Kompleks Kłopotowskiego

 |  Written by Krzysztof Karnkowski  |  3
Kto uzna tę książkę za antysemicką, jest idiotą, pisze do mnie ktoś niepodpisany (wydawca, autor?) na tylnej stronie okładki, pod spodem zaś książkę, jako ważną i odważną reklamują profesorowie Nowak, Żaryn i Zybertowicz. W środku – Rafał Ziemkiewicz. Na zewnątrz – prawicowe tygodniki. Przeczytałem. Mam wątpliwości, czy ci państwo zrobili to również.  Fakt, to nie jest książka antysemicka. Winnych Krzysztof Kłopotowski znajduje gdzie indziej.

Są w książce Kłopotowskiego partie ciekawe, w których opisuje żydowską mentalność, mechanizmy edukacji i kariery, pokazuje, jak zdobyli i utrzymują rząd dusz w Ameryce czy też wspomina swoje kłopoty w Polsce z okazji podjęcia kilku tematów. Rozdziały o działaniach żydowskich lobbystów, strategii „New York Timesa” czy historii przemysłu filmowego, wyciągnięte z całości byłyby czymś naprawdę cennym i godnym uwagi. Można losowo otworzyć „Geniusz Żydów” na kilkunastu stronach i przeczyć tam sensowne fragmenty. Ale lektura całości jest szalenie irytująca – to przede wszystkim manifest potwornych kompleksów autora. Polaka wobec Żydów i chrześcijanina (katolika, bo protestanci są w tym świecie trochę lepsi) wobec żydów. Pierwszy dzwonek, ba – syrena alarmowa w mojej głowie zawyła przy zdaniach „Ciemnota jest korzeniem zła w Polsce. Ciągnie w dół ludzi, którzy stoją wyżej, jednak chcą kochać się z rodakami. Dopuszcza upadek obyczajów publicznych. Psuje politykę krajową i zagraniczną. Tumanione stada obywateli dają się zwodzić sprytnym manipulatorom. Przykro pomyśleć, co byłoby z nami, gdyby nie Polacy żydowskiego pochodzenia, których rodziny przetrwały tutaj wojnę”

Kłopotowski, używając zresztą ciągłych powtórzeń – jedna, kluczowa fraza potrafi pojawić w rozdziale wiele razy – wykazuje, że Polacy są od Żydów zwyczajnie gorsi.  Winę ponosi „niechętne wiedzy” i potępiające zarabianie pieniędzy chrześcijaństwo.  Ot – ciemnota. („Żeby być mądrym i bogatym, trzeba chcieć. Chrześcijaństwo źle odnosiło się do bogactwa i wiedzy, podczas gdy Żydowi to nie bogactwo przynosiło wstyd, lecz bieda, także umysłowa. A chrześcijaństwo hołubi maluczkich na umyśle i biednych materialnie.) Do tego swoje robi też kult maryjny i dziedzictwo Jana Pawła II. Zresztą chrześcijaństwo, do którego nie wiem, jakim cudem, Kłopotowski się przyznaje, jest chyba głównym winowajcą naszej złej sytuacji. Gdybyśmy nie znali Kazania na Górze, gdybyśmy nie żyli  w cieniu przesądów św. Pawła („Pamiętajmy, że finansowe zacofanie to skutek poglądu św. Pawła, jakoby pieniądz był korzeniem wszelkiego zła. Kto porzuci ten przesąd, temu „ekonomia żydowska” nie zaszkodzi”), moglibyśmy być jak Żydzi sprytni i skuteczni. Niestety, porwało nas i niszczy chrześcijaństwo, „buddyzm dla żydów” (tak, pojawia się takie określenie). Co gorsza dalej tkwimy w tej swojej głupocie, co objawia się choćby w niechęci do posyłania sześciolatków do szkół.

Czy nie ma więc nadziei? Ależ jest! „Polska z pół milionem bystrych i bogatych Żydów byłaby innym krajem. W porównaniu z nimi jesteśmy niedouczeni, leniwi umysłowo, niekonsekwentni, niesolidarni i biedni. Z tych powodów znaleźlibyśmy się we własnym państwie na pozycji obywateli drugiej kategorii. Ale zmusiłoby nas to do wielkiej pracy nad charakterem narodowym: pilnego uczenia się od nowej, żydowskiej elity.”. Czy przypadkiem przez większość ostatniej historii nie byliśmy we własnym kraju obywatelami drugiej kategorii, wobec zaborców, okupantów i komunistów? Dalej Kłopotowski pisze, że propozycję rzucił „pół żartem, pół serio”, cała książka pokazuje jednak, że oceny Polaków i Żydów żadnym żartem nie są. Jakby tego wszystkiego było mało, do tłumaczenia tytułowego żydowskiego geniuszu Kłopotowski używa elementów darwinizmu,  z którym Fronda polemizuje za pomocą wielu wartościowych, recenzowanych tu pozycji.

Niektóre rozdziały mogą jednak prawicowego czytelnika uwieść. Ot – Krzysztof Kłopotowski na pozór ostro pisze o Michniku, porównując zresztą strategię Wyborczej do NYT, jednak widać, ze i tu pewnych rzeczy nie dostrzega. Przyjaźń z Urbanem tłumaczy psychologią Junga („Michnik przyjaźni się z Urbanem, który nie kryje pogardy do Polaków. Chyba w ten sposób szuka dopełnienia, ponieważ sam na pogardę nie może sobie pozwolić lub nie chce dopuszczać się tak niskiego uczucia”), co więcej stwierdza, że Michnik miał prawo zawłaszczyć przyznaną całej opozycji gazetę – za wcześniejsze zasługi.  Krzysztof Kłopotowski nie unika też tematu udziału polskich i rosyjskich Żydów w budowaniu komunistycznego piekła na ziemi. Jednak i to zostaje uzasadnione i nie wpływa na ogólny hurraoptymizm wobec naszych braci w wierze, starszych i mądrzejszych – jak pisuje Michalkiewicz ironicznie, a Kłopotowski już zupełnie na poważnie.

A skoro już wspomniałem Michalkiewicza... Myślałem, że z kwestią słabej korekty i redakcji Fronda już się uporała, a jednak ta pozycja to powrót do najgorszych Frondowych czasów. Brak jakiejkolwiek redakcji czy korekty. Jeśli redaktor Kłopotowski cytuje publicystę Michałkiewicza (dwukrotnie, więc to nie literówka)  wypadałoby mu to jednak poprawić. Gdy pisze, że oprócz Niemców w Europie jeszcze trzy kraje zrobiły to i to, po czym wymienia dwa – wypadałoby zmienić wyraz. Gdy kilkadziesiąt razy powtarza to samo, wypadałoby zasygnalizować, że mógłby czynić to oszczędniej. Gdy wreszcie wykazuje pewne problemy z językiem polskim, przejawiające się w dziwnym nieraz formułowaniu zdań, wypadałoby pomóc. Nic takiego się nie dzieje, co powoduje dodatkowy ból przy lekturze tej i bez tego przykrej książki.

Podsumowując: niewątpliwie można się z tej książki czegoś dowiedzieć. Niestety na podstawie rzetelnie przedstawionej wiedzy dostajemy recepty, wpisujące się w nurt pedagogiki wstydu. Pozwolę sobie nie skorzystać. I pozostać w zdziwieniu, że to proponowane faktyczne odejście od polskości i katolicyzmu firmują swoimi nazwiskami największe autorytety polskiej prawicy.

Krzysztof Kłopotowski, Geniusz Żydów na polski rozum, Fronda 2015
5
5 (5)

3 Comments

ro's picture

ro
Jak to sympatycznie się składa, że jest ktoś, kto z racji wykonywanego zawodu musi  cheeky
a) kupić,
b) przeczytać,
c) napisać recenzję.
Dzięki temu:
ad a) nie wydałem sumy, za którą mogę pójść z żoną na całkiem przyzwoity obiad,
ad b) nie zmarnowałem iluś godzin z reszty życia, która mi została,
ac c) zostałem utwierdzony w swojej opinii o panu Kłopotowskim.

Dziękuję i pozdrawiam
fritz's picture

fritz
"...profesorowie Nowak, Żaryn.."

*** Nie pojmuje, ze firmuja ten obled swoimi dobrymi nazwiskami.

Jak widac presja "zydowskiej" poprawnosci rowniez ich zlamala i zaakceptowali ta wsciekly wytrysk polakfobii, odmawiania Polakom prawa do niepodleglosci, do bycia wolnym narodem zyjacym we wlasnym, niepodleglym panstwem.

PS. Doczytalem, cytat: "Pozwolę sobie nie skorzystać. I pozostać w zdziwieniu, że to proponowane faktyczne odejście od polskości i katolicyzmu firmują swoimi nazwiskami największe autorytety polskiej prawicy."

*** To jest rowniez obled, zwlaszcza jezeli sie sobie  uswiadomi jak czesto ci professorowie na fundamentalne znaczenie katolicyzmu dla polskiej cywilizacji wskazuja. Musze sie powtorzyc: zostali zlamani, przynajmniej na tym extremalnie waznym froncie. To musi byc rowniez wskazowka dla PiS, do jakich granic, czy gdzie sa granice praktycznego patriotyzmu u nich, a wiec zachowanej zdolnosci do dzialania zgodnie z polska racja stanu a poprawnoscia polityczna kazaca im wlasnie cos takiego popierac i firmowac. Nie odwazyli sie odmowic.

 
Waldemar Żyszkiewicz's picture

Waldemar Żyszkiewicz
zaznaczam na początku, że książki KK nie czytałem, a dzięki Pańskiej derekomendacji zachowam pewnie postawę Kolegi Ro, tym bardziej że tyle jest dobrych pozycji, których przeczytać nie zdołam...

Jeśli jednak zabieram tu głos, to dlatego, że mam z Kłopotowskim pewien kłopot. Było tak: KK kilka lat temu w swoich blogowych wpisach kilka razy sygnalizował wątki z książek Kevina McDonalda, szczególnie z jego 'Kultury krytyki'.

Gdy książka ukazała się w polskim tłumaczeniu, rozmawiałem z nim na osobności przez chwilę na ten temat. Kiedyś, przy przy trzeciej osobie zagadnąłem go o jakiś szczegół w związku z 'Kulturą krytyki' i KK zupełnie stracił słuch. Nie słyszał, nic nie rozumiał, patrzył na mnie, jak na jakiegoś ducha... 

W swym apelu do ponownego osiedlenia w Polsce znacznej liczby Żydów, Kłopotowski nie jest pionierem. W połowie lat 90. z dużą dezynwolturą o humanitarnym geście, jakim byłoby sprowadzenie Litwaków, napisał kiedyś w Rzepie Maciej Łętowski. Ów zręczny publicysta argumentował, że przecież wschodnie rubieże naszego obecnego terytorium są dość rzadko zaludnione.

Było to mniej więcej w tym czasie, gdy w pewnych kręgach opinii publicznej lekko ośmielonej po 1989 roku, pojawiło się wezwanie, aby sprowadzić do Kraju Polaków z terenów byłego Związku Sowieckiego. Wiadomo, z jakim skutkiem.

Jeśli Kłopotowski rzeczywiście tak demonizuje problem sukcesu finansowego jednostki, to może warto byłoby wspólnym wysiłkiem utworzyć taką listę gigantów bogacenia się, polską jej część, zaczynając np. od Bagsika i Gąsiorowskiego, a międzynarodową np. od Marca Richa... Owo zestawienie można by nazwać Listą Kłopotowskiego :)

PS Gdy rozmawiałem z KK o 'Kulturze krytyki', narzekał on bardzo na brak redakcji i liczne powtórzenia w obszernej pracy McDonalda. Z tego, co Pan pisze, wynika, że już zmienił zdanie.
 

Waldemar Żyszkiewicz

Więcej notek tego samego Autora:

=>>