
„Jego oczami” to niezależny film Szymona J. Wróbla, poświęcony ks. Józefowi Tischnerowi oraz książka pod tym samym tytułem, będąca jego dopełnieniem u uzupełnieniem. Razem – w postaci książkowej z dołączonym DVD wydało je wydawnictwo M. Co ciekawe, obecność płyty sygnalizowana jest na okładce w sposób na tyle oszczędny, że muszę przyznać, ze płytę, doklejoną skromnie do trzeciej strony okładki odkryłem będąc gdzieś w połowie lektury, gdy zdążyłem już pomyśleć „szkoda, że filmu nie dali”… Jednak dali, więc oderwałem się od czytania i wziąłem się za oglądanie.
Przyznam od razu – fenomen ks. Tischnera mnie właściwie ominął. Kojarzyłem go głównie ze środowiskiem „Gazety Wyborczej” i „Tygodnika Powszechnego”, znałem zaś głównie z autorstwa określenia „Homo sovieticus”, zbyt często używanego jako pałka do okładania ludzi, ośmielających się mieć wątpliwości co do przemian roku ’89 i późniejszych. Zresztą – choć na pewno obraz to zbyt jednostronny i krzywdzący, jest faktem, że sporą część filmu zajmuje rozmowa z ks. Adamem Bonieckim, pojawia się bp Pieronek, patronem medialnym jest Tygodnik Powszechni i religia.tv – słowem i dziś dziedzictwo Tischnera zagospodarowywać zdaje się ta część polskiego kościoła, z którą jest mi zdecydowanie nie po drodze. Tymczasem drobne (zbyt drobne!) fragmenty jego myśli i twórczości zachęcają zdecydowanie do poszukania czegoś więcej, ponieważ oderwane od klucza towarzysko-ideowo-politycznego niosą za sobą mądrość i godną uwagi refleksję. Kłopot w tym, że o ile z filmu dowiedziałem się dużo o samym Tischnerze i jego rodzinie, o tyle właściwie nie poznałem jego odpowiedzi na żadne z kluczowych pytań.
Dlatego wydaje mi się, że „Jego oczami” to film skierowany raczej do osób, które już myśl ks. Józefa Tischnera odkryły i teraz chcą zobaczyć go oczami brata , przyjaciół, współpracowników. Czy więc tytuł wprowadza w błąd? I tak (z przyczyn już wspomnianych) i nie – bowiem pozostaje jeszcze przepiękna warstwa wizualna filmu, w której oglądamy góry i Kraków, miejsca, które w życiu Tischnera odegrały bardzo ważną rolę. Oglądamy jego świat. Od tej strony film jest bardzo udany, choć wytraca urok w tej części, która pokazuje inne dziedzictwo Tischnera, szkoły i placówki jego imienia. Co ciekawe i ważne, w ogóle nie widać, jak skromnymi środkami został zrealizowany, o czym przeczytać można w książce.
Książka zaś jest dobrym uzupełnieniem filmu. Znajdziemy w niej zapisy rozmów, również tych, które do filmu nie weszły, zapiski z planu i wspomnienia z premiery i wielu innych pokazów „Jego oczami”. Wszystko uzupełnia wspomnienie o Tischnerze dr Stanisławy Trebuni-Straszel, wywiad z samym filozofem, przeprowadzony w 1990 roku przez Marka Barańskiego dla „Gazety Olsztyńskiej”), wreszcie wybór filozoficznych wystąpień młodzieży z Ogólnopolskiego Konkursu Filozoficzno-Oratorskiego „Na ścieżkach życia – Tischnerowskie drogowskazy”.
Niezależnie od zagospodarowania Tischnera przez środowisko „GW” i najbliższą mu część polskiego kościoła, ma on swoich fanów (choć może to złe słowo, jakiego jednak użyć – czytelników, widzów, słuchaczy?) również wśród osób bliższych konserwatyzmowi, tak więc i wśród naszych czytelników zapewne znajdą się zainteresowani tematem. I film, i książkę mogę wiec polecić im z pełnym przekonaniem, uprzedzając jedynie, że nie ze wszystkimi występującymi z niej osobami jest im w wielu sprawach po drodze. Tu jednak można o tym na chwilę zapomnieć i skupić się na głównym bohaterze.
Szymon J. Nowak, Jego oczami, Wydawnictwo M 2014
Przyznam od razu – fenomen ks. Tischnera mnie właściwie ominął. Kojarzyłem go głównie ze środowiskiem „Gazety Wyborczej” i „Tygodnika Powszechnego”, znałem zaś głównie z autorstwa określenia „Homo sovieticus”, zbyt często używanego jako pałka do okładania ludzi, ośmielających się mieć wątpliwości co do przemian roku ’89 i późniejszych. Zresztą – choć na pewno obraz to zbyt jednostronny i krzywdzący, jest faktem, że sporą część filmu zajmuje rozmowa z ks. Adamem Bonieckim, pojawia się bp Pieronek, patronem medialnym jest Tygodnik Powszechni i religia.tv – słowem i dziś dziedzictwo Tischnera zagospodarowywać zdaje się ta część polskiego kościoła, z którą jest mi zdecydowanie nie po drodze. Tymczasem drobne (zbyt drobne!) fragmenty jego myśli i twórczości zachęcają zdecydowanie do poszukania czegoś więcej, ponieważ oderwane od klucza towarzysko-ideowo-politycznego niosą za sobą mądrość i godną uwagi refleksję. Kłopot w tym, że o ile z filmu dowiedziałem się dużo o samym Tischnerze i jego rodzinie, o tyle właściwie nie poznałem jego odpowiedzi na żadne z kluczowych pytań.
Dlatego wydaje mi się, że „Jego oczami” to film skierowany raczej do osób, które już myśl ks. Józefa Tischnera odkryły i teraz chcą zobaczyć go oczami brata , przyjaciół, współpracowników. Czy więc tytuł wprowadza w błąd? I tak (z przyczyn już wspomnianych) i nie – bowiem pozostaje jeszcze przepiękna warstwa wizualna filmu, w której oglądamy góry i Kraków, miejsca, które w życiu Tischnera odegrały bardzo ważną rolę. Oglądamy jego świat. Od tej strony film jest bardzo udany, choć wytraca urok w tej części, która pokazuje inne dziedzictwo Tischnera, szkoły i placówki jego imienia. Co ciekawe i ważne, w ogóle nie widać, jak skromnymi środkami został zrealizowany, o czym przeczytać można w książce.
Książka zaś jest dobrym uzupełnieniem filmu. Znajdziemy w niej zapisy rozmów, również tych, które do filmu nie weszły, zapiski z planu i wspomnienia z premiery i wielu innych pokazów „Jego oczami”. Wszystko uzupełnia wspomnienie o Tischnerze dr Stanisławy Trebuni-Straszel, wywiad z samym filozofem, przeprowadzony w 1990 roku przez Marka Barańskiego dla „Gazety Olsztyńskiej”), wreszcie wybór filozoficznych wystąpień młodzieży z Ogólnopolskiego Konkursu Filozoficzno-Oratorskiego „Na ścieżkach życia – Tischnerowskie drogowskazy”.
Niezależnie od zagospodarowania Tischnera przez środowisko „GW” i najbliższą mu część polskiego kościoła, ma on swoich fanów (choć może to złe słowo, jakiego jednak użyć – czytelników, widzów, słuchaczy?) również wśród osób bliższych konserwatyzmowi, tak więc i wśród naszych czytelników zapewne znajdą się zainteresowani tematem. I film, i książkę mogę wiec polecić im z pełnym przekonaniem, uprzedzając jedynie, że nie ze wszystkimi występującymi z niej osobami jest im w wielu sprawach po drodze. Tu jednak można o tym na chwilę zapomnieć i skupić się na głównym bohaterze.
Szymon J. Nowak, Jego oczami, Wydawnictwo M 2014
(2)