Niebezpieczna książka Wojciecha Sumlińskiego

 |  Written by Krzysztof Karnkowski  |  5
Od czasu pamiętnego przeszukania w domu dziennikarza w 2008 roku, staram się śledzić na bieżąco sprawę Wojciecha Sumlińskiego. Początkowo za pośrednictwem skromnych relacji medialnych, później dzięki ciężkiej pracy naszego kolegi Andera, wreszcie od jesieni 2013 roku bezpośrednio, jako obserwator procesu z ramienia Centrum Monitoringu Wolności Prasy przy SDP. Naturalną koleją rzeczy czytam więc też kolejne książki Sumlińskiego, a wszystko to razem sprawia, że raczej nie jestem przeciętnym czytelnikiem tej książki. Trudno więc ocenić mi ją obiektywnie. Z jednej strony być może podchodzę już do tego wszystkiego na swój sposób osobiście, z drugiej – poza pewnymi drobiazgami niewiele już jest w niej dla mnie nowego.

Dla osób, które mniej lub bardziej znają temat, każda kolejna książka Sumlińskiego jest czymś w rodzaju wersji rozszerzonej poprzedniczek, dziennikarz zawsze bowiem przypomina najważniejsze sprawy, zapewne pod kątem kogoś, kto po jego dzieło sięga po raz pierwszy. Mi czasem to ułatwia – bo nie muszę wracać do „W mocy nadziei”, czy „W mocy bezprawia”, czasem trochę męczy, gdy natrafiam na dłuższy fragment, przeklejony z przeczytanej już książki. Czasem chyba niejednej.  Nośny temat, nazwisko prezydenta i kampania wyborcza sprawią mam nadzieję, że „Niebezpieczne związki…” dotrą do wielu nowych czytelników, więc tym razem można to jednak Sumlińskiemu darować.

Zacząłem od uwag technicznych, ważniejsze jest jednak to, co znajdziemy w samej książce. Nietrudno zgadnąć, że jest to bardzo przygnębiająca lektura.  To historia związków polskiej mafii i służb specjalnych, w której bohater tytułowy stopniowo zaczyna odgrywać coraz większą rolę, wspierany mocno z zewnątrz. Sumliński przypomina pewną wizytę Bronisława Komorowskiego w jednym z budynków, pozostających w gestii Rosjan. Komorowski w listopadzie 1989 roku miał przeprowadzić tam inspekcję jako przedstawiciel polskiego rządu. W jej trakcie musiało jednak wydarzyć się coś bardzo interesującego, skoro jego pierwsze słowa na zewnątrz brzmiały „Teraz moja kariera pójdzie jak z płatka”. I poszła, bowiem szczęścia dzisiejszemu prezydentowi nie brakowało.

Ot, jak inaczej, niż szczęściem wytłumaczyć fakt, że nikogo nie interesowała zbytnio rola Komorowskiego w wyprowadzaniu pieniędzy z Wojskowej Akademii Technicznej przez ludzi Pro Civili i równoczesne udostępnianie wyników jej najtajniejszych prac badawczych osobom z zewnątrz, powiązanym z Rosją? Że Komorowski nie poniósł najmniejszych konsekwencji za dopuszczenie do sprzedaży – razem z TPSA – strategicznych instalacji telekomunikacyjnych, mających służyć łączności na wypadek wojny, w skutek czego te, na kilka lat, przeszły w ręce rosyjskiej firmy? To sprawy najmocniej udokumentowane, a są przecież jeszcze inne, jak choćby ten szczęśliwy zbieg okoliczności,  że gdy w sprawie Sumlińskiego zeznawać miał kluczowy świadek, który wykazałby – chcąc, nie chcąc – fałszywość zeznań Komorowskiego w sprawie jego relacji z oficerami WSI, do tego nie doszło, bo facet zatańczył się na śmierć. A to nie jedyny przypadek, gdy ktoś miałby cos ciekawego do opowiedzenia, ale nie opowie. Sumliński zresztą sam miewał różne przygody, ale i jemu, choć mniej, szczęścia w udziale przypadło – i tym razem piszę to już bez ironii.

Jak wspomniałem, interesujące są wątki poboczne, często bez nazwisk – nietrudno się jednak domyślić, kim był choćby „były premier”,  który trochę dziennikarzowi pomagał, a trochę go straszył. Albo pewien uczciwy, solidarnościowy minister, który lubił zabawić się w domku myśliwskim, położonym na terenie WAT i prowadzonym przez oficerów WSI. Prostytutek nikt by się ponoć nie czepiał, gdyby nie pojawiły się też narkotyki. Potem – dymisja. A ja zastanawiam się, jak potoczyłyby się losy Polski, gdyby bracia Kaczyńscy byli choćby w 1/10 tak bezwzględni, jak się ich malowało i ujawnili światu, jakie były prawdziwe przyczyny odejścia Sikorskiego z rządu PiS i oporów Lecha Kaczyńskiego przed jego nominacją w rządzie PO. Zresztą – wracając do ministra bez nazwiska z książki Sumlińskiego – poza panienkami i używkami, tu też mamy co najmniej jedne zwłoki. Któryś z zatrudnionych w dużych tygodnikach pójdzie tym tropem? Pytanie niestety retoryczne. Przyznam zresztą, że trochę zabrakło mi większej dawki informacji o roli dziennikarzy, czasem kojarzących się całkiem opozycyjnie i bezkompromisowo, których nazwiska przewijają się w aktach sprawy. Może następnym razem?

Nie chcę opowiadać Państwu całej książki, sporo wątków z niej pojawiło się już w rozmowach z autorem i materiałach na kilku portalach. Zachęcać do kupna chyba specjalnie nie muszę, warto natomiast, by fakty tu opisane nie zostały tylko i wyłącznie na papierze. Gdybyśmy byli krajem w miarę przynajmniej wolnym i demokratycznym, „Niebezpieczne związki” stałyby się przebojem kampanii, zaś każdy kandydat na prezydenta znałby i cytował treść wydawnictwa. Tymczasem o książce niby dość głośno, a jednak tak naprawdę cicho, jak w okół przesłuchania, które odbyło się w pałacu prezydenckim. Rozprawa, która powinna wstrząsnąć Polską zmieniła tyle, że na kolejnych posiedzeniach sądu pojawia się od tamtej pory kamera TV Republika. Odpowiedzialność, by ta cisza nie była kompletna, spoczywa chyba tylko na czytelnikach, bo trudno, byśmy nagle mogli zacząć liczyć w tej sprawie na dziennikarzy i polityków.

Wojciech Sumliński, Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego, WSR 2015
 
5
5 (2)

5 Comments

polfic's picture

polfic
No własnie. Coś cicho o tym ...
Krzysztof Karnkowski's picture

Krzysztof Karnkowski
na którymś z ostatnich wieców Komorowskiego ludzie trzymali powiększone okładki tej książki - i może to jest metoda. Pirewszy nakład autorowi się sprzedał w całości, będzie kolejny.
polfic's picture

polfic
Nie śledzę dużo netu ostatnio i mogę się mylić. Ale w "naszych" mediach też chyba nie za bardzo z tym...
Krzysztof Karnkowski's picture

Krzysztof Karnkowski
Na pewno mogłoby być więcej. Ot - wpolityce.pl dało relacje z premiery książki, natomaist we W Sieci jest artykuł o podejrzanych kartach biografii Komorowskiego, gdzie o książce nie ma slowa.

Więcej notek tego samego Autora:

=>>