Ale nawet, jeśli tak przyjmiemy, że być powinny.
Szarańcza liczy u nas do pół miliona. Samych samorządowców jest z 50 tysięcy, a przecież potrzebne(?) są kadry, urzędnicy, obsługa, biura.
Dwuwładza na szczeblu wojewódzkim - sejmik łamany wojewodą - to oczywista bzdura.
Ilość radnych - do redukcji, podzielić przez 3.
Twory jak "rady dzielnicy", w miastach, do kasacji.
Po co mają istnieć?
Na puszczy trochę wołam, wiem. Ale może napiszę inaczej (kiedyś już notkę na temat popełniłem) - te ohydne partie finansowane za nasze pieniądze, i ci posłowie marnotrawcy (wpisując się w retorykę obalaczy systemu) kosztują nas 1/30 tego, co rozbuchane samorządy.
Nikogo to nie oburza? 15 miliardów rocznie - przemawia do wyobraźni?
Funkcjonował kiedyś termin homo sovieticus - zastanawiam się, jak nazwać współczesne misie, skutecznie urobione "bezdyskusyjnymi" prawdami i zasadami.
Hej, banda pasożytów nas okrada, nie widzicie?
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Korwin-Mikke zachwycił się był, czytałem, Somalią - jaki to piękny (ach!) kraj, gdzie nie ma rządu.
Z jednej strony "piękny kraj", z drugiej - 15 miliardów.
Z trzeciej strony pół miliona (chyba trochę mniej ich, albo miliardów więcej) potencjalnych jakobinów - wykształconych, choćby i byle jak, ale wystarczająco sfrustrowanych brakiem "należnego" im miejsca.
Gdzieś tam pomiędzy wierzchołkami leży zdrowy rozsądek, któremu trzba ulec.
I kolejni "antysystemowi" ulegają. JKM też by uległ.
Korwin wariat - albo wariata dobrze udający - dla potrzeb naszej tutaj dyskusji chyba na jedno wychodzi. :)
W Somalii w ogóle bosko się dzieje, a żyje się wspaniale.
Ale brak rządu, a brak samorządów, to jednak dwie różne rzeczy.
Z ilością milardów nie przesadziłem, zaraz grzebnę za moją dawną notką, wtedy sprawdzałem, co by akuratnie napisać.
O, mam: http://blog-n-roll.pl/pl/porozmawiajmy-o-oszczędnościach-na-poważnie
Potencjalne niezadowolenie kolejnych odspawanych od koryta jakoś niewiele mnie rusza. Niech zasilą KOD.
Ludzie, ci "nasi", krytykują rząd PiS, że 1066 dalej w mocy, że media niezaorane do końca, że frankowicze, że ten i ów minister (bieżączka) nie tak się wypowiedział jak należy.
Częśc to detale i bzdury, część rzeczy już poważne, ale wymagające czasu. PiS pół roku rządzi, tylko.
Samorządy, w wresji polskiej, to sprawa zasadnicza, Czekam, od PiS się raczej nie odwrócę - ale może ktoś w końcu temat podejmie? Nie wiem, może maila do Kowalskiego napiszę? :)
*
Jakobini? Gilotynę odrestaurować.... ;)
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Jakoś sobie tę ustawę wyperswadowałem (pisałem już o tym).
Media zaczynają mnie irytować - tv wprawdzie nie oglądam, ale częściej słucham radia (w samochodzie) - już pomijam antypisowski dobór gości i tematów w "Trujce" (muszę przyznać, że ten swój jad sączą inteligentnie). Ale jeżeli w "Jedynce" wiadomości zaczynają się od tego, że Petru wezwał Kaczyńskiego do przedterminowych wyborów, a potem słyszę samego Wielkiego Historyka, powtarzającego to co przed chwilą powiedział lektor, to mam ochotę gryźć.
Najbardziej bulwersują mnie frankowicze - spotkałem niedawno koleżankę ze studiów, która musiała się zaciągnąć (życie).
Oczywiście było:
-Niestety nie ma pani zdolności kredytowej...
-
- ...w złotówkach. Ale...
Uważam, mimo że kredyt we frankach mnie nie dotyczy, a wiek emerytalny bardzo, to rząd powinien tę sprawę załatwić tak, jak 500+ - nie słuchając wrzasków oburzonych franksterów, choćby kosztem odłożenia sprawy emerytur. Przeciąć sprawę jedną ustawą. I nie ważne, czy Maćka P. stać na spłacanie do us-śmierci, czy nie. Mojej kumpeli, która powinna już iść na emeryturę, a nie idzie (na szczęście może) nie stać!
Tu powinna być krótka piłka: pytanie do banku, czy w dniu podpisania umowy kredytowej miał wystarczającą ilość franków (dowód poproszę). Nie? To kończymy zabawę na kwocie w złotych (plus odsetki). A będą podskakiwać - to należy przewidzieć w ustawie karę za oszustwo bankowe. W końcu sprzedawali towar, którego nie mieli na stanie. Tak jak Amber Gold.
Emerytury myślę, że ludzie jakoś by wybaczyli. Niedotrzymania obietnicy frankowej nie wybaczą (w kazdym razie ja nie).
9 Comments
Prowokacja samorządowców
19 May, 2016 - 16:51
A wiceminister Marczuk zamiast powiedzieć ewidentnym prowokatorom: -wara od nie swoich spraw, próbuje "plitykować".
Ro
19 May, 2016 - 17:50
Boldandcharmie
19 May, 2016 - 21:33
"Mejnstrim" - na szczęście słowa mają to do siebie, że są żywe i często zmieniają znaczenie. Rzeczony mejnstrim (proponuję spolszczyć pisownię) zaczyna mieć w Polsce negatywne zabarwienie.
Interia mogła "twórczo
22 May, 2016 - 07:59
Po raz kolejny powtórzę, możecie mnie mieć za obsesjonata :), samorządy w wydaniu polskim to zło.
Mają większy wpływ na nasze życie niż się powszechnie wydaje, a obsadzone są zazwyczaj ludźmi niekompetentnymi i pazernymi. Ponosimy horrendalne koszty utrzymywania tych instytucji (kilkanaście milardów rocznie!), a w zamian za to jedynie zatruwają nam życie, czynią je droższym i bardziej skomplikowanym.
Quasi-biurokratyczna (bo nawet do prawdziwej biurokracji im kuda) sitwa, która nas drenuje, ssąc przy okazji kasę z Unii, na swoje.
Kiedy pojawi się partia postulująca likwidację/reorganizację tych tworów będzie miała mój głos, niezależnie od moich propisowskich sympatii. Bo do tej pory żadne z ugrupowań tematu nie tyka, łatwo zgadnąć dlaczego. Zakotwiczeni działacze niższego szczebla, "kuźnia kadr" (Hospody pomyłuj).
Gdzież to nasi "antysystemowcy", dlaczego nic o tym nie mówią?
Polacy nie do końca są w stanie wybrać sensownych posłów - wypowiedzi niektórych skłaniają do pytania: kto głosował na takiego Niesiołowskiego, Pomaskę, Ajchlera, Tyszkę czy Myszkę Agresorkę? Nie wstyd wam, wyborcy?
A co dopiero gdy przychodzi do wybierania dziesięciokrotnie liczniejszej szarańczy samorządowej. Tam niekompetencja, łąpówkarstwo, głupota jest na porządku dziennym. To jest dopiero koryto.
Nie, nie mam prywatnie na pieńku z samorządowcami, w żadne konflikty nie popadłem, cierpię od ich działań tyle, co przecietny obywatel. Omijam szerokim łukiem, jak się da.
Ale szlag mnie trafia, tym bardziej, że temat jest skwapliwie omijany przez wszystkich chcących Polskę naprawiać.
Więc całkiem możliwe, że będą 500+ psuć ile się da, tym bardziej, że siedzą tam aktualnie głównie kolesie umocowani w PO/PSL - choć nie tylko.
Ze wszystkich , po niewczasie krytykowanych, "wielkich" reform rządu Buzka, ta miałą najgorsze konsekwencje.
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Wojewódzki
22 May, 2016 - 09:16
Jestem za tym, żeby linia podziału władzy "państwa i ludu" przebiegała gdzieś w okolicach powiatu.
W gminie powinien rządzić samorząd - to raczej oczywiste. Mieszkańcy gminy powinni wybierać naczelnika, wsi - sołtysa (burmistrzów "odesłałbym" do Niemiec, a prezydentów do Francji).
Ale co do powiatu... Proponuję krótki test: proszę zapytać znajomych, czy potrafią wymienić gminy w swoim powiecie. Spytałem kiedyś znajomą urzędniczkę ze starostwa (sic!) Poległa. Ja też...
Starostę (brzmi dość swojsko - jego nie odsyłałbym do Czech) powinien wyznaczać wojewoda, a radę powiatu powinni stanowić naczelnicy gmin. Ciało doradcze wojewody - starostowie. Rada powiatu mogłaby mieć prawo zwrócenia się do ministra z pominęciem wojewody o odwołanie starosty.
W gminie powinien rządzić
22 May, 2016 - 10:13
Może mam "wschodnie ciągoty", nawiązując do generałów-gubernatorów i naczelników różnego szczebla. Oczywiście, z nadania odgórnego, :)
*
Ale nawet, jeśli tak przyjmiemy, że być powinny.
Szarańcza liczy u nas do pół miliona. Samych samorządowców jest z 50 tysięcy, a przecież potrzebne(?) są kadry, urzędnicy, obsługa, biura.
Dwuwładza na szczeblu wojewódzkim - sejmik łamany wojewodą - to oczywista bzdura.
Ilość radnych - do redukcji, podzielić przez 3.
Twory jak "rady dzielnicy", w miastach, do kasacji.
Po co mają istnieć?
Na puszczy trochę wołam, wiem. Ale może napiszę inaczej (kiedyś już notkę na temat popełniłem) - te ohydne partie finansowane za nasze pieniądze, i ci posłowie marnotrawcy (wpisując się w retorykę obalaczy systemu) kosztują nas 1/30 tego, co rozbuchane samorządy.
Nikogo to nie oburza?
15 miliardów rocznie - przemawia do wyobraźni?
Funkcjonował kiedyś termin homo sovieticus - zastanawiam się, jak nazwać współczesne misie, skutecznie urobione "bezdyskusyjnymi" prawdami i zasadami.
Hej, banda pasożytów nas okrada, nie widzicie?
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
Swego czasu
22 May, 2016 - 11:52
Z jednej strony "piękny kraj", z drugiej - 15 miliardów.
Z trzeciej strony pół miliona (chyba trochę mniej ich, albo miliardów więcej) potencjalnych jakobinów - wykształconych, choćby i byle jak, ale wystarczająco sfrustrowanych brakiem "należnego" im miejsca.
Gdzieś tam pomiędzy wierzchołkami leży zdrowy rozsądek, któremu trzba ulec.
I kolejni "antysystemowi" ulegają. JKM też by uległ.
Korwin wariat - albo wariata
22 May, 2016 - 18:02
W Somalii w ogóle bosko się dzieje, a żyje się wspaniale.
Ale brak rządu, a brak samorządów, to jednak dwie różne rzeczy.
Z ilością milardów nie przesadziłem, zaraz grzebnę za moją dawną notką, wtedy sprawdzałem, co by akuratnie napisać.
O, mam: http://blog-n-roll.pl/pl/porozmawiajmy-o-oszczędnościach-na-poważnie
Potencjalne niezadowolenie kolejnych odspawanych od koryta jakoś niewiele mnie rusza. Niech zasilą KOD.
Ludzie, ci "nasi", krytykują rząd PiS, że 1066 dalej w mocy, że media niezaorane do końca, że frankowicze, że ten i ów minister (bieżączka) nie tak się wypowiedział jak należy.
Częśc to detale i bzdury, część rzeczy już poważne, ale wymagające czasu. PiS pół roku rządzi, tylko.
Samorządy, w wresji polskiej, to sprawa zasadnicza, Czekam, od PiS się raczej nie odwrócę - ale może ktoś w końcu temat podejmie? Nie wiem, może maila do Kowalskiego napiszę? :)
*
Jakobini? Gilotynę odrestaurować.... ;)
"Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo."
1066
22 May, 2016 - 19:00
Media zaczynają mnie irytować - tv wprawdzie nie oglądam, ale częściej słucham radia (w samochodzie) - już pomijam antypisowski dobór gości i tematów w "Trujce" (muszę przyznać, że ten swój jad sączą inteligentnie). Ale jeżeli w "Jedynce" wiadomości zaczynają się od tego, że Petru wezwał Kaczyńskiego do przedterminowych wyborów, a potem słyszę samego Wielkiego Historyka, powtarzającego to co przed chwilą powiedział lektor, to mam ochotę gryźć.
Najbardziej bulwersują mnie frankowicze - spotkałem niedawno koleżankę ze studiów, która musiała się zaciągnąć (życie).
Oczywiście było:
-Niestety nie ma pani zdolności kredytowej...
-
- ...w złotówkach. Ale...
Uważam, mimo że kredyt we frankach mnie nie dotyczy, a wiek emerytalny bardzo, to rząd powinien tę sprawę załatwić tak, jak 500+ - nie słuchając wrzasków oburzonych franksterów, choćby kosztem odłożenia sprawy emerytur. Przeciąć sprawę jedną ustawą. I nie ważne, czy Maćka P. stać na spłacanie do us-śmierci, czy nie. Mojej kumpeli, która powinna już iść na emeryturę, a nie idzie (na szczęście może) nie stać!
Tu powinna być krótka piłka: pytanie do banku, czy w dniu podpisania umowy kredytowej miał wystarczającą ilość franków (dowód poproszę). Nie? To kończymy zabawę na kwocie w złotych (plus odsetki). A będą podskakiwać - to należy przewidzieć w ustawie karę za oszustwo bankowe. W końcu sprzedawali towar, którego nie mieli na stanie. Tak jak Amber Gold.
Emerytury myślę, że ludzie jakoś by wybaczyli. Niedotrzymania obietnicy frankowej nie wybaczą (w kazdym razie ja nie).