
Zombie w popkulturze modne są może mniej, niż wampiry, niemniej trzymają się mocno. Zdyskontować ich popularność próbuje ostatnio „W Sieci”, gdzie od dwóch numerów straszy nas Jan Maria Rokita. Nie tylko straszy zresztą. Korzystając z wciąż nieutulonej najwyraźniej tęsknoty naszych dziennikarzy niepokornych po niezaistniałym nigdy na szczeblu krajowym POPiSie lansuje swoje tezy. Zupełnym przypadkiem bardzo wygodne dla obecnego układu władzy.
Pierwszą bardzo wygodną dla Tuska tezą jest założenie, że tak naprawdę nie realizuje on żadnego programu poza, oczywiście, programem utrzymania się przy władzy. To oczywiście stwierdzenie poręczne, wygodne i tłumaczące wszystko, a przy tym pozwalające na kolejną konkluzję, modną w części prawicowych mediów – że oto rządzi nami gang Olsena. Śmieszny, nieporadny, ale przecież tak naprawdę niegroźny. W powtarzaniu tej bzdury lansującemu ją najmocniej redaktorowi Ziemkiewiczowi nie przeszkadza taka drobnostka, jak wydłużająca się lista ofiar „seryjnego samobójcy”, a i 10 kwietnia niestety nie wyleczył RAZ-a z tego złudzenia. Pytanie o to, ile (niech będzie nawet, że jedynie domniemanych) ofiar śmiertelnych mieli na sumieniu Olsen wraz z kolegami pozostaje tymczasem bez odpowiedzi. Tusk tymczasem swój program zawarł w słynnym artykule dla „Znaku”, potem powtórzył podczas zjazdu Kaszubów i tak mu zostało. Premier nie lubi Polski, jego prawo. Ma okazję zrealizować sporą część swojego programu, więc realizuje, nikomu z silniejszych graczy nie sprawia tym przecież kłopotu, a moment historyczny trafił mu się idealny. O wiele przyjemniej jest jednak uznać, że rządzi nami pocieszny nieudacznik, niż facet bez żadnych skrupułów, mający program likwidacji państwa, które jest dla niego dziedzicznie obciążone nienormalnością. Czemu jednak ten kit wciska nam dziś również „W Sieci”? Przy okazji Rokita pisze o narracji antypisowskiej, która wyniosła Tuska do władzy, skromnie pomijając swój niebagatelny w nią wkład. Jakby to nie on obawiał się, że zamiast mleczarza przyjdzie po niego ktoś inny. Jakby to nie on udzielał histerycznych wywiadów, w których opowiadał, jak jest przez rząd Kaczyńskiego zastraszany, obrażany i zaszczuwany.
W tym tygodniu zaś pan Jan Maria Rokita opowiada nam o emancypacji prezydenta Komorowskiego. Wcześniej pozostawał w cieniu premiera, właściwie niczego nawet nie mógł a i też nie chciał, dopiero teraz próbuje wybić się na samodzielność. Tak właściwie to nawet musi, bo taki mechanizm wymusza konstytucja. No tak. Skoro pan Jan Maria Rokita zapomniał już o tym, że był politykiem Platformy, ma prawo nie pamiętać też, o marzeniach Tuska o prezydenturze; o jego reakcji na przegraną i podporządkowaniu wszystkiego jednemu tylko celowi, aż do nagłego zwrotu akcji i wypowiedzi o żyrandolach. Cała wcześniejsza bitwa, wszystkie nerwy, ataki i porażki były tylko dla żyrandola? Pana premiera coś nagle olśniło, więc postanowił zostać przy prawdziwej władzy, upragnioną zabawkę pozostawił zaś dwóm partyjnym kolegom, z których wygrać mógł tylko jeden?
Sprawa Sumlińskiego i kontakty prezydenta, wcześniej zaś marszałka sejmu, z wojskowymi oraz jego sympatyczne wyjazdy myśliwskie do Rosji trochę utrudniają mi bezrefleksyjne przyjęcie ostatniego tekstu Rokity. Wszyscy obserwatorzy polityki, z wyjątkiem błyskotliwego komentatora z Krakowa, wiedzą, że o ile Donald Tusk kojarzony jest raczej z Niemcami - choć nie postawi się Rosji, sercem jest przy pani Angeli, o tyle prezydent już jednoznacznie kojarzony jest z frakcją prorosyjską. Tymczasem od pewnego czasu widzimy, że reset w relacjach Ameryki i Rosji okazał się całkowitą fikcją, relacje państw Europy z Rosją są różne, tendencja do ochładzania jest jednak wyraźna. W Polsce lepiej mieć więc prezydenta Komorowskiego, niż prezydenta Tuska, przynajmniej jeśli jest się planującym odzyskanie dawnej strefy wpływów KGB-istą. Nie wiem, czym premiera Tuska przekonano, by pozostał tam gdzie jest, oddając prezydenturę koledze, jednak sądzę, że argument musiał być mocny. Dajmy na to zjawiska pogodowe. Kto wie, czy nie ukształtowały się wiosną 2010 roku zupełnie inaczej, gdyby Tusk nie zrezygnował ze swoich ambicji? Pogoda, wiadomo, jest zmienna i zupełnie nieprzewidywalna. To oczywiście science fiction i teorie spiskowe w jednym, niemniej sądzę, że robienie z prezydenta Komorowskiego kolejnego wujka-nieudacznika, uzupełniającego się z premierem, pociesznym kryminalistą- pechowcem jest obu tym panom bardzo na rękę.
Co jeszcze napisze dla nas Jan Maria Rokita, by ukoić tęsknotę dziennikarzy niepokornych, dowiemy się za tydzień. Chyba, że do tego czasu spełnią się marzenia i Rokita z łamów trafi do Gowina, by kolejny raz uratować Polskę przed Kaczyńskim, choćby nawet w koalicji z nim samym.
Polecam lekturę poprzednich wpisów na blog'n'rollu:
http://blog-n-roll.pl/en/robi%C4%99-swoje-rozmowa-z-wojciechem-sumli%C5%84skim
http://blog-n-roll.pl/en/resortowe-dzieci-zabawa-w-postkomunizm
Pierwszą bardzo wygodną dla Tuska tezą jest założenie, że tak naprawdę nie realizuje on żadnego programu poza, oczywiście, programem utrzymania się przy władzy. To oczywiście stwierdzenie poręczne, wygodne i tłumaczące wszystko, a przy tym pozwalające na kolejną konkluzję, modną w części prawicowych mediów – że oto rządzi nami gang Olsena. Śmieszny, nieporadny, ale przecież tak naprawdę niegroźny. W powtarzaniu tej bzdury lansującemu ją najmocniej redaktorowi Ziemkiewiczowi nie przeszkadza taka drobnostka, jak wydłużająca się lista ofiar „seryjnego samobójcy”, a i 10 kwietnia niestety nie wyleczył RAZ-a z tego złudzenia. Pytanie o to, ile (niech będzie nawet, że jedynie domniemanych) ofiar śmiertelnych mieli na sumieniu Olsen wraz z kolegami pozostaje tymczasem bez odpowiedzi. Tusk tymczasem swój program zawarł w słynnym artykule dla „Znaku”, potem powtórzył podczas zjazdu Kaszubów i tak mu zostało. Premier nie lubi Polski, jego prawo. Ma okazję zrealizować sporą część swojego programu, więc realizuje, nikomu z silniejszych graczy nie sprawia tym przecież kłopotu, a moment historyczny trafił mu się idealny. O wiele przyjemniej jest jednak uznać, że rządzi nami pocieszny nieudacznik, niż facet bez żadnych skrupułów, mający program likwidacji państwa, które jest dla niego dziedzicznie obciążone nienormalnością. Czemu jednak ten kit wciska nam dziś również „W Sieci”? Przy okazji Rokita pisze o narracji antypisowskiej, która wyniosła Tuska do władzy, skromnie pomijając swój niebagatelny w nią wkład. Jakby to nie on obawiał się, że zamiast mleczarza przyjdzie po niego ktoś inny. Jakby to nie on udzielał histerycznych wywiadów, w których opowiadał, jak jest przez rząd Kaczyńskiego zastraszany, obrażany i zaszczuwany.
W tym tygodniu zaś pan Jan Maria Rokita opowiada nam o emancypacji prezydenta Komorowskiego. Wcześniej pozostawał w cieniu premiera, właściwie niczego nawet nie mógł a i też nie chciał, dopiero teraz próbuje wybić się na samodzielność. Tak właściwie to nawet musi, bo taki mechanizm wymusza konstytucja. No tak. Skoro pan Jan Maria Rokita zapomniał już o tym, że był politykiem Platformy, ma prawo nie pamiętać też, o marzeniach Tuska o prezydenturze; o jego reakcji na przegraną i podporządkowaniu wszystkiego jednemu tylko celowi, aż do nagłego zwrotu akcji i wypowiedzi o żyrandolach. Cała wcześniejsza bitwa, wszystkie nerwy, ataki i porażki były tylko dla żyrandola? Pana premiera coś nagle olśniło, więc postanowił zostać przy prawdziwej władzy, upragnioną zabawkę pozostawił zaś dwóm partyjnym kolegom, z których wygrać mógł tylko jeden?
Sprawa Sumlińskiego i kontakty prezydenta, wcześniej zaś marszałka sejmu, z wojskowymi oraz jego sympatyczne wyjazdy myśliwskie do Rosji trochę utrudniają mi bezrefleksyjne przyjęcie ostatniego tekstu Rokity. Wszyscy obserwatorzy polityki, z wyjątkiem błyskotliwego komentatora z Krakowa, wiedzą, że o ile Donald Tusk kojarzony jest raczej z Niemcami - choć nie postawi się Rosji, sercem jest przy pani Angeli, o tyle prezydent już jednoznacznie kojarzony jest z frakcją prorosyjską. Tymczasem od pewnego czasu widzimy, że reset w relacjach Ameryki i Rosji okazał się całkowitą fikcją, relacje państw Europy z Rosją są różne, tendencja do ochładzania jest jednak wyraźna. W Polsce lepiej mieć więc prezydenta Komorowskiego, niż prezydenta Tuska, przynajmniej jeśli jest się planującym odzyskanie dawnej strefy wpływów KGB-istą. Nie wiem, czym premiera Tuska przekonano, by pozostał tam gdzie jest, oddając prezydenturę koledze, jednak sądzę, że argument musiał być mocny. Dajmy na to zjawiska pogodowe. Kto wie, czy nie ukształtowały się wiosną 2010 roku zupełnie inaczej, gdyby Tusk nie zrezygnował ze swoich ambicji? Pogoda, wiadomo, jest zmienna i zupełnie nieprzewidywalna. To oczywiście science fiction i teorie spiskowe w jednym, niemniej sądzę, że robienie z prezydenta Komorowskiego kolejnego wujka-nieudacznika, uzupełniającego się z premierem, pociesznym kryminalistą- pechowcem jest obu tym panom bardzo na rękę.
Co jeszcze napisze dla nas Jan Maria Rokita, by ukoić tęsknotę dziennikarzy niepokornych, dowiemy się za tydzień. Chyba, że do tego czasu spełnią się marzenia i Rokita z łamów trafi do Gowina, by kolejny raz uratować Polskę przed Kaczyńskim, choćby nawet w koalicji z nim samym.
Polecam lekturę poprzednich wpisów na blog'n'rollu:
http://blog-n-roll.pl/en/robi%C4%99-swoje-rozmowa-z-wojciechem-sumli%C5%84skim
http://blog-n-roll.pl/en/resortowe-dzieci-zabawa-w-postkomunizm
(14)
7 Comments
@Budyń78
10 January, 2014 - 17:52
Kwintesencja pięciogwiazdkowa :-)))!!!
Pozdrawiam
Rakieta z pewnością jest
10 January, 2014 - 19:47
"Cari amici soldati, i tempi della pace sono passati."
Ombretta sdegnosa
10 January, 2014 - 20:41
A rowery były nazywane od ptaków: Kormoran, Sokół, Albatros, Flaming, Kobuz, Czajka, Kos.
Byłu też inne odzwierzęce nazwy - Gazela, Jaguar, Mustang..
Jednak najlepszy był GIL i NARCYZ - męski, na kołach 26".
A Tusk jednak zerżnął - "...Orlik - mała młodzieżówka na kołach 20"...".
I to jest dobre - "...Laura – damka, górna rura ramy inna niż w "Gazeli"..." - A jak dolne partie i przerzutki ?
Pozdrawiam
jwp
Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.
nic dodać nic ująć. Ja zawsze
11 January, 2014 - 05:27
nigdy nie zdecydowałem się
11 January, 2014 - 18:10
8 kawałków, 6 minut
12 January, 2014 - 13:36
Tracklista: Legenda/Pięknie; Diabeł z Krakowa; Diabelskie przesłanie; śmiech z głębi piekieł; Osaczony; Modli się; Czterej jeźdźcy apokalipsy; Wpiekłowstąpienie. Budyń - głos, gitary, sample, Kas - głos
https://www.facebook.com/photo.php?v=10201316820337789&l=57436008482214289
Bardzo trafne określenie
14 January, 2014 - 22:04
Czas jest naglący widocznie skoro taki garnitur jakości trumiennej odzieży serwuje się ostatnio.
A "house sampel" Budynia faktycznie powalający. Wczesnopunkowo acidowy zneologizowałbym.