Na książkę „Niezapomniane twarze” prof. Witolda Kieżuna składa się 16 krótkich opowiadań. Całość podzielona jest na cztery części, które obejmują okres wojny, zwłaszcza Powstania Warszawskiego, niewolę w Gułagu i PRL aż do początków zmiany ustroju. Każda z tych epok ukazywana jest przez pryzmat postawy konkretnych ludzi w konkretnych sytuacjach. W większości wypadków nie znamy nazwisk, lecz tylko imiona i… twarze. Bo właśnie twarz człowieka jest najmocniejszym znakiem jego tożsamości, znakiem, który raz okazuje się symbolem bohaterstwa, innym razem staje się wręcz piętnem, bo związany jest z odrażającą podłością.
Czytając te opowiadania, wkraczamy w świat, w którym bezpośredni udział brał ich autor, a twarzy, które widział, nie może wymazać z pamięci. Są to twarze, które my również powinniśmy poznać, ponieważ stanowią część naszych tragicznych dziejów. Obok twarzy bohaterów są też twarze zdrajców, twarze wrogów, twarze ludzi obcych i twarze swoich. Wrzuceni w ekstremalne warunki mogliby się modlić:… „i nie wódź nas na pokuszenie, i nie wystawiaj nas na próbę, bo nie jesteśmy pewni samych siebie, co zrobimy ze sobą, co uczynimy innym”.
Każde z opowiadań pozwala nam lepiej zrozumieć nasze ostatnie dzieje, bo my ciągle nie możemy tak naprawdę siebie rozpoznać. Propaganda komunistyczna, inspirowana metodami i schematami płynącymi ze Wschodu, zakłamywała naszą przeszłość na wiele sposobów: w mediach, w edukacji, w nauce, w filmie, w teatrze i w literaturze. Chodziło o to, żeby dokładnie nakryć nas kłamstwem, aby usunięcie jednej zasłony jeszcze mocniej ukrywało prawdę. Prawdę o przedwojennym polskim patriotyzmie, o Armii Krajowej, o Armii Ludowej, o Związku Sowieckim i PRL. Opowiadania ukazują nam ludzi, którzy z różnych powodów idą ręka w rękę z wrogim Polsce systemem. Jedni dlatego, że widzą w tym dla siebie korzyści materialne, inni ulegają przewrotnej logice propagandy, jeszcze inni chcą ukryć to, co mają na sumieniu, a jeszcze inni są po prostu beznadziejnie naiwni. Czas weryfikuje ich postawy: z pozoru ideowy komunista wyjeżdża w końcu za granicę i robi karierę w kapitalizmie, stając się milionerem, inny zaczyna od antysemityzmu, w czasie wojny należy do SS, a po wojnie jest jednym z szefów UB. Ale opowiadania dają też przykład tych, którzy nie ulegają złu, na czele z Teofilem, choć cenę za to płacą olbrzymią.
Nie ma co streszczać opowiadań, są one krótkie, obrazowe i mocne. Nie ma w nich moralizatorstwa ani psychologizmu. Jest Teofil, jest Misza, jest Gienia. Moglibyśmy być każdym z nich. Nie wiemy, jak wówczas byśmy postąpili. Dziś wiemy, jak nie chcielibyśmy postąpić. Ale czy wszyscy?
Aptekarze i truciciele
(...)