No i wylazły. Jak się okazuje, trolle to nie tylko anonimowi hejterzy, którymi gardzimy (bo bez podania nazwiska to każdy jest cwaniak). To także tzw. „autorytety” - ludzie, którzy są zapraszani do telewizyjnych programów (czasem nawet nazywani mistrzami) i mają swoje rubryki w tygodnikach opinii. Jak to mistrzowie, często wymądrzają się na wszelkie tematy, niejednokrotnie podpierając się nauka Ojca Świętego Jana Pawła II. Ubolewają, jak to głupi Polacy nie słuchają swojego papieża.
Celowo nie wymieniam nazwiska człowieka, który atmosferę kanonizacji w Watykanie nazwał „obłędem”. Niestety, łatwo to można znaleźć przeglądając wpisy na facebooku i twitterze. W porywie chwili i złości uległem pokusie i odnotowałem to wśród swoich znajomych. Wtedy zdałem sobie sprawę, że własnoręcznie dokarmiłem tę kreaturę. Szczerze tego żałuję.
Nie przesyłajmy, proszę, dalej tego co trolle piszą o kanonizacji Jana Pawła II i Jana XXIII. Ale nie zapominajmy o tym, kiedy znów takiego „mistrza” zobaczymy w telewizji, albo weźmiemy do reki gazetę z jego felietonem. Wszak wiadomo, że niekarmiony troll zdycha bardzo szybko.
http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/193095-kanonizacja-to-takze-niestety-s...