Media, polityka i biznes

 |  Written by Ursa Minor  |  0

Media nie działają w próżni. Nie stanowią świata izolowanego od życiowych problemów człowieka. Przenikają swym wpływem wszystkie sektory jego egzystencji. Dlatego refleksja nad nimi musi uwzględniać podstawowe konteksty i relacje wynikające z funkcjonowania mediosfery, tzn. środowiska mediów. Nieznajomość tych mechanizmów rodzi w użytkownikach środków masowego komunikowania bezsilność i poczucie zagubienia. Uniemożliwia też prawidłowe korzystanie z nich i ułatwia daleko idącą manipulację.

Patologiczny układ mediów?

Z obliczeń szacunkowych wynika, że 90 proc. mediów w Polsce znajduje się w rękach środowisk liberalnych i lewicowych. Obecnie są one główną siłą napędową w budowaniu „społeczeństwa opinii”. Jednocześnie Polacy są coraz dalej od „społeczeństwa komunikacji”. Wszak informacja jako sprawdzony nośnik mówienia nieprawdy zatraca swoją wiarygodność i nie prowadzi do komunikowania międzyludzkiego. Stała się bowiem towarem przetargowym w polityce i w biznesie.

Należy w tym miejscu przypomnieć o wydarzeniu, które legło u początków najnowszej historii polskich mediów i wciąż kładzie się cieniem na ich zrównoważonym rozwoju. Myślę o nieprawidłowym, wręcz oszukańczym podziale mediów, jaki podjęto w 1990 r. w następstwie likwidacji koncernu RSW Prasa-Książka-Ruch, którego właścicielem była partia komunistyczna. Cały majątek stał się własnością ugrupowań liberalnych i lewicowych.

Pominięte zostały środowiska, które w PRL miały odwagę tworzyć prasę niezależną (tzw. drugi obieg). Kontrowersje budziły zwłaszcza zasady podziału koncernu i niejawnie podejmowane decyzje. Była to jedna z pierwszych afer w minionym 25-leciu. Ze względu na swój charakter i rolę w procesie odzyskiwania przez Polskę niepodległości stała się „aferą matką” niemal wszystkich następnych afer. Przyczyniła się bowiem do zachwiania równowagi w polskiej mediosferze po 1989 roku. Doprowadziło to do powstania nowego układu mediów, który w sposób jednostronny kształtował opinię publiczną i zniekształcał obraz rzeczywistości w świadomości obywateli.

Fakt, że mamy dziś oligarchiczny system w świecie polskich mediów, nie jest więc dziełem przypadku i potwierdza znaną prawidłowość, że zarówno w polityce, jak i w mediach nie ma przypadków. Funkcjonujący system zbudowany na wymuszonym monopolu jest patologicznym układem mediów, polityki i biznesu, a to sprawia, że stał się z natury swej niezdolny do krytycznej oceny „elit trzymających władzę”. A przecież naczelną misją mediów, których ambicją jest kierowanie się dobrem wspólnym i polską racją stanu, powinno być permanentne monitorowanie i rozliczanie rządzących. Emanacją tego systemu stał się kuriozalny fakt, że po 1989 r. w Polsce zmieniają się parlamenty, rządy i koalicje, natomiast w tych samych rękach znajdują się najważniejsze centra opiniotwórcze. Nie trzeba dowodzić, że taki system jest poważnym zagrożeniem dla demokracji.

Dodać należy, że funkcjonujący antydemokratyczny system mediów ma swoich wiernych sojuszników, których gołym okiem nie widać. Są nimi poprawność polityczna i medialna, która stała się nową formą cenzury, są hasła typu: „życie ma być łatwe, lekkie i przyjemne”, które wiążą media z biznesem, i są zjawiska, które stępiają krytycyzm odbiorców, jak np. wpływ kultury masowej, który roznieca ich namiętności i ogranicza rozwój intelektu.

Funkcjonują na szczęście media niezależne od systemu oligarchicznego, kierujące się zasadą dobra wspólnego i polskiej racji stanu, media, które kształtują postawę patriotyzmu i odwołują się do wartości chrześcijańskich. Są wreszcie media katolickie, które zachowały swoją tożsamość i w sposób odpowiedzialny podejmują problematykę wychowania do prawidłowego odbioru współczesnej mediosfery, czego przykładem jest podjęta przez „Nasz Dziennik” debata na temat mediów.

Wykorzystać „czynniki pośredniczące”

(...)

http://www.naszdziennik.pl/mysl/83471,media-polityka-i-biznes.html

0
No votes yet

Więcej notek tego samego Autora:

=>>