"Nafąfanie i nihilizm"

 |  Written by Ursa Minor  |  1
 
Nafąfanie i nihilizm
fot. Jaroslaw Stachowicz / FORUM

Na naszych oczach umarł galwanizowany trup Unii Demokratycznej. „Partia ludzi rozsądnych”, które swoje ostatnie residuum znalazła w kancelarii odchodzącego prezydenta (J. Lityński, H. Wujec et consortes), odchodzi. Ale niezupełnie. Pozostało jednak tak charakterystyczne dla „ludzi rozsądnych” nafąfanie. „Ludzie nie dorośli”, „przegraliśmy z takim chłystkiem”, odsyłanie wyborców na mirabelki i szczaw przez ludzi, dla których płaca minimalna miesięcznie wynosi sześć tysięcy złotych (i to z poważnym uszczerbkiem na wizerunku, bo jak wiadomo za takie pieniądze pracuje „albo wariat albo złodziej”) – to tylko próbka ciągłego nafąfania charakterystycznego dla rządzącej aktualnie formacji. Jego personifikacją był i ciągle jest (sądząc po ostatnich wypowiedziach) kończący kadencję prezydent Bronisław Komorowski.

Jest jeszcze para-naukowa egzemplifikacja nafąfania. Ostatnio próbkę tego dostaliśmy w postaci ksiązki prof. Marcina Króla „Byliśmy głupi” (Wydawnictwo Czerwone i Czarne 2015).


Tytuł cokolwiek mylący, bo po lekturze książki, można odnieść wrażenie, że błędny jest zastosowany w tytule czas przeszły. Tytułowe „my” odnosi się właśnie do „ludzi rozsądnych”, którzy znaleźli przystań w UD (później w UW). Autor z jednej strony traktuje tą publikację jako rozliczenie błędów popełnionych przez swoje środowisko. A więc niedocenienie rychło w czas prezydenckich ambicji Lecha Wałęsy i przecenienie zdolności Tadeusza Mazowieckiego (przeoczenie jego „psychologicznej głuchoty”), utratę z pola widzenia „społecznej strony” tzw. gospodarczej transformacji kierowanej przez Leszka Balcerowicza, a nawet zbytnie demonizowanie przez środowisko „Gazety Wyborczej” zagrożenia nacjonalistycznego w Polsce po 1989 roku („antynacjonalizm bez nacjonalistów” jak pisze M. Król).

O wiele bardziej jednak książka Marcina Króla jest zapisem tego, co jest; tej charakterystycznej dla Unii Demokratycznej maniery traktowania swoich przeciwników z mentorskim poczuciem wyższości, postrzeganiem lustracji i dekomunizacji jako „zagrożenia dla demokratycznego państwa prawa” (przy czym zazwyczaj takiemu opisowi towarzyszy moralne wartościowanie w stylu „podli lustratorzy”) oraz inkryminowania „nieprzystosowania się” Kościoła do nowej sytuacji po 1989 roku. Typowa postać nafąfania.


Jej kliniczną postacią jest diagnoza, którą stawia M. Król w swojej książce, że u progu III RP „politycznie społeczeństwo było także głupie”. Oczywiście nie licząc „poszczególnych rozumnych i inteligentnych ludziach” – wiadomo w jakiej partii skupionych. Przecież tylko Unia Demokratyczna (potem Wolności) oraz obóz postkomunistyczny „dysponowali jako jedyni wyobraźnią dotyczącą tego, czym jest państwo”.

I oto rządom tej oświeconej, namaszczonej przez samą siebie elity przeszkodziło „głupie politycznie” społeczeństwo tworząc aberrację w postaci partii politycznych. Co prawda jest taka szkoła w politologii (skupiająca ok. sto procent badaczy), która twierdzi, że instytucja partii politycznych jest czymś normalnym w ustroju demokratycznym, ale przecież skoro społeczeństwo jest „politycznie głupie”… .

W każdym razie, jak wywodzi prof. Król, „partie polityczne [po 1989 roku – G.K.] w Polsce powstały w kompletnym bałaganie ideowym, a stworzyły je grupki kilkuosobowe, które wystawiły reprezentację w wyborach parlamentarnych”, były one „tworem ambicjonerów” i dowodem „sarmackiej głupoty”. A najgorsze były to, że powstały partie odwołujące się wprost do programu katolicko-narodowego jak ZCh-N. Powstanie tego ugrupowania jesienią 1989 roku czyni autor odpowiedzialnym za dokonanie „pierwszego oficjalnego rozbicia obozu solidarnościowego”.

Kościół generalnie w pierwszych latach po 1989 roku „szkodził, gdzie mógł”, „zawsze psuł lub starał się o korzyści dla siebie”. Konstatację tą – to kolejny przykład klasycznego nafąfania trupa galwanizowanego – autor podpiera wziętymi wprost z GW argumentami. Autor publikowanych niegdyś przenikliwych analiz polskiej myśli konserwatywnej pisze teraz w gazetowowyborczym stylu o tym, że Kościół „nie zajął się reformą wewnętrzną i unowocześnieniem”, „nie zajął się ewangelią [pisownia oryginalna –G.K.], co widzimy doskonale teraz z perspektywy papieża Franciszka”. Szczególnie zaś boli autora jako „przykład zupełnie absurdalnego zachowania Kościół” stosunek do ideologii gender, która według M. Króla jest przecież „kwestią czysto naukową”.

Wątpliwości co do trafności użytego w tytule czasu przeszłego budzą dodatkowo te fragmenty książki, w których M. Król powtarza rytualne zaklęcia przeciw lustracji. Czytamy więc o „zamachu lustracyjnym” w czerwcu 1992 roku, o charakterystycznym dla polskiego modelu lustracji „stylu chuligańskim”, co sprawiło, że stała się ona nie tyle „głupstwem, co świństwem”. Bez lustracji zaś nie byłoby „kanalijnego dzieła”, jak nazywa autor ujawnienie w 2005 roku przez Jacka Kurskiego prawdziwego przecież faktu służby dziadka Donalda Tuska w szeregach Wehrmachtu.

Czytając książkę M. Króla można odnieść wrażenie, że akurat prawda liczy się dla niego najmniej. Wszak „prawda historyczna nie istnieje”, a „czysto powinno być w łazience, a nie w życiu politycznym” (to a propos lustracji). Wydaje się jednak, że trochę zawstydzony tak jawnie głoszonym nihilizmem, autor w innych miejscach swojej książki twierdzi jednak, że „jeżeli wszystko będziemy zapominali, to utracimy poczucie dobra i zła”. W ten sposób M. Król uzasadnia swoje poparcie dla postulatu dekomunizacji. Idzie nawet dalej, twierdząc pod koniec swojej książki, że zasadniczym błędem „polskiego modelu transformacji” po 1989 roku było to, że „wielkiej zmianie” nie towarzyszyło „kontynuowanie tego, co było dobre” czyli podtrzymywanie „jedynej wspólnoty, czyli wspólnoty duchowej”.

Ale jak budować tą „wspólnotę duchową”, gdy „prawda historyczna nie istnieje”? Symptomatyczny dla stosunku M. Króla wobec „wspólnoty duchowej” jest jego krytycyzm wobec podejmowanych po 1989 roku rozmaitych działań na rzecz przywrócenia pamięci o dotychczas wymazywanych kartach polskiej historii. Najbardziej znany przykład pod tym względem jest renesans pamięci o Żołnierzach Wyklętych, o ludziach – jak mało kto – uosabiających wierność do końca imponderabiliom, które tworzą przecież najważniejszą ze wspólnot – wspólnotę duchową. Jej brak M. Król dostrzega i boleje nad tym deficytem. Jednocześnie postponuje Żołnierzy Niezłomnych pogardliwymi słowy o „biednych ludziach, którzy słusznie obawiali się powrotu do normalnego życia w czasach stalinizmu”, przy czym „wielu z nich już nie walczyło za ojczyznę, ale o przetrwanie z wszystkimi oczywistymi negatywnymi konsekwencjami walki bez przywódców, bez kierownictwa”.


W ten sposób nafąfanie spotyka się z nihilizmem.
 

5
5 (1)

1 Comments

Ursa Minor's picture

Ursa Minor

Byliście głupi, czy jesteście przebiegli?

 
Byliście głupi, czy jesteście przebiegli?
fot.CAP/FB Image supplied by Capital Pictures/Forum

Dawno już żadna książka napisana przez uczonego nie wytworzyła w salonie takiego poruszenia, jak "Byliśmy głupi" Marcina Króla. O eseju historyka idei pisze się jak o gromie z jasnego nieba. Pytanie tylko, dlaczego główny nurt tak promuje niepopularne przecież tezy Króla? Czyżby szykowała się pierwsza pierestrojka III RP?

 

W ubiegłym roku pod tytułem "Byliśmy głupi" ukazał się wywiad z Marcinem Królem opublikowany w "Gazecie Wyborczej". To w nim po raz pierwszy ów historyk idei zawarł tezy, o których mówiło wówczas całe środowisko stanowiące o sile Trzeciej Rzeczpospolitej. Jedną z głośnych tez Króla było wówczas hasło: "będą nas wieszać, skończymy na latarniach". Ferment, jaki wywołały te słowa skłonił najwyraźniej wydawnictwo Czerwone i Czarne do opublikowania eseju Króla, w którym miał rozwinąć swoje przypuszczenia. Tak też zrobił - czyżby z pożytkiem dla nowej odsłony III RP?

 

Błędy i wypaczenia, bez błędów i wypaczeń

Marcin Król popełnił bowiem książkę, w której rozlicza swoje pokolenie z "głupoty" z jaką zbudowało III RP. Ową głupotą okazuje się jednak wyłącznie... brak odpowiedniego poziomu wrażliwości społecznej. Salonowe media podkreślają przy tym, że Król zauważył to, ponieważ od kilku lat mieszka na wsi, gdzie na co dzień styka się z biedą. Czyż nie byłoby jednak naiwnością uznanie, iż obecna wciąż w wielu miejscach Polski bieda stanowi tak istotny czynnik dla salonu, że tak ochoczo promuje książkę Króla? Czy mamy uwierzyć, że wykluczeni z grona beneficjentów transformacji rzeczywiście staną się teraz sumieniem postkomunistycznych elit? Toż to zwykła blaga!

 

Cóż zatem może kryć się za mainstreamową gorączką piętnującą grzechy ojców założycieli III RP, a więc ludzi, którzy w tych samych mediach przedstawiani są jako świeccy święci, kanonizowanymi oczywiście przez Adama Michnika? Co się takiego wydarzyło, że tezy od lat powtarzane przez liczne prodemokratyczne środowiska zwane prawicowymi, trafiły na łamy gazet, tygodników i portali wiernych legendzie o dogmacie nieomylności III RP? Grupa trzymająca władzę najpewniej rzeczywiście zauważyła tlący się bunt nowych pokoleń, musi więc nań jakoś zareagować. Typowym dla socjalistycznej władzy zachowaniem będzie więc kolejna odmiana referatu Chruszczowa czy pierestrojki - wszak gdy nie można już dłużej  jawnie tłamsić przeciwnika, trzeba zadbać o pozory zmiany. I taki wariant może być nam szykowany. Profesor Król - wiedząc o tym lub nie - od roku kładzie ku temu podwaliny.

 

Konserwatyzm bez konserwatyzmu, liberalizm bez liberalizmu

Reakcje elit na wyniki wyborów prezydenckich wskazują, iż lęk przed rozliczeniem ich jest na prawdę ogromny. Skowyt po ogłoszeniu wyniku Kukiza nie był jednak wydawany z siebie w celu spojrzenia w lustro i zastanowienia się, czym zgrzeszyliśmy. Ryk ów był wyrazem złości na to, iż wyborcy rock-mana nie uznają III RP za najszczęśliwsze miejsce na ziemi. Było to też wołanie grupy przestraszonych ludzi, którym mogło się wydać, iż to właśnie głosujący na kandydatów antyestablishmentowych będą wspomnianymi wcześniej "wieszającymi na latarniach". Salon mógł te wyniki wyborów przewidzieć - data publikacji książki Króla, nie wydaje się więc jedynie dobrym posunięciem marketingowym wydawnictwa, ale także katalizatorem dezorientacji lumpeninteligencji, która bezkrytycznie do tej pory spoglądała na obecne państwo polskie.

 

Skąd takie przypuszczenia? Otóż tezy Króla sprowadzają się do stwierdzenia, że owszem, błędy zostały popełnione, ale... nie można było inaczej. Wykluczeni być musieli, można było o nich zadbać lepiej, tylko nikt nie wiedział jak, i nie wie do dziś. Źle jedynie, żeśmy tego nie zauważyli. Krótko mówiąc: "III RP TAK, wypaczenia NIE!". Esej Króla to przedziwna spowiedź konserwatywnego liberała, który choć deklaruje, iż idee konserwatywne i liberalne wciąż są mu najbliższe, uważa jednak że wszystko należałoby rozwiązać za pomocą socjalistycznej różdżki zwanej redystrybucją, jawiącej się jako remedium na bolączki ubogich.

 

Mazowiecki i spółka popełnili według Króla jeszcze jeden błąd. "Fatalną głupotą" miało być "pozostawienie patriotyzmu bez głębszej refleksji i natychmiastowe zrównanie go z nacjonalizmem". Jak twierdzi autor, swoistą odpowiedzią na antysemityzm bez Żydów, był antynacjonalizm bez nacjonalistów. Widać tu wyraźnie, że Król pisze bezpośrednio do przedstawicieli salonu - jeśli mają oni bowiem uznać, że gdzieś rzeczywiście popełnili błąd, trzeba taką grupę (w tym wypadku zwykłych, polskich patriotów przywiązanych do bieli i czerwieni), porównać do Żydów. To jedyna szansa, że coś do nich dotrze.

 

Kto tak naprawdę jest winny?

To tyle, jeśli chodzi o tak chętnie punktowane dziś w lewicowej prasie błędy twórców naszej dzisiejszej rzeczywistości. Reszta jest utyskiwaniem na polskość jako taką. Wszystko wskazuje na to, iż trzeba ją po prostu zaakceptować, a nie - wbrew temu co robili okrągłostołowcy - próbować z nią walczyć. Z takim antysemityzmem np. nie trzeba wojować, bo "podłość pojawia się we wszystkich krajach", natomiast dla Polaków to nie ma znaczenia, tutaj z antysemityzmem mają kłopot jedynie ludzie dobrze wychowani...

 

I wreszcie sedno sprawy - kto, wedle wykładni autora "Byliśmy głupi", był w trakcie minionego ćwierćwiecza "najgłupszy"? Otóż wcale nie elity III RP, ale... hierarchowie Kościoła! Król deklaruje, że "religia jest mu bliska, ale Kościół polski coraz bardziej daleki". Ciekawym jest co prawda passus, w którym profesor rozjeżdża "Tygodnik Powszechny" za zatrudnianie dziennikarzy z urbanowskiego "NIE", ale już zupełnie komiczny zdać się musi fragment, w którym autor utrzymuje, że Kościół zbyt wiele razy wtrącał się w politykę III RP, i przez to cierpi po dzień dzisiejszy. Na określenie mianem zupełnego absurdu zasługuje już natomiast zdanie: "w sprawach moralnych Kościół jednolitej wykładni nie ma (...) Kościół w Polsce niepotrzebnie wymuszał poglądy moralne". Na domiar złego, oceniając pontyfikat Jana Pawła II i jego stosunek do Polski, Król wykazuje się absolutną niewiedzą co do oczekiwań papieża wobec rodaków po 1989 r. Według profesora papieżowi Polska leżała na sercu tylko do "odzyskania niepodległości". Dziesiątki pouczeń moralnych Ojca Świętego, pomija w tym kontekście kłamliwym milczeniem.

 

Co to będzie?

Jeśli salonowe rozedrganie, jakie wywołał wywiad i książka Króla, zmienią salon, to w sposób podobny do tego, w jaki referat Chruszczowa zmienił ZSRR. Komuniści uznali wtedy, że trzeba przestać się wzajemnie mordować, stalinizm zostawić za sobą i przejść do nieco subtelniejszych metod okradania narodów z krajów miłujących pokój. Jesteśmy dziś kilka etapów transformacji dalej. Czy teraz czeka nas nowa, bardziej "Królowa" odsłona III RP? Skoro błędem było natrząsanie się z patriotyzmu, czy mamy spodziewać się teraz czegoś na kształt nowego, demokratycznego moczaryzmu? Czy czekoladowy orzeł i bibułkowy kotylion zostanie zamieniony na coś bliższego sercu zbuntowanej młodzieży, której tłumnego maszerowania ku czci Żołnierzy Wyklętych nie da się już zatrzymać? Czy zmiana ta podszyta  będzie zwiększonym interwencjonizmem "państwa opiekuńczego"?

 

Pewne jest jedno: w jakąkolwiek postać nie chciałaby się przepoczwarzyć III RP, jej głównym wrogiem pozostanie Kościół. To dość paradoksalne, bo chęć stworzenia pozorów patriotyzmu w przestrzeni publicznej zawsze kojarzyła się Polakom z zaangażowaniem hierarchów. Walka z moralnością katolicką jest jednak - jak widać nawet po książce Króla - głównym celem obecnego etapu antychrześcijańskiej rewolucji.

 

 

Krystian Kratiuk

 

 

 

Marcin Król

"Byliśmy głupi"
Warszawa 2015

Wydawnictwo: Czerwone i Czarne

Więcej notek tego samego Autora:

=>>