Orwell w brzuchu wieloryba

 |  Written by Krzysztof Karnkowski  |  1
Lekturę zbioru tekstów Orwella rozłożyłem sobie na prawie dwa tygodnie. Pod względem czytelniczym był to chyba najintensywniej spędzony w tym roku czas. Zbiór tekstów „Gandhi w brzuchu wieloryba” jest lekturą równocześnie wciągającą i wymagającą, lekką i trudną, czasem lekko humorystyczną (otwierające zbiór reportaże o przytułku i areszcie), częściej jednak przeraźliwie pesymistyczną.  Trudno bowiem wyciągnąć optymistyczne wnioski z banalnego stwierdzenia, że teksty Orwella są dziś co najmniej równie aktualne, jak w chwili powstania, zaś to, przed czym ostrzegał rozgrywa się na naszych oczach.
Co ciekawe, bardzo wiele artykułów to teksty teoretycznie poświęcone literaturze angielskiej oraz amerykańskiej i zachodzącym w nich przemianom. Choć jednak z początku wydają się one mało ciekawe dla osób spoza wąskiego grona znawców, szybko okazują się tłem do refleksji szerszej, poświęconej przemianom cywilizacyjnym, politycznym i kulturowym. Choć większość nazwisk i tytułów książek, które przywołuje Orwell nie mówi mi za wiele, czytam z zainteresowaniem o takich sprawach, jak ideowe mody wśród brytyjskich literatów lat 20 i 30, czy zmianach w powieściach kryminalnych.

Orwell obserwował narodziny obu największych totalitaryzmów i przed obydwoma ostrzegał, choć większość literatów jego czasu z jednym z nich, sowieckim, flirtowała nad wyraz chętnie. Twórca „Roku 1984” stał w poprzek tej mody, piętnując komunizm (oddzielając jednak antykomunizm od niechęci wobec Rosjan jako takich, którą dostrzegał również).  Równocześnie potrafił stanąć w obronie kolegi po fachu, który, niezorientowany w polityce został wykorzystany przez Niemców do celów propagandowych, zaś przez Anglików, ślepych na o wiele jaskrawsze przykłady co najmniej ideowej kolaboracji z hitlerowcami, ogłoszony zdrajcą. Będąc lewicowcem, był równocześnie antykomunistą i brytyjskim patriotą, co doprowadziło go do stworzenia listy osób, podejrzewanych przez niego o sprzyjanie bądź współpracę z Sowietami i przekazanie jej policji, co po latach ściągnęło na niego gromy, w ówczesnej sytuacji (pisarz obawiał się, że Stalin wygra zimną wojnę) wynikało z konieczności i konsekwencji w przekonaniach. Zresztą, jak zauważył jeden z obrońców Orwella, ten nie naraził nikogo na represje większe, niż strata skromnego dodatkowego dochodu za pisanie propagandowych materiałów dla angielskiego rządu.

Społeczne zacięcie George’a Orwella bardzo mocno przebija się przez większość tekstów, w formie czystej widzimy je w otwierających książkę reportażach z przytułku i aresztu, w których podziwiać możemy nie tylko analityczny, lecz i reporterski geniusz, okraszony też sytuacyjnym poczuciem humoru, nieodległym od samego Haska. Na ogół jest jednak ciężko i przygnębiająco, Orwell wieszczy bowiem apokalipsę – jeśli nie całemu światu, to przynajmniej światu, jaki znał, światu przedwojennemu. To, co najpełniej widać w mojej ulubionej „Bez tchu”, przebija przez większość tekstów – czy to we wspomnianym artykule o zmianach postaci i charakteru głównych bohaterów kryminałów, czy w tekście o współczesnym sporcie jako nośniku nacjonalizmu (w tym tekście Orwellowi najbliżej do tego, czego na ogół nie lubimy u współczesnych pseudolewicowców z Wyborczej, jednak i tu nie sposób odmówić mu racji, zwłaszcza przy zderzeniu z konkretnymi historiami).

Tematów, poruszanych w tekstach jest oczywiście o wiele więcej – kwestie społeczne wojennej Anglii, której Orwell zarzucał brak solidarności, problematyka Indii, wówczas jeszcze zależnych od Londynu (tu zresztą Orweel się pomylił i to podwójnie: wieszczył bowiem, że Indie niepodległości nie uzyskają, a jeśli nawet, będzie to niepodległość fikcyjna, prawdziwą gwarantuje bowiem dostęp do nowoczesnej broni – jak wiemy, wszystko potoczyło się zupełnie inaczej, wreszcie tekst o chrześcijańskich modernistach. To kolejna ciekawa sprawa, bowiem Orwell nie był co prawda nastawiony do chrześcijaństwa wrogo, jednak niektórych formułowanych przez niego tez nie spodziewalibyśmy się w pozycji wydanej przez Frondę. Świadczy to o większej, niż wyobrażają to sobie liczni przeciwnicy tej marki, otwartości wydawcy. I choć, gdy pojawiają się wątki okołoreligijne, z Orwellem nie zawsze mi tak bardzo po drodze, jak w większości innych spraw, to jednak cieszę się, że miałem okazję się o tym przekonać.

Niezależnie od tego, czy ktoś przeczytał tylko najważniejsze książki George’a Orwella, czy sięgnął również po rzeczy mniej oczywiste, w „Gandhim w brzuchu wieloryba” na pewno coś dla siebie znajdzie. To lektura nienajłatwiejsza, ale zdecydowanie obowiązkowa. Jedno, czego w niej brak, to większej ilości tekstów poświęconych sprawom Polski. Tu Polskę znajdziemy raczej między wierszami. Swoja drogą wielka szkoda, że Orwell nie zdążył napisać książki o Katyniu, która chodziła mu po głowie. Na szczęście zdążył napisać wiele innych pozycji, w tym felietony, reportaże i pogadanki zebrane we Frondowej książce. Warto odwrócić się do teleeekranu, zaopatrzyć się w kawę zwycięstwa i czytać, czytać, czytać.
 
 Geogre Orwell, Gandhi w brzuchu wieloryba, przeł. Bartłomiej Zborski, Fronda 2014
 
5
5 (3)

1 Comments

polfic's picture

polfic
Skorzystam z okazji i nawiązując do "Roku 1984" przypomne "Nowy wspaniały świat" Huxley'a, ale to pewnie jest znane. Mniej znaną książką Huxleya jest "Filozofia wieczysta", jedna z najlepszych rzeczy jakie w życiu czytałem.

Pozdrawiam

Więcej notek tego samego Autora:

=>>