blogi

  •  |  Written by Godziemba  |  0
     W celu koordynacji wszelkich działań przeciwko Wojsku Polskiemu komuniści utworzyli  przy Sekretariacie Komitetu Centralnego KPRP  Wydział Agitacji w Wojsku, potocznie zwany „Wojskówką".
     
     
               W strukturach partyjnych posiadał on charakter autonomiczny. Podobnie rzecz się miała z utworzoną niebawem jego zewnętrzną ekspozyturą w postaci Komunistycznej Organizacji Żołnierskiej.
     
     
               Obie jednostki organizacyjne podlegały bezpośrednio KC KPRP, a kierownictwo nad nimi sprawowali  m.in.: Edward Próchniak, Stanisław Budzyński i przede wszystkim Stefan Żbikowski, b. dowódcę Warszawskiego Pułku Rewolucyjnego.
     
     
               Kierownictwo KPRP zleciło działaczom skierowanym do pracy w strukturach „Wojskówki” przygotowanie i wzniecenie w dogodnym momencie powstania zbrojnego w Polsce.
     
     
              Realizacja tego plany wymagała zwiększenia kadr partyjnych w Polsce kosztem zahamowania rozwoju  formacji rewolucyjnych w Rosji bolszewickiej.
     
     
               Uznano tym samym, iż narzucenie Polsce komunizmu z zewnątrz siłą Armii Czerwonej zostałoby odebrane przez Polaków jako akt zewnętrznej agresji. Nieuchronnie doprowadziłoby to do wykreowania postaw powstańczych, co  związałoby znaczne siły Armii Czerwonej nad Wisłą, opóźniając jej marsz na zachód kontynentu.
     
     
               Pierwszym krokiem uczynionym w kierunku stworzenia w Wojsku Polskim komunistycznych jaczejek było wyszukanie w poszczególnych jednostkach osób o poglądach radykalnych. „W nawiązywaniu kontaktów z żołnierzami pomagały nam dzielnice, - wspominał jeden z członków „Wojskówki” - które zbierały adresy od towarzyszy ojców, których synowie służyli w wojsku, oraz młodzież komunistyczna. Po nawiązaniu tych kontaktów ze wskazanymi żołnierzami, ci ze swej strony wprowadzali innych kolegów”.
     
     
               Ze względu na ograniczone kadry „Wojskówki” poczynania te w zasadzie ograniczyły się początkowo do garnizonu warszawskiego i jego okolic, takich jak Dęblin, Modlin, Rembertów i Siedlce. Jeśli chodzi o inne rejony kraju, z konieczności musiano się skupić tylko w tych formacjach, do których wcześniej przeniknęli partyjni agenci.
     
     
              W celu usprawnienia indoktrynacji rozpoczęto wydawanie pisma „Żołnierz-Robotnik” , który kolportowany był przez  odrębną, niezależną od partyjnej, sieć rozprowadzającą. Specjalistą w tej dziedzinie był „towarzysz Edward Siwek, pseudonim Patyk, który ubrany po wojskowemu docierał nieomal do wszystkich jednostek wojskowych”. 
     
     
               Wraz z wcieleniem do Wojska Polskiego wiosną wiosną 1919 roku aż z sześciu roczników poborowych,  urodzonych w latach 1896-1901, w szeregi armii wniknęła liczna grupa agentów KPRP.
     
     
              „Pełniąc służbę wojskową utrzymywaliśmy w dalszym ciągu łączność z towarzyszami w cywilu. – wspominał jeden z rekrutów -  Chodziliśmy na zebrania i przynosiliśmy do koszar bibułę (ulotki), którą masowo rozrzucaliśmy po schodach i korytarzach. Ulotki te czytane były przez żołnierzy, którzy coraz bardziej solidaryzowali się z ich treścią”.
     
     
               Pewne sukcesy komuniści odnieśli także w formacjach dowodzonych przez gen. Józefa Hallera. Wynikało to z tego, iż  przyszli halerczycy już w obozach jenieckich, a następnie w szeregach „Błękitnej Armii" zetknęli się z radykalną propagandą zachodnioeuropejskiej lewicy. Ci nieliczni spośród halerczyków, którzy demonstrowali tego typu postawy, w sposób naturalny już latem 1919 roku weszli w krąg współpracowników „Wojskówki”.
     
     
               „Żołnierze armii gen. Hallera z oddziału stacjonującego w Zagłębiu solidaryzowali się ze strajkującymi górnikami 26 lipca 1919 r. – napisano w analizie II Oddziału -  W ogóle postawa żołnierzy gen. Hallera pozwala mniemać, iż nie będą oni sprzeciwiali się jakiejkolwiek akcji ze strony robotników, co w razie jakichkolwiek zaburzeń będzie stanowiło poważne niebezpieczeństwo już nie tylko dla Zagłębia, lecz dla całego kraju”.
     
     
               Według raportów Sekcji Politycznej Departamentu II MSW w Kowlu przy ulicy Targowej 4 istniał lokal konspiracyjny, w którym odbywały się partyjne narady z udziałem żołnierzy z oddziałów grupy wojsk gen. Edwarda Rydza-Śmigłego i miejscowych kolejarzy. „Rej wodzą [tam] żołnierze halerczycy, którzy twierdzą, że nie przybyli walczyć za burżujów, a przyjechali dopomagać robotnikowi polskiemu. Agitują przeciw subordynacji w wojsku, oddawaniu honorów itp., twierdzą, że niedługo to się wszystko zmieni, bo naród tego dłużej cierpieć nie może”.
     
     
              O groźnym dla Wojska Polskiego stopniu spenetrowania jego struktur przez „Wojskówkę" świadczyły przypadki pozyskiwania do współpracy oficerów. W garnizonie warszawskim poprzez sympatyzujących z KPRP oficerów uzyskano dostęp do placówek szkolnictwa wojskowego. Jednym z głównych organizatorów akcji indoktrynacyjnej w tych kręgach był niegdysiejszy członek PPS-FR  chor. Stefan Weychert. Wykorzystując swe powiązania towarzysko-środowiskowe z ludźmi z kręgów piłsudczykowskich zdołał uzyskać „dojście” do przedstawicieli kadry i grupy elewów w jednej z podchorążówek. W raporcie Biura Wywiadowczego MSW z lutego 1919 roku tak scharakteryzowano jego działalność: „Stefan Weychert (…) w dalszym ciągu zajmuje się agitacją komunistyczną, prowadząc bardzo energiczną agita cję wśród wojska. Weychert obecnie nawiązuje wciąż znajomości z oficerami i szeregowcami ze Szkoły Podchorążych. Należy on do najzręczniejszych działaczy”.
     
     
              Kierownictwu „Wojskówki” zleżało nie tylko na zintensyfikowaniu akcji indoktrynacyjnej , ale także na pozyskaniu informacji o charakterze wywiadowczym. Ponadto prawie każdy oficer, podoficer i szeregowy żołnierz oprócz indywidualnych „przydziałów" otrzymywał też wspólne dla wszystkich zalecenie ogólne  ,,(…) ażeby po wyćwiczeniu, w razie wysłania na front odmówić posłuszeństwa". W ten sposó zamierzano doprowadzić do rozkładu Wojska Polskiego w trakcie nadchodzących zmagań z Armią Czerwoną.
     
     
             Wedle ocen Biura Wywiadowczego MSW statystycznie najbardziej podatni na agitację komunistyczną byli żołnierze o rodowodzie żydowskim. Jednocześnie wśród poborowych wywodzących się ze społeczności żydowskiej dominowały postawy pacyfistyczne, związane z chęcią uniknięcia służby wojskowej mogącej narazić na utratę życia. Dość zabawną ilustracją tego typu postawy, była historia osiemnastoletniego Żyda z Grójca.  ,,(…) posterunkowy z 10-go komisariatu, Berdyński, zauważył na rogu ul. Brackiej i Alei Jerozolimskich jakąś kobietę, której ruchy wydały mu się podejrzane. Obserwując w dalszym ciągu tę kobietę, policjant zauważył, że ma świeżo ogolone wąsy. Gdy zainterpelowana nie mogła się wylegitymować, przezorny policjant doprowadził podejrzaną do komisariatu. Tam dopiero stwierdzono, że zatrzymaną osobą jest 18-letni B. Wassermann, poborowy, syn handlarza z Grójca. Oprócz woreczka damskiego ręcznego miał on paczkę, w której znaleziono maszynkę do golenia, ubranie, tj. chałat i obuwie. ( ... ) B. Wassermann w takim stroju, w jakim został aresztowany, odprowadzony zostanie do PKU w Grójcu”.
     
     
              Innym pośrednim forum polem  aktywności „Wojskówki” w kręgach żołnierskich były struktury utworzonego jeszcze przez SDKPiL jesienią 1918 roku Związku Byłych Wojskowych Polaków [ZBWP]. Reklamowany jako organizacja postępowa, ale niezwiązana z żadnym ugrupowaniem politycznym, miał za zadanie skupić jak największą rzeszę mundurowych z armii byłych państw zaborczych i zdemobilizowanych formacji korpusowych.  Powiększaniu szeregów członkowskich miała służyć ostentacyjnie wprost manifestowana troska o zabezpiecze nie potrzeb egzystencjalnych byłych żołnierzy. Środki na prowadzenie działalności charytatywnej zapewniała Moskwa.
     
     
               Zjazd Delegatów ZBWP w lipcu 1919 roku w przyjętych uchwałach wyraził wsparcie dla  bolszewickiej rewolucji i wezwał Polaków do pójścia w jej ślady. Zaniepokojone polskie służby przystąpiły do rozprawy ze związkiem, aresztując we wrześniu 1919 roku członków zarządu, a następnie koordynatorów dzielnicowych w Warszawie i ich odpowiedników w ważniejszych ośrodkach ruchu na prowincji. Sprawne przeprowadzenie tej akcji było możliwe dzięki szczegółowemu rozpracowaniu operacyjnemu kręgów kierowniczych związku przez Oddział II SGWP. Oddelegowani do prowadzenia tej sprawy oficerowie zdołali za pośrednictwem pozyskanych do współpracy związkowców i ulokowanych przez siebie informatorów na tyle zinfiltrować organizację, że możliwe było zatrzymanie i osadzenie w Cytadeli Warszawskiej niemal wszystkich oddelegowanych przez KPRP przywódców związku.
     
     

    CDN.
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Komunistyczni agitatorzy dążyli do wywołania zamętu w szeregach odrodzonego Wojska Polskiego.
     
     
               Wraz z rozbudową Wojska Polskiego coraz więcej żołnierzy nie miało związku z  formacjami legionowymi czy korpusowymi ani ugrupowaniami paramilitarnymi tworzonymi pod auspicjami narodowych demokratów czy piłsudczyków.
     
     
               W pierwszej kolejności komuniści kierowali swój przekaz do tych „nowych” żołnierzy, nawołując ich do tworzenia rad żołnierskich. Udało im się pozyskać kilku żołnierzy w stacjonującym w Zamościu 35 Pułku Piechoty. Ten sukces zachęcił KPRP do podjęcia próby wywołania ich zbrojnego wystąpienia przeciwko lokalnym władzom państwowym i samorządowym.
     
     
               28 grudnia 1918 roku zrewoltowanych żołnierzy pod dowództwem kpr. Grabczaka wyprowadzono z koszar. Uzbrojeni i z przypiętymi do płaszczy czerwonymi kokardami,  pomaszerowali pod ratusz .
     
     
                Tak rozpoczynało się największe wywołane przez KPRP wystąpienie rewolucyjne z udziałem żołnierzy Wojska Polskiego. Wbrew oczekiwaniom w piętnastotysięcznym Zamościu odzew społeczny na podjęte działania był więcej niż skromny. Do zrewoltowanych żołnierzy przyłączyło się zaledwie kilkudziesięciu cywili. Powołana Czerwona Gwardia była jednak zbyt słaba by przejąć kontrolę nad miastem. Nie udało się zdobyć magazynu broni i amunicji, a jedynym początkowym sukcesem było zajęcie więzienia, z którego uwolniono kilku komunistycznych agitatorów.
     
     
               W kolejnych godzinach rebelii udało się aresztować komendanta miasta mjr. Stanisława Zosika-Tessaro oraz  rozbić miejscowy oddział żandarmerii. Utworzono także Komitet Rewolucyjny i Radę Robotniczo-Żołnierską.
     
     
              Zaalarmowane Dowództwo Okręgu Generalnego Lublin wysłało do Zamościa dodatkowe oddziały pod dowództwem mjr. Leopolda Lisa-Kuli, które rozbiły oddziały Czerwonej Gwardii i przystąpiły do pacyfikacji miasta. Do 3 stycznia 1919 roku rozstrzelano 20 żołnierzy i aresztowano 312  aktywnych uczestników rebelii. W grupie aresztowanych cywili dominowali przedstawiciele lokalnej społeczności żydowskiej, głównie członkowie Bundu.
     
     
               Klęska próby wywołania rewolucji w izolowanym ośrodku miejskim uświadomiła kierownictwu KPRP że posługując się zrewoltowanymi żołnierzami, a nie posiadając szerszego poparcia społecznego, nie było szansy na przejęcie władzy w Polsce.
     
     
               Polskie władze wyciągnęły wnioski z tej rebelii intensyfikując działania skierowane przeciwko komunistom. „Nie należy lekceważyć propagandy, - napisano w analizie II Oddziału Sztabu Generalnego - jaką szerzą komuniści wśród wojska i Milicji Ludowej, na co nie szczędzą pieniędzy i sił ludzkich. Biuro Wywiadowcze MSW nadmienia, że jedynie internowanie wszystkich przywódców komunistycznych oraz zamknięcie „Sztandaru Socjalizmu” może zapobiec do pewnego stopnia katastrofie. (…) należy obawiać się wybuchu rewolucji, która ma wielkie szanse powodzenia”.
     
     
               Duże znaczenie komunistyczni agenci przykładali także do dezorganizacji podległej PPS Milicji Ludowej . Działania komunistów doprowadziły do pogłębienie stopnia radykalizacji w szeregach bojowców. Skutkowało to wzmocnieniem wśród nich nastrojów przeciwnych tworzącemu się Wojsku Polskiemu. „Często dochodziło – napisał Artur Leinwand -  do starć między Milicją a będącą pod wpływem endecji Strażą Bezpieczeństwa Publicznego i wojskiem, wobec których milicjanci zajmowali aktywne, a niekiedy wręcz agresywne stanowisko, rozbrajając żołnierzy i członków straży”.
     
     
               Dalsze tolerowanie tego stanu rzeczy przez polskie władze doprowadzić mogło do wybuchu konfliktu wewnętrznego. Przeciwdziałając temu niebezpieczeństwu, rząd Jędrzeja Moraczewskiego, działając w porozumieniu z Naczelnikiem Państwa, zdecydował w grudniu 1918 roku o faktycznej pacyfikacji wszystkich ochotniczych oddziałów utworzonych przez partie polityczne i samorządy.  Szczególnie zdecydowane kroki podjęto w kierunku „neutralizacji elementów bolszewickich” w strukturach Milicji Ludowej. Milicja Ludowa została upaństwowiona, a jej członkowie poddani procesowi weryfikację. Organem powołującym komendanta Państwowej Milicji Ludowej stawał się Naczelnik Państwa
     
     
               Weryfikacja nie ujawniła wszystkich „dotkniętych gorączką rewolucyjną” bojowców, stąd też niektórzy z nich trafili potem do Wojska Polskiego.
     
     
               W raporcie Biura Wywiadowczego MSW z 29 stycznia 1919 roku zwracano uwagę, że  „komuniści robią obecnie szalone wysiłki w celu rozszerzenia agitacji w wojsku. W kierowniczych kołach komunistów obmyślane są najskuteczniejsze środki, aby doprowadzić do wrzenia wśród wojska. W ostatnich czasach wyprawiono na front galicyjski dwudziestu najzdolniejszych agitatorów - Polaków zaopatrzonych w duże sumy pieniędzy, którzy mają tam zorganizować ośrodek agitacyjny. Ulotne broszury i proklamacje, wobec trudności transportu, mają być drukowane w jakimś małym miasteczku w pobliżu frontu. Poza tym specjalnie zaufanym towarzyszom polecono zapisywać się do różnych oddziałów wojsk w charakterze rzemieślników w warsztatach wojskowych”.
     
     
               Problem komunistycznej agitacji w wojsku był dostrzegany przez organa bezpieczeństwa państwa, ale przez ówczesną prasę, która opisywała przypadku konfliktów w jednostkach WP, do których dochodziło w wyniku agitacji aktywistów KPRP. Powszechnie domagano się: „Niech strajkują, niech wiecują, niech robią, co im się podoba, ale wara od agitacji w wojsku”.
     
     
               W odpowiedzi komunistyczna prasa podkreślała: „ (…) Nasza propaganda poszybuje ponad wszelkie mury i trafi do serca żołnierskiego . Nie wyzujecie nas z prawa do propagandy rewolucyjnej (…) bo to prawo proletariat sam sobie bierze. Nikt nie może odebrać nam prawa do rewolucji”.
     
     
               Komunistyczne działania obliczone na osłabienie morale „wroga klasowego” miały pogłębić społeczny defetyzm, wzmocnić wrażenie nieuchronności wybuchu rewolucji nad Wisłą, a więc finalnie doprowadzić do takiego rozkładu struktur i instytucji dopiero co odrodzonego państwa, aby Armia Czerwona z marszu mogła opanować Polskę i niezwłocznie wyruszyć na pomoc niemieckim towarzyszom.
     
     
               Jednocześnie komunistyczna propaganda przekonywała, iż „nie wojny nam trzeba, która przynosi nam głód, nędzę, cmentarze i poniewierkę, lecz chleba i wolności. Trzeba obalić panów, wydrzeć im fabryki, ziemię i władzę. Nie wojny trzeba z sąsiadami, lecz solidarności międzynarodowej, by wspólnymi siłami obalić despotów i kapitalistów, którzy jednakowi są w każdym kraju”.
     
     
               Wzmożona czujność Biura Wywiadowczego MSW oraz powołanych do zabezpieczenia przed zewnętrzną infiltracją Wojska Polskiego komórek sztabowych zmusiła agentów KPRP do szukania sposobów zabezpieczenia się przed aresztowaniem. Jednym z nich było wyręczanie się dziećmi przy prowadzeniu akcji ulotkowych. Sądzono bowiem, że siły porządkowe z racji wieku małoletnich i ewentualnych reakcji społecznych nie będą skłonne ich zatrzymywać, obawiając się publicznego napiętnowania.
     
     
               Poza dziećmi komuniści do agitacji wśród żołnierzy angażowano także partyjne towarzyszki. Jedną z nich była Maria Maciejowska, która wcześniej indoktrynowała żołnierzy armii rosyjskiej oraz polskich żołnierzy I Korpusu Polskiego.
     
     
               W przypadku zatrzymania agitatorów jego towarzysze prowokowali w ich obronie wywoływali demonstracje zrewoltowanych robotników. Nagminne były sytuacje, kiedy przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości lub policji z obawy przed wybuchem zamieszek na większą skalę decydowali się spełnić żądanie tłumu i zwolnić zatrzymanego lub sądzonego agitatora.
     
     
               I tak np. zatrzymany w Kutnie za prowadzenie agitacji wśród żołnierzy aktywista partyjny o nazwisku Warda, jeszcze zanim sędzia śledczy zdołał postawić mu zarzuty, doczekał się „odsieczy” ze strony robotników folwarcznych z pobliskich majątków. Pomimo interwencji oddziału wojska, fornale wymogli zwolnienie aresztowanego. Ochraniany przez swych „obrońców” bez przeszkód mógł opuścić Kutno i przeniósłszy się w inne okolice, gdzie prawdopodobnie kontynuował „robotę polityczną”.
     
     
               Pomimo stosowania takich wybiegów szeregi rekrutujących się z krajowych komórek partii agitatorów systematycznie topniały. Zaalarmowani towarzysze z Rosji zmuszeni zostali do wysłania uzupełnień.
     
     
    CDN.
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Po doprowadzeniu do likwidacji polskich oddziałów w Rosji, działacze SDKPiL oraz PPS-Lewicy przystąpili do tworzenia własnych bolszewickich oddziałów.
     
     
           Na ich wniosek  rozkazem Moskiewskiego Okręgowego Komisariatu do spraw Wojskowych z 3 sierpnia 1918 roku zapoczątkowano proces tworzenia Zachodniej Dywizji Strzelców. Mieli do niej trafiać poborowi urodzeni na terytorium Kongresówki i guberni północno-zachodnich dawnego cesarstwa.
     
     
           Natomiast rozkazem Rewolucyjnej Rady Wojskowej z 21 października wyłączono od poboru żołnierzy z jednostek frontowych Armii Czerwonej, którzy wyrazili wolę przeniesienia się do ww. polskiej dywizji rewolucyjne.


           Organizacją nowej jednostki początkowo powierzono dotychczasowemu dowódcy Warszawskiego Pułku Rewolucyjnego Stefanowi Żbikowskiemu, którego jednak już 3 września przesunięto na stanowisko drugiego komisarza wojskowego dywizji. Pierwszym mianowano Stanisława Bobińskiego. Trzecim politrukiem został Stanisław Budzyński. We wrześniu 1918 roku stanowisko dowódcy objął chor. Włodzimierz Jerszow.
     
     
               Jednostkę formowano w Moskwie, Tambowie oraz Witebsku, gdzie powstawały poszczególne oddziały dywizji - 1 Warszawski Pułk Strzelców, 2 Siedlecki Pułku Strze1ców, 3 Lubelski Pułk Strzelców, 5 Wileński Puł Strzelców, Warszawski Pułk Huzarów, Mazowiecki Pułk Ułanów, 1 Dywizjon Artylerii Lekkiej oraz 4 Warszawski Pułk Rezerwowy.
     

               Pomimo formalnego wsparcia bolszewickiej Rewolucyjnej Rady Wojennej ujawnił się szybko konflikt pomiędzy ambitnymi planami działaczy SDKPiL a wynikającymi z potrzeb chwili działaniami dowództwa Armii Czerwonej.  Przekonał się o tym kpt. Piotr Borewicz dowodzący kawaleryjskim 4 Polskim Pułkiem Rewolucyjnym. Jego starania, by wydzielić tę formację ze składu 24 Symbirskiej Dywizji Strzeleckiej i włączyć do polskiej dywizji, napotkały na zdecydowany opór bolszewickich sfer wojskowych.
     
     
               Rezerwa bolszewików wobec tworzenia polskich jednostek rewolucyjnych mogła także wynikać z obaw o szczerość zapewnień ich żołnierzy o wierności siłom rewolucji. Nasiliło się to po powstaniu państwa polskiego.
     
     
               Z drugiej strony żołnierze niektórych jednostek domagali się przerzucenia na zachodni odcinek frontu.  Tak np. było w I Brygadzie. W odpowiedzi bolszewicy aresztowani szereg żołnierzy oraz dowódcę brygady por. Romana Lągwę i komisarza politycznego Jaśkiewicza. Obu pierwotnie zamierzano postawić przed Trybunałem. Przed dalszymi sankcjami uratowała ich interwencja polskich współtowarzyszy posiadających silną pozycję w organach centralnych podległych RKL.
     
     
               Te działania doprowadziły do fermentu w polskich jednostkach oraz osłabienia lub wręcz zaniku lojalności w stosunku do bolszewików i ich esdekapeielowskich sojuszników.
     

               Sytuacja wokół Zachodniej Dywizji Strzelców stała się impulsem do intensyfikacji działań zmierzających do zjednoczenia SDKPiL i PPS-Lewicy. Z racji na zażyłość z wieloma przywódcami bolszewickimi ton tym działaniom działacze SDKPiL.
     
     
               Po warszawskim zjeździe zjednoczeniowym i utworzeniu 16 grudnia 1918 roku Komunistycznej Partii Robotniczej Polski przystąpiono do scalania struktur obu ugrupowań w Rosji bolszewickiej. Działacze SDKPiL potraktowali swych nowych współtowarzyszy w sposób instrumentalny. Nie zadbano nawet o zachowanie pozorów równorzędności ich statusu. Zrezygnowano m.in. ze zwoływania konferencji zjednoczeniowej i nie dokonano wyboru kierownictwa rosyjskiego odłamu KPRP.
     
     
               Mając w planach eksport rewolucji do centralnej i zachodniej Europy, prędzej czy później Armia Czerwona musiała zmierzyć się siłami Wojska Polskiego.
     
     
                Należało więc odpowiednio wcześnie doprowadzić siły zbrojne Rzeczypospolitej do dezintegracji, a jeśli okazałoby się to możliwe, wręcz do ich zrewolucjonizowania. Realizacja tych zamierzeń wiązała się z koniecznością dotarcia do szeregów żołnierskich i ich bezpośredniej indoktrynacji. Zadanie to bolszewicy powierzyli działaczom KPRP.
     
     
               Okolicznością sprzyjającą realizacji tych zamierzeń była systematycznie postępująca po 11 listopada 1918 roku ewakuacja wojsk niemieckich z okupowanych obszarów litewsko-białoruskich i ukraińskich.
     
     
               Polskojęzyczni komuniści przenieśli swoją siedzibę z Moskwy do Mińska, a po opanowaniu na początku stycznia 1919 roku przez Armię Czerwoną Wilna, do tego miasta.
     
     
               Po utworzeniu Komunistycznej Partii Litwy i Białorusi do jej ścisłego kierownictwa weszła grupa polskich komunistów, a  dotychczasowy organ prasowy KPRP "Młot" stał się równocześnie oficjalnym pismem codziennym KPLiB(b).
     
     
               Zaangażowanie się tak licznej grupy działaczy KPRP w tworzenie i kierowanie strukturami rządowymi i partyjnymi Litewsko-Białoruskiej SRR było swoistą „próby generalnej” przed planowanym przejęciem władzy w odrodzonej Polsce. Dodatkowo, ze względu na duży odsetek Polaków zamieszkujących tereny republiki, uzyskano możliwość przetestowania reakcji Polaków na indoktrynację rewolucyjną.
     
     
               Ofensywa Wojska Polskiego i ostateczne opanowanie 22 kwietnia 1919 r. Wilna zmusiło polskich komisarzy ludowych i ich współtowarzyszy z KPLiB(b) do ponownego przeniesienia się do Mińska, a w maju 1919 roku aż do Bobrujska.
     
     
               Wskutek tego cały ciężar indoktrynacji polskich żołnierzy spadł na barki komunistów przebywających w Polsce.
     
     
             Już w listopadzie Zarząd Główny SDKPiL oraz CKR PPS - Lewicy skierowały wspólną odezwę do poborowych w której nawoływano: „Żołnierze, którzy nie chcecie stać się katami ludu, którzy pomóc mu chcecie w zrzuceniu jarzma wyzysku! W każdych koszarach, w każdej kompanii wybierajcie delegatów żołnierskich. Rady Delegatów Robotniczych, Chłopskich i Żołnierskich połączą się w jedną wielką siłę, która wyzwoli Polskę pracującą z wyzysku i nędzy i połączy ją z innymi krajami wyzwolonymi w jedną rodzinę zbratanych i wolnych ludów. Wybierajcie takich delegatów, którzy dążyć będą do objęcia całej władzy politycznej przez Rady Delegatów Robotniczych, Chłopskich i Żołnierskich, do wprowadzenia rządów robotniczych - dyktatury proletariatu”.
     
     
            To wezwanie spotykało się przeważnie z obojętnością zdecydowanej większości poborowych, dla których idea niepodległościowa po 123 latach niewoli rozbiorowej zdecydowanie silniej przemawiała niż koncepcje internacjonalistyczne, których poparcie nieuchronnie prowadziło do utraty polskiej państwowości.
     
     
            Czujność polskiej kadry oficerskiej, wysokie morale szeregowców o legionowym i peowiackim rodowodzie sprawiło, iż  efekty propagandy komunistycznej w WP było bardzo ograniczone.
     
     
             Wielu komunistycznych agitatorów zostało aresztowanych. W jednej z rezolucji KPRP żalono się, że „władze wojskowo-policyjne bezkarnie aresztują działaczy rewolucyjnych i znęcają się nad nimi w katowniach ochronniczych (…) zbrojne żołdactwo nie waha się rozpędzać siłą i zakazywać wieców robotniczych (…) ruch robotniczy na prowincji i na wsi bywa nieraz krwawo tłumiony za pomocą zbójeckich wypraw karnych. W ten sposób wbrew socjalistycznym i demokratycznym frazesom tzw. rządu ludowego, podwładne mu instytucje państwowe pozostają narzędziami kontrrewolucji kapitalistycznej przeciw walczącemu o wolność proletariatowi”.
     
     
     
    CDN.
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Samego gen. Józefa Dowbor- Muśnickiego wyjęto spod prawa, a oficerów i żołnierzy wezwano do złożenia broni.
     
     
               W celu dezintegracji oddziałów korpusowych bolszewicy ogłosili, iż te jednostki korpusowe, które poddadzą się „demokratyzacji” nie tylko nie zostaną rozbrojone, ale dodatkowo uzyskają gwarancję skoszarowania w dobrych  warunkach lokalowych i zagwarantuje im się regularne zaopatrzenie w żywność. Równocześnie zapewniano polskich żołnierzy, iż po złożeniu broni nic im nie grozi. Natomiast polskim oficerom ujętym z bronią w ręku grożono aresztowaniem i postawieniem przed Trybunałem Rewolucyjnym.
     
     
               Bolszewicy zamierzali w ten sposób doprowadzić do rozdźwięków pomiędzy kadrą oficerską oraz żołnierzami, a także wzmocnienia tendencji pacyfistycznych. Wszystko to miało wywołać na tyle silny konflikt wewnętrzny, by ułatwić komisarzom ludowym unicestwienie I Korpusu Polskiego.
     
     
               Przeprowadzono w tym czasie demobilizacja armii rosyjskiej sprawiła, iż  bolszewicy nie dysponowali odpowiednimi siłami, aby doprowadzić w wymiarze militarnym do likwidacji formacji korpusowych. Stefan Heltman stwierdził wprost: „Armii nie było. Władza sowiecka w istocie była prawie bezbronna. Dowbor zaś zagrażał takim dwóm punktom, jak Mohylew - kwatera głównodowodzącego i Mińsk, gdzie mieściło się dowództwo Frontu Zachodniego i rząd zachodniego okręgu”.
     
     
               W tych warunkach I Korpus Polski zdołał osiągnąć kilka znaczących sukcesów. Wykorzystując moment zaskoczenia, zdołano opanować miasto i twierdzę Bobrujsk, staczając również szereg drobniejszych pomyślnych potyczek. Z czasem jednak sytuacja zmieniła się i położenie jednostki stało się bardzo trudne.
     
     
               Próby mediacji podjęte w lutym 1918 roku przez komunistów polskich zakończyły się fiaskiem – gen. Dowbor-Muśnicki nie tylko nie zgodził się na podporządkowanie się władzom bolszewickim, ale także sprzeciwił się prowadzeniu swobodnej agitacji wśród żołnierzy.
     
     
               W tych warunkach rozmowy z bolszewikami podjął Jerzy Zdziechowski, członek Rady Polskiej Zjednoczenia Międzypartyjnego.  Bolszewicy wyrazili gotowość zapewnienia korpusowi na obszarze Białorusi dalszego swobodnego pobytu, pod warunkiem uczestnictwa w działaniach przeciwko Niemcom oraz dymisji dowódcy.
     
     
               Gen. Dowbor-Muśnicki odniósł się lekceważąco do misji mediacyjnej Zdziechowskiego, który zorganizował w Bobrujsku poufną naradę, w   której uczestniczyli czołowi organizatorzy polskiego wojska w Rosji, mianowicie: chor. Władysław Raczkiewicz, ppor. Henryk Bagiński, płk Andrzej Tupalski, płk Edward Malewicz, płk Lucjan Żeligowski, Kazimierz Załuska, por. Lechnicki i rtm. Żółkiewski.
     
     
              Zgodnie z ustaleniami narady Raczkiewicz, szef Rady Naczelnej Polskiej Siły Zbrojnej, miał zażądać od Dowbora złożenia dymisji. Jednak  w rozmowie z generałem sprawę jego ustąpienia przedstawił nie jako kategoryczne żądanie, lecz swego rodzaju sugestię, którą generał zbagatelizował.  Pewność siebie Dowbora wynikała z tego, iż zdecydował się na  współdziałanie z armią niemiecką, z pomocą której zamierzał utrzymać dalszą egzystencję korpusu.
     
     
               Wobec zdecydowanej postawy dowództwa korpusu i mniejszej, niż oczekiwano, skali dezercji służących w nim żołnierzy bolszewicy musieli zadowolić się unicestwieniem tej formacji jedynie w wymiarze formalno-prawnym. Na mocy rozkazu dowódcy Frontu Zachodniego gen. Aleksandra Miasnikowa z 2 lutego 1918 roku I Korpus Polski został rozwiązany.
     
     
               Równocześnie polskojęzyczni sojusznicy bolszewików – Stanisław Berson, który stał na czele Komisariatu do spraw Narodowościowych Zachodniego Okręgu i Frontu, oraz Stefan Heltman kierującym Komisariatem do spraw Polskich Zachodniego Okręgu i Frontu – w odezwie do żołnierzy korpusu opluli jego dowódcę, pisząc: Pachołek i siepacz Mikołaja II, carski policjant Dowbor-Muśnicki, za przykładem zdrajcy Korniłowa ( ... ) stanął otwarcie po stronie kontrrewolucji i dnia 12 stycznia zawiadomił telegraficznie głównodowodzącego armii zachodniego frontu, iż uważa, że Korpus Polski znajduje się z ludem rosyjskim w stanie wojny. I nie byłoby w tym fakcie buntu spodlałego najmity carskiego nic nie oczekiwanego, gdyż wiedzieliśmy o czynionych przez niego w tym celu krokach, gdyby nie to, że rosyjski generał pozwala sobie przemawiać w imieniu żołnierzy Polaków. Zdrajca narodu polskiego, który poszedł na służbę do krwawego cara i za judaszowe srebrniki rozstrzeliwał na czele Kozaków polskich robotników, dziś przekupiony przez wrogów ludu chce Was użyć za narzędzie do mordowania Waszych rosyjskich braci. Ale lud rosyjski wierzy, że Wy za nim nie pójdziecie.(...).  Pamiętajcie, że tylko zwycięstwo rewolucji może wyzwolić Was z tych kajdan, w które Wy w Korpusie Polskim jeszcze jesteście skuci”.
     
     
               Z kolei na mityngu politycznym w Mińsku Stefan Cieśliński określił Korpus mianem  „czarnosecińców i prowokatorów”, a oceniając motywacje polskich żołnierzy, którzy zasilili jego szeregi, uznał, że zaciągnęli się do tej formacji „tylko dlatego, żeby uchronić się od służby w okopach i mieć ładne mundury, buty i żywność”. Wkrótce ten polski zdrajca zasilił szeregi  Armii Czerwonej.
     
     
               Niestety z czasem kampania prodemobilizacyjna prowadzona wśród żołnierzy I Korpusu przyniosła rezultaty, a kilkuset żołnierzy jednostki zgłosiło się do bolszewickich punktów demobilizacyjnych. U części z nich pod wpływem indoktrynacji odwołującej się do idei internacjonalistycznych zanikło niemal całkowicie poczucie patriotyzmu, honoru i wierności złożonej przysiędze.
     
     
               W obliczu groźby postępującej bolszewickiej indoktrynacji swych żołnierzy gen. Dowbor-Muśnicki zdecydował się na współdziałanie ze stroną niemiecką. Stwarzało to cień szansy na uratowanie korpusu i jego powrót do kraju jako zwartej formacji.
     
     
               Ostatecznie decyzja ta doprowadziła do rozbrojenia Korpusu, demobilizacji, a następnie reewakuacji dowborczyków do kraju. W ocenie Generała było mniej brzemiennym w skutki rozwiązaniem niż zgoda na „demokratyzację” Korpusu.
     
     
               Tak więc rękami Niemców polskojęzycznym sojusznikom bolszewików udało się wreszcie doprowadzić do  unicestwienia polskich formacji wschodnich.

     
    Wybrana literatura:
     
     
    A. Miodowski – Polityka wojskowa radykalnej lewicy 1917-1921
     
    J. Dowbor-Muśnicki – Moje wspomnienia
     
    H. Bagiński – Wojsko Polskie na Wschodzie 1914-1920
     
    M. Wrzosek – Polskie korpusy wojskowe w Rosji 1917-1918
     
    Materiały archiwalne do historii stosunków polsko-radzieckich, red. N. Gąsiorowska, t. I: marzec 1 91 7 – listopad 1918  
     
     
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Po przejęciu władzy bolszewicy przystąpili do podporządkowania polskich organizacji wojskowych.
     
     
               Poczynania dezintegracyjne w polskich kręgach wojskowych w Rosji prowadziła probolszewicka prasa SDKPiL z „Trybuną” na czele.  Do najbliższych współpracowników redakcji kierowanej przez Juliana Leszczyńskiego należeli m.in. : Stanisław Bobiński, Kazimierz Cichowski, Zbigniew Fabierkiewicz, Jakub Fenigstein, Andrzej Radziszewski, Mieczysław Warszawski-Broński i pełniący funkcję sekretarza redakcji Józef Unszlicht.
     
     
               W typowym dla jej publicystyki artykule Stanisław Bobiński przestrzegał, iż w Rosji pragną żołnierzy Polaków „( ... ) poprowadzić do boju z hołotą rewolucyjną generałowie endeccy ( . . . ) tam zaś w kraju do stworzenia armii z armatami Kruppa i karabinami użyczonymi przez Austrię dąży [Tymczasowa] Rada Stanu ( ... ). Bagnety chłopa i robotnika z rodzinnych koszar miałyby za zadanie walczyć z anarchią na wypadek rewolucji polskiej ( . . . ). Nowa ofensywa polsko-rosyjska o wydarcie ziem polskich z rąk niemieckich od byłaby się kosztem zdruzgotania kraju do szczętu ( . . . ). Rewolucyjni socjaldemokraci w miejsce hasła silnej armii wysuwają [zatem] postulat powszechnego uzbrojenia ludu”.
     
     
               Z kolei Julian Leszczyński pisał, iż  "Imperializm współczesny zamieniając Polskę w cmentarne pobojowisko, pragnie z niej uczynić kolonię z pozorami niezawisłości ( . . . ). Armia polska pod skrzydłami opiekuńczymi Beselera i Guczkowa będzie orężem w rękach silniejszego imperializmu, który pragnie wesprzeć rodzący się imperializm Polski”.
     
     
               Analogiczne stanowisko prezentował organ PPS-Lewicy „Robotnik w Rosji”, którego redaktorem naczelnym Józef Ciągliński, a współpracowali z nim  m.in.: Daniel Budniak, Feliks Kon, Stanisław Królikowski, Paweł Lewinson i Władysław Matuszewski.
     
     
               Po bolszewickim zamachu pod wpływem skoordynowanych nacisków ze strony bolszewików i ich polskojęzycznych sojuszników przewagę w Komitetu Głównego  Związku Wojskowych Polaków Lewicy zyskiwać zaczęli zwolennicy nurtu radykalnego, co pchnęło tę centralę związkową w stronę ścisłego związku z Radą Komisarzy Ludowych.
     
     
               Zadanie nawiązania oficjalnego kontaktu z KG ZWPL powierzono Mieczysławowi Kozłowskiemu i Julianowi Leszczyńskiemu, członkom bolszewickiego Komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego.
     
     
               Wstępne rozmowy pomiędzy obiema stronami podjęte zostały już 9 listopada 1917 roku. Początkowo kierownictwo ZWPL podkreślało, że KG ZWPL nie był organizacją polityczną, lecz związkiem wojskowych ,,(…) kierującym się w pracach politycznych ogólną linią stronnictw socjalistycznych i demokratycznych, których przedstawiciele wchodzą w skład Komitetu Głównego".
     
     
               W tej sytuacji probolszewiccy działacze zdecydowali się podjąć walkę o bezpośrednie przejęcie władzy w organach kierowniczych na zbliżającym się II Zjeździe Lewicy Wojskowej. Gwarancją realizacji tych zamierzeń miała być metodycznie realizowana akcja indoktrynacyjna. W jej ramach organizowano wiece wojskowych Polaków, w trakcie których zachęcano do walki z wpływami „burżuazyjnymi” w ZWPL.
     
     
               W przyjętej na jednym z nich uchwale opowiadając za „pokojem demokratycznym”, wskazywano, że może on „(…)  być zdobyty tylko przez same ludy drogą międzynarodowej rewolucji (…) rewolucyjni żołnierze polscy w imię międzynarodowej solidarności rewolucyjnej, w imię polskich interesów ludowych postanawiają zająć miejsce w szeregach walczącego proletariatu i rewolucyjnego żołnierstwa rosyjskiego zgodnie z uchwałami II Zjazdu [Rad] Delegatów Robotniczych i Żołnierskich".
     
     
                W praktyce oznaczało to zachętę dla wojskowych Polaków do wstępowania w szeregi Czerwonej Gwardii. Tym bardziej, iż „polscy” bolszewicy zdecydowanie sprzeciwiali się planom demobilizacji wojskowych Polaków z armii rosyjskiej i zorganizowania ich powrotu do kraju.
     
     
               Podczas zorganizowanego w grudniu 1917 roku  II Zjazdu Lewicy Wojskowej Leszczyński podkreślając znaczenie przewrotu bolszewickiego dla sprawy polskiej nawoływał, by ,,(…) zanieść do pułków I Korpusu Polskiego rewolucyjną deklarację praw żołnierza i obywatela" . I równocześnie deklarował:  „Będziemy stać na straży porządku razem z towarzyszami Rosjanami, zaprowadzając ład rewolucyjny. (…) Nie damy używać żołnierzy Polaków za obszarniczych najmitów".
     
     
               Znaczna przewaga probolszewickich uczestników zjazdu sprawiła, iż we władzach Związku uwidoczniła się dominacja przedstawicieli SDKPiL, którzy dążyli likwidacji polskich jednostek na Rosji, indoktrynacji ich żołnierzy, tak by zasilili oni szeregi powstającej „armii rewolucyjnej”.
     
     
               O tym, że nie było to zadanie łatwe, aktywiści SDKPiL przekonali się na przykładzie jednostki, w której, jak sądzono, „demokratyzacja” osiągnęła swoją pełnię. Mowa oczywiście o Pułku Biełgorodzkim. Po zwycięskiej bitwie pod Tomarówką stoczonej w dniach 14-15 grudnia 1917 roku z oddziałami „białych” zmieniono nawet nazwę tej jednostki na 1 Polski Pułk Rewolucyjny. Tym większe było zaskoczenie bolszewików, gdy 24 grudnia 1917 roku biełgorodczycy odmówili wykonania rozkazu władz bolszewickich wymarszu w rejon Charkowa i podjęcia działań przeciwko formacjom ukraińskim. W ramach retorsji za tę niesubordynację w nocy z 29 na 30 grudnia 1917 roku jednostkę tę rozbrojono, mordując dowódcę pułku kpt. Mieczysława Jackiewicza i jego zastępcę por. Rokickiego.
     
     
              Tak drakońskie metody pacyfikacji skierowane przeciwko zrewolucjonizowanym przecież wojskowym przyniosły zupełnie nieoczekiwane negatywne skutki uboczne. Po pierwsze wychodźczym stronnikom komisarzy ludowych trudniej odtąd było prowadzić agitację wśród polskich mundurowych na rzecz „demokratyzacji” formacji wschodnich, gdyż przypadek biełgorodczyków wywołał kryzys zaufania do bolszewików. Po drugie, gdy wiosną 1918 roku podjęto na szerszą skalę działania zmierzające do stworzenia polskich formacji rewolucyjnych, okazało się, że „Z powodu wypadku z Pułkiem Biełgorodzkim do zapisywania się do Czerwonej Armii odnoszą się koledzy bardzo nieufnie”.
     
     
                W ramach walki z I Korpusem komisarz ludowy do spraw wojskowych, a zarazem głównodowodzący armią rewolucyjną  chor. Mikołaj Krylenko nakazał niezwłoczne przeprowadzenie wyborów do komitetów żołnierskich w oddziałach I Korpusu Polskiego, gdzie były one dotąd zakazane. W kolejnym rozkazie zgodę na tworzenie nowych i dalsze funkcjonowanie już istniejących formacji polskich obwarowano koniecznością wcześniejszego poddania ich procesowi „demokratyzacji”.
     
     
               Z kolei  Trocki, komisarz ludowy spraw zagranicznych, oświadczył, że "Póki trwa wojna, polskie jednostki wojskowe są częścią armii rosyjskiej. Naczelny dowódca z ramienia władz bolszewickich ma prawo żądać, by w oddziałach polskich obowiązywał ustrój wprowadzony w całej armii”.
     
     
               Natomiast na mocy dekretu 29 grudnia 1917 roku uznano, iż „cała pełnia władzy w każdej jednostce i związkach wojskowych należy do komitetów żołnierskich i rad".
     
     
              Naturalnym następstwem tych regulacji prawnych był z jednej strony nacisk na tworzenie na gruncie armii rosyjskiej etnicznych oddziałów rewolucyjnych, z drugiej strony zaś nakaz organizowania polskich kompanii i batalionów rewolucyjnych na gruncie istniejących oraz tworzonych formacji wschodnich. „Zdemokratyzowane” polskie jednostki wojskowe finalnie zamierzano zdemobilizować, a sprawdzona część „materiału ludzkiego” z tych jednostek zasilić miała szeregi nowej armii rewolucyjnej”.
     
     
               By umożliwić praktyczną realizację tego projektu rozwiązano komórkę Sztabu Generalnego zajmującą się zagadnieniem organizacji formacji polskich, potocznie nazywaną od nazwiska kierującego ją generała Komisją Osińskiego. Kolejnym krokiem miało powierzenie kontroli nad strukturami ruchu wojskowego i formacjami wschodnimi centralnym oraz lokalnym organom władzy bolszewickiej. Dopiero wtedy realna stałaby się możliwość narzucenia wszystkim oddziałom polskim komitetów żołnierskich, a tym samym przyśpieszenia bolszewizacji szerokich rzesz mundurowych Polaków.
     
     
               Na przełomie lat 1917/ 1918 dążenie do realizacji wszystkich tych zamierzeń oznaczało konieczność podjęcia w pierwszym rzędzie walki z I Korpusem Polskim.
     
     
               Bolszewicy już od schyłku 1917 roku konsekwentnie domagali się przeprowadzenia procesu „demokratyzacji”  tej formacji. Spełnienie tego żądania w praktyce oznaczało jej unicestwienie.
     
     
               Równolegle zintensyfikowano proces całkowitego rozkładu struktur Związku Wojskowych Polaków.  Dobrą ilustracją tego drugiego trendu był przypadek ZWP w Saratowie, gdzie po odsunięciu się od aktywnej działalności związkowej oficerów pozostawieni na krótko sami sobie szeregowi żołnierze ulegli wpływom bolszewickim agitatorów. W efekcie powstały warunki do zorganizowania z tak uformowanego „materiału ludzkiego” polskiej kompanii rewolucyjnej.
     
     
    CDN.
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Od początku polskojęzyczni sojusznicy bolszewików, wywodzący się z SDKPiL i PPS-Lewicy, dążyli do storpedowania inicjatywy utworzenia polskich oddziałów w Rosji.
     
     
           Po rewolucji lutowej środowiska polskie w Rosji podjęły inicjatywę zorganizowania polskiego wojska w Rosji.
     
     
            Ważną rolę odegrał w tym, utworzony w marcu 1917 roku, Związek Wojskowych Polaków. Na zjeździe delegatów  Moskiewskiego Okręgu Wojskowego ZWP w maju 1917 roku podjęto uchwałę, w której podkreślono, iż „,( ... ) wskazane jest natychmiastowe wydzielenie się żołnierstwa polskiego z garnizonów tyłowych i w miarę możliwości z armii czynnej w oddziały polskich korpusów".
     
     
             Przedstawiciele SDKPiL oraz PPS-Lewicy przedstawili się formowaniu polskiego, strasząc, że Rosjanie, przygotowując kolejną ofensywę, zapewne zechcą stworzyć spośród Polaków tzw. bataliony szturmowe, co skutkować gigantycznymi stratami wśród Polaków.
     
     
            W rzeczywistości przedstawiciele ww. partii, podzielali zdanie bolszewików, że tocząca się wojna posiada naturę „imperialistyczną”, a organizowanie polskich oddziałów byłoby „służeniem światowemu imperializmowi” .  Widzieli oni  w tej inicjatywie wyłącznie próbę izolacji wojskowych Polaków od wpływów rewolucji.
     
     
             Bolszewicy niemal nazajutrz po abdykacji Mikołaja II wszczęli działalność agitacyjną w jednostkach wojskowych. Lenin w „Odezwie do żołnierzy wszystkich krajów wojujących” podkreślił znaczenie pozyskania wpływów w kręgach żołnierskich dla powodzenia procesu przechwytywania instrumentów władzy państwowej.
     
     
            W celu koordynacji tej akcji  bolszewicy powołali specjalną strukturę organizacyjną działającą pod potoczną nazwą „Wojenka” . Kierownictwo tej agendy ulokowano przy KC SDPRR(b) i powierzono jej zadanie przeszczepienia na grunt wojskowy podstawowych komórek partyjnych. W efekcie pomiędzy kwietniem a sierpniem 1917 roku zdołano zorganizować około 45 tego typu struktur w formacjach wojskowych. Równolegle powołano do życia blisko 30 sekcji wojskowych przy komitetach rejonowych i miejskich partii socjaldemokratycznej. W ten sposób położono podwaliny pod bolszewicką organizację wojskową.
     
     
               Równocześnie bolszewicy dążyli do przeprowadzenia w jednostkach frontowych głosowania – za kontynuacją wojny pod kierownictwem Rządu Tymczasowego, czy też za jej zakończeniem. Wybór drugiej opcji wiązać się miał z przekazaniem pełni władzy Radzie Delegatów Robotnych i Żołnierskich.  
     
     
              Inicjatywa bolszewików wpisywała się też w ciąg działań mających na celu dezintegrację struktur rodzących się na gruncie armii rosyjskiej etnicznych związków wojskowych, takich np. jak ZWP. Nic dziwnego, iż  SDKPiL i PPS-Lewica natychmiast poparły tę propozycję, szczególnie, iż trwały przygotowania do zwołania Ogólnego Zjazdu Wojskowych Polaków.

     
               W ramach podjętych działań propagandowych aktywiści obu ugrupowań oprócz wystąpień  „w terenie” na masową skalę kolportowali pośród wojskowych Polaków przeróżne apele i odezwy. W jednej z nich, sygnowanej w czerwcu 1917 roku przez CKW PPS Lewicy, wskazywano, iż „tylko utrwalenie zdobyczy rewolucji, uderzenie w podstawy kapitalizmu i imperializmu przynieść może wolność narodową ludowi polskiemu i innym (...). Pokawałkowanie armii, wprowadzenie przegródek narodowych i religijnych, przeciwstawienie Polaka Rosjaninowi i Rosjaninowi Ukraińca jest to stworzenie pierwiastka niezgody, jest to (…) narażenie na szwank rewolucyjnej jedności mas żołnierskich (...) oddanych niepodzielnie w ręce kapelanów wojskowych, polskich oficerów i generałów”.
     
     
              W ślad za rosyjskimi bolszewikami z „Wojenki” również agitatorzy z PPS Lewicy, SDKPiL nawiązali kontakty z polskimi żołnierzami rozproszonymi w armii rosyjskiej, jak i już służącymi w Dywizji Strzelców Polskich. Głównym celem podjętych działań indoktrynacyjnych było zdyskredytowanie idei organizacji polskiego wojska w Rosji oraz bolszewizacja dywizyjnych struktur ZWP.
     
     
              Znikome efekty ich działań wpłynęły na zmianę frazeologii, zamiast głoszenia haseł rewolucyjnych, skoncentrowano się na hasłach antywojennych.
     
     
               W ramach przygotowań do obrad Ogólnego Zjazdu Wojskowych Polaków przedstawiciele obu radykalnie lewicowych partii podkreślali wprawdzie konieczność bezwzględnej walki z Niemcami, ale głosili jednocześnie, że „polskie masy pracujące”, w których imieniu, jak twierdzili, występowali, sprzeciwiają się formowaniu polskich jednostek wojskowych. Twierdzono przy tym, że powodem niechęci społeczeństwa była obawa przed przekształceniem tych korpusów w „narzędzie nacisku społecznego” .  W zamian proponowali podjęcie współpracy z „antywojennym i rewolucyjnym ruchem proletariatu i mas żołnierskich Rosji" .
     
     
               Julian Leszczyński potępiając rzekome plany  użycia już istniejących polskich formacji wschodnich do „obrony dóbr obszarników polskich na Ukrainie" przed napaściami miejscowych włościan, nawoływał do  związanie sprawy polskiej z „rewolucją międzynarodową”.
     
     
               Z kolei przemawiający z ramienia PPS-Lewicy Feliks Kon zwracał uwagę, iż  „w powodzi powitań apoteozujących wojnę oraz patriotyczno-wojowniczych przemówień zatopiona została całkowicie myśl o rewolucji, która pierwsza rzuciła hasło wolności, w szczególności wolności narodowej, rewolucja, która pierwsza w obliczu świata całego jasno i bez zastrzeżeń, nie nakładając na Polskę żadnych zobowiązań wobec Rosji, proklamowała niepodległość Polski”.
     
     
               Wobec braku szans na przeforsowanie własnych rozwiązań, przedstawiciele obu ww. partii zdecydowali się na opuszczenie zjazdu, oskarżając jego organizatorów o doprowadzenie do tego, że  „(…) zjazd przybrał charakter antydemokratyczny, antyspołeczny i reakcyjny (...). My socjaliści polscy i demokraci oświadczyliśmy, że z przedsięwzięciem tego rodzaju nic wspólnego nie mamy. Porzucając zjazd odwołujemy się do opinii publicznej, do ludu polskiego i wzywamy do protestu przeciw zakusom wstecznictwa i ciemnej grze politycznej" .

     
               Opuszczających zjazd dwunastu delegatów z frakcji radykalnej lewicy sala pożegnała okrzykami: „Hańba! Prowokatorzy! Agenci niemieccy! Leninowcy!”.
     
     
               Oba ugrupowania, zorientowawszy się, że ze względu na dominację na zjeździe nurtu liberalno-demokratycznego i propiłsudczykowskiego, nie mogąc wykorzystać go do propagowania własnych haseł politycznych , powołali własne byty - zwołali Pierwszy Zjazd Wojskowych Polaków Lewicy, na którym powołano  Komitet Główny Związków Wojskowych Polaków Lewicy, uznający  partię bolszewicką za  „naturalnego sprzymierzeńca sprawy polskiej”.
     
     
                Już 17 czerwca 1917 r. we współpracy z rosyjskimi bolszewikami zwołała w Piotrogrodzie, w cyrku Cinisellego, „ogólnomiejskie zgromadzenie robotników i żołnierzy", dla którego jako motto przyjęto następujące hasła - pytania: "Dlaczego socjaliści opuścili zjazd wojskowych Polaków? Czy potrzebna jest armia polska?”.
     
     
               Z jednej strony polscy sojusznicy bolszewików głosili, iż „ani jedna kropla krwi ludowej nie powinna być więcej przelana w tej wojnie. Wysiłkiem rewolucyjnym proletariatu wszystkich krajów należy jej położyć kres w imię walki o całkowite zdruzgotanie kajdan wyzysku i niewoli”, z drugiej zaś włączyli się w realizację bolszewickich projektów utworzenia „rewolucyjnych oddziałów wojskowych”.
     
     
               Przedstawiciele obu probolszewickich organizacji utworzyli także Polski Związek Robotniczy "Promień" oraz Polskie Rewolucyjne Kluby Żołnierskie.
     
     
               Koordynacją aktywności wszystkich tych struktur zajmować się miał powołany 25 czerwca 1917 roku Zarząd Centralny PRKŻ. Pod pozorem prowadzenia działalności kulturalno-oświatowej wśród żołnierzy, kierownictwo klubów zamierzało realizować wytyczne sformułowane przez bolszewików, przede wszystkim likwidację  „stałej armii burżuazyjnej”.
     
     
               Prowadząc akcję antywerbunkową przeciwko wstępowaniu do polskich jednostek, nie ograniczano się wyłącznie do indoktrynacji, ale do denucjacji.  I tak np.  działacze KG ZWPL i PRKŻ, wykorzystując psychozę strachu wywołaną po puczu gen. Ławra Korniłowa, wmówili Piotrogrodzkiej RDRiŻ,  iż współuczestnikami zamachu byli rzecznicy stworzenia polskiego wojska. Rada, dając wiarę tym oskarżeniom, nakazała swojemu organowi, tj. Komisji Prawno-Śledczej do Walki z Kontrrewolucją, podjęcie stosownych działań odwetowych. W nocy z 13 na 14 września 1917 roku przeprowadzono rewizję w stołecznym lokalu NPKW, rekwirując dokumenty oraz legalnie posiadaną przez NPKW broń, przekazaną wcześniej przez sztab Piotrogrodzkiego Okręgu Wojskowego. W powyższych działaniach u boku Rosjan uczestniczyło dwóch przedstawicieli PRKŻ.
     
     
              Oskarżenia o współudział NPKW w puczu ostatecznie nie potwierdziły się, co zresztą zostało stwierdzone w piśmie Centralnego Komitetu Wykonawczego Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich.
     
     
             W terenie niejednokrotnie sięgano po środki znacznie bardziej radykalne, tj. aresztowania. Przykładem był komitet żołnierski Pułku Biełgorodzkiego ideowo związany z KG ZWPL. Ww. komitet  polecił aresztować dowódcę pułku płk. Jakuba Bohusz-Szyszko oraz ośmioosobową grupę oficerów tworzących kierownictwo „Placówki” . Aresztowanym postawiono zarzut kontrrewolucyjności. Kiedy w obronie uwięzionych wystąpił gen. Józef Dowbor-Muśnicki, zwracając się w tej sprawie o pomoc do władz rosyjskich, KG ZWPL wziął biełgorodczyków w opiekę, stwierdzając na łamach swego organu prasowego "Sprawa Żołnierska", że ich działania zostały podjęte w ramach walki z „reakcją” polską.
     
     
    CDN.
    5
    5 (1)
  •  |  Written by sprzeciw21  |  0
    Jaki jest dochód prezesa KGS Marka Zagórskiego? Czy dorobił się na pracy w Krajowej Grupie Spożywczej? Jaki zgromadził majątek? Dlaczego zrezygnował z funkcji poselskiej na rzecz prezesowskiej? Na te pytania postanowiliśmy odpowiedzieć.

     

    Oświadczenia majątkowe prezesów spółek państwowych

    Odpowiadając na interpelację poselską, Ministerstwo Aktywów Państwowych odmówiło udzielenie informacji nt. wynagrodzeń prezesów spółek państwowych, w tym KGSu? https://zyciestolicy.com.pl/map-nie-ujawni-zmian-wynagrodzen-czy-umow-w-spolkach-panstwowych/

    Osoby zajmujące funkcje prezesów spółek skarbu państwa (powyżej 50% akcji lub udziałów) są na mocy ustawy obowiązane do złożenia oświadczenia o swoim stanie majątkowym. Oświadczenie o stanie majątkowym dotyczy majątku odrębnego oraz objętego małżeńską wspólnością majątkową. Skarb Państwa posiada w Krajowej Grupie Spożywczej ponad 80% akcji, a zatem prezes KGS jest zobowiązany do składania oświadczeń majątkowych - prezesowi rady ministrów. Jednakże w przeciwieństwie do oświadczenia majątkowego posłów nie jest ono publiczne. https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19971060679/U/D19970679Lj.pdf

    Ostatnie publiczne oświadczenie majątkowe Marka Zagórskiego

    Ostatnie publiczne oświadczenie majątkowe, Marek Zagórski złożył w 2022 roku (a zatem dotyczy roku 2021). Jak to jest możliwe skoro posłem był do marca 2023 roku? Otóż zgodnie z ustawą o mandacie posła i senatora:

    Oświadczenie o stanie majątkowym składa się w dwóch egzemplarzach odpowiednio Marszałkowi Sejmu albo Marszałkowi Senatu w następujących terminach:
    1) do dnia złożenia ślubowania, wraz z informacją o sposobie i terminach zaprzestania prowadzenia działalności gospodarczej z wykorzystaniem majątku Skarbu Państwa lub samorządu terytorialnego w związku z wyborem na posła albo
    senatora oraz z informacją o posiadaniu majątku Skarbu Państwa lub samorządu terytorialnego;
    2) do dnia 30 kwietnia każdego roku, według stanu na dzień 31 grudnia roku poprzedniego, dołączając kopię rocznego zeznania podatkowego (PIT);
    3) w terminie miesiąca od dnia zarządzenia nowych wyborów do Sejmu i Senatu

    Tym samym posłowie, którzy rezygnują w trakcie kadencji przed 30 kwietnia mogą nie składać oświadczenia majątkowego za rok poprzedni, i nie muszą składać oświadczenia wraz z zakończeniem kadencji jak inni posłowie.

    A zatem Marek Zagórski nie musiał złożyć oświadczenia za rok 2022. Zgodnie z jego ostatnim publicznym oświadczeniem, miał:

    zasoby pieniężne w wysokości 110 tys. zł, polisa na życie z Funduszem Kapitałowym 32 tys. zł i IZKE - 3 tys. zł;

    nieruchomości: dom 140 m2 z działką 213 m2 o wartości 1 mln zł oraz mieszkanie 33,3 m2 o wartości 300 tys. zł, działki o powierzchni 10000 m2 o wartości 150 tys. zł, działka 2 tys. m2 warte 100 tys. zł i działka 3 tys. m2 o wartości 150 tys. zł - wszystko we wspólnocie małżeńskiej (co ciekawe w ciągu roku pomiędzy 2 oświadczeniami majątkowymi wartość domu wzrosła o 10%, mieszkania o 30%, działek -  łącznie ze 110 tys. zł do 400 tys. zł czyli prawie czterokrotnie?)

    dochody: dieta parlamentarna 37494,54 zł, Europejski Fundusz Rozwoju Wsi Polskiej (w której był doradcą) 76242,47 zł, Wipasz 79157,14 zł (z tytułu doradztwa), Kancelaria Prezesa Rady Ministrów 131824,54 zł, przychód z najmu mieszkania 6600 zł,

    samochód SEAT Aseca rok produkcji 2019,

    zobowiązania pieniężne z tytułu kredytu hipotecznego 188671 CHF (do spłaty 87740 CHF do IV 2032), kredyt na zakup samochodu 118 tys zł (pozostało do spłaty do IX 2023 - 73 tys. zł)

    https://orka.sejm.gov.pl/osw9.nsf/0/DE0BC58E61D1597DC125883100532C06/%24File/OSW93_440.pdf

    Skoro Marek Zagórski pełnił funkcję w KPRM do czerwca 2021 roku, oznacza to że wynagrodzenie z tytułu EFRWP i Wipaszu uzyskał za III - IV kwartał. Innymi słowy rocznie mógłby z tego tytułu uzyskać co najmniej ok. 310 tys. złotych. Czy takie dochody uzyskał w roku 2022? A do tego dieta poselska, dochód z najmu mieszkania.

    Nie dokonał zgłoszenia w rejestrze korzyści?

    Oprócz oświadczenia majątkowego, poseł powinien zgłosić tzw. rejestr korzyści. Ostatnie zgłoszenie nosi datę 29.10.2019 r. (ujawnione przez Sejm 8.01.2020 roku - https://orka.sejm.gov.pl/rkor9.nsf/0/6548501EFA790F4DC12584EA004DF30A/%24File/RK9.440.01.pdf).

    Zgodnie z art.35a ustawą o mandacie posła i senatora:

    3. Do Rejestru należy zgłaszać informacje o:
    1) wszystkich stanowiskach i zajęciach wykonywanych zarówno w administracji publicznej, jak i w instytucjach prywatnych, z tytułu których pobiera się wynagrodzenie, oraz pracy zawodowej wykonywanej na własny rachunek;...

    6. Wszystkie zmiany danych objętych Rejestrem należy zgłosić nie później niż w ciągu 30 dni od dnia ich zaistnienia

    Po 2020 roku nie ujawniono żadnego zgłoszenia, tymczasem jak wynika z oświadczenia majątkowego w 2021 roku, w III-IV kwartale 2021, a prawdopodobnie także w 2022 roku pan poseł Marek Zagórski uzyskiwał dochody z doradztwa w EFRWP i w firmie WIPASZ. Jednak ta okoliczność nie widnieje w rejestrze korzyści pana posła, a jak wynika z ustawy powinien był zgłosić zmianę w ciągu 30 dni od dnia zaistnienia. Czemu tego nie uczynił?

    Dochody prezesa KGS

    Od kwietnia 2023 roku Marek Zagórski jest prezesem KGS. Zgodnie z uchwałą nr 16 Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia z dnia 18 października 2019 Krajowej Spółki Cukrowej (od 2022 r. KGS) wynagrodzenie stałe członków zarządu kształtuje się w przedziale od 7 do 15 średnich krajowych (czyli maksymalnie do 66 tys. zł miesięcznie). Z kolei zgodnie z ustawą wynagrodzenie zmienne może wynieść nawet do 50% wynagrodzenia stałego.

    Według naszych ustaleń może zarabiać miesięcznie ok. 12 średnich krajowych czyli brutto ok. 52,8 tys. zł, czyli rocznie ok. 633 tys. zł, a wraz z wynagrodzeniem zmiennym może to stanowić nawet 950 tys. zł brutto. Czy tak było i będzie, zależy w dużej mierze od wykonania KPI?

    Konkluzja

    A zatem prezes Zagórski od kwietnia 2023 r. mógł zarobić wynagrodzenie do 1,1 mln zł nie licząc wynagrodzenia zmiennego za rok 2023/24 które zostanie wypłacone po zatwierdzeniu roku obrotowego do.316,5 tys. zł. Uwzględniając dochód za listopad i wynagrodzenie zmienne za rok 2024/25 już przypadające łącznie może to być ok. 1,5 mln złotych (chyba, że KPI nie było zrealizowane).

    To całkiem niezłe wynagrodzenie uwzględniając fakt, że strata KGS na rok 2024/25 może wynieść według szacunków nawet 800 mln do 1 mld zł (przy obecnych cenach cukru), przetarg na terminal zbożowy KGS przegrał z kretesem, a skup Elewarru był wyjątkowo słaby. Co na to PSL?

     

    źródło: https://zyciestolicy.com.pl

    0
    No votes yet
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Brak realnej opozycji oraz stworzenie silnej egzekutywy pozwoliły bolszewikom na zachowanie władzy w decydujących pierwszych miesiącach sprawowania rządów.
     
     
                 Głównym priorytetem bolszewików było ustanowienie silnej kontroli egzekutywy. Złamanie oporu służb cywilnych zajęło kilka tygodni. Aresztowano przywódców strajku oraz kilku starszych urzędników służb cywilnych; młodszych, chętnych do służenia bolszewickim władcom, awansowano na wyższe stanowiska. W sumie większość urzędników służb cywilnych w 1918 roku pełniła swoje funkcje również przed rokiem 1917, zwłaszcza na wyższych szczeblach biurokracji.
     
     
               Jednak tam, gdzie nie ufano dawnym urzędnikom administracji państwowej (szczególnie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych), przeprowadzano zwykle gruntowne czystki.
     
     
               Ustalił się w ten sposób schemat, który miał być powielany w pierwszych latach budowania sowieckiego państwa. Było to małżeństwo z rozsądku między bolszewickimi żądaniami lojalności a ambicjami powiększających się szeregów partii. Jednym z jego skutków było awansowanie trzeciorzędnych funkcjonariuszy partyjnych, skorumpowanych oportunistów i półpiśmiennych elementów z klas niższych na stanowiska rzeczywistej władzy.
     
     
                 Ów niski poziom kultury sowieckiej biurokracji miał stać się stałym dziedzictwem października, które będzie potem prześladować bolszewickich przywódców.
     
     
               Do połowy listopada 1917 roku większość komisarzy ludowych zdobyła wystarczającą kontrolę nad swoimi ministerstwami, by umożliwić przeniesienie władzy wykonawczej do Sownarkomu.
     
     
               W Sownarkomie nie było jasnego podziału między interesami partii a rządu. Na zebraniach Sownarkomu w głównej siedzibie bolszewików w Smolnym, którym przewodniczył Lenin, omawiano na zmianę sprawy partyjne i rządowe; uchwały Komitetu Centralnego były wprowadzane w życie jako dekrety rad. Wszelkie początkowe działania Sownarkomu sprowadzały się do pospiesznej improwizacji.
     
     
               Zebrania nie miały oficjalnego porządku obrad, o wszystkim dyskutowano w „trybie pilnym”, a Lenin sporządzał adekwatne rezolucje i ogłaszał je zgromadzonym, gdy nadchodził odpowiedni moment. Zwykle przyjmowano je bez dyskusji, ponieważ niewielu śmiało kwestionować opinie Lenina.
     
     
               Na zebraniach panowała atmosfera konspiracji, tak jak gdyby bolszewicy byli psychologicznie niezdolni do przedzierzgnięcia się z podziemnej organizacji partyjnej w odpowiedzialną partię w rządzie. Nie potrafili zmusić się do zamiany skórzanych kurtek na ministerialne garnitury.
     
     
               Szymon Liberman, który bywał obecny na zebraniach Sownarkomu, wspominał, że „pomimo wszelkich wysiłków nadgorliwego sekretarza, by nadać każdej sesji uroczysty charakter posiedzenia gabinetu, nie mogliśmy oprzeć się wrażeniu, że oto uczestniczymy w kolejnym zebraniu podziemnego komitetu rewolucyjnego! Przez lata należeliśmy do rozmaitych organizacji podziemnych. Wszystko to wydawało się bardzo znajome. Wielu komisarzy zasiadało w paltach i szynelach; większość nosiła groźnie wyglądające skórzane kurtki.
     
     
               Niemniej jednak bolszewikom udało się umocnić dyktaturę w pierwszych trzech miesiącach nowego reżimu. Do czasu zwołania w styczniu 1918 roku Zgromadzenia Ustawodawczego, w którym demokratyczna opozycja pokładała wszystkie swoje nadzieje, powstanie jednopartyjnego państwa oraz rozszerzenie rządów lokalnych rad na gubernie zdążyło już pozbawić Zgromadzenie władzy.
     
     
              Nie istniała wtedy poważna opozycyjna siła militarna - armie białych z wojny domowej nie zostały jeszcze sformowane, a główne siły antybolszewickie składały się z małych armii kozackich zaangażowanych w lokalne konflikty na peryferiach imperium.
     

               Siły antybolszewickie w centrum Rosji niemal nie istniały. Eserowcy i kadeci, byli tak przeświadczeni o rychłym upadku reżimu, że nie kwapili się organizować przeciwko niemu. Za Komitetem Ocalenia Ojczyzny i Rewolucji, zorganizowanym przez eserowców w pierwszych dniach po przejęciu przez bolszewików władzy, nie stały praktycznie żadne siły; natomiast plany ustanowienia w Stawce, dawnej kwaterze głównej armii, konkurencyjnego rządu socjalistycznego z Czernowem na czele nigdy nie doczekały się realizacji.


               Jednak sednem sukcesu bolszewików był podwójny proces budowania państwa i destrukcji. Z jednej strony na szczeblach najwyższych dążyli do centralizacji całej władzy w rękach partii i rozgromienia całej politycznej opozycji dzięki stosowaniu terroru. Z drugiej zaś na poziomie szeregowych członków partii zachęcali do zniszczenia dawnej hierarchii państwa przez przerzucenie całej władzy na lokalne rady, organizacje fabryczne, komitety żołnierskie oraz inne zdecentralizowane formy rządów.
     
               Oczywiście nie istniał żaden plan generalny – wszystko było improwizacją, taka jest bowiem specyfika rewolucji.
     
     
               Rządy lokalnych rad na wsi, które miały praktycznie nieograniczoną władzę wiejskiego zgromadzenia do rządzenia się i dzielenia szlacheckich gruntów, zdyskredytują w mniemaniu chłopów potrzebę Zgromadzenia Ustawodawczego i w ten sposób zniszczą polityczne zaplecze eserowców.
     
     
               Sprawowanie „robotniczej kontroli” za pośrednictwem komitetów fabrycznych pomogłoby zlikwidować dawną infrastrukturę przemysłową - nazywaną przez bolszewików „systemem kapitalistycznym” – przy jednoczesnym zrzuceniu winy za kryzys w przemyśle na samych robotników.
     
     
               Rozszerzanie się żołnierskiej władzy i lokalnych inicjatyw pokojowych na froncie, do czego namawiali bolszewicy, podkopałoby plany zmobilizowania wojsk przeciwko nowemu reżimowi i wznowienia wojny, snute przez dawnych dowódców armii.
     
     
               Wreszcie oderwanie od rosyjskiego imperium etnicznych terytoriów granicznych, co w owym czasie popierali także bolszewicy, dokończyłoby rozdrobnienie dawnego państwa imperialnego i, wedle Lenina, przyspieszyłoby agonię stosunków feudalnych.
     

               Lenin bez wątpienia uważał wszystkie te ruchy za sposób na zniszczenie starego systemu politycznego, a tym samym utorowanie drogi do ustanowienia dyktatury jego własnej partii.


               Lenin wykorzystywał jedynie dynamizm ruchów decentralizacyjnych do unicestwienia ancien regime’u, wraz z kruchą demokracją 1917 roku, nosząc się od zawsze z zamiarem rozbicia również i tych ruchów jako odrębnych sił politycznych.
     
     
               Choć popierał chłopski ruch wymierzony w majątki szlacheckie, jego ostatecznym celem było zastąpienie systemu drobnych gospodarstw rolnych wielkimi skolektywizowanymi gospodarstwami.
     
     
               Choć popierał wezwania do „robotniczej kontroli”, bez wątpienia czynił to, wiedząc, iż doprowadzi to do chaosu i tym samym wzmocni potrzebę powrotu do scentralizowanych metod zarządzania pod kontrolą partii.
     
     
               Choć popierał władzę żołnierzy, o ile służyła rozbijaniu dawnej rosyjskiej armii, zawsze miał zamiar zbudować Armię Czerwoną na wzorcach konwencjonalnych.
     
     
               I choć wspierał rozmaite narodowe ruchy niepodległościowe, jego celem końcowym było całkowite obalenie państw narodowych.
     
     
                 We wszystkim, co czynił Lenin, ostatecznym dążeniem była pogoń za władzą. Władza nie była dla niego środkiem - lecz celem samym w sobie. By sparafrazować George’a Orwella, nie ustanowił dyktatury po to, by chronić rewolucję; wszczął rewolucję, by zaprowadzić dyktaturę. Dyktatury, która potem przekształciła się w najbardziej nieludzki totalitaryzm w historii. Totalitaryzm, który doprowadził do śmieci kilkudziesięciu milionów ludzi.
     
     
     
    Wybrana literatura:
     
     
    O. Figes – Tragedia narodu. Rewolucja rosyjska 1891-1924
    A. Andrusiewicz – Kiereński. Czerwony liberał
    R. Pipes Rewolucja rosyjska
    D. Wołkogonow - Lenin: prorok raju, apostoł piekła
    0
    No votes yet
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Październikowe bolszewickie powstanie było zamachem stanu, czynnie popieranym przez garstkę ludności.
     
     
               W celu zdyskredytowania Kiereńskiego bolszewicy rozpowszechniali fałszywe pogłoski, że jest on Żydem. Kiereński wspominał, że kiedy uciekał z Pałacu Zimowego tuż przed bolszewickim zamachem ujrzał na murze następujący ironiczny napis: „Precz z Żydem Kiereńskim, niech żyje Trocki!”.
     
     
               Bolszewicy szerzyli też plotki, że Kiereński lubi ubierać się w damskie fatałaszki. W budowie ciała i gestach Kiereńskiego było coś kobiecego (Gippius nazywała go „babskim rewolucjonistą”), co sprawiało, że wydawał się słaby wielu osobom, zwłaszcza robotnikom, w porównaniu z muskularną męskością bolszewików.
     
     
           Później rozpuszczano plotki, że kiedy Kiereński uciekał z Pałacu Zimowego, był ubranym w fartuszek pielęgniarki.


               Nawet w kręgach demokratycznej inteligencji, gdzie ongiś okrzyknięto Kiereńskiego bohaterem narodu, teraz go napiętnowano. Jego najstarsza protektorka, poetka i gospodyni salonu Zinaida Gippius zanotowała w swym dzienniku pod datą 24 października: „Nikt nie chce bolszewików, ale i nikt nie jest gotów walczyć dla Kiereńskiego”.
     
     
               Nikt nie chciał go bronić, a już najmniej monarchiści. Woleli pozwolić bolszewikom przejąć władzę, wierząc, że długo się przy niej nie utrzymają i doprowadzą kraj do tak kompletnej ruiny, że wszyscy socjaliści zostaną skompromitowani, a wtedy oni powrócą do władzy.
     
     
               Kiereński nie podjął jakichkolwiek środków zapobiegawczych przed zagrożeniem ze strony bolszewików. Nie przejęto kontroli nad Smolnym ani nie  aresztowano bolszewickich przywódców. Nie wzmocniono też obrony stolicy w pierwszej połowie października, kiedy takie kroki miałyby przynajmniej szansę powodzenia.
     
     
               Kiereński zdawał się wierzyć, że każda bolszewicka rebelia będzie powtórką fiaska wydarzeń lipcowych. Zaczął nawet liczyć, by bolszewicy wykonali ruch, w naiwnym przekonaniu, że dałoby mu to możliwość rozprawienia się z nimi natychmiast i raz na zawsze. „Byłbym gotów zanosić modlitwy, by wzniecić to powstanie – rzekł do Nabokowa 20 października. - Mam większe siły niż potrzeba. Rozgromię ich doszczętnie”.
     

               Ogłosił nawet plan przeniesienia większej części piotrogrodzkiego garnizonu na front północny, gdzie wojska niemieckie posuwały się w kierunku stolicy. W ten sposób chciał  pozbyć się ze stolicy jej niesubordynowanych żołnierzy.
     
     
               Plan ten przydał tylko wiarygodności oskarżeniom bolszewików, że rząd   chce poddać stolicę, żeby zlikwidować Zjazd Rad i zdławić rewolucję.
     

               Groźba przerzucenia na front z miejsca wywołała powszechny bunt w piotrogrodzkim garnizonie. Gros żołnierzy odmówiło wykonywania rozkazów Sztabu Generalnego i przeniosło swoją lojalność na Komitet Wojskowo-Rewolucyjny, który wysłał komisarzy mających zastąpić dowódców jednostek. Na zebraniach żołnierze wyrażali gotowość do „wystąpienia” przeciwko Rządowi Tymczasowemu, gdyby wezwała ich do tego Rada Piotrogrodzka
     
     
               W takiej niezwykle napiętej atmosferze politycznej Komitet Wojskowo-Rewolucyjny zdołał zastąpić władzę Rządu Tymczasowego w piotrogrodzkim garnizonie i stał się główną zorganizowaną siłą bolszewickiego powstania.
     
     
               Tajemnicą sukcesu KWR-u było pozowanie na organ obrony rad, co  było istotne, ponieważ żołnierze wyszliby na ulice jedynie na wezwanie rad.
     
     
               W istocie KWR był organizacją bolszewicką, a jego rzeczywistymi przywódcami byli Trocki, Antonow-Owsiejenko oraz bałtycki marynarz Dybienko, zwalisty, czarnobrody kochanek Kołłontaj. Rolą lewicowych eserowców, członków KWR,  było to, co Trocki zwał „kamuflażem” dla ukrycia bolszewickich planów zamachu.
     
     
               21 października KWR proklamował się władzą rządzącą w garnizonie: był to pierwszy akt powstania. Sztab Generalny podjął ostatnią rozpaczliwą próbę zachowania części swojej władzy poprzez zawarcie kompromisu z KWR. Było już jednak za późno. Jednostki garnizonowe znajdowały się pod faktyczną kontrolą komisarzy.
     
     
               23 października KWR rozszerzył zasięg swej władzy na Twierdzę Pietropawłowską, której działa wychodziły na Pałac Zimowy.
     
     
              Rząd Tymczasowy stracił rzeczywistą wojskową kontrolę nad stolicą dwa dni przed rozpoczęciem zbrojnego powstania. Fakt ów miał podstawowe znaczenie dla całego przewrotu: bez niego trudno byłoby wyjaśnić łatwość, z jaką bolszewicy odnieśli zwycięstwo.
     
     
              Tak więc przed 25 października najistotniejsze zadanie każdej udanej rewolucji - zajęcie garnizonu w stolicy - zostało już wykonane; Rząd Tymczasowy był bezsilny; bolszewikom zaś pozostało jedynie wkroczyć do Pałacu Zimowego i aresztować ministrów.
     
     
               Gdy 24 października Kiereński nakazał zamknięcie dwóch bolszewickich gazet, Trocki  nakazał postawić KWR w stan pogotowia, zająć strategiczne obiekty miasta, traktując je jako środki obronne przed dalszymi „kontrrewolucyjnymi” zagrożeniami - „byłoby błędem użyć choćby jednego z wozów opancerzonych, które bronią teraz Pałacu Zimowego, do aresztowania rządu... To jest obrona, towarzysze. To jest obrona”.
     
     
              Nad ranem 25 października KWR postanowił więc przystąpić do przejęcia władzy, dwójki lewicowych eserowców jego członków nawet tam nie było.
     

               W obliczu całkowitego bezwładu Rządu Tymczasowego oraz kontroli nad garnizonem przejęcie władzy bolszewików nastąpiło niemal bez żadnego oporu.
     
     
               Przejęcie władzy nie oznaczało jednak zaprowadzenia porządku. A początkowe niezdarne próby opanowania  podstawowych instytucji państwa symbolizowały podstawową słabość bolszewików.
     
     
              W tej sytuacji niewielu sądziło, że nowy reżim zdoła się utrzymać. „Kalifowie na godzinę”, wyrokowała niemal cała prasa. Przywódca eserowców, Goc, dawał bolszewikom „najwyżej kilka dni”, Gorki dwa tygodnie, Cereteli nie więcej niż sześć, natomiast Nabokow „ani przez minutę nie wierzył w siłę bolszewickiego reżimu i spodziewał się jego rychłego końca”.
     
     
             Nawet wielu bolszewików miało wątpliwości. „Sytuacja jest tak niestabilna - pisał Łunaczarski do żony 29 października - że za każdym razem, gdy odrywam się od pisania tego listu, zastanawiam się, czy nie będzie to mój ostatni. W każdej chwili mogę trafić do więzienia”.
     

               Niezależnie o braku technicznej biegłości w zawiadywaniu złożoną maszynerią państwa, bolszewicy nie mieli środków, by nakarmić miasta bądź zahamować kryzys gospodarczy. Byli odizolowani od chłopów, ogromnej większości populacji, którzy niemal na pewno głosowaliby przeciwko nim w nadchodzących wyborach do Zgromadzenia Ustawodawczego.
     
     
              Jak Komuna Paryska z 1871 roku, Piotrogród przypominał maleńką czerwoną wyspę pośrodku przepastnego oceanu zieleni. Bolszewicy musieli również radzić sobie z ostrą krytyką  pozostałej części socjalistycznej inteligencji. Gazeta Gorkiego „Nowaja żyzń” była tego najlepszym przykładem, a w osobistej rubryce „Myśli nie na czasie” , Gorki zdecydowanie krytykował „nową autokrację” .
     
     
     
    CDN.
    5
    5 (1)
  •  |  Written by alchymista  |  0

    Mijają lata od kiedy orda moskiewska barbarzyńsko najechała Ukrainę – państwo, które jest krajem-dziedzicem dawnej Rzeczypospolitej, krajem-dziedzicem Rusi i naszym realnie jedynym sojusznikiem, choć z tego zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy lub zdawać sobie sprawy nie chcemy. Między tymi, którzy mają złudzenia, a tymi, którzy są kremlowską agenturą nie ma funkcjonalnie żadnej różnicy, bo skutki ich działań i zaniechań są takie same.

    Polska udzieliła Ukrainie ogromnej pomocy, lecz niewystarczającej do zwycięstwa. Banalne – jednak fakt ten ciągle jest ignorowany. Natomiast chętnie urażamy się naprawdę drobnymi niezręcznościami władz Ukrainy, szczególnie zaś Prezydenta i MSZ, zapominając o bezprzykładnym bohaterstwie żołnierzy i społeczeństwa, które trwa, pomimo wszystko, w warunkach nieustannego stresu i zupełnej niepewności jutra. Polska pomoc miała i ma charakter podtrzymujący. Jest to drobna w sumie kroplówka dla pacjenta, który potrzebuje pomocy przełomowej. Niestety, żaden kraj NATO nie opracował strategii zwycięstwa, nie określił wyraźnie na czym to zwycięstwo miałoby polegać. Jednym słowem brakuje strategii zniszczenia państwa rosyjskiego i obalenia nieludzkiego reżymu, także reżymu społecznego, który niszczy rosjan i podbite przez nich narody od z górą pięciuset lat.

    Naród, który funkcjonował w społecznym reżymie snochaczestwa, w którym najstarszy w rodzinie lubieżnik wysyłał synów na poszukiwanie środków do utrzymania, podczas gdy sam spełniał z ich żonami „obowiązki małżeńskie” uczyła rosjan niewolnictwa u samych podstaw, czyli w życiu rodzinnym. Rosjanie od dziecka uczyli się niewolnictwa seksualnego, które rozciągali chętnie na wszystkie sfery życia. Nie stawiając swojej starszyźnie rodzinnej żadnych ograniczeń, nie stawiali ich również przełożonym, urzędnikom i władcom, przez co wytworzyło się błędne koło tyranii: państwo było skrajnie opresyjne, ponieważ tego oczekiwali niewolnicy, którzy żądali, aby ich bito wedle przysłowia „jak się żony nie bije to w niej wątroba gnije”. W tych realiach strach trzymał rosjan w ryzach, a kłamstwo było ćwiczone z upodobaniem i doskonalone przez każde pokolenie. Nie jest to normalny naród, tylko patologiczna społeczność więzienna. Dlatego oczekiwanie, że dyplomacja, sankcje czy kropelkowa pomoc dla Ukrainy cokolwiek zmieni jest właśnie niebezpiecznym złudzeniem.

    Mało kto w historii ośmielił się rosję zaatakować. Olgierd stanął pod murami Moskwy, ale jej nie zdobył, tylko postraszył. Tatarzy Moskwę palili, ale imperium zła przetrwało. Napoleon Moskwę zdobył, ale musiał w niesławie ustąpić. Hitler mógł sobie na Moskwę popatrzyć przez lornetkę. Jedynie Polacy, Litwini i Rusini dwukrotnie Moskwę zdobyli, bezwzględnie korzystając z rozdźwięków w łonie moskiewskich elit, przeciwstawiając jednych drugim, a przede wszystkim wykorzystując moskiewską, nieopisaną i szaloną wręcz sadystyczną żądzę władzy. Aby jednak wykorzystać tę podstawową słabość charakteru moskali trzeba mieć naprawdę stalowe jaja i bezczelność, którą do tej pory mieli tylko tacy politycy jak Stefan Batory, Zygmunt III Waza oraz Ronald Reagan. Tylko ci politycy byli o krok od zupełnego powalenia Nieprzyjaciela.

    Cała gra z moskalami – taka gra, która prowadzi do zwycięstwa – bazuje z jednej strony na ich słabości do władzy, ich żądzy władzy, a z drugiej strony – na ich nadziei, że po obaleniu starszego pokolenia genseków i dorwaniu się do władzy będą mieli warunki dla przeprowadzenia transformacji ustrojowej i odbicia się od dna. Jest faktem, że rosyjskie imperium potrzebuje pilnych reform dla swojego przetrwania. Wojna konserwuje władzę, ale nie struktury państwa, które są przestarzałe i nieefektywne, a kraj osuwa się w skrajną nędzę.
    Dajmy Ukrainie militarne zwycięstwo nad wrogiem, a rosjanom - rozpaczliwą nadzieję, że takiej transformacji ustrojowej (kolejnej w historii) dokonają z naszą pomocą. Uchwycą się tej nadziei jak tonący brzytwy. I niech ta brzytwa solidnie ich potnie, a ich państwo ostatecznie utonie w błocie historii.

     

    Jakub Brodacki

    5
    5 (2)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Ostatecznie Lenin przeforsował plan zamachu zbrojnego, pozwalającego na przejęcie władzy w Rosji.
     
     
             Dlaczego Lenin tak usilnie nalegał na potrzebę zbrojnego powstania przed Zjazdem Rad? Wszystkie znaki wskazywały, że czas działał na korzyść bolszewików: kraj się rozpadał, rady zwracały się na lewo, a nadchodzący zjazd niemal z pewnością zaaprobowałby bolszewickie wezwanie do przekazania władzy radom. Po co szykować przedwczesne powstanie i ryzykować
    wojną domową?
     
     
               Lenin dowodził, że wszelka zwłoka w przejęciu władzy pozwoli Kiereńskiemu zorganizować środki represyjne: Piotrogród zostanie oddany Niemcom, siedziba rządu przeniesiona do Moskwy, a sam Zjazd Rad objęty zakazem.
     
     
               Był to oczywiście nonsens. Kiereński był całkowicie niezdolny do podejmowania tak zdecydowanych kroków, a rząd nie zamierzał podejmować żadnych kontrrewolucyjnych zamierzeń.
     
     
               W rzeczywistości przyczyna takie postępowania Lenina leżała gdzie indziej.
     
     
              Gdyby przeniesienie władzy odbyło się w wyniku głosowania uczestników zjazdu, rezultatem byłby niemal na pewno rząd koalicyjny złożony ze wszystkich partii wchodzących w skład rad. Bolszewikom mogłaby przypaść w udziale lwia część ministerialnych stanowisk, gdyby przydzielano je proporcjonalnie, choć nadal musieliby rządzić do spółki przynajmniej z lewym skrzydłem - a być może całością – partii mienszewików i eserowców.
     
     
              Byłoby to spektakularne polityczne zwycięstwo Kamieniewa, głównego rywala Lenina w partii bolszewickiej, który bez wątpienia urósłby do rangi głównej postaci koalicji. Pod jego kierownictwem centrum władzy pozostałoby raczej w rękach Zjazdu Rad, a nie samej partii; niewykluczone, że podjęto by nawet wysiłki ponownego zjednoczenia bolszewików z mienszewikami.
     
     
               Natomiast gdy bolszewicy sięgnęli po władzę przed obradami zjazdu, Lenin jawiłby się politycznym wirtuozem. Większość na zjeździe wyraziłaby prawdopodobnie aprobatę dla działań bolszewików, dając tym samym partii prawo do utworzenia własnego rządu.
     
     
               Gdyby mienszewicy i eserowcy  zaakceptowaliby to przymusowe przejęcie władzy jako fait accompli, w gabinecie Lenina z pewnością znalazłoby się dla nich kilka drugorzędnych miejsc. W przeciwnym razie nie mieliby innego wyboru, jak tylko przejść do opozycji i zostawić bolszewików u władzy.
     
     
               Koalicyjne wysiłki Kamieniewa zostałyby zatem zniweczone, Lenin miałby swoją dyktaturę proletariatu, i choć nieuchronnym tego rezultatem byłoby pogrążenie kraju w wojnie domowej, sam Lenin akceptował taki stan rzeczy - a może nawet przyjmował go z zadowoleniem - jako część procesu rewolucyjnego.
     
     
              Powróciwszy do Piotrogrodu z Finlandii Lenin zwołał 10 października tajne posiedzenie bolszewickiego Komitetu Centralnego. Na tymże posiedzeniu zapadła decyzja o przygotowywaniu się do zbrojnego powstania.
     
     
              Lenin przybył na zebranie z opóźnieniem, w peruce - Kołłontaj wspominała, że „wyglądał jota w jotę jak luterański pastor” - którą zdjął na chwilę, wchodząc do mieszkania, a potem, w trakcie zebrania nieustannie poprawiał: w pośpiechu zapomniał użyć pudru, a bez niego peruka ciągle zsuwała się z połyskującej łysiny.
     
     
             Z dwudziestu jeden członków Komitetu Centralnego było obecnych tylko dwunastu. Najważniejsza decyzja w dziejach partii bolszewickiej – o rozpoczęciu zbrojnego powstania - została zatem podjęta przez mniejszość Komitetu Centralnego: uchwalono ją dziesięcioma głosami przy dwóch przeciw (Kamieniewa i Zinowjewa). W praktyce był to leninowski „zamach” w łonie partii bolszewickiej.
     
     
               Następnego dnia, we wczesnych godzinach porannych, gdy posiedzenie dobiegało końca, Lenin zanotował naprędce na skrawku papieru wyrwanym z dziecięcego kajetu jego historyczną uchwałę. Choć nie ustalono żadnych konkretnych dat ani strategii, uznano, że „zbrojne powstanie [jest] nieuniknione, a czas nań absolutnie odpowiedni” i poinstruowano organizacje partyjne, by przygotowały się do niego jako „nakazu chwili”.
     
     
               Jednak na kolejnym zebraniu  bolszewickiego Komitetu Centralnego 16 października przedstawiciele bolszewickiej Organizacji Wojskowej, Rady Piotrogrodzkiej, związków zawodowych i komitetów fabrycznych przestrzegli przed ryzykiem związanym z przygotowaniem przewrotu przed Zjazdem Rad.
     
     
               Krylenko wyraził opinię Organizacji Wojskowej, że w żołnierzach podupada duch walki: „musiałoby ich coś mocno poruszyć, na przykład rozbicie garnizonu, by wzięli udział w przewrocie”. Wołodarski z Rady Piotrogrodzkiej potwierdził „ogólne wrażenie... że nikt nie jest gotowy wyjść na ulice, ale że każdy uczyni to na wezwanie Rady”. Kolosalne bezrobocie oraz lęk przed zwolnieniami z pracy powstrzymywały robotników, jak twierdził Schmidt ze związków zawodowych. Szlapnikow dodał, że nawet w związku metalowców, gdzie wpływ partii był dominujący, „bolszewickie powstanie nie cieszy się popularnością, a pogłoski o nim wywołują wręcz panikę”.
     
     
               Kamieniew wyciągnął z tego logiczny wniosek: „nie ma żadnego uzasadnienia dla konieczności rozpoczynania walki przed dwudziestym [kiedy miał być zwołany zjazd]”.
     
     
                Mimo to Lenin nalegał na potrzebę niezwłocznych przygotowań i nie traktował ostrożnych raportów o nastrojach piotrogrodzkich mas jako powodu do wstrzymywania się z realizacją swojego planu.  Do wojskowego zamachu stanu, tak bowiem pojmował przejęcie władzy, potrzebne były skromne siły, byle dobrze uzbrojone i wystarczająco zdyscyplinowane.
     
     
                Lenin wywierał tak przemożny wpływ na pozostałą część partii, że dopiął swego. Kontruchwałę Zinowjewa, zakazującą praktycznego przygotowywania zamachu przed skonsultowaniem się z bolszewickimi delegatami na Zjazd Rad, odrzucono 15 głosami wobec 6.
     

               Pod koniec posiedzenia Kamieniew oświadczył, że nie może przyjąć rezolucji, która w jego opinii zrujnuje partię, i złożył rezygnację w Komitecie Centralnym, ażeby upublicznić swe działania. Zażądał również zwołania zjazdu partii, co Leninowi udawało się dotychczas odraczać: nie było większych wątpliwości, że zjazd sprzeciwi się wezwaniu do przewrotu przed Zjazdem Rad.
     

               18 października Kamieniew przedstawił swe poglądy w gazecie Gorkiego „Nowaja żyzń”. „W chwili obecnej - pisał – zainicjowanie zbrojnego przewrotu przed Zjazdem Rad byłoby krokiem niedopuszczalnym, a wręcz fatalnym w skutkach dla proletariatu i rewolucji”.
     

               Lenin wpadł w furię i, jako zapowiedź mających nadejść czystek, nie pozostawił na Kamieniewie i Zinowjewie suchej nitki w bolszewickiej prasie. „Wyłamywanie się ze strajku”, „zdrada”, „łamistrajki”, „oszczerstwa”, „zbrodnia” - od takich to określeń roiły się gniewne listy, które wysłał 18 i 19 października. „Pan Zinowjew i pan Kamieniew” (była to najwyższa zniewaga – nie byli już nawet „towarzyszami”) powinni zostać „wykluczeni z partii”.
     

               Przez fakt opublikowania tych listów Lenin wprowadził kampanię na rzecz dokonania zamachu w sferę publiczną. Zawsze opierał swe argumenty za wcześniejszym przejęciem władzy (tj. przed Zjazdem Rad) na niebezpieczeństwie - które albo przeceniał, albo (co bardziej prawdopodobne) wyssał z palca - że Rząd Tymczasowy nie zezwoli na zwołanie zjazdu.
     
     
               Wszystkie lokalne raporty partii jasno wskazywały, że choć robotnicy i żołnierze Piotrogrodu nie wyszliby na ulice na wezwanie samej partii, wielu uczyniłoby to, gdyby Rada znalazła się w niebezpieczeństwie.
     

               Gdy bolszewicki spisek przestał być tajemnicą, przywódcy Rady postanowili odroczyć Zjazd Rad do 25 października. Mieli nadzieję, że owe dodatkowe pięć dni da im szansę zebrania swych zwolenników z odległych guberni.
     
     
               Tymczasem zwłoka ta pozwoliła bolszewikom na uwiarygodnienie zarzutów,  jakoby przywódcy rad planowali całkowitą rezygnację ze Zjazdu Rad.
     
     
    CDN.
    5
    5 (2)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Narastający od lata 1917 roku chaos w Rosji sprzyjał planom Lenina zagarnięcia władzy.
     
     
               Od początku swych rządów Kiereński całkowicie był niezdolny do panowania nad wydarzeniami. Jego współpracownicy potwierdzają jego rosnącą izolację, słabość woli, obezwładniający strach przed lewicą oraz fatalny brak zdecydowania w podejmowaniu odpowiednich kroków przeciwko niej. Nieustanne napięcie i bezsenne noce 1917 roku sprawiły, iż  żył, wspomagając się morfiną i kokainą.
     
     
                Rząd nie był w stanie zahamować wzrostu inflacji w Rosji . Z tego powodu od września 1917 roku wybuchało coraz więcej strajków, które paraliżowały kraj. Ponieważ strajki  zamiast zahamować wzrost inflacji doprowadzały do jej przyspieszenia, często towarzyszyły im szersze żądania polityczne zrestrukturyzowania całej gospodarki.
     
     
               Związki zawodowe i komitety fabryczne, które wywierały z reguły wpływ łagodzący, wkrótce utraciły kontrolę nad tymi gwałtownymi protestami. Rozszerzały się one na ulice, a niejednokrotnie kończyły krwawymi konfliktami między robotnikami - uzbrojonymi, wyszkolonymi i zorganizowanymi przez Czerwoną Gwardię - a milicją rządową.
     
     
               Niektóre strajki rozlewały się na całe dzielnice i dotykając ich mieszkańców, przeradzając się w napady na piekarnie i sklepy, rewizje mieszkań i aresztowania „burżujów”, których tłum podejrzewał o magazynowanie żywności.
     
     
               Na jesieni 1917 roku nastąpił gwałtowny wzrost liczby włamań i przestępstw, pijaństwa i wandalizmu, konfliktów etnicznych – ostatnie tygodnie przez zagarnięciem władzy przez bolszewików jawiły się jako pogrążanie się kraju w anarchię.
     
     
               Strajkom towarzyszyły walki chłopów z właścicielami majątków ziemskich. Rzezie oraz brutalne grabieże majątków przez motłoch stały się szeroko rozpowszechnionym zjawiskiem w centralnych regionach czarnoziemu. I tak np. w guberni tambowskiej spalono i zdewastowano setki dworów - rzekomo po to, by, jak mawiali chłopi, „wykurzyć dziedziców”. Ta dzika fala zniszczenia zaczęła się od zamordowania księcia Borisa Wiaziemskiego, właściciela kilku tysięcy hektarów w regionie Usman w guberni tambowskiej. Rezydencję wiejską Wiaziemskiego zdewastowano, podzielono się żywym inwentarzem i narzędziami, które odwieziono wozami do wsi, a chłopi zaorali jego ziemię.
     
     
               Podobne rzezie odbyły się w dziesiątkach innych posiadłości, nie tylko w Tambowie, lecz również w sąsiednich guberniach: penzeńskiej, woroneskiej, saratowskiej, kazańskiej, orłowskiej, tulskiej i riazańskiej. W guberni penzeńskiej tylko we wrześniu i w październiku spalono lub spustoszono 250 dworów (jedną piątą wszystkich).
     
     
               Gdy pod koniec lipca 1917 roku lipca przywódcy bolszewików zebrali się w Piotrogrodzie na VI Zjeździe Partii Jekatierina Breszko-Breszkowska, weteranka partii eserowców błagała go, aby ich aresztował. Według Davida Soskice’a, prywatnego sekretarza Kiereńskiego, siwowłosa kobieta „skłoniła się przed Kiereńskim do samej ziemi i kilkakrotnie powtarzała uroczystym, błagalnym tonem: „Błagam cię, Aleksandrze Fiodorowiczu, rozpędź zjazd, zdław bolszewików. Błagam cię, uczyń to, w przeciwnym razie zrujnują nasz kraj i rewolucję”. Scena była doprawdy przejmująca. Widok babki rosyjskiej rewolucji, która walcząc o wolność, spędziła trzydzieści osiem lat w więzieniach i na syberyjskiej zsyłce, widok tej wielce kulturalnej i szlachetnej kobiety kłaniającej się do ziemi pradawnym zwyczajem przed młodym Kiereńskim... był czymś, co na zawsze utkwiło mi w pamięci. Spojrzałem na Kiereńskiego. Jego blade oblicze pobladło jeszcze bardziej. Oczy wyrażały straszliwą toczącą się w nim walkę. Długo milczał, a wreszcie odezwał się cicho: „Jak mam to zrobić?” „Uczyń to, A. F., błagam cię” i Babuszka znów zgięła się w głębokim ukłonie. Kiereński nie mógł tego dłużej znieść. Zerwał się na nogi i chwycił za telefon. „Muszę najpierw się dowiedzieć, gdzie odbywa się zjazd i skonsultować z Awksientjewem”, po czym zadzwonił do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Awksientjewa nie zastał i sprawę trzeba było przełożyć na później. Ku wielkiej uldze Kiereńskiego, jak mniemam”.
     
     
               Zjazd obradował dalej bez przeszkód - a trzy miesiące później bolszewicy doszli do władzy.
     
     
               Jednym z wielu zdumiewających faktów wokół bolszewickiego przejęcia władzy było to, że spodziewano się tego od tak dawna, a mimo to nikt nie podjął kroków niezbędnych, by do tego nie dopuścić: tak głęboki był bezwład Rządu Tymczasowego.
     
     
             W ostatnich tygodniach Rządu Tymczasowego zachowanie Kiereńskiego zaczęło przypominać zachowanie ostatniego cara: obaj nie chcieli uznać rewolucyjnego zagrożenia dla swojej władzy. W wypadku Mikołaja taka postawa brała się z beznadziejnej rozpaczy i fatalistycznej rezygnacji, lecz w wypadku Kiereńskiego była raczej owocem jego niemądrego optymizmu. Kiereńskiemu uderzyła do głowy ogólnokrajowa popularność w początkowej fazie rewolucji.


               Zaczął wierzyć we własne „opatrznościowe powołanie” do poprowadzenia „narodu” ku wolności i, jak car zamknięty w Pałacu Zimowym, był na tyle oderwany od rzeczywistości, by nie kwestionować tego przeświadczenia. Podobnie jak Mikołaj otaczał się oddanymi sprzymierzeńcami, którzy nie śmieli mówić tego, co myślą. W efekcie nie miał pojęcia o prawdziwej skali własnej niepopularności.
     

               Zapewne nie słyszał dowcipu krążącego po kraju w ostatnich tygodniach jego reżimu:
    „ - Jaka jest różnica między Rosją dzisiaj a na koniec zeszłego roku? - Wtedy mieliśmy Aleksandrę Fiodorowną [carycę], a teraz mamy Aleksandra Fiodorowicza [Kiereńskiego]”.
     
     
               Wieczorem 29 października, gdy ministrowie Rządu Tymczasowego siedzieli w Pałacu Zimowym, oczekując końca, wielu odczuwało pokusę przeklęcia Kiereńskiego za to, że nie rozbił partii bolszewickiej po dniach lipcowych. Legalny zakaz jej działalności z pewnością nie zdołał cofnąć jej rosnących wpływów.
     
     
               Zobojętnienie znacznej części społeczeństwa sprawiło, iż w jesiennych wyborach do rad frekwencja  spadła o prawie jedną drugą w stosunku do majowej. To ułatwiło zadanie bolszewikom, którzy byli dużo lepiej zorganizowani oraz posiadali znacznie większe fundusze, pochodzące od Niemców. Z kolei  apatia szeregowych członków partii pozbawiła mienszewików i eserowców ich wcześniejszej przewagi.
     
     
               Sprawę bolszewików wydatnie umocniło wstąpienie Trockiego do partii. Żaden z członków jej kierownictwa nie dorównywał mu jako mówca, a ta umiejętność czyniła Trockiego, chyba nawet bardziej niż Lenina, najlepiej znanym bolszewickim przywódcą w całym kraju. Podczas gdy Lenin działał głównie zakulisowo, Trocki stał się jej głównym źródłem publicznej inspiracji. W tygodniach poprzedzających przejęcie władzy przemawiał niemal co wieczór przed wypełnioną po brzegi salą w Cirque Moderne.
     
     
                O ile w propagandzie bolszewicy domagali się oddania całej władzy w ręce rad, to Lenin  porzucił wszelką nadzieję dojścia do władzy poprzez rady: w jego opinii Rząd Tymczasowy zdominowała „dyktatura wojskowa” tocząca „wojnę domową” z proletariatem; rady utraciły swój rewolucyjny potencjał i są prowadzone „jak owce na rzeż” przez grupę przywódców pragnących za wszelką cenę przypodobać się „kontrrewolucji”.
     
     
               W tej sytuacji uważał, iż jedyną możliwością, jaka pozostała, było porzucenie hasła „Cała władza w ręce rad!” i zorganizowanie zbrojnego powstania w celu przeniesienia władzy na konkurencyjne proletariackie organy pod przewodnictwem partii bolszewickiej.
     
     
               W jego koncepcji Rady miały być zawsze podporządkowane partii. Nawet w „Państwie a rewolucji” - podobno najbardziej „liberalnym” z jego dzieł wykładających teorię polityczną - Lenin podkreślał potrzebę silnego i represyjnego państwa partyjnego, dyktatury proletariatu. O radach prawie nie napomknął
     
     
               Gdy znaczna część przywódców bolszewickich chciała odwlec przejęcie władzy do Zjazdu Rad, który miał się odbyć 20 października, Lenin wysmażył gniewną epistołę, w której otwarcie oskarżył bolszewickich przywódców jako „żałosnych zdrajców proletariackiej sprawy”.  Robotnicy, twierdził uparcie Lenin, stoją murem za bolszewicką sprawą; chłopi rozpoczynają własną wojnę z dworami, wykluczając tym samym niebezpieczeństwo 18 brumaire’a, czy też „drobnomieszczańskiej” kontrrewolucji, takiej jak w 1849 roku; tymczasem strajki i bunty w pozostałej części Europy są „bezspornymi symptomami... że znajdujemy się w przededniu światowej rewolucji”. „Przeoczenie takiego momentu i czekanie na Zjazd Rad byłoby skończonym idiotyzmem lub też czystą zdradą”, a gdyby bolszewicy tak postąpili, „okryliby się hańbą i unicestwiliby siebie jako partię”.
     
     
               Ostateczne zagroził nawet odejściem z Komitetu Centralnego, zapewniając sobie tym samym swobodę przeniesienia swej kampanii o zbrojne powstanie na szeregowych członków partii bolszewickiej, którzy zgodnie z planem mieli spotkać się na zjeździe partii 17 października. „Jestem bowiem głęboko przekonany, że jeśli będziemy czekać na Zjazd Rad i pozwolimy obecnej chwili przeminąć, zaprzepaścimy rewolucję”.
     
     
    CDN.
    5
    5 (2)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Stalin uczynił z filmu niezwykle ważne narzędzie propagandowe.
     
     
           Wszyscy sowieccy filmowcy, nie tylko Eisenstein, służyli wiernie Stalinowi.
     
     
           Teoretyk montażu Lew Kuleszow wcielił swoje pomysły w życie - w przebojowej komedii „Niezwykłe przygody Mister Westa w krainie bolszewików” (1924). W tej parodii amerykańskich filmów przygodowych Kuleszow konfrontuje Amerykanina z szajką oszustów w scenerii starej Moskwy.
     
     
             Reżyser udowodnił, że przy pomocy perfekcyjnego montażu można wyrazić stany emocjonalne pokazywanych postaci... bez gry aktorskiej. Grają za aktorów „zbitki montażowe” , jak w słynnym eksperymencie z ludzką twarzą, zestawianą z różnymi obrazami.
     

               Inny reżyser Wsiewołod Pudowkin wykorzystywał w tradycyjny sposób talenty aktorów, zwracając uwagę w zbliżeniach na najdrobniejsze drgnienia twarzy - i osiągał znakomite rezultaty.


              „Matka”, ekranizacja powieści Maksyma Gorkiego (1926) jest popisem znakomitych aktorów: Wiery Baranowskiej, Nikołaja Batałowa i Aleksandra Czistiakowa.
     
     
                 Opowieść o matce, która przyłącza się do ruchu rewolucyjnego i ginie wraz z synem podczas demonstracji ulicznej, wywierała ogromne wrażenie na widzach. Potęguje je dynamiczny montaż w scenach zbiorowych.
     

               Niezwykłą siłą propagandową odznaczają się także filmy o dojrzewaniu młodych, nieuświadomionych ludzi, do rewolucyjnej sprawy. Najwybitniejszym ich przykładem jest „Burza nad Azją” z 1928 roku, który przedstawia historię młodego Mongoła, który podejmuje walkę z kolonizatorami angielskimi.
     
     
                Pudowkin rewolucyjne idee prezentuje w sugestywnej, poetyckiej formie, pozyskując dla nich widzów na całym świecie.  „Nie udało się jeszcze nikomu w żadnym filmie ująć przestrzeni z taką maniere grande, zmonumentalizować krajobraz i pokazać go w skali tak olbrzymiej, że wszelkie sprawy ludzkie stają się jak gdyby jego częścią - jego funkcją, niejako stapiają się z nim i w jakiś tajemniczy sposób z niego wynikają” – napisała Stefania Zahorska w „Wiadomościach Literackich” .
     
     
               Sowiecki reżyser, syn ukraińskich chłopów Aleksander Dowżenko dowiódł, że nawet temat walki klasowej na wsi  może inspirować... arcydzieło propagandy i poezji jednocześnie!
     
     
               W roku 1934 na ekrany sowieckich kin weszła „Ziemia”, wspaniale fotografowana opowieść o życiu wsi ukraińskiej w okresie epoce wielkich zmian, czyli wielkiego głodu. Ludzkie poczynania wtopione są w bujną przyrodę, odwieczne rytmy natury, sprawy życia, miłości i śmierci. Na drzewach rodzą się co roku nowe liście, dojrzewają i umierają... Wiadomo, że wkrótce znowu nadejdzie wiosna i odwieczny cykl powtórzy się jeszcze raz.


                Tak samo w nowych warunkach rodzą się, wnoszą swój wkład i przemijają ludzkie pokolenia
     

               Do wsi przedstawionej w filmie docierają rewolucyjne zmiany. Młodzi ludzie chcą założyć kołchoz, chcą kupić traktor. Ich przywódcą  jest sympatyczny, energiczny Wasyl. Gdy po zebraniu kolektywu do swojej dziewczyny zostaje zabity przez złowrogiego kułaka Chomę.
     

               Aby się bronić przed kułakami, biedni chłopi solidarnie wstępują do kołchozu.
     
     
               Film zamyka scena pogrzebu Wasyla. Podczas ceremonii kułak Choma przeżywa wstrząs moralny. Chce przyznać się do winy, pokazuje, w jaki sposób zamordował Wasyla, gestami odtwarza scenę zabójstwa.  Nikt jednak na niego nie zwraca uwagi.
     
     
               Dowżenko znakomicie steruje uczuciami widzów w kinie, którzy utożsamiają się  z bohaterami pozytywnymi i z przerażeniem obserwują spiski wrogów ludu.
     

               Jednak nie artyści filmu stworzyli najpopularniejsze dzieło rewolucyjnej propagandy, dzieło, które zyskało miliony wyznawców czerwonej rewolucji. Takim arcydziełem propagandy stał się „Czapajew” z 1934 roku, film fatalnie sfotografowany, nijaki plastycznie i zrobiony przez przeciętnych rzemieślników, braci Siergieja i Gieorgija Wasiliewów.
     
     
                Film, opowiadający historię oddziału ludowego watażki Wasyla Czapajewa, organizatora komunistycznych wojsk na Uralu podczas wojny domowej, miał prostą, przejrzystą konstrukcję.
     

               Bohater, świetnie zagrany przez Borysa Baboczkina,  jest prosty, serdeczny, sympatyczny jak Robin Hood.
     
     
                W filmie występują pełnokrwiste postacie, i to zarówno po stronie „czerwonych”, jak i „białych”! Czapajew sympatyczny półanalfabeta, jednocześnie urodzony dowódca i bojownik o słuszną sprawę, stał się bliski zwykłym widzom na całym świecie, którzy nie rozumieli rozterek Hamleta, za to czytelna była dla nich rewolucyjna walka Czapajewa.
     

               Nieoczekiwanie światowym przebojem stała się bezpretensjonalna komedia muzyczna o pastuchu z ambicjami artystycznymi - „Świat się śmieje” Grigorija Aleksandrowa (1933). Śmiała się na nim także Warszawa. Wanda Kalinowska pisała w pierwszym numerze „Kina” z roku 1935: „To film, który ma duszę i w duszy tej odbija się dźwięk całego świata, gama radości i śmiechu, muzyka pól i lasów, poszum morza i wiatru. I z tych perlistych, skrzących dźwięków powstał potężny jazz, którego się słucha jak pięknej symfonii”.
     

               Filmowe piosenki Izaaka Dunajewskiego z filmu „Świat się śmieje” zrobiły furorę na całym świecie. Pomysł, że wiejski pastuch może być lepszy i bardziej utalentowany od wykształconego burżuja zachwycał prostych ludzi w Europie i Ameryce.
     
     
               Od połowy lat 30. Stalin był faktycznym  reżyserem większości sowieckich filmów, które miały dowodzić, że komunizm ma przyszłość, a kapitalizm musi nieuchronnie „runąć w przepaść dziejów”.
     
     
              Stalin pojawiał się na ekranach kin całego świata jako dobrotliwy Ojciec Narodów, w licznych filmach fabularnych i dokumentalnych. Na jego cześć przed kamerami ludowi poeci czytali wiersze:

    Stalinie! Płoń na Kremlu słońcem niezagasłym!
    Tyś kwiat mej wiosny! Tyś jest słońce,
    które w milionach serc odbłyska!
    Tyś zbudził ziemię mą, co spała
    od wieków snem spętana.”

     

               Taki obraz Stalina utrwalił się dzięki „artystom propagandy”.
     
     
     
     
    Wybrana literatura:
     
     
     
    J. Kochańczyk - Filmowe kłamstwa i manipulacje czyli sposób na pranie mózgu
     
    A. Niekricz, M. Heller – Utopia u władzy. Historia Związku Sowieckiego
     
    A. Koraganow - Wsiewołod Pudowkin
     
    S. Montefiore – Stalin. Dwór czerwonego cara
    5
    5 (2)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Sergiej Eisenstein do końca życia pozostał propagandzistą w służbie Stalina.
     
     
           W nakręconym w 1928 roku filmie „Październik”, powstałym dla uczczenia dwudziestej rocznicy Eisenstein zadbał o efekty, przedstawienie wielkiej symboliki „dni, które wstrząsnęły światem”.
     
     
            Upadek starego ustroju pokazany jest efektownie w scenie zburzenia przez robotników pomnika cara Mikołaja II.  Zacofane - wedle reżysera - religie, wspierające stare porządki, symbolizowały w filmie figurki bogów z różnych stron świata, a carskie imperium - medale i ordery spoczywające na poduszkach. Zegar symbolizował nowe czasy.
     

               „Październik” był swoistym rewolucyjnym poematem, skierowanym bardziej do rozumu niż do emocji, mimo agitacyjnej żarliwości twórcy.
     
     
              „Jedynie nam spośród wszystkich mieszkańców globu ziemskiego – napisał reżyser - przypadło w udziale rzeczywiste współuczestnictwo (...) w budowie nowej historii ludzkości i możliwość życia w okresie jej momentów zwrotnych. Przeżywanie historycznych wydarzeń! Jakim ogromnym patosem przepojona jest świadomość ścisłego związku z tym procesem, świadomość wspólnego marszu i kolektywnego uczestnictwa w walce”.


             Wdowa po Leninie, Nadieżda Krupska zwracała uwagę, że film jest przeładowany mało zrozumiałymi dla zwykłych zjadaczy chleba symbolami. Za dużo w nim fascynacji masami, za mało ludzkich przeżyć „Niedobrze pokazany jest Lenin. Jest jakoś zanadto zapędzony. On nigdy taki nie był” - mówiła Krupska. Eisenstein oczywiście pokazywał Iljicza... w ekstazie!


           Film trzeba było wielokrotnie przerabiać, bo jeden z bohaterów rewolucji, Lew Trocki, stał się wrogiem Stalina.
     
     
              Jednak Siergiej Eisenstein nie tracił rewolucyjnego zapału i w nowym obrazie „Linia generalna” (inny tytuł: „Stare i nowe”) starał się przedstawić problemy kolektywizacji wsi. Zgodnie z koncepcjami Stalina podkreślał wyższość wspólnej własności nad prywatną, zwalczał „kułaków”, czyli bogatych chłopów, którzy nie chcieli oddać swej ziemi i krów do kołchozu, pokazywał nowe techniki uprawy roli.
     

               Mniej było w tym filmie symboli, więcej ludzkich twarzy, dlatego obraz odegrał znaczną rolę w propagandzie Stalina.
     
     
              W roku 1929 reżyser wyjechał do Berlina, entuzjastycznie witany przez Alberta Einsteina oraz Stefana Zweiga, Fritza Langa i  Bertolta Brechta. Wiosną 1930 roku na zaproszenie wytwórni Paramount udał się do Hollywood. Miał tam nakręcić adaptację „Tragedii amerykańskiej” Theodore’a Dreisera.


             Zgodnie ze swoim światopoglądem chciał przedstawić powieściowe wydarzenia jako obraz degeneracji kapitalizmu. Producenci się na to nie zgodzili. Eisenstein wyjechał więc do Meksyku, by tam realizować inny projekt, filmową rekonstrukcję historii meksykańskiej. Nie liczył się z czasem i kosztami, dlatego w końcu musiał zrezygnować i z tego pomysłu.
     
     
               Po powrocie do ZSRS Eisenstein nakręcił film „Łąki Bieżyńskie”, poświęcony życiu Pawlika Morozowa, który doniósł na własnego ojca kiedy uznał, że chce on zaszkodzić wielkiej sprawie komunizmu.
     
     
              Donoszenie na rodzica trudno uznać za czyn chwalebny, jednak Eisenstein, geniusz propagandy, był w stanie przekonać widzów, że w pewnych sytuacjach należy to robić bez wahania. Dlatego z ojca donosiciela zrobił potwora. Już w pierwszych scenach bogaty chłop maltretuje swoją żonę i matkę bohatera filmu. Matka umiera. Kułak nie ma żadnych wyrzutów sumienia. Chce teraz podpalić wspólną własność biednych chłopów, ich mały kołchoz. Syn  ostrzega kołchoźników. Postępuje więc słusznie. W dodatku sam ginie z ręki ojca-potwora podczas obrony kołchozu.
     
     
              Mimo tego film spotkał się z krytyką wytwórni „Mosfim”, której przedstawiciele zarzucili mu  m. in. brak zasad „realizmu socjalistycznego”. Krytycy powtarzali słowa Stalina, który uznał, iż film był zbyt „formalistyczny”. Ostatecznie Eisenstein nie dokończył filmu. Po rekonstruowaniu materiałów został on pokazany dopiero w 1967 roku.
     
     
               W obliczu zbliżającej się konfrontacji komunizmu z nazizmem filmowym propagandowym przygotowaniem ludzi sowieckich do wojny miał być wielki fresk historyczny „Aleksander Newski” o walkach niemieckiego Zakonu Kawalerów Mieczowych z wojskami Rusi w 1242 roku.
     
     
              Reżyserię powierzono wracającemu do łask Eisensteinowi, który stworzył wizualne i dźwiękowe arcydzieło - prawdziwą operę filmową z muzyką Prokofiewa. Otrzymał za swą pracę zaszczytny Order Lenina, jednak... nieoczekiwany sojusz sowiecko-niemiecki i pakt Ribbentrop - Mołotow sprawiły, że anty-germański film wycofano z ekranów.
     
     
             Twórca „Pancernika Potiomkina” otrzymał nowe niezwykłe zadanie: wystawienia w Teatrze Wielkim w Moskwie opery Wagnera „Walkiria”. Na premierze wygłosił przemówienie o konieczności serdecznej współpracy między bratnimi ludami Niemiec i Kraju Rad.


                Stalin był zadowolony ze swojego czołowego propagandzisty i zlecił mu zadanie nakreślenia portretu wielkiego władcy, który go od dawna: Iwana Groźnego. Pierwsza część filmu, nakręcona w latach wojny w Ałma Acie, podobała się czerwonemu dyktatorowi. Przyznał nawet twórcy Nagrodę Stalinowską.
     
     
              W drugiej części, realizowanej już po wojnie, pojawiły się czytelne porównania krwawych rządów szalonego cara i samego Stalina. Zdjęcia przerwano. Reżyser i wykonawca roli Iwana Groźnego, znakomity aktor Nikołaj Czerkasow zostali wezwani w lutym 1947 roku „na dywanik” do gabinetu Stalina.
     
     
            Stalin zażądał wprowadzenia zasadniczych zmian w filmie. W trakcie realizacji filmu reżyser zmarł w lutym 1948 roku, a film został pokazany dopiero w 1958 roku.
     
     
    Wybrana literatura:
     
     
    J. Kochańczyk - Filmowe kłamstwa i manipulacje czyli sposób na pranie mózgu
     
    T. Szczepański - Eisenstein
     
    W. Szkłowski – Eisenstein
     
    S. Eisenstein - Wybór pism
     
    A. Niekricz, M. Heller – Utopia u władzy. Historia Związku Sowieckiego
    5
    5 (2)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Sergiej Eisenstein był nie tylko geniuszem filmu, ale przede wszystkim czołowym propagandzistą komunizmu.
     
     
               Sergiej Eisenstein był synem głównego architekta miasta Rygi,  Michała Osipowicza i Julii Iwanowny, córki bogatego kupca. Po rozwodzie rodziców wychowywany był przez ojca. W czasie wojny domowej w Rosji Michał Eisenstein walczył po stronie białych, a po ich klęsce  musiał emigrować do Berlina.
     
     
               Młody Sergiej zafascynował się kinem, mi.in. uczestniczył  26 lutego 1917 roku w Piotrogrodzie w „ostatnim przedstawieniu teatralnym carskiej Rosji”. Wsiewołod Meyerhold pokazał wówczas wyreżyserowaną przez siebie „Maskaradę” Lermontowa.


             Bardzo szybko przeszedł na stronę bolszewików.
     
              Eisenstein zastosował po swojemu teorie Kuleszowa dotyczące montażu filmowego. Uznał, że najbardziej będzie działał na widzów „montaż atrakcji”, zderzający zaskakujące, ale w jakiś sposób powiązane logicznie obrazy. W filmie „Strajk” w scenie pacyfikacji zbuntowanych robotników zestawiał ujęcia masakry ludzi z obrazami uboju bydła w rzeźni. Pomysł okazał się bardzo skuteczny - widzowie byli wstrząśnięci.


               W 1925 roku w dwudziestą rocznicę rewolucji 1905 roku Eisenstein postanowił pokazać na ekranie jeden z epizodów rewolucji - bunt marynarzy na pokładzie okrętu wojennego „Kniaź Potiomkin”. Choć w rzeczywistości bunt zakończył się klęską, a wydani przez Rumunów buntownicy albo trafili na szubienicę albo na Sybir, reżyser nie pokazał jednak tego zakończenia.
     
     
               Sukces filmu był efektem znakomitej znajomości psychiki ludzkiej i odwoływania się do podstawowych instynktów człowieka.
     
     
               Od razu na początku filmu widz jest świadkiem konfliktu między marynarzami „Potiomkina” i dowództwem okrętu. Marynarze są karmieni gorzej niż zwierzęta, dostają do zjedzenia zepsute mięso. Widzom zbiera się na mdłości, gdy widzą wielkie zbliżenie robaczywego mięsa. Gdy więc marynarze buntują się, solidaryzują się z nimi oburzeni widzowie filmu.
     

               Dowódca „Potiomkina” nakazuje rozstrzelanie kilku buntowników, którzy przed egzekucją  zostają przykryci wielką płachtą brezentową. Gdy pluton egzekucyjny pochyla broń, spod płachty wyłania się okrzyk (napis): BRACIA!


               Żołnierze z plutonu zamierają w ruchu, nie chcą strzelać do swych kolegów. Razem z nimi zamierają widzowie. W końcu wybucha bunt i nieludzcy oficerowie ostają wyrzuceni za burtę.
     
     
               Podczas walki zginął jeden z marynarzy. Jego ciało zostaje umieszczone w łódce i odwiezione do portu w Odessie, do którego przybywają tłumy ludzi, popierających bunt załogi pancernika.
     

               Ogromny entuzjazm wzbudza wciągana na maszt okrętu czerwona flaga. W epoce filmu czarno-białego Eisenstein kazał ręcznie kolorować na czerwono symbol komunizmu.
     
     
              Najsłynniejszą scena filmy rozgrywała się na schodach prowadzących do portu w Odessie.   
     
     
                Na schodach prowadzących do portu zgromadziło się wielu przypadkowych przechodniów, sympatyków   marynarzy. Bezbronni ludzie są wręcz zmiatani ze schodów przez zdyscyplinowany szereg zbrojnych żołnierzy.


               Eisenstein zestawił chaotyczne ruchy zwykłych ludzi na schodach, zamkniętych w pułapce bez wyjścia - z rytmicznym marszem uzbrojonych żołnierzy, staczających się jak czołg z góry po schodach.


               Żołnierska machina przemocy miażdży nie anonimową masę, ale poszczególnych osoby, wyodrębnione z grupy. Reżyser pokazuje ludzi budzących elementarne odruchy współczucia: kalekę o kulach, kobietę w okularach, młodego mężczyznę w okularach, młodą matkę z wózkiem, w którym znajduje się niemowlę, które zjeżdża po schodach, skazane na zagładę.


             Są to obrazy o potężnym ładunku emocjonalnym. Ginie dziecko, ginie jego matka, ginie kobieta w rozbitych, zakrwawionych okularach. Wszystkie te postaci są pokazane z detalami, na zbliżeniach, podobnie jak elementy carskiej maszyny do zabijania: bagnety żołnierzy, ich buty, zwarte szeregi.
     

               Ta jedna z najsławniejszych scen  w dziejach kina - składa się ze zmontowanych po mistrzowsku kolejnych epizodów. Każdy z nich wyraża przeżycia poszczególnych postaci.
     
     
              Dla Eisensteina nie był ważny prawdziwy przebieg wydarzeń, ale emocje związane z ludzkimi dramatami.
     
     
               „Pancernik Potiomkin” wywiera wrażenie również i dziś, dlatego, że odwołuje się do podstawowych ludzkich odruchów: solidarności z niewinnymi (dziecko!), tragicznymi (matka, która straciła dziecko), skrzywdzonymi przez: los i - wielkich tego świata.
     
     
               Za pokrzywdzonymi zdaje się opowiadać sama natura! Ożywają i powstają nawet oburzone kamienne lwy na schodach odeskich!
     

               Sprawiedliwą karę za masakrę bezbronnej ludności wymierza załoga „Pancernika Potiomkina”, strzelając z armat wprost w koszary carskich żołnierzy w Odessie. Eisenstein zestawił obraz luf armatnich z posągami trzech marmurowych lwów. Jeden z nich był uwieczniony w pozycji leżącej, drugi czaił się do skoku, trzeci stał na wyprostowanych łapach. Te trzy posągi w filmie stopiły się w jeden, w trzech fazach ruchu, zgodnie z intencjami reżysera, który napisał potem: „Trzy niezależne duże plany różnych marmurowych lwów w różnych pozach stapiały się w jednego lwa w skoku, co więcej - w inny wymiar filmowy, w ucieleśniony okrzyk: ‚Ryknęły kamienie!’
     

               Twórca „Pancernika” doskonale wyczuwał znaczenie happy endu. W finale filmu pokazał ucieczkę okrętu; udaną, choć przeciw niemu wystąpiła cała eskadra admiralska. Na maszcie „Potiomkina” ukazało się magiczne słowo: - BRACIA!
     

               I po chwili wahania wzniesione lufy okrętów eskadry opadły. Zwyciężyła ludzka solidarność. Widzowie filmu w tym momencie bili brawo. Oto potęga sztuki!
     
     
                Film został pokazany na całym świecie. W Polsce „Pancernika” jednak nie wpuściła na ekrany cenzura.


               Chwyty emocjonalne i propagandowe, wypracowane w „Pancerniku Potiomkinie” reżyser wykorzystywał wielokrotnie w następnych filmach. „W każdym nieomal filmie Eisensteina powtarza się z fatalistyczną konsekwencją sytuacja śmiercionośnego zagrożenia, - napisał Tadeusz Szczepański - chwytający za gardło motyw anonimowej, ślepej, okrutnej i nieodwracalnej siły, która miażdży na swojej drodze bezbronne ludzkie istoty. To nie tylko schody odesskie i atak konnicy krzyżackiej w ‚Aleksandrze Newskim’. To także ‚krwawa rzeźnia’ w ‚Strajku’ i otwarcie mostów nad Newą w ‚Październiku’ ze zwisającą na skraju przepaści złotowłosą dziewczyną, którą Iwan Aksjonow nazwał ‚proletariacką Ofelią’. (...) powraca inny motyw - obraz dziecka wplątanego w tryby zagłady. W ‚Strajku’ maleńki chłopiec trafia pod kopyta kozackich koni, a w scenie rozbicia robotniczego strajku Kozacy zrzucają dzieci z wysokich pomostów w przepaść podwórza. Słynny wózek z niemowlęciem staczający się z narastającą prędkością po schodach odesskich. Śmierć Stiopki z rąk ojca w ‚Łąkach Bieżyńskich’. Niemowlęta rzucane na stos przez Krzyżaków w podbitym Pskowie (‚Aleksander Newski’). Śmierć na matczynym łonie infantylnego księcia Starickiego w ‚Iwanie Groźnym’.”
     
     
    CDN.
    5
    5 (2)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Niemiecka kinematografia, nadzorowana przez Goebbelsa, odegrała wielką rolę w propagowaniu politycznych planów Hitlera.
     
     
             Zgodnie z koncepcjami Hitlera należało stopniowo eliminować „podludzi”, by stworzyć przestrzeń życiową dla rasowych Niemców. W pierwszej kolejności mieli zostać zlikwidowani Żydzi.
     
     
               Przygotowaniem propagandowym do tej akcji była seria sugestywnych filmów antysemickich, które powstały w 1940 roku. W ciągu kilku miesięcy odbyły się premiery „Rotszyldów”, „Wiecznego Żyda” i Żyda Sussa”.
     

               Popularna gazeta „Deutsche Allegemeine Zeitung” zachwycała się po premierze „Wiecznego Żyda”: „Widzimy demaskatorskie sceny z polskich gett, sceny w synagogach, gdzie Żydzi uprawiają handel, brudy w synagogach, zbliżenia żydowskich twarzy. Potem film z pomocą fotografii trickowej przedstawia rozprzestrzenianie się Żydów na cały świat w formie migracji szczurów. Pokazany jest zręczny wybór fotografii z żydowskich filmów i rewii. Najstraszliwszy rozdział przychodzi na końcu: okrutne, nieludzkie, barbarzyńskie zarzynanie zwierząt”.
     

               Sceny żydowskiego uboju rytualnego były tak odrażające, że Goebbels zażądał dwóch wersji. „Łagodniejsza” była przeznaczona dla kobiet i dzieci.
     

               Szczytowym dziełem antysemickiej propagandy był „Żyd Suss” zrealizowany pod nadzorem Goebbelsa przez reżysera Veita Harlana. Akcja filmowej wersji powieści Liona Feuchtwangera toczy się w Wirtembergii, w XVIII wieku. Ministrem finansów księcia Aleksandra jest żydowski bankier Izaak Suss -  wyjątkowo odrażający, pazerny typ, powszechnie znienawidzony, bo ściągający od ludności coraz wyższe podatki. Pieniądze nie trafiały do szkatuły księcia ale do skarbca Sussa.
     

               Kulminacyjnym punktem filmu jest scena zgwałcenia przez Sussa młodej, pięknej dziewczyny niemieckiej, która niedawno poślubiła cnotliwego Niemca. W roli ofiary wystąpiła ulubienica niemieckiej publiczności Kristina Soderbaum. Zgwałcona dziewczyna popełnia samobójstwo. Jej śmierć staje się hasłem do buntu ludności. Żyd Suss staje przed sądem i zostaje skazany na śmierć. Zapada też decyzja, że wszyscy Żydzi muszą opuścić Wirtembergię.


              Podobno gdy film pokazano strażnikom obozu koncentracyjnego w Dachau, natychmiast po ostatniej scenie wtargnęli z bronią do baraków i zakatowali ponad pięciuset żydowskich więźniów.
     
     
              Film obowiązkowo mieli oglądać funkcjonariusze SS i policji (w towarzystwie rodzin). Organizowano także specjalne pokazy dla młodzieży szkolnej.


              Inny propagandowy film Goebbelsa „Oskarżam” przekonywał Niemców, że powinni humanitarnie uśmiercać ludzi niedołężnych fizycznie i chorych psychicznie; usprawiedliwiał tym samym aktualną akcję gestapo.
     
     
               Nieoczekiwane zbliżenie niemiecko-sowieckie w roku 1939 zaskoczyło nawet Goebbelsa, który musiał zawiesić kilka przygotowywanych z rozmachem produkcji antysowieckich.
     
     
               Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej Goebbels polecił sforsować ambasady sowieckie w Berlinie i w Paryżu. Znaleziono tam między innymi prawdziwe sale tortur dla przeciwników Stalina, krematoria do palenia zwłok i laboratoria do produkcji egzotycznych trucizn. Wszystko to starannie sfotografowali filmowcy Goebbelsa i pokazywali światu, kompromitując czerwony reżim.
     
     
               Minister propagandy był zwolennikiem „wyzwalania” narodów sowieckich spod przemocy komunistów. Chciał zjednać Ukraińców, Białorusinów, narody nadbałtyckie do współpracy z Niemcami, jednak wygrała koncepcja traktowania ich jako niewolników Rzeszy.
     
     
              Nie udało się także Goebbelsowi doprowadzić do rozbicia koalicji antyhitlerowskiej po odkryciu grobów pomordowanych przez Sowietów polskich oficerów w Katyniu.  Goebbels kazał sfilmować ekshumację zwłok polskich żołnierzy. Niemiecka propaganda nadała rozgłos tej sowieckiej zbrodni, jednak zarówno Londyn jak i Waszyngton wyciszyli sprawę - żołnierze Stalina byli potrzebni i Anglikom, i Amerykanom.
     
     
               Gdy w roku 1943 Niemcy ponosiły klęskę za klęską na wszystkich frontach Goebbels podjął decyzję o nakręceniu wielkiego filmu historycznego „Kołobrzeg”, który przedstawiać dzieje obrony tego pruskiego miasta przed wojskami Napoleona, w latach 1806 - 1807. „Ten film będzie znakomicie pasować do sytuacji politycznej i wojskowej, w obliczu której zapewne staniemy, gdy wejdzie na ekrany. – przekonywał - Powinien przekonać wątpiących, że zjednoczony naród pokona każdego wroga”.
     

               Zdjęcia powstawały przez cały rok 1944. Reżyserował niezawodny Veit Harlan. Wśród statystów było 187 tysięcy żołnierzy i 6 tysięcy koni. Dawny Kołobrzeg odtworzono w atelier pod Berlinem.
     
     
              Ostatecznie do premiery filmu doszło dopiero 30 stycznia 1945 roku. „Za sto lat będzie się pokazywało inny, piękny kolorowy film o strasznych dniach, w których żyjemy – Goebbels mówił podczas premiery. - Czy chcecie otrzymać rolę w tym filmie, by po stu latach wrócić do życia? Każdy ma teraz okazję wybrać sobie rolę, którą chce zagrać w filmie za sto lat od tej chwili. Mogę was zapewnić, że będzie to piękny i budujący obraz. Wobec tej perspektywy warto się starać. Trzymajcie się więc, żeby za sto lat widzowie was nie wygwizdali, gdy się ukażecie na ekranie”.
     
     
              W tym czasie Goebbels wygłaszał nieustanne przemówienia radiowe, nawołujące do walki w obronie zagrożonych Niemiec. Zapewniał także Hitlera, iż los się odwróci. Przypominał historię twórcy potęgi Prus, króla Fryderyka Wielkiego, który był bliski klęski podczas wojny siedmioletniej.  W najbardziej odpowiednim momencie umarła jego groźna przeciwniczka, caryca Rosji Elżbieta. Na tron wstąpił życzliwy Fryderykowi Piotr, a u jego boku fantastyczną karierę zrobiła pruska księżniczka, znana w świecie jako Katarzyna II.
     

               Po nieudanym zamachu na Hitlera nakazał sfilmowanie procesu i egzekucji spiskowców. W ten sposób powstał film „Verrater von dem Volksgericht”. Część pierwsza zawierała pięć ujęć i trwała 105 minut, część druga - identycznie, zaś część trzecia, uwieczniająca scenę egzekucji skazańców trwała 20 minut.
     
     
                Po wojnie film zaginął, a Brytyjczycy wyprodukowali „fałszywkę”, w której ukazano Hitlera rozkazującego  wieszać skazańców na hakach rzeźniczych, by cierpieli wielogodzinne męki, który potem sam z lubością oglądał sfilmowane sceny w domowym kinie.
     
     
                Możliwe, że Brytyjczycy pomścili w ten sposób królową Wiktorię i Churchilla, zniesławionych w karykaturalnym „Wujaszku Kruegerze”.
     
     
     
     
    Wybrana literatura:
     
     
     
    J. Kochańczyk - Filmowe kłamstwa i manipulacje czyli sposób na pranie mózgu
     
    R. Grunberger - Historia społeczna Trzeciej Rzesz

    E. Król -  Propaganda i indoktrynacja narodowego socjalizmu w Niemczech 1919-1945. Studium organizacji, treści, metod i technik masowego oddziaływania
     
    P. Longerich – Goebbels. Apostoł diabła

    J. Goebbels – Dzienniki
     
    J. Płażewski - Historia filmu
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Max  |  1
    Prolog "Nad lampasy i czerwienie, Wolisz Strzelca strój. Hej, hej, Komendancie! Miły wodzu mój!" I Po wygranej wojnie przeciwnicy polityczni marszałka Józefa Piłsudskiego robili wszystko, aby zmarginalizować jego rolę, a zwycięstwo w bitwie warszawskiej przypisać komu innemu. Termin "cud nad Wisłą" wymyślił endek Stanisław Stroński, niedwuznacznie sugerując, że to interwencja (co najmniej Jej) Matki Boskiej pozwoliła obronić Polskę. Otóż nie było tam Matki Boskiej, jeśli gdzieś miałaby być, to w sercach bohaterskich obrońców. Był tam Marszałek i jego żołnierze. II Zrealizowany skutecznie w sierpniu plan uderzenia z obu skrzydeł (marzenie każdego wojskowego - by powtórzyć Kanny Hannibala) powstał jeszcze w lipcu. Manewr miał rozpocząć się w okolicach Brześcia Litewskiego. Generała Rozwadowskiego nie było wtedy w Polsce. To Piłsudski, od początku wojny, opowiadał się za prowadzeniem wojny manewrowej i atakami flankowymi, na jego osobiste polecenie wzmocniono, przed decydującym starciem, północne skrzydło armii. Słynny rozkaz numer 10.000, który miał zmieniać rozkaz 8358/3, zaistniał w jednym (!) egzemplarzu, pisanym ręcznie przez Rozwadowskiego - i do nikogo nie dotarł. Luźna notatka. Oddajmy zresztą Rozwadowskiemu, tutaj, sprawiedliwość. Oto, co pisał wtedy, w sierpniu 1920 roku: "Mam wrażenie ogólne, że cała akcja rozwija się bardzo korzystnie i że właśnie co do czasu mamy korzystne warunki. Tak jak je P. Komendant przewidział. (...) Uderzenie główne sił Pana Komendanta trafi więc doskonale.(...) Więc i tutaj, zupełnie w myśl rozkazu Pana Komendanta, wykonanie jest już w toku". III Narodowa Demokracja miała inną koncepcję rozwiązania problemu. Już 19 lipca niejaki Dmowski wnioskuje do Rady Obrony Państwa o odwołanie Wodza. Wniosek przepada. Ten sam pan 9 sierpnia 1920 przemawia na sali Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu (Wielkopolska była bastionem endecji), wnioskując o utworzenie alternatywnego rządu. Z nim jako premierem, a Paderewskim jako naczelnikiem państwa. Zdrada? Zdrada. IV 12 sierpnia Józef Piłsudski spotkał się z premierem polskiego rządu, Wincentym Witosem. Bezustannie atakowany przez członków Rady Obrony Państwa - za nieudolność, za zdradę - złożył dymisję z funkcji Naczelnego Wodza oraz Naczelnika Państwa. Witos dymisji nie przyjął. Następnie Piłsudski odwiedził swoją towarzyszkę życia, Aleksandrę Szczerbińską (ożenią się w 1921 roku), by się pożegnać i - wrócił na front dzień później. Tyle w kwestii obrzydliwego pomówienia: "uciekł do kochanki". V Po wojnie polsko-bolszewickiej sam Piłsudski awansował Rozwadowskiego do stopnia generała broni i odznaczył Virtuti Militari, mianował Inspektorem Armii. A Rozwadowski, w imieniu żołnierzy przekazywał Piłsudskiemu klucze do podarowanego mu przez podkomendnych dworku w Sulejówku. Tyle w kwestii "nienawiści", którą zawistny Naczelnik miał ponoć żywić do swego - kompetentnego zresztą - szefa sztabu. Ale kiedy w 1926 roku, w czasie zamachu majowego, Rozwadowski rozkazał (na piśmie) rozstrzeliwać pojmanych piłsudczyków bez sądu (!) - cierpliwość Marszałka wyczerpała się. VI Mit o Rozwadowskim, jako autorze zwycięstwa w bitwie warszawskiej narodził się 1984 (!) roku. Stworzony przez Jędrzeja Giertycha. Usprawiedliwiającego stan wojenny z 13 grudnia 1981 roku zwolennika Jaruzelskiego. Ojciec niejakiego Romana G. Argumentując, oparł się na materiałach dostarczonych przez dwóch TW. Wisienka na torcie. VII Nie Matka Boska, nie Rozwadowski, nie cuda ocaliły Polskę w sierpniu 1920 roku. Uratował ją Marszałek. I jego żołnierze. Uwaga natury ogólnej, na zakończenie. Endecja (dowolnej maści) kłamała, kłamie i kłamać będzie. A my nie dajmy sobie obrzydzić i odebrać naszych bohaterów.
    5
    5 (2)

    1 Comments

  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Niezwykle ważną rolę w wykreowaniu Polaków jako rzekomych brutalnych morderców Niemców odegrały niemieckie filmy.
     
     
           Akcja „Z tamtej strony Wisły”, powstałego już w czasach Goebbelsa,  w okresie odprężenia w stosunkach Berlina z Warszawą, toczyła się na pograniczu niemiecko-polskim wkrótce po zakończeniu I wojny światowej. Polscy okupanci byli odrażający, brzydcy i źli, którzy gwałcą, palą, mordują - nie zasługiwali więc na niepodległość.
     
     
          Z kolei „Podróż do Tylży” to historia niemieckiego małżeństwa, zagrożonego przez podstępną polską ladacznicę. Dopiero chłosta przywołuje do porządku paskudną Polkę.
     
     
            W przeddzień ataku wojsk niemieckich na Polskę wszedł na niemieckie ekrany film „Wrogowie”., w którym polscy chłopi zostali przedstawieni jako rozpijaczeni degeneraci, palący domy porządnych Niemców, znęcający się nad niemieckimi kobietami i dziećmi, dewastujący niemieckie groby.
     
     
             Niemieccy widzowie zaciskali pięści na widok takich bezeceństw i zachęcali swoich żołnierzy do walki ze słowiańską zarazą.


               Po zdobyciu Polski w 1939 roku nadal produkowano antypolskie filmy.
     
     
            W roku 1940 na okupowanych ziemiach reżyser Gustaw Ucicky nakręcił na zlecenie Goebbelsa propagandowy film „Powrót” z udziałem aktorów niemieckich i polskich. Akcja rozgrywała się w 1939 roku na ziemiach zamieszkiwanych przez mniejszość niemiecką. Niemieccy mieszkańcy małego miasteczka, czyści, schludni, pracowici, porządni, prześladowani byli w okrutny sposób przez obdartych, brudnych i wiecznie pijanych Polaków. Jasnowłose niemieckie dzieci - niewinne aniołki - były bite i poniżane przez polskich chuliganów.


            Urocza germańska nauczycielka, grana przez ulubienicę publiczności Paulę Wessely, stara się interweniować w obronie uciśnionych u polskiego burmistrza, ale ten tylko wyraża swą pogardę dla Niemców i odprawia ją z kwitkiem.  Ojciec nauczycielki, postrzelony przez polskiego zbrodniarza traci wzrok, a pijane polskie wyrostki próbują zgwałcić główną bohaterkę filmu, potem zaś pijana banda dobiera się do kolejnej młodej, czystej i niewinnej Niemki. Do gwałtu nie dochodzi tylko dlatego, że jeden z kamieni rzuconych w dziewczynę zabija ją. Kamera pokazuje jej umęczoną twarz i piękny łańcuszek na szyi. Łańcuszek ze swastyką.
     

               Po wybuchu wojny polscy policjanci aresztują Niemców, zamykając ich w więzieniu. Dzielna niemiecka nauczycielka nie straciła ducha. Zaczyna śpiewać patriotyczną pieśń niemiecką. Podejmują ją jej towarzysze niedoli. Gdy polscy policjanci przygotowywali się do zabicia  więźniów dochodzi odgłosów walki. Niemieccy żołnierze uratowali swych rodaków.


               Obraz Polski i Polaków, przedstawiony w „Powrocie”, był upowszechniany we wszystkich krajach pozostających pod wpływem reżimu Hitlera. Na festiwalu w Wenecji w roku 1941 otrzymał nagrodę specjalną włoskiego ministra kultury, a Niemiecka Izba Filmowa przyznała mu zaszczytny tytuł „Filmu narodu”.


               Niemcy uwierzyli w konieczność swej misji cywilizacyjnej na Wschodzie. Z mieszkającą tam plugawą hołotą nie trzeba się było cackać. Tak jak nie patyczkowali się realizatorzy filmu z polskimi statystami „Powrotu”. Reżyser kazał im grać... prześladowanych Niemców! Natomiast aktorzy niemieccy grali złośliwych Polaków. Przy takim odwróceniu ról na planie Niemcy nie markowali ciosów, ale autentycznie pastwili się nad ofiarami. Podczas realizacji zdjęć zginęło kilku Polaków, wielu zostało ciężko rannych, a krytycy filmowi w Niemczech zachwycali się „porażającym realizmem” poszczególnych scen.
     
     
            Wkrótce potem powstał  jeszcze jeden bardzo ważny film propagandowy, mający ogromne znaczenie dla przyszłych podbojów Hitlera. Pełnometrażowy dokument „Chrzest ogniowy” o błyskawicznym podboju Polski przez Hitlera miał być dowodem militarnej potęgi Niemiec. Obrazom zrujnowanej Warszawy towarzyszył złośliwy komentarz wyszydzający angielskiego premiera i puste obietnice wspierania Polaków w ich walce z Niemcami.
     
     
              Goebbels nakazał organizowanie specjalnych pokazów tego filmu w ambasadach niemieckich we wszystkich krajach europejskich. Miały one skłonić potencjalne, kolejne ofiary Hitlera do poddawania się bez walki. Kopie filmu nieodpłatnie przekazywano wszystkim chętnym w Europie.
     
     
             Film miał być przede wszystkim propagandowym przygotowaniem ataku na Francję. Podczas kampanii francuskiej Joseph Goebbels stoczył prawdziwą wojnę psychologiczną z przeciwnikami Hitlera. Darmowym pokazom „Chrztu ogniowego” towarzyszyły różnego rodzaju radiowe sztuczki ministra propagandy. Panikę wśród ludności wywołały fałszywe informacje radiowe o blokowaniu kont bankowych, fikcyjne hasła dla rzekomej „piątej kolumny” we Francji, wskazówki, jak przetrwać nieistniejącą epidemię cholery.  Agenci niemieccy występowali w roli „żydowskich uchodźców”, co dodatkowo pogłębiało zamieszanie.


           Operatorzy Goebbelsa filmowali oczywiście także kolejne działania wojsk hitlerowskich i po udanej kampanii francuskiej powstał kolejny obraz propagandowy: „Zwycięstwo na Zachodzie”. Migawkom z wojny towarzyszyła patetyczna muzyka Wagnera, grzmiąca nad coraz większymi połaciami Europy.
     
     
               Po pokonaniu Francji wrogiem została Wielka Brytania. W 1941 roku powstał antybrytyjski „Wujaszek Krueger” w reżyserii Hansa Steinhoffa, ukazując wojnę Burów z Anglikami w Afryce Południowej. Film przedstawiał między innymi angielskie obozy koncentracyjne i ich okrutnego komendanta  młodego Winstona Churchilla! Królowa Wiktoria była ucharakteryzowana na czarownicę.
     
     
          W finale rozbrzmiewały słowa, skierowane do widzów w kinach całego świata:
    - „Oto jak Anglia uczyniła naszych ludzi [naszych - podbitych Burów] niewolnikami. Jesteśmy małym narodem. Ale powstaną wielkie i potężne narody i zbiją Anglię na miazgę. Wtedy świat będzie wolny i zapanuje lepsze życie!”.
     

               Oprócz Anglików wrogami Trzeciej Rzeszy w roku 1941 zostały także Stany Zjednoczone.  Zrealizowano natychmiast film „Spacerkiem przez Amerykę”, pokazujący prezydenta Roosevelta i jego „żydowskich współpracowników”, strajki, marsze głodowe, plagę kidnaperstwa i zdegenerowaną, murzyńską muzykę jazzową.
     
     
             Wykorzystano i odpowiednio zmanipulowano fragmenty autentycznych kronik amerykańskich. Oficjalnie krytykowano wszystko, co amerykańskie, jednocześnie Goebbels doceniał hollywoodzkie filmy muzyczne. „Mają tylko parę murzyńskich pieśni, - podkreślał - ale przedstawiają je w sposób tak aktualny, że zdobywają tym wielkie obszary nowoczesnego świata”.
     

               Pod wpływem tych doświadczeń zaczęto produkować własne musicale. Przebojem roku 1942 był film „Wielka miłość” z Zarah Leander. W momencie pożegnania przez bohaterkę pilota Luftwaffe ruszającego na front, rozbrzmiewała wzruszająca piosenka: „Wiem, pewnego dnia stanie się cud”.
     
     
             Jednocześnie minister propagandy marzył o przejęciu kontroli nad całym europejskim przemysłem filmowym. Miał zamiar zaangażować najlepszych fachowców Starego Kontynentu. Cenił filmy francuskie, powstające w okupowanym kraju, jako „lekkie i eleganckie”. „Postaram się, by szczególnie utalentowanych filmowców francuskich ściągano stopniowo do niemieckich filmów” - pisał w „Dziennikach”.
     
     
    CDN.
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    Hitler oraz Goebbels byli mistrzami manipulacji politycznej.
     
     
               Przyszły wódz Trzeciej Rzeszy był uważnym czytelnikiem popularnej w jego czasach „Psychologii tłumu” Gustawa Le Bona, który wskazywał, iż „Badania nad wyobraźnią tłumu wykazały nam, że oddziałuje się zwłaszcza obrazami, jeżeli zaś nie dysponujemy obrazami, należy, celem osiągnięcia tego samego skutku, użyć odpowiednich słów i haseł. Zastosowane zręcznie, mają one naprawdę tajemniczą i cudowną moc, jaką je już przed laty obdarzali zwolennicy magii. Słowa i hasła mogą wzniecić najgroźniejszą burzę w duszy tłumu, potrafią też go uspokoić; z kości ludzi, którzy padli ofiarą tej mocy słów i haseł, można by usypać o wiele większą górę niż piramida Cheopsa. Rozumowanie i najsilniejsza argumentacja tracą swą moc w walce z pewnymi słowami i hasłami. Wobec tłumu wymawia się te słowa z pewnym namaszczeniem, co tłum w mgnieniu oka podchwytuje i przybiera postawę szacunku”.
     
     
               Hitler publiczne wystąpienia przygotowywał przed lustrem, obserwując swą postać. Wypowiadał zdanie po zdaniu, studiował własne ruchy i wyraz twarzy. Powtarzał poszczególne zdania i gesty tak długo, aż był zadowolony z efektu. Pytał niekiedy o zdanie przypadkowych, ale zaufanych obserwatorów: - Czy dobrze wypadłem? Czy dobrze wyglądam? Czy mogę już wejść na trybunę?
     
     
              Pracował też usilnie nad swoim wizerunkiem przywódcy, także opisanym przez Le Bona -  „Kiedy pewna liczba istot połączy się w grupę, bez względu na to, czy to będzie tłum ludzi, czy stado zwierząt, instynktownie dążyć będą one do poddania się władzy jakiegoś autorytetu. Faktem jest, że w tłumie ludzkim przywódca często odgrywa wielką rolę. Jego wola jest jądrem, wokół którego kształtują się i do którego się upodabniają poglądy innych. On jest zaczątkiem organizacji tłumu heterogenicznego, a także sekt. Zanim narzuci tłumowi pewne formy organizacyjne, staje się jego panem. Tłum bowiem to stado niewolników, które nigdy nie obejdzie się bez pana. Przywódca początkowo bywa tylko cząstką takiego niewolniczego tłumu i naprzód jest zahipnotyzowany pewną ideą, zanim stanie się jej krzewicielem. Idea ta do tego stopnia owłada jego duszą, że poza nią nic nie widzi, a każda myśl z nią niezgodna uchodzi w jego oczach za błąd i zabobon. (...) Przywódcami tłumu są najczęściej ludzie czynu, nie zaś myśliciele. (...) Przywódcami tłumu stają się też ludzie o starganych nerwach lub na pół obłąkani, którym niedaleko już do zupełnego obłędu. Niezależnie od tego, jak śmieszna jest idea, którą propagują, lub cel, do którego dążą, wszelkie rozumowanie okazuje się bezsilne wobec ich przekonania. Pogarda i prześladowanie nie potrafią ich odstraszyć od owych idei, a często nawet dodają im sił do walki. Dla swych przekonań poświęcają oni swe osobiste cele i rodzinę, a nawet instynkt samozachowawczy zdaje się u nich zanikać”.
     
     
             W „Mein Kampf”  napisał, iż  „podobnie jak kobieta, która woli ulegać silnemu niż rządzić słabym, również masy bardziej kochają panującego niż proszącego”. Oraz podkreślał, iż  „Każda propaganda musi być popularna i dostosowywać swój poziom do zdolności pojmowania najbardziej ograniczonego z tych, do których zamierza się zwracać”, gdyż „zdolność pojmowania szerokich mas jest bardzo ograniczona, rozsądku masy mają niewiele, a pamięci jeszcze mniej. Biorąc pod uwagę te fakty, każda skuteczna propaganda musi ograniczać się do bardzo niewielu punktów i wykorzystywać je przy pomocy sloganów tak długo, aż z całą pewnością ostatni człowiek potrafi sobie wyobrazić to, co chcemy”.
     
     
               Niemcy widzieli Fuehrera tak, jak pokazywała kamera jego ulubionej reżyserki filmowej - Leni Riefenstahl, która nakręciła film ze zjazdu NSDAP w Norymberdze w 1934 roku. Riefensthal była mistrzynią montażu. Z kilometrów taśmy filmowej wybrała najbardziej efektowne ujęcia.  „Triumf woli” miał hipnotyczną siłę oddziaływania. Wszyscy bohaterowie kinowego ekranu wydawali się ludźmi nie z tego świata - bywalcami Olimpu. Zeusem był Hitler, którego każde zdanie, potęgowane okrzykami i oklaskami słuchaczy, miało moc magiczną.
     
     
               „Triumf woli” Riefenstahl przenosił atmosferę norymberskiego zjazdu do wszystkich niemieckich miast i wsi. Potęgował wiarę w nadludzkie możliwości wodza Trzeciej Rzeszy, który w dodatku poprzez roboty publiczne i intensywne zbrojenia zlikwidował problem bezrobocia, a potem zaczął odnosić zaskakująco szybkie i łatwe sukcesy militarne.
     
     
               Niezwykle ważną rolę w wykreowaniu nadczłowieka Hitlera odegrał  minister propagandy, doktor Joseph Goebbels. Znakomity mówca, cyniczny polityk, wykorzystywał całą swoją błyskotliwą inteligencję i wiedzę dla wspierania nazistowskiej sprawy.
     
     
               Uważny czytelnik „Psychologii tłumu” i „Mein Kampf” Goebbels wielokrotnie przekonywał, że „propaganda to powtarzanie i jeszcze raz powtarzanie! Bębnię o czymś wciąż i wciąż swojemu narodowi, powtarzam dotąd, aż nawet najgłupsi zrozumieją... Tylko ta propaganda jest dobra, która daje efekty, a ta zła, która nie osiąga pożądanego celu, nawet wtedy, gdy jest bardzo inteligentna. Musimy odwoływać się do najprymitywniejszych instynktów mas!”.
     
     
               Równocześnie Goebbels starał się przedstawić Niemcom obraz wroga, niebezpiecznego dla ich bytu narodowego. Wrogów należało eliminować. Zdecydowanie zabijać - jak szkodliwe robaki! Nie lękać się przelewu krwi.  Minister propagandy oświadczył, że „trzeba zwrócić uwagę narodowi niemieckiemu na śmiertelne niebezpieczeństwo zagrażające mu ze strony Żydów”.


              Aby przekonać Niemców do bycia panami świata, rasą stworzoną do władania nad niższymi, rasami „podludzi” należało zapewnić sobie monopol, w tym celu trzeba było wyeliminować konkurencję. Z ekranów kin zniknęły filmy krzewiące przeciwne narodowemu socjalizmowi idee, w tym także niewinne na pozór komedie amerykańskie Chaplina.
     
     
                Nazistowski „Angrif” po berlińskiej  premierze „Świateł wielkiego miasta”: pisał w roku 1931; „Człowiek łapie się za głowę... Sprawa Chaplina, żydowskiego klowna filmowego, to jednak znamię epoki. Z bezprzykładnym sprytem Żydzi całego świata pracujący w filmie i w prasie bohaterem naszych czasów uczynili Chaplina, skretyniałego, bezradnego idiotę. Z brutalną szczerością zaproponowali typka, który - w przeciwieństwie do uczciwego człowieka - pozwala się jak chuchro kopać i gnębić, bez sprzeciwu, z milczącą apatią, w naiwnej głupocie daje robić z siebie piłkę, którą kopią roześmiani gracze”.
     
     
               Goebbels już w lipcu 1933 roku powołał Filmową Izbę Rzeszy. Tylko jej członkowie mogli produkować filmy.  Dyrektorem artystycznym UFY został wielki aktor, ulubieniec Hitlera, Emil Jannings.
     

               Goebbels potrafił po mistrzowsku wprzęgać talenty swoich filmowców w kierat wielkiej polityki. Największe kampanie polityczne i wojskowe Hitlera były poprzedzane przez propagandowe akcje Goebbelsa.
     
     
               W 1939 roku Polska przedstawiana była jako złowrogi prześladowca mniejszości niemieckiej, a Polacy jako brutalne zbiry. Narodowosocjalistyczny minister propagandy dowodził, iż  „tysiące [rodowitych Niemców] uciekło przed polską przemocą pod opiekę Rzeszy”.


              Atak na Polskę w roku 1939 uzasadniały w przekonujący sposób antypolskie filmy „Ku wolności”, „Student żebrak”, „Polska krew”, „Z tamtej strony Wisły” i „Powrót do Tylży” (lata 1936 - 1938). Polacy byli przedstawiani jako podludzie, brudni, zapluci, agresywni - mordujący przy każdej okazji porządnych, czystych, schludnych i pracowitych Niemców.
     
     
               Goebbels nie był prekursorem antypolskich filmów. Już w roku 1927 ukazał się obraz „Kraj pod krzyżem”, w którym Niemcy zostali przedstawieni „niby aniołowie, ludzie spokojni, dobrzy, pracowici, natomiast Polacy to niesforna hołota, krzywdząca niemieckich współobywateli”.
     

               Przy wsparciu władz niemieckich powstał w tym samym czasie film „Płonąca granica”, w którym przedstawiono bestialskie zbrodnie dokonywane na Niemcach. „ Ilustracja muzyczna filmu nie pozostawia żadnych wątpliwości, iż pastwiące się nad bezbronną ludnością bestie w ludzkich ciałach - to Polacy. Szereg drastycznych scen muzyka ilustruje motywami naszego popularnego krakowiaka”.
     

               Komedie w rodzaju „Polska gospodarka” (1928), ośmieszające ekonomiczne talenty słowiańskich sąsiadów, udowadniały czarno na białym tezę kanclerza Bismarcka, że dla Polaków można coś zrobić; z Polakami - nigdy. Dopiero w ramach niemieckiej Rzeszy można ich było jakoś ucywilizować.
     
     
     
    CDN.
    5
    5 (1)
  •  |  Written by Godziemba  |  0
    27 września 1939 roku skapitulowały ostatnie oddziały Frontu Północnego, walczące z Niemcami w okolicach Tomaszowa Lubelskiego.
     
     
               Inne jednostki Frontu Północnego walczyły jednak zaciekle osiągając nawet lokalne sukcesy. I tak np.  resztki Wileńskiej BK, wchodzące w skład zgrupowania płk. Zakrzewskiego uderzyły na Niemców, znajdujących się w miejscowości Cześniki. Mimo sporej przewagi przeciwnika po ponad półgodzinnych walkach Polakom udało się otoczyć sztab niemieckiego pułku. Mimo przybycia posiłków Niemcy zostali zmuszeni do bezładnego odwrotu, pozostawiając w Cześnikach wielu rannych i sporo sprzętu motorowego.
     
     
               „Pod wsią Cześniki niespodziewanie napotykamy niemieckie czołgi  - wspominał jeden z ułanów -  […] Ruszamy do natarcia. […] Szybko wypieramy Niemców […]. Szwadron pionierów niszczy cztery czołgi, cysternę z benzyną i kilkanaście motocykli. […] Kilku moich zuchów z satysfakcją kopie doły dla zabitych Niemców. Walka ta była prowadzona w całkowitym odosobnieniu, z żołnierzem krańcowo wyczerpanym, pozostającym w nieustannym odwrocie, świadomym druzgocącej przewagi wroga i otoczenia przez pancerne i zmechanizowane wojska niemieckie”.
     

               W innym przypadku w czasie natarcia niemieckiego płk Duch zebrał doraźną grupkę żołnierzy, złożoną m.in. z artylerzystów, piechurów, gońców i obsługi taborów, uderzając nią w sam środek niemieckiego natarcia. Zaskoczony przeciwnik, nie zdając sobie sprawy ze słabości polskiego zgrupowania, wycofał się w popłochu, zostawiając na polu walki wielu rannych.
     
     
                Wkrótce jednak niemieckie natarcie w innym miejscu odniosło sukces,  Niemcy wyparli polską piechotę z miejscowości Łabunie.  W szeregach WP doszło do załamania morale, w konsekwencji rozpadła się znaczna część oddziału ppłk. Gołkowskiego. Sytuacja stała się na tyle poważna, że  zdecydowano o sformowaniu oddziału zaporowego, by nie dopuścić do dalszych przypadków dezercji.
     
     
               Po kapitulacji Armii gen. Piskora oraz poddaniu się garnizonu Lwowa, dowódca Frontu Północnego postanowił przebijać się przez niemieckie linie w kierunku pogranicza rumuńsko-węgierskiego.  „Wydane przezeń rozkazy nacierania we wszystkich kierunkach, bez żadnej myśli przewodniej, - napisał gen. Anders -  uważam za całkowicie chybione. Proponuję większe skoncentrowanie i przebicie się przez linię niemiecką, a dalej na jej tyłach marsz na południe. Niestety, nie zgadza się na zmianę wydanych już rozkazów. […] Widzę, że dywizje Dąb-Biernackiego są przemęczone i niezdolne do twardej walki. Jestem przekonany, że brygada nowogródzka otworzy lukę, którą można będzie przeprowadzić resztę woj ska. Generał
    Dąb-Biernacki w to nie wierzy” .

     

               Tymczasem  w dowództwie niemieckiej 14. Armii zapadła decyzja o skoordynowanym natarciu na Polaków w rejonie Zamościa i Tomaszowa Lubelskiego , którego celem  rozbicie polskiego zgrupowania, tak by móc we względnym spokoju dokończyć proces ewakuowania oddziałów Wehrmachtu za linię demarkacyjną, ustaloną w układzie Ribbentrop-Mołotow.
     

               Rozpoczęte 23 września niemieckie natarcie sprawiło, iż położenie polskich oddziałów stało się coraz bardziej dramatyczne. Zagładzie uległa elitarna 1. DPLeg., której straty sięgały 75 proc. jej stanu. Większość oficerów poległo, odniosło rany bądź dostało się do niewoli.
     

               Frontalny szturm Wołyńskiej BK na umocnione pozycje niemieckie zakończył się fiaskiem. Dowódcy Wołyńskiej BK oraz Kresowej B podjęli decyzję o rozwiązaniu swoich jednostek, nakazując żołnierzom małymi grupami przebijać w stronę Węgier.
     

               W obliczu porażek prób przebicia się przez niemieckie gen. Dąb-Biernacki podjął decyzję o rozwiązaniu dowództwa Frontu Północnego, przekazując komendę nad resztkami  wojsk gen. Krukowiczowi-Przedrzymirskiemu i obarczając go ewentualną kapitulacją.  Sam zaś  wraz z członkami jej sztabu zamierzał przedostać się w cywilnym przebraniu do Węgier. Udało się to jedynie generałowi i pięciu jego oficerom, reszta dostała się do sowieckiej niewoli.
     

               Oddziały polskie prowadziły nadal walkę. 24 września w bitwie pod Suchowolą doszło do zagłady Mazowieckiej BK. Z drugiej strony Polakom udało się zdobyć Krasnobród, utrudniając Niemcom odwrót za linię demarkacyjną.
     
     
               W tym samym czasie  oddziały sowieckich dywizji z 8. Korpusu Strzeleckiego 5. Armii zmierzały w kierunku Zamościa.  Na prośbę Niemców z sowieckiej 44. Dywizji Strzeleckiej wydzielono zmotoryzowane zgrupowanie, które miało jak najszybciej dotrzeć w okolice Krasnobrodu, aby odciążyć niemieckie wojska w walce z Polakami.
     
     
               25 września gen. Krukowicz-Przedrzymirski podjął decyzję o jeszcze jednej próbie przebicia się przez niemieckie linie. Także  i ta zakończyła się porażką.
     
     
               W tej sytuacji podjęto decyzję o zaprzestaniu walk oraz rozpoczęciu rozmów kapitulacyjnych.   „Wobec wytworzonej sytuacji, spowodowanej szybkim zbliżaniem się wojsk sowieckich, - napisał ppłk. Kokoszka- dowódca armii zarządził […] kapitulację oddziałów. Kapitulacja została przyjęta […]. […] Pieniądze i żywność rozdać między żołnierzy, jak najwięcej majątku oddać ludności cywilnej, broń i materiały zdewastowane oddać w ręce wroga na punkcie składania broni”.
     
     
              27 września pozostałości Frontu Północnego pod dały się Niemcom. Do niewoli trafiło pięciu generałów (Krukowicz-Przedrzymirski, Kruszewski, Piekarski, Dindorf-Ankowicz i Olbrycht) oraz nieco ponad 6 tys. żołnierzy.
     
     
             Walki w rejonie Zamościa i Tomaszowa, znane też jako bitwy pod Tomaszowem Lubelskim, stanowiły drugie największe starcie wojny polsko-niemieckiej w 1939 roku. 
     
     
               Walki zakończyły się klęską polskich żołnierzy, jedną z głównych jej przyczyn był  brak współdziałania generałów Piskora i Dąb-Biernackiego. Na przegraną wpłynęły także niewystarczające rozpoznanie sił przeciwnika, słaba łączność, niezgranie ze sobą poszczególnych rodzajów broni, błędne decyzje dowództwa oraz demoralizacja (zwłaszcza w szeregach Frontu Północnego). Nie bez znaczenia pozostawało również zaopatrzenie, które od drugiej połowy września 1939 roku de facto nie funkcjonowało.
     
     
              Przed poddaniem się polscy żołnierze masowo ukrywali broń w okolicznych lasach bądź dawali ją na  przechowanie miejscowej ludności. Wielu oficerów nie chcących iść do niewoli lub próbujących przedostać się na Węgry, zaczynało tworzyć zalążki zbrojnego konspiracji. Ukryta broń została wykorzystania przez powstające oddziały partyzanckie.
     
     
     
    Wybrana literatura:
     
    P. Greszta – Tomaszów Lubelski 1939
    W. Białasiewicz -  Wrzesień 1939 roku na Zamojszczyźnie
    Bitwy pod Tomaszowem Lubelskim, red. T. Guz, W. Lis, R. Sobczuk,
    M. Porwit - Komentarze do historii polskich działań obronnych 1939 roku. Bitwy
    przebojowe i obrona bastionów, cz. 3
    J. Tym -  Tomaszów Lubelski 18 września 1939
    W. Anders - Bez ostatniego rozdziału. Wspomnienia z lat 1939–1946
     
    5
    5 (1)