Mam ostatnio coś w rodzaju „kryzysu czytelnictwa”. I ile z książkami jestem sam sobie winien… Bo oderwałem się „na chwilę” od bardzo ciekawej książki Wojciecha Muchy „Krew i ziemia”, by przeczytać „Ring”, który dostałem od żony i utknąłem – bo choć książka świetna i lepsza od filmów (zarówno od bardziej znanych „Ringów” japońskiego i amerykańskiego, jak i mało znanego, będącego za to jej najwierniejszą ekranizacją koreańskiego), to pod koniec już przecież wszystko wiem, więc coś mi to skończenie nie idzie, choć pewnie dziś się uda. Wrócę więc do Muchy, skończę i kryzys na odcinku książkowym będzie zażegnany. Ale przecież nie książki zainspirowały mnie do tej krótkiej notatki nawet, nie notki, a czasopisma.
Nie byłem pewien, czy kupię miesięcznik „Fronda”, bo nie spodobało mi się oparcie promocji w mediach związanych z jego właścicielem (przypomnę, że wyjątkowo nie jest nim wydawnictwo Fronda, które udostępniło tytuł Fratrii) na stworzeniu fałszywego wrażenia, że oto po latach przerwy legendarny naczelny wraca do swojego tytułu i znów jest szefem pisma, które przechodzi na cykl miesięczny. Tymczasem kwartalnik, do którego sporadycznie mam przyjemność pisywać, wychodzić będzie przecież nadal, zupełnie niezależnie od nowego miesięcznika Górnego. I gdy redakcja kwartalnika witała nową siostrę wpolityce.pl podchodziło do sprawy mniej sympatycznie. I cóż, w końcu miesięcznik „Fronda” z Malejonkiem na okładce (z całą sympatią, ale nie widzę tu nic z zaczepnego ducha okładek kwartalnika z czasów Górnego) kupiłem, przerzuciłem raz kartki i odłożyłem na potem. I tak sobie czeka, bez drugiego zajrzenia do środka już ponad 10 dni.
Tymczasem „W Sieci” kupiłem sobie w poniedziałek, a z folii, w którą zawinięty jest numer z racji jakiegoś dodatku, wyjąłem już w czwartek. Wyjąłem, przejrzałem, tym razem zatrzymując się na kilku tekstach. Niemniej znów przeczytałem może 1/3 pisma, które kiedyś łykałem w całości, od deski do deski. Czy ono tak słabuje, czy ja jestem w gorszej formie – nie wiem, nie podejmuję się oceniać. Niemniej znów zastanowiłem się nad działem kulturalnym, który czytelnikowi postanawia na jednej z pierwszych stron opowiedzieć o zmarłym Konwickim za pomocą wywiadu z… Andrzejem Wajdą. Czy ja mam się cieszyć, ze redakcja jest wolna od uprzedzeń i co chwila atakuje mnie kolejną rozmową z jakimś salonowym pieszczochem, apolityczną, o kulturze lub jedzeniu, bez trudnych pytań (tu wyjątkiem była rozmowa z Maciejem Stuhrem, ale też w sumie umiarkowanie była mi ona potrzebna do szczęścia). Jak nie Wajda to Santor. Tak, ja wiem, ta pani śpiewała ładnie, ale cóż, jest reliktem PRL, którym ostatnim zaobserwowanym przeze mnie działaniem było poparcie bodajże SLD w roku 2005, a może nawet było to cztery lata wcześniej („Bo boję się Walendziaka” – powiedziała pani Irena, choć jak się okazało, nie było czego/kogo się bać). Niezależnie od tego ja naprawdę nie potrzebuję tygodników niepokornych, by wiedzieć, co tam myśli sobie jakaś ikona kultury PRL, choćby i zdolna i mająca 100 lat temu swoje pięć minut. Ba, ja w ogóle nie potrzebuje tego wiedzieć. Gadowski, który jeździ po Polsce i namawia ludzi do zorganizowanego buntu pisze, ze w pewnym tygodniku zabrakło miejsca na publikację jego manifestu. Cóż, nic dziwnego, skoro trzeba było zaprosić Wajdę na łamy – bo chyba odgadłem, że o ten sam tytuł nam chodzi.
Nie byłem pewien, czy kupię miesięcznik „Fronda”, bo nie spodobało mi się oparcie promocji w mediach związanych z jego właścicielem (przypomnę, że wyjątkowo nie jest nim wydawnictwo Fronda, które udostępniło tytuł Fratrii) na stworzeniu fałszywego wrażenia, że oto po latach przerwy legendarny naczelny wraca do swojego tytułu i znów jest szefem pisma, które przechodzi na cykl miesięczny. Tymczasem kwartalnik, do którego sporadycznie mam przyjemność pisywać, wychodzić będzie przecież nadal, zupełnie niezależnie od nowego miesięcznika Górnego. I gdy redakcja kwartalnika witała nową siostrę wpolityce.pl podchodziło do sprawy mniej sympatycznie. I cóż, w końcu miesięcznik „Fronda” z Malejonkiem na okładce (z całą sympatią, ale nie widzę tu nic z zaczepnego ducha okładek kwartalnika z czasów Górnego) kupiłem, przerzuciłem raz kartki i odłożyłem na potem. I tak sobie czeka, bez drugiego zajrzenia do środka już ponad 10 dni.
Tymczasem „W Sieci” kupiłem sobie w poniedziałek, a z folii, w którą zawinięty jest numer z racji jakiegoś dodatku, wyjąłem już w czwartek. Wyjąłem, przejrzałem, tym razem zatrzymując się na kilku tekstach. Niemniej znów przeczytałem może 1/3 pisma, które kiedyś łykałem w całości, od deski do deski. Czy ono tak słabuje, czy ja jestem w gorszej formie – nie wiem, nie podejmuję się oceniać. Niemniej znów zastanowiłem się nad działem kulturalnym, który czytelnikowi postanawia na jednej z pierwszych stron opowiedzieć o zmarłym Konwickim za pomocą wywiadu z… Andrzejem Wajdą. Czy ja mam się cieszyć, ze redakcja jest wolna od uprzedzeń i co chwila atakuje mnie kolejną rozmową z jakimś salonowym pieszczochem, apolityczną, o kulturze lub jedzeniu, bez trudnych pytań (tu wyjątkiem była rozmowa z Maciejem Stuhrem, ale też w sumie umiarkowanie była mi ona potrzebna do szczęścia). Jak nie Wajda to Santor. Tak, ja wiem, ta pani śpiewała ładnie, ale cóż, jest reliktem PRL, którym ostatnim zaobserwowanym przeze mnie działaniem było poparcie bodajże SLD w roku 2005, a może nawet było to cztery lata wcześniej („Bo boję się Walendziaka” – powiedziała pani Irena, choć jak się okazało, nie było czego/kogo się bać). Niezależnie od tego ja naprawdę nie potrzebuję tygodników niepokornych, by wiedzieć, co tam myśli sobie jakaś ikona kultury PRL, choćby i zdolna i mająca 100 lat temu swoje pięć minut. Ba, ja w ogóle nie potrzebuje tego wiedzieć. Gadowski, który jeździ po Polsce i namawia ludzi do zorganizowanego buntu pisze, ze w pewnym tygodniku zabrakło miejsca na publikację jego manifestu. Cóż, nic dziwnego, skoro trzeba było zaprosić Wajdę na łamy – bo chyba odgadłem, że o ten sam tytuł nam chodzi.
(3)
3 Comments
Sadako była pedałem :D
14 February, 2015 - 15:19
Pamiętam, że przy tym fragmencie skręciło mnie od chichotu - przypomniały mi się Elektryczne Gitary - "ona jest pedałem..."
I jeszcze ta teoria, że nienawiść Sadako połączyła się z wirusem ospy i infekuje kolejne nośniki magnetyczne... odjazd :D
GG
Przyszedł mi do głowy taki
14 February, 2015 - 15:29
A Gender wygląda tak:
GG
"W sieci" od początku było
14 February, 2015 - 16:53