
fot. PAP/Paweł Supernak
Jarosław Szarek, dr historii, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, obecnie pracownik IPN w Krakowie, to kandydat Kolegium IPN na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. Wybór dziewięcioosobowego Kolegium był jednomyślny. Ostateczną decyzję podejmie parlament.
Informację o wyborze Szarka na kandydata na prezesa IPN podał w poniedziałek na Twitterze marszałek Sejmu Marek Kuchciński. Nowego prezesa na pięcioletnią kadencję ma powołać Sejm, za zgodą Senatu, zwykłą większością głosów. Nieoficjalnie mówi się, że parlament ma wybrać dr. Szarka na prezesa IPN jeszcze w tym tygodniu.
W poniedziałek odbyło się przesłuchanie publiczne kandydatów na prezesa IPN. Poza Szarkiem dziewięcioosobowe Kolegium IPN przesłuchało dr. Marka Chrzanowskiego, dr. hab. Zbigniewa Romka i dr. Pawła Ukielskiego. W ocenie Kolegium najlepiej wizję Instytutu przedstawił Szarek. Opowiedzieli się za nim jednomyślnie wszyscy członkowie Kolegium IPN.
W imieniu Kolegium IPN miło mi jest zakomunikować, że kandydatem Kolegium na stanowisko prezesa IPN został dr Jarosław Szarek
— poinformował w Sejmie szef Kolegium IPN prof. Jan Draus, po spotkaniu członków Kolegium z marszałkiem Sejmu.
O kulisach decyzji Kolegium IPN opowiedział dziennikarzom jego wiceprzewodniczący Sławomir Cenckiewicz.
Dyskusja dotyczyła głównie autoprezentacji, którą przedstawili kandydaci
— mówił historyk. Dodał też, że poniedziałkowe przesłuchania kandydatów trwały prawie cztery godziny.
Mogę powiedzieć, że zdecydowanie Jarosław Szarek przekonał Kolegium i też pewnie, w jakimś sensie, krytyką odchodzącego już kierownictwa IPN i krytyką tego, co IPN za kadencji prezesa Kamińskiego zrobił - w przekonaniu Jarosława Szarka - złego (…). To przekonało nas, że to jest najlepszy kandydat
— zaznaczył Cenckiewicz.
Podczas przesłuchań Szarek krytykował kierownictwo IPN, m.in. za to, że przypisuje sobie sukcesy w poszukiwaniach i identyfikacji ofiar reżimu komunistycznego. Jego zdaniem, uznanie w tej sprawie należy się prof. Krzysztofowi Szwagrzykowi, który w IPN kieruje zespołem ds. poszukiwań ofiar komunizmu. W niedawnej rozmowie z PAP obecny prezes IPN Łukasz Kamiński powiedział, że dzięki decyzjom Instytutu, ale także likwidowanej obecnie Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, udało się odnaleźć szczątki ponad 800 osób i zidentyfikować 66 z nich.
Wśród zidentyfikowanych są m.in. legendarni dowódcy AK i polskiego podziemia niepodległościowego, jak Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” czy Hieronim Dekutowski „Zapora”. List intencyjny ws. poszukiwań ofiar reżimu komunistycznego Instytut, wspólnie z Radą Ochrony i ministerstwem sprawiedliwości, podpisały w listopadzie 2011 r.
Kandydat na prezesa IPN krytykował też kierownictwo Instytutu za to, że znajduje ok. 2-3 mln zł na budowę skansenu usuwanych z polskich ulic i placów pomników komunizmu, a nie ma pieniędzy na planowany pogrzeb Danuty Siedzikówny „Inki” - sanitariuszki i łączniczki 5. Brygady Wileńskiej AK dowodzonej przez mjr. „Łupaszkę”.
To coś niebywałego, jak niepodległa Polska może zastanawiać się skąd finansować pogrzeby własnych bohaterów?
— pytał retorycznie Szarek.
Życiorys i dokonania Szarka przedstawił w Sejmie prof. Tadeusz Wolsza, również wiceprzewodniczący Kolegium IPN.
Dr Jarosław Szarek jest na co dzień pracownikiem IPN oddziału w Krakowie. Cała jego kariera naukowa związana jest z Krakowem. Początkowo studiował prawo, potem przeniósł się do Instytutu Historii, który ukończył. Następnie doktoryzował się na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II
— mówił profesor.
Podkreślił też, że zainteresowania historyczne Szarka są bardzo rozległe.
Prowadził badania na temat powstania styczniowego, wojny polsko-bolszewickiej, dwudziestolecia międzywojennego. Ostatnio dużo czasu poświęca tematyce bliższej naszym czasom, zajmuje się działalnością opozycji demokratycznej w Krakowie
— powiedział Wolsza.
Przedstawiając doświadczenie zawodowe Szarka członek Kolegium IPN przypomniał, że jest on pracownikiem w pionie edukacyjnym.
Ma duże osiągnięcia. Naszym zdaniem w dzisiejszych przesłuchaniach zaprezentował bardzo interesujący program, który rokuje duże nadzieje na przyszłość, jeśli chodzi o wizję IPN, jego pewne plany dotyczące właśnie m.in. kształcenia kadry naukowej, prowadzenia nowych projektów badawczych, które będą wywołane zmianą ustawy
— tłumaczył.
53-letni dr Jarosław Szarek jest absolwentem Wydziału Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Obecnie jest pracownikiem IPN w Krakowie, gdzie zajmuje się edukacją. Po 13 grudnia 1981 r. zaangażował się w działalność opozycyjną m.in. kolportował i drukował podziemną prasę. Jest autorem wielu publikacji i książek poświęconych najnowszej historii Polski.
http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/301212-kolegium-ipn-zdecydowalo-jarosl...
4 Comments
Szarek kandydatem Kolegium
18 July, 2016 - 20:48
Szarek kandydatem Kolegium IPN na prezesa Instytutu
Jarosław Szarek, doktor historii, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, obecnie pracownik IPN w Krakowie, jest kandydatem Kolegium IPN na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej – poinformował na Twitterze marszałek Sejmu Marek Kuchciński.
Nowego prezesa na pięcioletnią kadencję ma powołać Sejm, za zgodą Senatu, zwykłą większością głosów.
http://www.tvp.info/26193556/szarek-kandydatem-kolegium-ipn-na-prezesa-i...
Jarosław Szarek murowanym
18 July, 2016 - 20:50
Jarosław Szarek murowanym kandydatem na szefa IPN. To dobra wiadomość
fot. PAP/Paweł Supernak
Jarosław Szarek, mój rówieśnik, jest oficjalnym kandydatem kolegium IPN na prezesa tej instytucji. Powiedzmy sobie szczerze: został namaszczony przez partię rządzącą, wszyscy członkowie kolegium byli wcześniej desygnowali przez PiS. Przegrali równie dobrzy kandydaci, m.in. obecny wiceprezes Paweł Ukielski, który politycznego wsparcia nie miał.
Byłem krytyczny wobec zachłanności PiS, który i w Sejmie i w Senacie nie dopuścił do kolegium nikogo z kandydatów opozycji. Zarazem muszę przyznać, że prawie wszyscy członkowie kolegium to autorytety, ludzie znani z niezależności, nie uwikłani w bieżącą politykę. Są wśród nich znakomitości jak prof. Andrzej Nowak czy nasz redakcyjny kolega Bronisław Wildstein.
Doktor Szarek został wskazany przez kolegium na podstawie procedur konkursowych, dodanych w ostatniej chwili do ustawy. Powiedzmy sobie jednak szczerze – poprzedziły ten wybór konsultacje czołowych polityków PiS szukających odpowiedniej osoby. Szarek to seminarzysta wicemarszałka i szefa klubu parlamentarnego PiS prof. Ryszarda Terleckiego, człowieka który miał przemożny wpływ na kształt nowej ustawy o IPN, i skądinąd świetnego historyka.
A zarazem doktor Szarek to również świetny historyk, też nie uwikłany w bieżącą politykę. Pracujący w IPN od samego początku, czyli od 16 lat. Autor takich świetnych pozycji jak „Czarne juwenalia”, rzecz o następstwach mordu na Stanisławie Pyjasie. Człowiek silnie związany z Krakowem i człowiek będący prawdziwym badaczem. To dobra wiadomość.
Mnie doktor Szarek kojarzy się szczególnie dobrze jako autor ilustrowanej historii Polski dla dzieci. To był szczególnie ważny mój prezent dla mojego chrześniaka. Tego typu popularyzatorska działalność powinna być jednym z kół zamachowych IPN, obciążonego teraz wieloma nowymi obowiązkami.
Cieszy też, że murowany już prezes to człowiek mocno związany z solidarnościową tradycją. Za to nieznany z takich teorii jak ta, że w 1939 roku trzeba było iść z Hitlerem. Albo że AK to wspólnik czerwonej Armii w ramach „zbrodniczego planu Burza”, Takie poglądy zaśmiecały ostatnio pewne zakątki polskiej prawicy.
To skądinąd paradoks, że PiS „wziąwszy” IPN w całości, postawił jednak na naukowca, eksperta. Podczas gdy do Narodowej Rady Mediów wprawdzie opozycję dopuszcza, ale oddaje instytucję pod kontrolę trójki swoich czynnych polityków parlamentarnych. W ramach odpolitycznienia mediów publicznych – jakże by inaczej?
Droga związana z IPN podoba mi się dużo bardziej. Cóż, w obecnej rzeczywistości nie można mieć wszystkiego.
Ponieważ sam wykonuję po godzinach zawód historyka i korzystam z zasobów IPN, odchodzę na chwilę od komentatorskiej powściągliwości i gratuluję nowemu prezesowi.
CZYTAJ TEŻ: Kolegium IPN zdecydowało: Jarosław Szarek kandydatem na prezesa Instytutu. Decyzja była jednomyślna
autor: Piotr Zaremba
http://wpolityce.pl/polityka/301215-jaroslaw-szarek-murowanym-kandydatem...
Dr Jarosław Szarek prezesem
18 July, 2016 - 21:09
Dr Jarosław Szarek prezesem nominatem IPN
Fot. PAP/Supernak
Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej desygnowało dzisiaj po południu na stanowisko prezesa tej instytucji 53-letniego historyka z Krakowa doktora Jarosława Szarka, którego sylwetkę przedstawiłem tutaj 30 czerwca w felietonie pt. „Właściwy człowiek na właściwe stanowisko”. Teraz decyzję Kolegium muszą jeszcze zatwierdzić Sejm i Senat.
W pokonanym polu w drugiej turze przesłuchań pozostali dyrektor szkoły podstawowej im. Jana Brzechwy w Puławach dr Marek Chrzanowski, wykładowca w Instytucie Historii im. Tadeusza Manteuffla Polskiej Akademii Nauk, autor publikacji o cenzurze w PRL i Radiu Wolna Europa dr hab. Zbigniew Romek oraz wiceprezes IPN, współtwórca Muzeum Powstania Warszawskiego dr Paweł Ukielski.
Dr Szarek zastąpi na tym stanowisku dr. Łukasza Kamińskiego. Ma już jasno wytyczoną linię swych przyszłych działań.
— powiedział portalowi internetowemu krakowskiego wydania „Gościa Niedzielnego” .
Odniósł się również do polityki dotychczasowych władz instytutu, nie szczędząc im słów krytyki.
— powiedział Szarek podczas przesłuchania (cytat za Onetem).
Dr Szarek pochodzi z Czechowic-Dziedzic. Od wielu lat jest pracownikiem Biura Edukacji Publicznej KO IPN. Ma żonę i czwórkę dzieci. Ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, a w 2011 roku na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie obronił pracę doktorską pt. „Działalność Służby Bezpieczeństwa wobec młodzieży akademickiej Krakowa w latach 1970-1980”, której promotorem był ówczesny dyrektor Oddziału prof. Ryszard Terlecki.
W stanie wojennym uczestniczył w pomocy internowanym i więzionym, zajmował się kolportażem prasy podziemnej, był drukarzem Bielskiego Komitetu Oporu Społecznego (pomysłodawcą wydawania pisma pt. „Solidarni”), a w 1989 roku współpracownikiem Komitetu Obywatelskiego „Solidarności” w rodzinnej miejscowości.
W latach 1992-1997 pracował jako dziennikarz i redaktor „Czasu Krakowskiego”. Od 2000 roku jest pracownikiem IPN, wykłada również na Wydziale Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UPJP II.
Mimo młodego wieku ma już w swoim dorobku - co przypomniał portal „GN” - cztery książki: „Wojna z narodem” (2006), „Czarne juwenalia” (2007) „Powstanie Styczniowe. Zryw wolnych Polaków” (2013), „Przebudzenie Polaków. 1920 Prawdziwy cud nad Wisłą” (2015), jest także współautorem m.in.: „Stanu wojennego w Małopolsce w relacjach świadków” (2002), „Polski. Historia 1943-2003” (2003), „Stanu wojennego w Małopolsce. Relacje i dokumenty” (2005), „Ofiary Sprawiedliwych. Rodzina Ulmów - oddali życie za ratowanie Żydów” (2004), „Komunizmu w Polsce” (2005), „Drogi do niepodległości. Solidarność 1980-2005” (2005), „Kościoła w godzinie próby 1945-1989” (2008), „Kroniki komunizmu w Polsce” (2009), „W cieniu czerwonej gwiazdy. Zbrodnie sowieckie na Polakach (1917-1956)” (2010), „Niezależnego Zrzeszenia Studentów 1980-1989. Obrazy” (2010), „Jestem św. Andrzej Bobola. Zacznijcie mnie czcić” (2016), haseł w „Encyklopedii Kresów”, w „Wielkiej Encyklopedii Polski” i w „Wielkiej Księdze Patriotów Polskich”. Wraz z żoną, dr Joanną Wieliczką-Szarkową napisali kilkanaście książek dla dzieci w serii „Kocham Polskę”, m.in. „Elementarz dla dzieci”, „Historia Polski dla naszych dzieci”, „Nasza wspaniała Ojczyzna”, „Poczet wielkich Polaków”.
Publikuje w licznych gazetach i czasopismach, jest członkiem redakcji tygodnika katolickiego „Źródło” i dwumiesięcznika „Arcana”.
— powiedział o nim „Gościowi Niedzielnemu” historyk z UJ, członek Kolegium IPN prof. Andrzej Nowak.
Ponieważ znam dr. Jarosława Szarka prawie od 25 lat, a swoją opinię o nim jeszcze jako o kandydacie do prezesury Instytutu Pamięci Narodowej wyraziłem we wspomnianym artykule, pozostaje mi tylko pogratulować mu zwycięstwa w konkursie i wyrazić przekonanie, że na pewno sobie poradzi i pchnie kierowaną przez siebie instytucję na tory wyznaczone jej przez poprzednika dr. Kamińskiego - śp. profesora Janusza Kurtykę, który przyjmował go do pracy w niej.
http://wpolityce.pl/blogi/jerzy-bukowski/158-dr-szarek-prezesem-nominate...
"Trudno jest czytać „Wyborczą
20 July, 2016 - 20:54
"Trudno jest czytać „Wyborczą” z dobrą wiarą w jej prawdomówność, ponieważ ma ona ustawicznie kłopoty z rozumieniem wielu spraw."
Prof. Żaryn o ataku „GW” na dr. Szarka: To manipulacja i brak wiedzy. ”Głównymi wykonawcami zbrodni w Jedwabnem byli Niemcy". WYWIAD
— mówi prof. Jan Żaryn, komentując zarzuty „Gazety Wyborczej” wobec kandydata na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej w sprawie jego wypowiedzi o Jedwabnem.
CZYTAJ WIĘCEJ: Jarosław Szarek, kandydat na szefa IPN: „Wykonawcami zbrodni w Jedwabnem byli Niemcy, którzy wykorzystali w machinie własnego terroru - pod przymusem - grupkę Polaków”
wPolityce.pl: Opozycja i „Gazeta Wyborcza” mocno podnoszą fakt, że kandydat na prezesa IPN, pan Jarosław Szarek, zrzuca odpowiedzialność za mord w Jedwabnem wyłącznie na Niemców. Czy te słowa są jakąś nadinterpretacją historyczną czy rzeczywiście mamy dostateczne powody, by tak mówić?
Prof. Jan Żaryn: Przede wszystkim „Gazeta Wyborcza” - jak to jej się często zdarza – pisząc, nie do końca rozumie jakich słów używa i jakich cytatów. Bez wątpienia ten tytuł, który został nadany: „Wykonawcami tej zbrodni byli Niemcy” i miał być cytatem z wypowiedzi dr. Jarosława Szarka, jest fragmentem bardzo krótkim jego wypowiedzi, mającej znacznie szerszy zakres słowny. Widocznie reszta słów pana Jarosława Szarka była niezrozumiała dla „Gazety Wyborczej” i stąd nie byli w stanie ich zacytować, ani pokazać o co tak naprawdę autorowi w całości wypowiedzi chodzi. Trudno jest czytać „Wyborczą” z dobrą wiarą w jej prawdomówność, ponieważ ma ona ustawicznie kłopoty z rozumieniem wielu spraw.
Ale takie słowa padły…
Oczywiście, faktem jest, że takie słowa padły. Na dzisiejszym etapie badań historycznych, choć te badania jeszcze będą kontynuowane, taka teza jest uprawomocniona. Mam nadzieję, jako historyk, że będzie możliwa kontynuacja ekshumacji, która przesunie naszą wiedzę o tym, co wydarzyło się w Jedwabnem. Bez wątpienia na dziś, wszystko wskazuje na to, że jedyna hipoteza, która ma podstawy faktograficzne to to, że od początku do końca twórcami tej zbrodni i głównymi wykonawcami byli Niemcy. Jeśli zabrakło w tej wypowiedzi jakiegoś słowa to „główne”. Natomiast bez wątpienia dziś nie ma innej hipotezy, której autor mógłby udowodnić, że sprawcami tej zbrodni są Polacy.
**Niemcy podpalali stodołę czy Niemcy podburzali do tego okoliczną ludność?
Niemcy przede wszystkim realizowali swój plan, który polegał na tym, by wchodząc na tereny okupowane przez dwa lata przez sowietów, dokonać z jednej strony olbrzymiej manipulacji, mającej na celu wprowadzenie do mordów czynionych przeciwko tzw. Żydokomunie ludność polską, litewską, ukraińską – tam, gdzie docierali i udowodnić metodą goebbelsowskiej propagandy, że ten porządek wprowadzany przez Niemców jest wyrazem pewnej sprawiedliwości dziejowej za okupację sowiecką, która na tych terenach miała się odbywać rękami żydowskimi. I tak, jak to z propagandą goebbelsowską bywało bardzo często, prawda pomieszana z fałszem rodziła potem daleko idące konsekwencje. Niezależnie od tego, czy strony ukraińska, litewska czy polska, brały udział w tym masowym akcie zbrodni czy odmawiały, to propaganda już była ustawiona na to, by potwierdzać tylko i wyłącznie niemiecką zbrodnię, jako zbrodnię, która nastąpiła przy współudziale Polaków. Tragedia całej tej rzeczywistości polega na tym, że w przypadku Jedwabnego ewidentnie mamy do czynienia z niewiarygodnym procesem z końca lat 40., który został wywołany jednym doniesieniem, a następnie nie potwierdzony w takiej formie, w jakiej to doniesienie zostało zapisane. Zeznania wszystkich, którzy byli w tę sprawie uwikłani po stronie polskiej, są ze sobą sprzeczne. Było to dość typowe dla ówczesnego stanu perswazji prokuratury, Urzędu Bezpieczeństwa, i potem sądownictwa kierowanego przeciwko ludziom, którzy mieli jakikolwiek związek w czasie wojny z postawami niekomunistycznymi, że dziś jest bardzo trudno bez innych śladów dowodowych rozwiązać zagadkę, które z tych zeznań świadków są de facto prawdziwe, a które są wynikiem zastraszenia, manipulacji. Poza tymi, o których wiemy, wypowiedzi oskarżających dwóch świadków – którzy nigdy w Jedwabnem nie byli, a którzy byli uwikłani w inne afery związane z funkcjonowaniem Urzędu Bezpieczeństwa i skłonieni do tego, by kłamać w ówczesnym sądzie stalinowskim.
A żyjący dziś świadkowie?
Mamy możliwość skonfrontowania tych zeznań, które same w sobie nie tworzą żadnej jednoznaczności dowodowej, ze świadkami. Przypomnę, że ostatnio został wyprodukowany bardzo ciekawy film państwa Kujbidów, gdzie pojawia się świadek – wówczas bodaj 10-letnia dziewczynka, dziś starsza pani – która wstrząśnięta opowiada o tych wydarzeniach w Jedwabnem. Niemcy w jej opowieści od początku do końca są właśnie tymi wykonawcami i tymi, którzy pilnują, by wykonanie zostało dokończone w sposób tragiczny zresztą. Można to sobie przeczytać i obejrzeć.
CZYTAJ WIĘCEJ: Prawdziwy film o zbrodni w Jedwabnem: „Najwyższy czas, żebyśmy zaczęli odzyskiwać tożsamość narodową. Powstańmy z kolan!”
CZYTAJ TAKŻE: Twórcy filmu o Jedwabnem: Musimy odkłamać tę historię! Naoczni świadkowie mówią, że zrobili to Niemcy
Mamy też zeznania, które udało się odnaleźć dzięki aktywności pana Artura Janickiego. Mamy w końcu wyniki, które na dziś muszą nam wystarczyć, ekshumacji dokonanej przez wybitnych archeologów z prof. Kolą na czele. Te dotychczasowe możliwości interpretacyjne idą w kierunku jednoznacznym – pojawienie się śladów łusek znajdujących się w stodole i inne dowody, choćby fakt, że znaleziono pieniądze, monety czy biżuterię wśród ofiar tego mordu, świadczą o tym, że w gruncie rzeczy cały ten akt oskarżenia z końca lat 40., gdzie mowa jest o motywie rabunkowym, że nie było Niemców, tylko sami Polacy mieli wykonać tę zbrodnię, są dzisiaj niewiarygodne. W związku z tym niewątpliwie na dzisiejszym etapie wiedzy na ten temat, wypowiedź pt. głównymi wykonawcami tej zbrodni byli Niemcy, choć nie umiemy do końca odpowiedzieć na pytanie jaki był udział Polaków, czy wynikał tylko z przymusu czy miał charakter pomocniczy, jest jak najbardziej uprawniona.
CZYTAJ WIĘCEJ: Nie powielajmy kłamstw o Jedwabnem. Świadkowie i fakty czekają na prawdę. WIDEO Kłopot polega na tym, że wiele środowisk szczególnie poza Polską, które nie mają tej wiedzy zawierzają Janowi Tomaszowi Grossowi.
Ale też ustaleniom IPN-u…
Ale jednak to książka Grossa jest odczytywana na Zachodzie jako biblia, choć nie nadaje się do jakiejkolwiek analizy historycznej, ponieważ nie spełnia podstawowych wymogów pracy naukowej. Jest nierzetelna, z wieloma błędami, nie jest żadnym punktem odniesienia do ówczesnej rzeczywistości. Problem w tym, że jest najbardziej rozpoznawalną wersją tego, co wydarzyło się w Jedwabnem. „Wyborcza” też najwyraźniej wczytała się tylko w tę jedną książkę i redaktorzy nie potrafią znaleźć innych śladów informacji na temat tragedii w Jedwabnem, ale i innych.
Natomiast jeśli chodzi o IPN, to Instytut wówczas natychmiast zareagował, by podjąć działania zmierzające do oceny tego, co się wydarzyło. Niewątpliwie ówczesne władze IPN-u pod naciskiem poważnym - i międzynarodowym i wewnętrznym - podjęły decyzję o przeprowadzeniu śledztwa. Śledztwo prowadzone przez prokuratora Ignacjewa – jak sądzę w dobrej wierze – mogło dojść tylko do takich konkluzji, jakie były możliwe wówczas do przebadania na podstawie dostępnych akt, czyli np. bez ekshumacji ciał, które stanowią ważny ślad na temat tego, co się tam wydarzyło. Niektórzy świadkowie, którzy wówczas nie byli rozpoznani, lub w ogóle nie dotarła do nich informacja albo też z innych powodów nie zgłosili się do IPN, są dziś rozpoznani, można z nimi porozmawiać lub w wersji nagranej odtworzyć ich zeznania. Są dwa tomy IPN wokół Jedwabnego – radzę także je przeczytać. Gdyby redaktorzy „Wyborczej” uważnie je czytali wiedzieliby, że nie można ferować wyroków pt. „Polacy spalili Żydów”. Co więcej, jest tam dużo ciekawych informacji nt. tej osoby, o której wiemy, że była folksdojczem – nie ma się co chlubić, że takie osoby funkcjonowały w narodzie polskim. Ale niewątpliwie nie ma cienia wątpliwości – i tu znowu odwołuję się do wypowiedzi Jarosława Szarka - że to polskie państwo podziemne z całą bezwzględnością tępiło tych Polaków, którzy kolaborowali w jakiejkolwiek formie. Byli zabijani z wyroku sądów podziemnych i za to Polska bierze odpowiedzialność.
CZYTAJ TAKŻE: Bp Stefanek: Nikt nie chciał dotknąć prawdy o Jedwabnem, bo ona przeczy programowi kłamstwa, który nazwałem „holocaust business”. Fragment książki „We wszystkim Chrystus”
http://wpolityce.pl/historia/301490-prof-zaryn-o-ataku-gw-na-dr-szarka-t...