„Po mieście wieść się rozniosła, że Żydzi dzieci na krew mordują”. 70. rocznica pogromu kieleckiego

 |  Written by Ursa Minor  |  2

Pogrzeb ofiar pogromu kieleckiego (fot. PAP/Grzegorz Baranowski)

– Po mieście wieść się rozniosła, że Żydzi dzieci na krew mordują. Cała fabryka ruszyła. Szli mężczyźni, kobiety i każdy miał coś w ręku. Po drodze ludzie do nich dołączali. Na miejscu potem działy się rzeczy straszne. (…) Widziałem, jak kobieta wypadła z balkonu. Dobito ją drągami i wrzucono do rzeki. (…) Wyrzucano Żydów z pociągu, (…) na polu ukamienowano starszą Żydówkę – tak mieszkańcy Kielc opowiadali o horrorze 4 lipca 1946 r. Wtedy w pogromie zamordowano 37 Żydów i troje Polaków. Co najmniej drugie tyle osób zostało rannych.

Przed wybuchem II wojny światowej w Kielcach mieszkało ok. 80 tys. osób, co czwarty był Żydem. Po wojnie liczbę Żydów mieszkających w Kielcach szacowano na maksymalnie 300 osób. Mieszkali głównie w dwóch domach przy ul. Planty.

W 1946 r. w kamienicy przy ul. Planty mieściła się siedziba przedstawicielstwa Wojewódzkiego Komitetu Żydów w Kielcach. Tam też był kibuc, gdzie kilkudziesięciu Żydów czekało na wyjazd do Palestyny. Nie jest tajemnicą, że od wielu miesięcy na Kielecczyźnie dochodziło wtedy do wielu krwawych napadów na ocalałych z Holokaustu. Podsycany stereotypami antysemityzm miał swojej korzenie jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym. Wynikał m.in. z dużej hermetyczności diaspory żydowskiej.

Na niechętny stosunek do ocalałych z Zagłady miał wpływ także fakt, że wielu Żydów objęło ważne funkcje urzędowe w komunistycznej władzy, w tym w osławionym Urzędzie Bezpieczeństwa. Zapewne wszystkie to przyczyniło się do tragedii, która rozegrała się 4 lipca.

Do upadku PRL tzw. pogrom kielecki był tematem tabu. Tym bardziej, że nawet dzisiaj, 70 lat po masakrze, nie udało się historykom ani śledczym ustalić, dlaczego mieszkańców Kielc ogarnęła krwawa gorączka zemsty. Czy była to prowokacja stalinowskich służb, antykomunistycznego podziemia, czy też zbrodnia z nienawiści do obcych kulturowo sąsiadów?
#wieszwiecej | Polub nas
W Kielcach trwają obchody rocznicy pogromu Żydów sprzed 70 lat. (fot. PAP/Piotr Polak)
Pretekst

Pewne jest, że oficjalnym pretekstem do pogromu było zniknięcie 1 lipca 8-letniego Henryka Błaszczyka.. Chłopiec miał powiedzieć milicjantom, że był przetrzymywany przez Żydów w piwnicy kamienicy przy ul. Planty 7. Miał tam także widzieć zwłoki innych dzieci, ale udało mu się uciec. Milicjanci zabrali chłopca oraz jego ojca i poszli pod wskazany adres. Razem z nimi w miasto ruszyła plotka o tym, że Żydzi porywają i mordują polskie dzieci. Wedle jednych używali ich krwi do poprawy kondycji wyniszczonej przez lata katorgi w obozach. Inni zaś twierdzili, że krew dzieci była im potrzebna do wyrobu macy.

Tak pierwsze chwile przed pogromem opisywał akt oskarżenia przeciwko uczestnikom pogromu: „W dniu 3 lipca wieczorem chłopiec powrócił do domu. Podczas procesu ojciec chłopaka zeznawał, że nie pytał syna o to, gdzie był, lecz kazał mu się udać na spoczynek. Zainteresował się jednak tą sprawą sąsiad, a wtedy chłopiec opowiedział wyuczoną i nieodpowiadającą prawdzie historię, jakoby spotkał na ulicy jakiegoś nieznajomego mężczyznę, który dał mu do niesienia paczkę i 20 zł na drogę. Mężczyzna jakoby zaprowadził go do domu zamieszkanego przez Żydów, gdzie odebrano mu paczkę i pieniądze, a jego samego wsadzono do małej i ciemnej piwniczki, nie dając mu jedzenia. Z piwnicy wydostał się on podobno potem przy pomocy jakiegoś chłopca, który podał mu przez okienko stołek, na który wszedłszy, uciekł oknem. Rodzice chłopca na [podstawie] takiej opowieści, podmówieni przez osoby postronne, ustalone w śledztwie, tego samego dnia wieczorem zameldowali o tym Milicji Obywatelskiej, a wersję o zatrzymaniu i powrocie chłopca szerzono celowo po mieście. Rano dnia następnego rodzice chłopca, podmówieni, poszli znów z chłopcem na milicję, prowadząc go przez most i opowiadając o wypadku znajomym. Chłopak po drodze wskazał dom przy ul. Planty 7, gdzie rzekomo go więziono, i pokazał pierwszego napotkanego przypadkowo Żyda, jako na sprawcę tego. W tym samym czasie na ul. Planty gromadził się już tłum. Po przyjściu rodziców z chłopakiem na komisariat MO wysłany został patrol 6 milicjantów celem ujęcia rzekomo podejrzanego osobnika, który na skutek wskazania chłopca został ujęty i osadzony w komisariacie MO. Z komisariatu MO powtórnie wysłano patrol złożony z kilkunastu milicjantów celem przeprowadzenia rewizji i ustalenia miejsca, gdzie podobno miał siedzieć zatrzymany chłopak. Doraźne dochodzenie milicji ustaliło natychmiast ponad wszelką wątpliwość, że oświadczenia chłopaka są fałszywe i zmyślone, niemniej jednak podburzony tłum, widząc chłopaka i ulegając szerzonej przez agitatorów propagandzie, rozpoczął pogrom Żydów zamieszkałych przy ulicy Planty nr 7".

Pewne jest, że ok. godz. 10:00 do kamienicy przy Plantach przybyli milicjanci. Domagali się zgody na przeszukanie. Na nic zdały się tłumaczenia jednego z mieszkańców, że w budynku nie ma nawet piwnic, nie mówiąc już o porywaniu czyichkolwiek dzieci.

W końcu funkcjonariusze MO sforsowali drzwi i wdarli się do budynku. Pomagali im żołnierze. Wówczas to zabarykadowani Żydzi mieli oddać kilka strzałów do szturmujących. Ci nie pozostali dłużni. Kilku Żydów zostało zastrzelonych.

Od tego momentu na Plantach zaczął horror, który rozlał się nie tylko na całe miasto, ale także na okolice.
(fot. PAP/Piotr Polak)
Horror zwykłych ludzi

Żydów z Plant wyciągano z mieszkań, bito i mordowano. Nie miało znaczenia, czy to kobiety, mężczyźni czy dzieci. Wstrząsające relacje z 4 lipca przedstawili świadkowie pogromu w dokumencie Marcela Łozińskiego pt. Świadkowie. – Cała fabryka ruszyła, bo poszła plotka, że tam się dzieci morduje. Krew na macę potrzebują. Wszystko pędziło w stronę Plant. Cała fabryka ruszyła. Szli mężczyźni, kobiety i każdy miał coś w ręku. Po drodze ludzie do nich dołączali – opowiadała jedna z osób.

Inna zapamiętała scenę, jak ludzie wyrzucili „osoby z drugiego piętra”. Do nich dopadł tłum, a ludzie bili wszystkim, co mieli w rękach. – Widziałem, jak ktoś wszedł na balkon z dzieckiem i uderzył jego głową o ścianę. Wyrzucano ludzi z okien – wspominał inny świadek.

Ktoś stwierdził, że motłoch „robił to samo, co gestapo”. – Wrzucali ich do wody i tam dobijali. Kilka kobiet leżało w wodzie, zamordowanych w ten sposób. Bili kijami, drągami, meblami. I wyzywali od najgorszych – słyszymy w kolejnej relacji.

Inna osoba zapamiętała „Żydówkę, wściekle biegnącą przez miasto, która dosłownie ukamienowano”. Jeszcze inna ze Łazami w oczach przypomniała sobie, jak była świadkiem śmierci matki i jej dziecka.

W tych relacjach przerażające jest to, że szaleństwo mordu dotarło także do ludzi poza Kielcami. – Na peronie we Włoszczowej ludzie z pociągu z Kielc krzyczeli, że tam Żydzi mordują polskie dzieci. I ludzi, wskazanych, jako Żydzi, wywlekano z pociągu i bito – mówił jeden z pasażerów.

Świadkowie mieli widzieć, jak na peronie ktoś rozbija głowę Żyda kawałkiem szyny kolejowej. Inni przypatrywali się z okien pociągu, jak żołnierze strzelali do uciekających Żydów.

Wiadomo, że 4 lipca zginęło 40 osób. Już pięć dni później rozpoczął się proces uczestników pogromu. Sąd potrzebował dwóch dni na wydanie 9 wyroków śmierci, które wykonano 12 lipca. Oficjalna, komunistyczna propaganda głosiła, że pogrom był dziełem „AK, WiN i reakcyjnych sił polskich panów z NSZ”.
Przypomnienie ofiar pogromu odbyło się, 3 lipca przed kamienicą przy ulicy Planty - miejscu zbrodni. (fot. PAP/Piotr Polak)
Bez dowodów

W 1992 r. sędzia Andrzej Jankowski, dyrektor Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Kielcach wszczął śledztwo ws. pogromu kieleckiego uznając, że „postępowanie organów i niektórych osób odpowiedzialnych za zapewnienie porządku i bezpieczeństwa może nasuwać podejrzenie, iż nie zależało im na natychmiastowym stłumieniu zamieszek. (...) W śledztwach i procesach związanych z pogromem nie wyjaśniono wielu istotnych okoliczności. (...) Prawdopodobna staje się teza, że do pogromu doszło w wyniku czyjegoś zorganizowanego działania, które (...) co najmniej szło na rękę niektórym organom ówczesnych władz Polski lub sprzymierzonych”. Po pięciu latach przekazano je prokuraturze w Kielcach, ale ta zwróciła materiały do OKBZpNP. W 2001 r. postępowanie wznowił prokurator Krzysztof Falkiewicz z pionu śledczego IPN. Śledczy badali kilka hipotez, w tym najważniejsze:
*jedna zakładała prowokację milicyjno-ubowską, przeprowadzoną w celu zrzucenia winy na antykomunistyczne podziemie
*wedle kolejnej progom był prowokacją Żydów, mający nakłonić ocalałych z Zagłady do wyjazdu do Palestyny
*jeszcze inna zakładała, że pogrom miał odwrócić uwagę od sfałszowanego referendum z 30 czerwca, a operację zorganizowali Sowieci

 „Mimo tak wielu różnych hipotez o prowokacji, nie zapominajmy o jednym: że pogromu dokonali zwykli ludzie. Szokuje ich okrucieństwo: kilka osób zastrzelono, innych rozmiażdżono kamieniami, deskami z gwoździami, rozszarpano. Jak wielka była nienawiść do Żydów” – mówił prokurator Krzysztof Falkiewicz w rozmowie z „Tygodnikiem Powszechnym”.

Śledztwo umorzono przed 10 laty.

W 1996 r., 50 lat po pogromie kieleckim, Henryk Błaszczyk przedstawił dokumentalistom Andrzejowi Miłoszowi i Piotrowi Weychertowi (autorom filmu o tragicznych wydarzeniach) swoją wersję wydarzeń. Przyznał, że to ojciec kazał mu mówić, że został porwany przez Żydów i to samo kazał mu powtórzyć milicjantom. – Ja się czuję, jakbym był winien pogromu – mówił ze łzami w oczach.

Przy pracy nad tekstem korzystałem m.in. z publikacji w Tygodniku Powszechnym, dokumentów IPN oraz filmów dokumentalnych: „Henio” i Świadkowie”.


http://www.tvp.info/26022080/po-miescie-wiesc-sie-rozniosla-ze-zydzi-dzi...
5
5 (2)

2 Comments

Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Prezydent Duda na obchodach 70. rocznicy pogromu kieleckiego: "Nie ma usprawiedliwienia dla antysemickiej zbrodni. Nie ma i nie będzie!" [PRZEMÓWIENIE]


PAP/Piotr Polak
PAP/Piotr Polak

Polska jest państwem wolności, wzajemnego szacunku i Polska jest państwem dobrego współżycia - wszystkich obywateli, niezależnie od narodowości, wyznania czy języka

— mówił prezydent Andrzej Duda w przemówieniu podczas oficjalnych obchodów 70. rocznicy pogromu Żydów w Kielcach, organizowanych wspólnie przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Instytut Pamięci Narodowej Delegaturę w Kielcach, Narodowe Centrum Kultury oraz Europejską Sieć Pamięć i Solidarność.

Wcześniej prezydent złożył kwiaty na cmentarzu żydowskim w Kielcach. Następnie złożył kwiaty pod kamienicą przy ulicy Planty 7, gdzie 70 lat temu rozegrały się tragiczne wydarzenia.

 

 

 

PAP/Piotr Polak
PAP/Piotr Polak

Całość przemówienie prezydenta:

Jestem dzisiaj tutaj, by w imieniu Rzeczypospolitej, naszego państwa, oddać hołd tym, którzy zostali zamordowani 4 lipca 1946 roku, 70 lat temu. Byłem przed momentem na tutejszym żydowskim cmentarzu, by pochylić głowę w zadumie i modlitwie nad zbiorową mogiłą tych, którzy tutaj zginęli.

Można powiedzieć - młodych ludzi, bo średnia wieku to, myślę, ok. 25-30 lat. A więc to byli młodzi ludzie, a co najważniejsze - to byli obywatele Rzeczypospolitej, żydowskiego pochodzenia. Ludzie, którzy często cudem przeżyli gehennę Holokaustu, tracąc często na własnych oczach swoich najbliższych. Jestem tutaj, by podkreślić, że niepodległa, suwerenna, wolna Rzeczpospolita oddaje hołd tym swoim obywatelom, bo Polska jest państwem wolności, wzajemnego szacunku i Polska jest państwem dobrego współżycia - wszystkich obywateli, niezależnie od narodowości, wyznania czy języka.

W wolnej i niepodległej Polsce nie ma miejsca na jakiekolwiek uprzedzenia: na rasizm, ksenofobię, nie ma miejsca na antysemityzm. Takie zachowania, choćby w najdrobniejszym przejawie muszą być w Polsce piętnowane, bo tylko wtedy Polska będzie prawdziwie wolnym państwem dla wszystkich swoich obywateli.

Jestem tutaj dzisiaj, bo ta tragedia pogromu kieleckiego sprzed 70 lat ma wymiar państwowy i społeczny. Zdarzyła się już po II wojnie światowej, po straszliwym doświadczeniu Holokaustu. Zdarzyła się w państwie, które miało nową władzę - komunistyczną. W państwie, gdzie w II wojnie światowej władze Polski Podziemnej karały wszystkich donosicieli, szmalcowników i tych, którzy nie byli solidarni wzajemnie: obywatel wobec obywatela. Solidarni w sprzeciwie wobec wspólnego wroga, jakim byli faszystowskie Niemcy i hitlerowcy okupujące polskie ziemie. Władze Polski Podziemnej ofiarowywali pomoc obywatelom narodowości żydowskiej, bo Niemcy chcieli zgładzić cały ten naród.

To władze Polski Podziemnej utworzyły Żegotę, (…) przenosiły do mocarstw światowych informacje o tym, co dzieje się na okupowanych przez Niemców ziemiach, że istnieją obozy zagłady, gdzie masowo, codziennie morduje się ludzi. W tym sensie państwowym, gdy przyszły władze komunistyczne, które niszczyły polskie państwo podziemne, to doszło do tej tragedii.

Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że władze państwa: wojsko, milicja, UBP zachowały się tamtego dnia w zdumiewający, a często bestialski sposób. To wojsko i milicja pierwsze otwarły tutaj ogień i wiele ofiar, które zginęły, zginęło od kul. To wojsko i milicja zamiast pomóc i chronić polskich obywateli, naszych współobywateli, nie tylko nie zapewniły ochrony, ale jeszcze zaatakowały i pozostawiły sprawę i UB przez wiele godzin nie reagowało. Dopiero wieczorem przyszło z ochroną.

Ale to także problem społeczny - nie tylko wojsko i milicja atakowały i tutaj były. Atakowali też ludzie… Pozostawiam ocenie historyków, socjologów, jak to się stało, dlaczego tak się stało, że ludzie zareagowali w taki, a nie inny sposób. Ale jedno chcę podkreślić: nie ma żadnego usprawiedliwienia dla antysemickiej zbrodni. Nie ma i nie będzie! Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla sytuacji, w której jeden człowiek podnosi rękę na drugiego, bezbronnego. To się nigdy nie może zdarzyć w praworządnym państwie. Dziś Polska jest państwem praworządnym i chce zapewnić wszystkim obywatelom bezpieczeństwo. (…) Wszystkim obywatelom Rzeczpospolita jest winna jednakową ochronę.

Polacy i Żydzi na tych ziemiach to tysiącletnia tradycja współżycia dwóch narodów, kultur, często małżeństw, pokrewieństwa, przyjaźni, znajomości. 1000 lat wspólnej historii i trwania razem - w Polin, ziemi przyjaznej żydowskiemu narodowi. (…) 1000 lat historii, w której Polacy, polscy obywatele narodowości żydowskiej stawali w obronie Rzeczypospolitej: w postaniach, wojnach 1920 i 1939 roku, całej II wojnie światowej. Na różnych frontach: zachodnim i wschodnim, w Polskim Wojsku. W kampanii wrześniowej, w Powstaniu Warszawskim. Wszędzie tam byli, ramię w ramię walczono za wolność Polski. Razem przelewano krew.

Chcę z całą mocą podkreślić - ci, którzy tej zbrodni dokonali, przez ten czyn wykluczyli się z naszego społeczeństwa, z Rzeczypospolitej przyjaciół. Bo jak oni chcieliby spojrzeć w oczy tym wszystkim Polakom narodowości żydowskiej, którzy zginęli za naszą wolność? Przez tyle lat… Jak chcieliby spojrzeć w oczy rodzinie Ulmów i tym, którzy w II wojnie światowej, ratując Żydów, oddali swoje życie, ryzykowali często, cierpieli. Jak chcieliby spojrzeć w oczy uczciwym polskim obywatelom? Uczciwym ludziom? Nie mogą spojrzeć w oczy, bo takie zachowanie, jak było wtedy, nigdy nie znajdowało i nigdy nie znajdzie akceptacji.

Rzeczpospolita takich ludzi wyklucza - nie ma dla nich miejsca w naszym wspólnym państwie, w naszej wielkiej wspólnocie polskich obywateli. Jeszcze raz składam hołd wszystkim tym, którzy zginęli. Dziękuję tym, którzy na przestrzeni dziesięcioleci budowali i budują dobre relacje między narodami - polskim i żydowskim, którzy kultywują pamięć i pokazują piękną historię. (…) Dziękuję tym, którzy przyczynili się do powstania muzeum Polin w Warszawie. Wspomnę pana prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego, wielkiego orędownika polsko-żydowskiej przyjaźni i współistnienia, wielkiego orędownika Rzeczypospolitej przyjaciół.

Chciałbym, by to muzeum - obok Muzeum Powstania Warszawskiego - stało się w Warszawie stałym punktem szkolnych wycieczek. Żeby młodzież odwiedzała to muzeum. By budować świadomość tego wielosetletniego współżycia, świadomość istnienia Rzeczypospolitej Przyjaciół. Dziękuję tym, którzy przyczynili się do budowy muzeum Polaków Ratujących Żydów. Mamy najwięcej drzewek w Yad Vashem - dziesiątki tysięcy Polaków pomagali w czasie wojny Żydom. Dziękuję za ich upamiętnianie, bo to ważny element historii. Dbajmy o to, co było ważne, co było piękne, ale i o to, co było trudne. By pamięć nie zginęła, by na tym, co trudne budować wnioski i jak najlepsze relacje współżycia i przyjaźni. By nigdy nie dopuszczać do wrogości bezpodstawnej, pustej i prymitywnej. Dziękuję bardzo.

 

http://wpolityce.pl/historia/299301-prezydent-duda-na-obchodach-70-roczn...

Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Pogrom kielecki. Kim są prowokatorzy i sprawcy?

 
4 lipca 1946 rok Kielce obiegła plotka o uwięzieniu przez Żydów w piwnicy budynku przy ul. Planty 7 ośmioletniego chłopca.
Dom przy ulicy Planty 79, w którym doszło do wydarzeń podczas Pogromu Kieleckiego w 1946 roku.
Dom przy ulicy Planty 7/9, w którym doszło do wydarzeń podczas Pogromu Kieleckiego w 1946 roku.Foto: PAP/Michał Walczak
 
Słuchaj także >>>
wyszkowski1200.jpg
Krzysztof Wyszkowski: pogromy w Jedwabnem i Kielcach były prowokacjami

Ośmioletni Henryk Błaszczyk miał być więziony w celu dokonania na nim mordu rytualnego. Wiadomość sprowokowała serię napadów na ludność żydowską. W wyniku pogromu zginęło 37 Żydów, 35 zostało rannych. Zginęło też trzech Polaków.

Kim są prowokatorzy i sprawcy? W czyim interesie było rozpętanie tego piekła? Dlaczego ówczesny sąd wydawał wyroki skazujące niewinnych ludzi? Czy dziś, po latach, jesteśmy bliżej prawdy?

***

Reportażu  Marty Rebzdy "Pogrom" będzie można posłuchać w "Nocy z reportażem" w poniedziałek (4.07) o 23.15.

 

http://www.polskieradio.pl/7/5201/Artykul/1638299,Pogrom-kielecki-Kim-sa...

Więcej notek tego samego Autora:

=>>