Nawet jeśli Ukraina się nie rozpadnie, tożsamość neobanderowska może się rozprzestrzenić. Cała Ukraina może zbanderyzować się w ciągu kilkudziesięciu lat. Nie widzę żadnego powodu, by takie państwo nie stało się wasalem Niemiec. Bo niby dlaczego miałoby orientować się na Warszawę?– mówi w rozmowie z PCh24.pl Tomasz Kwaśnicki, redaktor naczelny portalu Kresy.pl.
Polscy politycy od lewa do prawa, a także polscy publicyści z najróżniejszych mediów patrzyli na Kijów i tamtejszą rewolucję w ten sam, entuzjastyczny sposób. Portal Kresy.pl zajmujący się od lat tematyką ukraińską postrzegał protesty na Majdanie zupełnie inaczej niż mainstream. Dlaczego stanęli Państwo okoniem wobec promajdnanowskiego nastawienia zdecydowanej większości polskiej opinii publicznej?
Od samego początku bardzo bulwersował nas stosunek Polaków do tej sprawy. Wyglądało to tak, jakbyśmy totalnie zwolnili się ze swych polskich obowiązków i jakby nigdy nie istniał bagaż wspólnych polsko-ukraińskich stosunków. Jeszcze przed szczytem Partnerstwa Wschodniego w Wilnie, w polskich miastach pojawiali się protestujący. Zarówno w relacjach z Ukrainy jak i w relacjach z Polski prezentowano totalny brak wiedzy o historii. Tak na Ukrainie jak i na demonstracjach w Małopolsce czy Warszawie widać było banderowskie symbole i słychać banderowskie hasła. Pod pomnikiem Mickiewicza w Krakowie uśmiechnięci redaktorzy polskich telewizji przypatrywali się temu wesoło, kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego, co się dzieje. Można spierać się o to, o co walczył Majdan. Zakładając nawet, że walczył o wolność, nie można ukrywać, że odbywało się to w towarzystwie skandalicznego sztafażu. Polacy powinni mieć przecież świadomość, że nawet sympatyzując z Majdanem nie możemy zamykać oczu na ten bagaż.
Co najbardziej nas irytowało to fakt większej solidarności Polaków z Ukraińcami niż z własnymi rodakami zabitymi przez ich dziadków i spoczywających w bezimiennych mogiłach na Wołyniu. Tymi którzy zostali zamordowani wyłącznie ze względu na swą narodowość. Stąd nasza pretensja do mediów. Wywołała ona wściekłość wielu redakcji. Ich przedstawiciele zaangażowali się emocjonalnie i moralnie w ukraińską rewolucję. Wiele osób położyło na szali swoje autorytety stawiając się jednoznacznie i bezrefleksyjnie po jednej ze stron sporu, jako natchnieni prorocy wartości europejskich, praw człowieka i demokracji.
To niemały paradoks, wszak wiele spośród tych osób podkreślało do tej pory swój daleko idący eurosceptycyzm.
Nie wiem dlaczego publicyści i politycy od lat mówiący o tym, że nie żyjemy w wolnym kraju, że jesteśmy coraz bardziej zniewoleni w Europie, jeździli na Majdan i zachęcali Ukraińców do walki o wejście do Unii Europejskiej. Bronisław Wildstein powiedział na przykład, że „musimy się solidaryzować, gdyż my również kiedyś walczyliśmy dzięki czemu dziś żyjemy w wolnym kraju”. Wildstein powiedział to publicznie, stojąc na scenie kijowskiego Majdanu. Ja nie jestem tego taki pewien, śmiem twierdzić nawet, że Ukraińcy mogliby powiedzieć Wildsteinowi – „w wolnym kraju to dzisiaj żyjemy my, a nie Polacy”. My jesteśmy wolnym społeczeństwem obywatelskim na Majdanie, a Ty obywatelem jakiejś masowej demokracji i nie masz pojęcia czym jest wolność polityczna, bo nawet nie masz prawa – w przeciwieństwie do nas – uczestnictwa w życiu politycznym. To Ukraińcy są dziś komunikującą się wspólnotą działania, a taki jest pierwotny sens polityczności.
My nigdy nie przedstawialiśmy Majdanu jako ludzi nabijających dzieci na sztachety, a tylko zaznaczaliśmy, że nie wszystko jest tam takie, jak się może na pierwszy rzut oka wydawać. Elementy skrajnego nacjonalizmu są tam bardzo obecne. To nie jest margines. To jest mniejszość, ale bardzo licząca się mniejszość. Takie ugrupowania jak Prawy Sektor mają realny wpływ na wydarzenia na Majdanie i potrafią doskonale organizować to, co się tam dzieje.
Kilka miesięcy temu można było odnieść wrażenie, że wiedza o zbrodni wołyńskiej i prawdziwej historii polsko-ukraińskich stosunków przebija się już do powszechnej świadomości. Obchody 70. rocznicy Rzezi Wołyńskiej nie skupiły tak wielkiego zaangażowania społecznego jak okrągłe rocznice Zbrodni Katyńskiej, ale wydawać się mogło, że wiedza o wydarzeniach z udziałem banderowców staje się oczywistością. Minęło jednak kilka miesięcy i w Krakowie organizowane są spotkania konserwatywnych klubów na których padają słowa: Slawa Ukrainie, Hierojom Slawa. Po zwróceniu uwagi na niestosowność takich zachowań pada jeden zarzut – jesteś ruskim agentem.(...)