Ministerstwo Obrony Narodowej przyznało, że reforma systemu dowodzenia i kierowania w przypadku Wojsk Specjalnych (WS) była nieudana, a wprowadzona struktura dowodzenia nie była spójna. Dlatego bez rozgłosu i stopniowo następuje powrót do stanu sprzed 10 stycznia 2014 r.
Wiceminister Obrony Narodowej Maciej Jankowski na wtorkowym posiedzeniu senackiej komisji obrony poinformował, że resort obrony podjął decyzję o podporządkowaniu pod Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych (DG RSZ) Dowództwa Komponentu Wojsk Specjalnych (DKWS). Decyzja już jest wprowadzana w życie.
Słusznie założono, że Dowództwu Operacyjnemu Rodzajów Sił Zbrojnych (DO RSZ) elementy DKWS będą podporządkowywane tylko wtedy, gdy zajdzie potrzeba operacyjnego użycia żołnierzy Wojsk Specjalnych. Przez pozostały czas specjaliści DKWS, nadzorowani przez Inspektorat Wojsk Specjalnych i podlegając pod DG RSZ, będą wykorzystywani do nadzorowania codziennej działalności wszystkich jednostek specjalnych: Grom, Formoza, Agat, Nil oraz Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca.
Minister Jankowski tłumaczy podjęcie takiej decyzji w bardzo ciekawy sposób: „Pojawił się też problem, na ile te jednostki przekazywać Dowódcy Operacyjnemu w oderwaniu od struktur dowodzenia nimi, bo jednak dowodzenie wojskami specjalnymi wymaga pewnych specyficznych umiejętności, doświadczeń. Natomiast w tej strukturze, która istnieje obecnie, takiej sytuacji nie było. Wydzielone jednostki wojsk specjalnych były przekazywane Dowódcy Operacyjnemu i one oczywiście podlegały, w jakimś sensie, Centrum Operacji Specjalnych, natomiast nie było tam oddzielnych struktur dowodzenia dla Wojsk Specjalnych.
Dlatego w tej nowej strukturze, która jest w tej chwili opracowywana, pod Inspektorat Wojsk Specjalnych w Dowództwie Generalnym RSZ będzie podlegało Dowództwo Komponentu Wojsk Specjalnych, które mogło być w części lub w całości, to zależy od potrzeby, przekazywane Dowództwu Operacyjnemu RSZ razem z podległymi, wydzielonymi jednostkami, w przypadku potrzeby użycia wojsk specjalnych. Zapewni to spójność całej struktury przeznaczonej do działania w danym przypadku”.
W rzeczywistości przyczyna reform była prosta: Inspektorat Wojsk Specjalnych w DG RSZ był zbyt mały do skutecznego sprawowania merytorycznego nadzoru nad działaniem całych Wojsk Specjalnych bez rozwiązanego Dowództwa Sił Specjalnych (DSS).

Inspektorat Wojsk Specjalnych podlegający w podporządkowanie Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych jest kierowany przez gen. dyw. Piotra Patalonga, i składa się z Zarządu Szkolenia i Doktryn (z wydzielonymi oddziałami szkolenia, ćwiczeń oraz wniosków i doktryn), Oddział Gestorstwa i Rozwoju oraz Oddział Koordynacji i Zasobów.
Dodatkowo Centrum Operacji Specjalnych – Dowództwo Komponentu Wojsk Specjalnych (COS-DKWS), podlegające pod DO RSZ, nie miało przemyślanego, docelowego etatu i funkcjonowało w strukturze zaprojektowanej do dowodzenia codziennego wszystkimi pięcioma jednostkami Wojsk Specjalnych w DSS. Jego struktura była więc zbyt rozbudowana w stosunku do potrzeb DO RSZ (kierującego działaniami tylko sił wydzielonych, i tylko w czasie operacji).
Podsumowując: w ramach reformy systemu dowodzenia i kierowania w DG RSZ powstał twór zbyt mały, natomiast w DO RSZ powstał twór za duży.
Kolejni „wodzowie”, a gdzie „Indianie”?
Niestety, zmiany wprowadzane przez MON nadal nie scaliły rozbitego półtora roku temu Dowództwa Wojsk Specjalnych. DG RSZ nie obejmie, bowiem nadzorem całości tego, co przekazano do DO RSZ jako Centrum Operacji Specjalnych – Dowództwo Komponentu Wojsk Specjalnych, lecz jedynie część. Reszta specjalistów ma nadal pozostawać podporządkowana DO RSZ.
Minister Jankowski tłumaczył to w następujący sposób: „…Będziemy mieli, tak jak dzisiaj, Dowództwo Operacyjne z Centrum Operacji Specjalnych pełniące rolę force usera, czyli dowództwo w czasie używania jednostek specjalnych, oraz Dowództwo Generalne, gdzie pozostanie Inspektorat Wojsk Specjalnych. Natomiast poszczególne jednostki specjalne nie będą podporządkowane bezpośrednio Inspektoratowi, pomiędzy nimi znajdzie się jeszcze Dowództwo Komponentu Wojsk Specjalnych”.
Oznacza to, prawdopodobnie, że COS-DKWS podlegające pod DO RSZ podzielono na COS podległe pod DO RSZ i DKWS podległe pod DG RSZ. Pojawia się pytanie o sens pozostawiania COS w Dowództwie Operacyjnym, skoro nieco później minister Jankowski wyraźnie informował: „Żołnierze wojsk specjalnych będą przekazywani razem ze swoją strukturą dowodzenia, tak żeby łatwiej było ją wkomponować w całość działań operacyjnych”.
Wynika z tego, że część wysoko wykwalifikowanych specjalistów z COS będzie czekać praktycznie bezczynnie w DO RSZ na rozpoczęcie operacji, kiedy dołączą do nich koledzy z DKWS, pracujący na co dzień z jednostkami specjalnymi.
Pojawia się wrażenie, że ten sztuczny ruch MON ma na celu zachowanie pozorów utrzymania koncepcji „…rozdzielenia DO RSZ i DG RSZ, które odpowiada za przygotowanie wojska, ale jednocześnie zapewnia konsolidację dowodzenia jednostkami wojsk specjalnych w DKWS podległemu DG RSZ”.
Zmiany byłyby jednak najbardziej efektywne, gdyby Dowództwu Operacyjnemu RSZ odebrano całość prerogatyw. Tylko to gwarantowałoby, bowiem, utrzymanie struktur Dowództwa Komponentu Operacji Specjalnych SON, czyli zespołu, znajdującego się od 1 stycznia 2014 w Krakowie. Jest to zespół specjalistów, który przeszedł certyfikację NATO we wrześniu 2014 r., a od 1 stycznia 2015, wraz z podległymi zespołami bojowymi, wydzielonymi z sił specjalnych NATO, pełni dyżur bojowy w ramach zestawu SON 2015.
Poinformował o tym zresztą generał Patalong: „COS wykonuje w tej chwili zadania związane z dyżurem w siłach odpowiedzi NATO 2015. W dyżurze tym występuje jako dowództwo komponentu. Dodatkowo, ma wydzielone poszczególne siły i środki z czterech krajowych i dwóch zagranicznych jednostek specjalnych. Dyżur rozpoczął się 1 stycznia 2015 r. i kończy się pod koniec tego roku”. Pozostaje więc pytanie - co będą robili specjaliści z COS po zakończeniu dyżuru, w sytuacjach gdy nie będzie prowadzona żadna operacja z użyciem wojsk specjalnych?
Dlaczego dopiero teraz?
Zaskakiwać może wypowiedź ministra Jankowskiego, który po dwóch latach reformowania systemu dowodzenia, nagle mówi: „doświadczenia, które zebraliśmy w ciągu minionego czasu pokazywały, iż jednak wojska specjalne to jest odrębny, dość specyficzny rodzaj sił zbrojnych. W związku z czym, kiedy wydzielone jednostki bądź grupy zadaniowe przekazuje się Dowództwu Operacyjnemu w zależności od potrzeby w większym lub mniejszym stopniu, to dobrze by było, żeby zapewnić tym jednostkom też system dowodzenia, do którego one są przyzwyczajone, a z drugiej strony system dowodzenia, sprawdzony przez długoletnia praktykę i potrafiący właściwie wykorzystać te rodzaje sił zbrojnych”.
W takim wypadku do ministra Obrony Narodowej powinno zostać skierowane pytanie, dlaczego w zeszłym roku nie wysłuchano opinii specjalistów mówiących dokładnie to samo, dlaczego też informowano błędnie: „Centrum Operacji Specjalnych – Dowództwo Komponentu Wojsk Specjalnych podlegające pod DO RSZ jest strukturą docelową”. Jak widać po wprowadzanych zmianach – nie było.

Dotychczasowe reformy związane z dowodzeniem Wojskami Specjalnymi • 24 maja 2007 r. – utworzenie Dowództwo Wojsk Specjalnych (DWS) – z siedzibą w Krakowie; • 1 stycznia 2014 r. – rozwiązanie DWS i utworzenie Dowództwa Sił Specjalnych (DSS) z siedzibą w Krakowie i Inspektoratu Wojsk Specjalnych - podległych pod Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych (DG-RSZ); • 10 stycznia 2014 r. - rozwiązanie DSS i utworzenie Centrum Operacji Specjalnych – Dowództwa Komponentu Wojsk Specjalnych (COS-DKWS) z siedzibą w Krakowie, podległego pod Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DO RSZ); • ??? 2015 r. – rozwiązanie COS-DKWS i utworzenie COS z siedzibą w Krakowie podległe pod DO RSZ i DKWS z siedzibą w Krakowie podległe pod DG RSZ.
Efekt domina czyli, co po Wojskach Specjalnych?
Ostatnie zmiany wprowadzone w strukturze dowodzenia i kierowania Wojskami Specjalnymi dotyczą - wbrew pozorom - całości Sił Zbrojnych. Pokazują bowiem, że budowa „pełnowymiarowego dowództwa operacyjnego na czas wojny” w czasie pokoju, z zamrożeniem tam dużej grupy bardzo dobrych specjalistów oraz rozwiązanie dowództw rodzajów sił zbrojnych było błędem. Pojawia się, wreszcie, okazja do przyznania, że dowodzenie za pomocą samych Inspektoratów okazało się mało efektywne w odniesieniu do wszystkich rodzajów sił zbrojnych, a nie tylko Wojsk Specjalnych.
Komandosi jako pierwsi pokazali, że - tak naprawdę - docelowa, operacyjna struktura dowodzenia z podległymi jej siłami powinna przechodzić w podporządkowanie Dowództwa Operacyjnego tylko w razie konieczności wykonania jakiejś operacji, a nie znajdować się tam przez cały czas – tylko w oczekiwaniu na wojnę. Dowództwo Operacyjne powinno być więc tylko zalążkiem, na bazie którego utworzy się w, razie potrzeby, odpowiednie struktury dowodzenia do operacji.
Pozostałych niezbędnych specjalistów do Dowództwa Operacyjnego wprowadzanoby tylko w razie potrzeby. Dzięki temu do DO RSZ przechodziliby oficerowie, którzy na co dzień współdziałali przy szkoleniu i doposażaniu jednostek wojskowych, dysponujący wiedzą o ich realnych możliwościach i ograniczeniach. Należałoby więc oczekiwać, że takie same działania zostaną podjęte w odniesieniu do Marynarki Wojennej, Wojsk Lądowych i Sił Powietrznych.
Wyjaśnienia złożone w Senacie przez ministra Jankowskiego, który powiedział, że „żołnierze wojsk Specjalnych byliby stale, niezależnie od tego czy są na etapie szkoleń i przygotowań, czy użycia operacyjnego, podporządkowani dowództwu Wojsk Specjalnych, które jest tutaj najbardziej właściwe do skutecznego użycia Wojsk Specjalnych ”. wcale nie musi odnosić się tylko do Wojsk Specjalnych. Jest ono bowiem słuszne również w odniesieniu do innych rodzajów sił zbrojnych. Może wiec czas przyznać, że utrzymywanie wojennych stanowisk dowodzeń w pełnym stanie (DO RSZ), wraz ze specjalistami, jest kosztownym luksusem, na który Polski, po prostu, nie stać.
Niestety, o ile w Wojskach Specjalnych powrót do dawnej struktury dowodzenia był miarę łatwy do wykonania (DSS, COS-DKWS, COS i DKWS były i są w Krakowie ,i tak naprawdę w wielu przypadkach zmienia się tylko „tabliczki na drzwiach”), o tyle w pozostałych rodzajach sił zbrojnych odzyskiwanie ludzi z rozbudowanego DO RSZ będzie bardzo trudne.
Ministerstwo Obrony Narodowej potrzebowało roku, by przekonać się, że reforma systemu dowodzenia i kierowania Siłami Zbrojnymi RP była, w przypadku Dowództwa Wojsk Specjalnych, błędem. W związku z tym nasuwa się pytanie - czy ludzie, którzy zaproponowali taką zmianę, zostaną odsunięci od reformowania Wojsk Specjalnych - i nie tylko nich.
http://www.defence24.pl/analiza_mon-cofa-reforme-systemu-dowodzenia-na-r...

1 Comments
ABW: Rosyjski wywiad po raz
20 May, 2015 - 19:10
ABW: Rosyjski wywiad po raz pierwszy na tak dużą skalę uruchomił grupy wpływu w Polsce
Fot. ABW
Rosyjski wywiad po raz pierwszy na tak dużą skalę podjął działania o charakterze konsolidacyjnym w odniesieniu do środowisk prorosyjskich w Polsce - pisze Maciej Sankowski w swojej analizie dotyczącej raportu ABW za 2014 rok.
Tradycyjnie już „Raport z działalności ABW w 2014 roku” przeszedł w mediach bez większego echa. Jednak jego lektura nie pozostawia moim zdaniem najmniejszych wątpliwości - to najbardziej jednoznaczny, najmocniejszy w przekazie i jednocześnie najciekawszy z publikowanych dotychczas roczników. Siłą rzeczy – w związku z dynamicznie rozwijającą się sytuacją na Ukrainie, ale także w Rosji, szczególnego znaczenia nabrały: Kontrwywiad ABW oraz zajmujące się ochroną cyberprzestrzeni – CERT. Nie oznacza to, że inne obszary aktywności ABW pozostawały w cieniu. Jednak pozostałe kwestie, w tym działania CAT (antyterroryzm) oraz ochronę ekonomicznych interesów państwa pozwolę sobie omówić w kolejnym materiale. Wracamy zatem do Raportu. Dlaczego dokument jest inny niż poprzednie publikacje?
Jednoznaczny – bo w sposób klarowny i nie pozostawiający marginesu interpretacyjnego wskazuje nie tylko na kierunek, ale wręcz precyzyjnie sytuuje zagrożenia, których źródłem jest Rosja.
Najmocniejszy - bo oprócz obszarów zainteresowania obcych służb podaje na tyle dużo przykładów realizowanych spraw, że można samemu wyrobić sobie opinie śledząc to, w jaki sposób poszczególne przypadki były prezentowane w mediach i w jaki sposób starano się wpływać na opinię publiczną w Polsce, także poprzez agenturę wpływu.
Najciekawszy - bo opisuje także nowe narzędzia stosowane przez obce służby na terytorium RP i kreśli nieco bardziej wyraźny szkic charakterystyki działań podejmowanych przez wywiad Federacji Rosyjskiej.
Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że autorzy Raportu kierują uwagę czytelników także poza granice RP. Chodzi przede wszystkim o kontekst ukraiński i związane z nim próby akcentowania najtrudniejszych obszarów wspólnej historii, w celu skomplikowania wzajemnych relacji [o czym pisaliśmy tutaj]. Raport definiuje także Brukselę jako istotne centrum rosyjskiej aktywności wywiadowczej w odniesieniu do Polski, której nadrzędnym celem była z jednej strony dyskredytacja stanowisk Polski ws. rosyjskiej agresji na Ukrainie a z drugiej akcentowanie wypowiedzi polskich polityków i ekspertów podważające główne kierunki polityki zagranicznej RP.
Jednocześnie służby FR po raz pierwszy na tak dużą skalę podjęły działania o charakterze konsolidacyjnym w odniesieniu do środowisk prorosyjskich w Polsce. Mówiąc wprost, służby rosyjskie uruchomiły wszystkie, dodajmy bardzo zróżnicowane pod względem politycznym i społecznym, grupy wpływu. Co ciekawe, opinie jawnie wspierające politykę Kremla pojawiały się także wielokrotnie w mediach głównego nurtu. Próby wpływania na opinie Polaków nie ograniczyły się jedynie do wspierania zaprzyjaźnionych ekspertów czy dziennikarzy. Na rynku medialnym pojawiła się także jawnie prokremlowska agencja prasowa Sputnik. Zaangażowała się ona dodatkowo we współpracę z legionowskim radiem Hobby, które na podstawie komercyjnej umowy publikuje audycje w języku polskim, ale produkowane w Rosji. Dlaczego tyle miejsca poświęcam potencjalnie niegroźnej, lokalnej stacji? Bo to najlepszy przykład pokazujący jak w praktyce działa mechanizm nakręcany interesami Kremla. Wystarczy wspomnieć, że działalność (komercyjna) na rzecz stacji połączyła osoby o tak zróżnicowanych poglądach jak Artur Zawisza (skrajna prawica), Piotr Fogler (prominentny działacz PO) czy Agnieszka Wołk Łaniewska (dziennikarka tygodnika NIE).
Aktywność rosyjskich służb specjalnych była szczególnie widoczna podczas kluczowych wydarzeń na Ukrainie. Dotyczyła ona przede wszystkim mediów społecznościowych, w których pojawiały się wpisy i opinie charakteryzujące się podobną konstrukcją. Komunikacja odbywająca się wedle jednego szablonu pozwoliła jednak na identyfikację wielu fikcyjnych kont (nieistniejących w świecie rzeczywistym użytkowników), które wykorzystywane były do koordynowanych akcji medialnych prowadzonych na internetowych forach, w działach opinii a także na Twitterze czy Facebooku.
„Służby FR realizowały także działania o charakterze lobbingowym na rzecz rosyjskich podmiotów funkcjonujących na polskim rynku” – moim zdaniem to najważniejszy cytat Raportu. Nowe narzędzie, jakim stał się lobbing, jest wykorzystywane pośrednio i bezpośrednio przez Służbę Wywiadu Zagranicznego FR oraz wywiad wojskowy - GRU. W 2014 roku mieliśmy do czynienia z całą gamą tego typu działań. Pierwszym narzucającym się przykładem jest sprawa Acronu – prywatnej, rosyjskiej spółki, która próbowała przejąć kontrolę nad zakładami azotowymi. Przy czym obserwowaliśmy w tej sprawie dwie fazy aktywności:
Pierwsza faza to tzw. działania ofensywne miękkie – z komercyjnym wykorzystaniem relacji o charakterze stricte politycznym (w tym zatrudnienie w roli lobbysty byłego prezydenta RP). Innymi słowy była to próba wysondowania a następnie „wychodzenia” - czytaj załatwienia pozytywnej decyzji ws. możliwości zaangażowania kapitałowego Acron w Azoty.
Druga faza to działania ofensywne twarde polegające na kombinacji: próby wrogiego przejęcia przedsiębiorstwa przy jednoczesnym wymuszeniu korzystnych decyzji za pomocą narzędzi sytuujących się na pograniczu prawa.
W tym miejscu uprzedzam pytania Szanownych Czytelników o to, co ma wspólnego lobbing ekonomiczny z działalnością wywiadowczą? Otóż sprawa ma jak najbardziej podłoże nie tylko ekonomiczne, ale i polityczne o czym pisaliśmy na łamach defence24.pl tutaj.
Natomiast w wymiarze wywiadowczym to przede wszystkim test sprawności działania państwa w określonych warunkach presji wewnętrznej
i zewnętrznej, badanie podatności i odporności figurantów na stres, ale i badanie możliwości podjęcia współpracy komercyjnej określonych osób, podjęcie prób korupcji czy wreszcie na końcu łańcucha przyczonowo-skutkowego, podjęcie próby werbunku typowanych osób. Proszę zwrócić uwagę, na szerokość prowadzonych działań, wymagającą koordynacji i odpowiedniego zabezpieczenia.
Jednak przypadek Acronu to nie jedyna tego typu forma testowania struktur państwa, choć chyba najbardziej znana. Inne, nie ustępujące jej rozmachem miały miejsce w sektorze energetyki jądrowej i elektroenergetyki jednak ich szczegóły pozostają niejawne. Przy okazji energetyki oddzielną kategorię stanowią obszary handlu i przesyłu surowców strategicznych: ropy i gazu. W sferze publicznej mogliśmy obserwować choćby próby destabilizacji fundamentalnych inwestycji energetycznych z umiejętnym wykorzystaniem polskiego prawa zamówień publicznych.
W tym miejscu pragnę wskazać jeden bardzo interesujący przykład – zaangażowania kapitału rosyjskiego, pochodzącego z rynku ropy, w zupełnie inną działalność – w tym przypadku deweloperską. Zabieg pozwolił na zatrudnienie osób – z jednej strony typowanych wcześniej do współpracy, z drugiej wobec których podmiot energetyczny miał inne zobowiązania (tak zwana korzyść z opóźnionym terminem realizacji).
Dotychczas celowo pomijałem problem łupków ponieważ stanowi on oddzielne studium przypadku. Rosja podjęła bowiem szerokie działania (medialne, lobbingowe, polityczne) na szczeblu europejskim, których celem było storpedowanie możliwości wydobycia gazu z łupków. W Polsce obserwowaliśmy próby aktywnego wpływania na legislację oraz ponadstandardowe zainteresowanie pracami parlamentu. Zainteresowanie znacznie wykraczające poza monitoring prac, z wykorzystaniem osób wykonujących czynności dla służb specjalnych Federacji Rosyjskiej.
Innym przykładem dobrze obrazującym próby testowania stopnia determinacji państwa jest niewątpliwie sprawa Leonida Swirydowa. Korespondent Ria Novosti najpierw stracił akredytację MSZ a następnie wojewoda mazowiecki uchylił mu prawo stałego pobytu w Polsce. Stało się to na podstawie niejawnego wniosku, solidnie udokumentowanego faktograficznie, złożonego przez Kontrwywiad ABW. Swirydow odwołał się od niekorzystnej dla siebie decyzji a w jego obronie stanął sam ambasador FR. Co takiego robił Swirydow, że naraził się polskim służbom? Otóż jego działalność dalece wybiegała poza standardy dziennikarskie. Swirydow zaangażował się m.in. w działania o charakterze lobbingowym na rzecz firmy Acron, chcącej przejąć polskie zakłady azotowe, organizował wyjazdy dla dziennikarzy, starał się aktywnie budować grupę rosyjskich wpływów w mediach. Jego działania nie miały znamion szpiegostwa, ale uznano je za godzące w interes RP. Czy zatem nie warto było obserwować jego działalności i czekać na błąd, który pozwoliłby na jego zatrzymanie? Nie, ponieważ materiał zebrany przez Kontrwywiad ABW jest na tyle bogaty, że nie pozostawia żadnych wątpliwości a sam Swirydow ma w związku z tym, w jakimś sensie, ograniczone pole manewru poprzez swego rodzaju dekonspirację. Próba wydalenia ma więc głęboki sens choćby po to, aby pokazać, że Polska nie będzie tolerowała tego typu zachowań. Inną sprawą jest zasada wzajemności, która każe przypuszczać, że deportacja Swirydowa będzie oznaczała w konsekwencji wydalenie z Rosji któregoś z polskich korespondentów pracujących w Moskwie.
Rosja prowadzi działania wywiadowcze o charakterze globalnym. Sytuacja na Ukrainie, ale także rozmowy na temat traktatu handlowego UE – USA oraz dynamiczne zmiany na rynku energetycznym (wzrost znaczenia wydobycia z łupków, drastyczna przecena ceny ropy) – te wszystkie elementy definiować będą stopień aktywności rosyjskich służb w Europie i w Polsce. Trudno zakładać, że przy dzisiejszym podejściu polityków do zadań Kontrwywiadu uda się w tej dziedzinie znacząco poprawić osiągnięcia. Wystarczy zresztą przeanalizować budżet służby – mówimy o całej ABW. Na przestrzeni ostatnich lat nie uległ on zmianom i oscyluje w granicach 500 mln zł. Kwoty są zatem niezmienne pomimo, iż wzrasta skala oczekiwań i zadań nakładanych na ABW. Oprócz kierunku rosyjskiego mamy jeszcze aktywność muzułmańskich ugrupowań terrorystycznych, w planach których Polska odgrywa określoną rolę (o działaniach CAT w kolejnym materiale). Wzrosło także zagrożenie cyberbezpieczeństwa.
W 2014 roku zdecydowanie wzrosła liczba incydentów i ataków na rządową infrastrukturę informatyczną. Na ponad 12 tysięcy zgłoszeń aż 7,5 tysiąca zakwalifikowano jako faktyczne próby ingerencji.
Także system ARAKIS-GOV zarejestrował ponad 28 tysięcy alarmów przy czym zdecydowanie wzrosła liczba alertów wysokich (1140 wobec 644 rok wcześniej) i średnich (13896 wobec 4773). Liczby mówią same za siebie.
Co ciekawe, ABW zwraca uwagę, że wzrosła nie tylko liczba ataków, ale także ich jakość. To znaczy ataki charakteryzują się zwiększoną uporczywością, są długofalowe i bazują na nowoczesnych, bardzo zaawansowanych narzędziach informatycznych. Podstawowymi celami tych ataków pozostają zasoby rządowe oraz szeroko rozumiana energetyka.
W ubiegłym roku ABW brała także czynny udział w zwalczaniu kampanii cyberwywiadowczej o kryptonimie „Energetic Bear”, która wymierzona była przeciwko sektorowi energetyki. Przy czym największe zainteresowanie intruzów budził sprzęt teleinformatyczny zlokalizowany w Japonii, na Ukrainie oraz w Chinach. W ramach działań przestępczych zainfekowano kilka tysięcy komputerów na całym świecie.
Konkludując można stwierdzić, że ilość cyberataków podwoiła się a ich główne kierunki pozostają w ścisłej korelacji z aktywnością wywiadowczą wymierzoną w RP.
Maciej Sankowski
http://www.defence24.pl/analiza_abw-rosyjski-wywiad-po-raz-pierwszy-na-t...