Fot. valstietis.lt
Badanie nad tożsamością polskiej mniejszości na Litwie, przeprowadzone przez grupę socjologów i politologów Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Michała Römera w Wilnie wykazało jak bardzo litewscy Polacy są przywiązani do swojej ziemi, jednocześnie zachowując odrębną tożsamość narodową – donosi litewski portal delfi.lt.
Wyniki badania skomentował na łamach portalu jeden z autorów badania, politolog Gediminas Kazėnas. Według niego jego wyniki zadziwiły zarówno jego jak i jego kolegów. Objęły one Polaków mieszkających w Wilnie oraz rejonach wileńskim i solecznickim.
Polacy mieszkający na Litwie nie uważają się za „litewskich Polaków”, jak często określają ich Litwini. Oni nazywają siebie „Polakami na Litwie”
—tłumaczy Kazėnas. Według niego większość z nich także uważa, że stosunki polsko – litewskie są „średnie”, jednak odpowiedzi różniły się ze względu na miejsce zamieszkania. Najgorzej stosunki polsko – litewskie ocenili mieszkańcy Wilna, dla których są one „bardzo złe”, a najlepiej – rejonu solecznickiego.
Doszliśmy do wniosku, że ma tu miejsce efekt centrum peryferii, bowiem w centrum, gdzie koncentruje się siła polityczna i ekonomiczna, najczęściej są generowane konflikty, a ludzie przejmują te emocje. Ale nie da się ukryć, że Polacy sceptycznie odnoszą się do litewskich władz
—uważa Kazėnas. Dlatego większość badanych bardzo niechętnie odpowiadało na pytania dotyczące polityki i poparcia dla partii politycznych.
Część w ogóle odmówiła udzielenia odpowiedzi podejrzewając, że badanie jest wykonywane nie w celach naukowych, a politycznych. Inni obawiali się, że mogą zostać ukarani za swoje odpowiedzi
—twierdzi politolog. Chociaż polska mniejszość w większości wspiera Akcję Wyborczą Polaków na Litwie (AWPL), to jest nieufna wobec jej lidera Waldemara Tomaszewskiego. Między innymi dlatego, że uczcił on niedawno rocznicę Dnia Zwycięstwa razem z Rosjanami i organizacjami prosowieckimi. Na pytanie, na jaką partię by głosowali, gdyby nie było AWPL, Polacy wskazali partię „Porządek i Sprawiedliwość”, Partię Pracy albo socjaldemokratów.
Najbardziej litewskich badaczy zdziwiło jednak to, że Polacy mimo – jak jednoznacznie wskazują – prześladowań ze strony władz w Wilnie, nie zamierzają emigrować.
Polacy na Litwie są bardzo przywiązani do swoich ziem, do Wileńszczyzny. I o żadnej emigracji nie może być nawet mowy. Śmiem stwierdzić, że dają przykład Litwinom, jak trzeba kochać swoją ziemię, ojczyznę
— utrzymuje Kazėnas. Tymczasem przedstawiciel rządu w okręgu wileńskim Audrius Skaistys poinformował dziś, że w rejonie solecznickim usunięto dwujęzyczne tabliczki z nazwami ulic oraz dwujęzyczne napisy z budynków publicznych.
Strona samorządowa przedstawiła dowody na to, że decyzja sądowa została wykonana. Cały dzień jeździliśmy po rejonie solecznickim i muszę stwierdzić, że wyrok faktycznie został wykonany. Wycofamy sprawę u komornika
—oświadczył Skaistys. Oraz dodał, że nie wie dokładnie, co wpłynęło na decyzję samorządu.
Chyba zrozumieli, że nie warto walczyć, jeśli naruszenia prawa są czymś oczywistym. Nie trzeba być wielkim prawnikiem, aby zrozumieć, że dwujęzyczne napisy są sprzeczne z prawem
—podkreślił. Usunięcie dwujęzycznych tablic, to efekt orzeczenia litewskiego Najwyższego Sądu Administracyjnego. Ponieważ część Polaków nie dostosowała się do tej decyzji, litewskie sądy dzielnicowe orzekały kary grzywny dla władz samorządowych rejonów, w których wywieszono dwujęzyczne tablice.
Były dyrektor rejonu solecznickiego Bolesław Daszkiewicz musiał zapłacić ponad 45 tys. litów, czyli ok. 54 tysięcy złotych.
O prawo do podwójnego nazewnictwa ulic i miejscowości Polacy na Litwie walczą od kilkunastu lat. Uważają, że gwarantuje im to Ramowa Konwencja Ochrony Mniejszości Narodowych, którą również Litwa ratyfikowała. W niektórych miejscowościach na Wileńszczyźnie Polacy stanowią około 80 proc. mieszkańców.
http://wpolityce.pl/swiat/216488-litewski-politolog-litwini-powinni-brac...