Kiedy zaognił się konflikt na Krymie i stało się jasne, że oddziały samoobrony to regularne wojska rosyjskie, rozdzwoniły się telefony między głowami państw.
Jako jedna z pierwszych zadzwoniła kanclerz Niemiec Angela Merkel do swego przyjaciela, prezydenta Rosji Władimira Putina. Po tej rozmowie zbulwersowana miała powiedzieć do prezydenta USA Baracka Obamy, że Putin „jest odrealniony, żyje w innym świecie”. Tak, Putin żyje w świecie marzeń o imperialnej Rosji, przekonany o swojej wielkości, o potędze Rosji i jej armii oraz o słabości i tchórzliwości Zachodu.
Putin chce przejść do historii jako odnowiciel Rosji, budowniczy „trzeciego Rzymu”, który stanie się centrum świata. Moskwa ma stać się nie tylko polityczną, ale także duchową alternatywą dla Waszyngtonu, Berlina i Brukseli, które – jak twierdzi Putin – zagubiły europejskiego ducha, zaprzepaściły europejskie wartości. Dlatego gdy Europa się laicyzuje i marginalizuje chrześcijan, Putin realizuje sojusz „tronu i ołtarza”, coraz bliżej współpracuje z hierarchią prawosławną i podnosi hasła moralnej odnowy, wobec gnijącego moralnie Zachodu. Chodzi przede wszystkim o sprzeciw wobec rewolucji seksualnej, ideologii gender i postulatów lobby gejowskiego. Nie ma się zatem co dziwić, że tym hasłom daje się zwieść część tradycyjnej prawicy, skoro w amerykańskich mediach sympatyzujących z Republikanami można spotkać się z wizją Władimira Putina jako lidera światowego konserwatyzmu.
W rzeczywistości jest to misternie budowana konstrukcja propagandowa, która ma przykryć azjatyckiego, turańskiego ducha Moskwy, ducha zamordyzmu, który kpi z wolności i demokracji.
Putin chce być prawdziwym imperatorem-zdobywcą. Jako rzeczywisty spadkobierca imperialnej tradycji sowieckiej i duchowy spadkobierca cywilizacji turańskiej, dla którego państwo jest prywatnym folwarkiem, a jego wola najwyższym prawem – świetnie nadaje się do tej roli.
Widać to szczególnie w jego polityce zagranicznej, która jest coraz bardziej agresywna i bezwzględna, choć maskowana demokratycznymi frazesami i pięknymi słowami o pokoju, które mają uspokoić Zachód, coraz bardziej bezbronny wobec Moskwy. Zachód jest bezbronny i bezwolny, ponieważ niektóre europejskie państwa, w tym właśnie Niemcy, są uwikłane w interesy prowadzone z Rosją i dbają egoistycznie o swoje partykularyzmy, z nadzieją, że z imperatorem jakoś się ułożą.
A imperator działa, powoli odbudowuje imperium.(...)http://www.naszdziennik.pl/swiat/71879,gra-imperatora.html